Wargaming.net League Grand Finals 2014
Zorganizowane w dniach od 4 do 6 kwietnia wielkie finały mistrzostw świata World of Tanks przyciągnęły do warszawskich Złotych Tarasów tysiące zainteresowanych. Growi i niegrowi dziennikarze z całego świata, dzieci, młodzież i dorośli – wszyscy szturmem zaatakowali znajdujące się tu Multikino, na trzy dni przemienione w prawdziwy generator e-sportowych doznań i emocji. Kilka telebimów i profesjonalnych komentatorów, osobne studio analizujące każdy rozegrany mecz i potężna transmisja całego wydarzenia na platformie twitch – organizacja imprezy stała na naprawdę bardzo wysokim poziomie. No i jeszcze sala kinowa na osiemset osób, w drugim i trzecim dniu trwania finałów niemal bez przerwy wypełniona po brzegi kibicami. Na całe szczęście, nasza ekipa umiejętnie przedarła się przez tłum i wtopiła w otoczenie, przygotowując dla was relację i materiały z najciekawszych wydarzeń tej przepotężnej inicjatywy Wargaming.
Piątkowy start, witający wszystkich dziennikarzy zamkniętą konferencją z udziałem wargamingowego Szefa Wszystkich Szefów, Wiktora Kisłego, okazał się być jeno ciszą przed prawdziwą burzą. Zainteresowanie graczy jak i ludzi z tematem niezwiązanych było w ten bądź co bądź dzień pracy dość umiarkowane. Włodarze firmy opowiedzieli nam co nieco o obecnej sytuacji w Wargaming oraz planach na przyszłość, rzucając również garścią liczb i statystyk. Nimi zresztą równie chętnie dzielili się później przy okazji indywidualnych wywiadów, więc wszystkich spragnionych konkretów już teraz pozwolę sobie zaprosić na moją rozmowę z Prezesem „od Czołgów” oraz PR Managerem Wargaming w Polsce, Konradem Rawińskim. Stosowne linki poniżej, pod nimi zaś – prawdziwe oceany informacji.
Wywiad z Wiktorem Kisłym – Wargaming.net CEO
Wywiad z Konradem Rawińskim – PR Managerem Wargaming w Polsce
Ale przecież to nie ogranizatorzy i ludzie trzymający wszystko do kupy są podczas takich imprez najważniejsi, prawda? Na wielkim finale ligi Wargaming.net w Warszawie pojawiło się w sumie 14 zespołów, z których to z nazwy wymienić wypada rosyjskich wymiataczy z Virtus.pro i Synergy, S.I.M.P z USA, ekipę killerów z Navi czy naszą perełkę w zestawieniu, polski Lemming Train. Gdyby ktoś się zastanawiał, podróż z Azji bądź Korei niektóre z zespołów nie odbyły tylko i wyłącznie dla prestiżu, lansu i rosłego monolitu występującego tutaj w roli pucharu – 100 tys. dolców jako główna wygrana to także niezła motywacja. Tak, dobrze przeczytaliście - ponad 300 tys. zł za ostrzeliwanie się wirtualnymi czołgami. Taki mamy klimat.
Lemmingi nie rozgromiły niestety kogo się tylko dało i nie zgarnęły całej sumy – piątek (4.04) należał jednak do nich, i to właśnie w tym dniu polska ekipa, moim skromnym zdaniem, najbardziej pokazała klasę. Największym fanem e-sportu i znawcą World of Tanks w naszym pięknym kraju raczej nie jestem, ale przed akcjami zaprezentowanymi przez chłopaków w ten dzień uchylić należy czoło. To, co wyprawiało się na wielkim ekranie kinowej sali kilkukrotnie porywało ludzi z krzeseł, wywołując okrzyki i głośne brawa. A jak już wspomniałem wcześniej – był to tylko początek. W kolejnych dniach poziom imprezy wcale nie miał zamiaru opadać, a temperatura spotkań sukcesywnie rosła.
Z racji jednak tego, iż Wargaming lubi dbać o edukację historyczną swoich odbiorców (czego dowiecie się między innymi ze wspomnianych już wywiadów), dziennikarze mieli pełne ręce roboty i poza terenem rozgrywek. Wywiezieni na teren Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej na własnej skórze poczuliśmy, co to znaczy życie czołgisty. Grupowe polerowanie lufy (jakkolwiek dziwnie to nie brzmi), ładowanie działa, podłączanie holu czy sprawdzanie poziomu oleju – każda z tych czynności wymaga pełnego zaanagażowania i współpracy pancerniaków, którzy zamknięci w metalowej puszce są w zasadzie jak rodzina. Taka nietypowa, pachnąca smarem i olejem. Tak swoją drogą, podobno sprawna ekipa potrafiła oddać 7 strzałów z głównego działa w ciągu jednej minuty. Z takim gościem jak ja na pokładzie, przy pierwszym podejściu ciężko byłoby mówić nawet o trzech.
Rozgrywki ostatecznie zakończyły się zwycięstwem Navi, w finałowym starciu zmagającym się z Virtus.pro jak równy z równym. I chociaż na pierwszym podium nie było nam dane oglądać naszego zespołu, i tak możemy być pieruńsko dumni – zarówno z Lemming Train, którego ekipa ponownie udowodniła i umocniła swoją pozycję jednej z najlepszych drużyn World of Tanks na świecie, jak i z polskich fanów. Wargaming przekonał się na własne oczy, że zaangażowanie Polaków w e-sport to nie tylko puste cyferki, ale i realni oraz oddani swoim ulubionym produkcjom ludzie. Tym samym nasz kraj wzbogacił się także o kolejną, niesamowicie widowiskową i atrakcyjną chyba nie tylko dla graczy imprezę, którą naprawdę warto było odwiedzić. I to nawet, jeśli seria World of … nie zajmuje zaszczytnego miejsca na liście naszych ulubionych produkcji – nie ma nic piękniejszego, niż towarzystwo bandy podobnych nam wariatów, kibicujących „naszym”!
Wywiad z Wiktorem Kisłym – Prezesem Wargaming.net
Benchmark.pl – Panie Wiktorze, jak podoba się Panu w Polsce?
Wiktor Kisłyj – Mówiąc krótko, kocham Wasz kraj. Po raz pierwszy przyjechałem tutaj w 1995 roku, odwiedzając kolejno Warszawę a później Kraków. Robiliśmy wówczas jedną z naszych pierwszych gier i Kraków był najbliższym miejscem, gdzie mogliśmy nabyć komplikator do C++. Nie mogłem odmówić sobie wtedy wizyty na Wawelu i spróbowania polskiego piwa. Szczerze mówiąc, nie wiem jak można nie lubić Polski – jakiś czas temu przyjechaliśmy do Was w celu spotkania się z polskimi fanami World of Tanks i impreza była przednia!
Benchmark.pl – Skoro mówimy już o Polsce, co dla Wargaming było głównym powodem organizacji Grand Finals właśnie w Warszawie?
Wiktor Kisłyj – W tej kwestii naszym najważniejszym wyznacznikiem były wewnętrze statystyki, jakimi dysponujemy w Wargaming. Miastem najbardziej licznym w graczy World of Tanks w dalszym ciągu pozostaje Rosja. Jeśli mówimy natomiast o procentowym stosunku czołgistów WoT do ogólnej liczby osób zamieszkujących dane miejsce, bezkonkurencyjna jest tutaj Islandia – głównie ze względu na swoją małą, liczącą ok. 300 tysięcy mieszkańców populację, z której to ponad 3 % gra w naszą grę. Polska natomiast, a w szczególności Warszawa, to dla nas takie skondensowane centrum e-sportu. Stolica Waszego kraju posiada największą liczbę graczy World of Tanks w porównaniu z całkowitą liczbą mieszkańców miasta. E-sport i wydarzenia tego typu są więc Wam znane i wiecie jak do nich podchodzić. Zresztą, na długo przed World of Tanks Polska zaznaczyła swoją obecność w tej dziedzinie w kilku innych produkcjach. Wasze zespoły są naprawdę dobre!
Benchmark.pl – World of Tanks i samo Wargaming z roku na rok staje cię coraz większym przedsięwzięciem. W obliczu tego faktu, jakie są Wasze plany na przyszłość? Jak dalej macie zamiar ukierunkować swój rozwój?
Wiktor Kisłyj – Na chwilę obecną, Wargaming posiada ponad 3 tysiące pracowników i 60 biur rozmieszczonych na całym świecie - od Australii, poprzez Japonię, Koreę, Singapur, samą Europę i Stany Zjednoczone. Kiedy zaczynaliśmy, mieliśmy to szczęście, że znaleźliśmy się z naszym pomysłem zarówno w odpowiednim miejscu, jak i czasie. Rozrost Internetu i zwiększające się w nim znaczenie stron społecznościowych doprowadziło również do rozwoju gier MMO, które stawały się prawdziwie globalnym przedsięwzięciem. To prawda -World of Tanks i Wargaming z każdym rokiem staje się coraz większe i zapewne ta tendencja będzie się utrzymywać. Naszym zadaniem jest tu przede wszystkim zapewnienie, by gry które robimy w dalszym ciągu pozostawały dynamiczne, zgodne z historią, piękne, widowiskowe, łatwe do opanowania oraz darmowe. Gracze poprzez swoje zainteresowanie pokazują nam, że właśnie to im się podoba. Nie mamy więc zamiaru odchodzić od tej koncepcji i będziemy słuchać ich dalej. Grand Finals to ostateczny dowód na to, że spełniamy ich prośby.
Benchmark.pl – Będziecie więc w dalszym ciągu słuchać, i reagować.
Wiktor Kisłyj – Oczywście. Chociaż nie oznacza to, że w Wargaming sami nie jesteśmy kreatywni i w naszych grach nie będą pojawiać się autorskie rozwiązania i pomysły!
Benchmark.pl – Poza grami i e-sportem, Wargaming bierze również udział w czymś, co sami określiliście jako „Operacja Specjalne”. Pod tym nieco enigmatycznym hasłem kryje się sporo kopania w ziemi i wydobywania, nieprawdaż?
Wiktor Kisłyj – Zgadza się. W związku z tym, iż nasza działalność opiera się na historycznym dorobku wielu naradowości, w pewnym momencie uznaliśmy, że należy jakoś się zrewanżować. Mogliśmy oczywiście zrobić to poprzez sponsorowanie domów dla bezdomnych kotków, ale ostatecznie wybraliśmy ścieżkę historii i edukacji. Obecnie współpracujemy z wieloma muzeami na całym świecie, a mówiąc to mam na myśli placówki na terenie Anglii, USA, Niemiec, Francji i Rosji. W związku z wizytą w Polsce prowadzimy też rozmowy z kilkoma ośrodkami w Waszym kraju. Zdajemy sobie sprawę z faktu, iż wielu graczy World of Tanks nie musi być historycznymi wyjadaczami. Gra jest jednak naszym pierwszym etapem w procesie rozbudzania ich historycznej ciekawości, wstępną nauką o sprzęcie używanym przez wojsko w tamtym okresie. W następnej kolejności finansujemy procesy wydobywania tych zasłużonych i kultowych maszyn na całym globie – czołgów czy też samolotów. Cóż jest bowiem piękniejszego, niż możliwość zabrania dziecka do muzeum i powiedzienie: „Hej, zobacz, 70 lat temu ta maszyna walczyła o Twoją wolność. Możesz jej dotknąć!”.
Benchmark.pl – W związku z tym, że osobiście bardziej odpowiada mi tempo i dynamika rozgrywki w World of Warplanes, nie omieszkam zapytać się o przyszłość tej gry z Waszego portfolio. Czy „samoloty” mają szansę w przyszłości osiągnąć ten sam poziom, na którym obecnie znajdują się „Czołgi”?
Wiktor Kisłyj – Nie będę ukrywał, iż na chwilę obecną różnica faktycznie jest spora. Należy jednak pamiętać, iż obydwie gry dzieli spory dystans w kwestii udostępnionych aktualizacji, wynikający chociażby z różnych dat premiery. W momencie pojawienia się World of Warplanes popełniliśmy kilka błędów, głównie technicznych. Najważniejsze jest jednak to, że nieprzerywalnie pracujemy nad ich eliminacją, by z każdą nową wersją zbliżyć się do ideału. Im lepsza produkcja, tym więcej ludzi będzie chciało w nią grać, co w naturalny sposób przyniesie nam to, co stanowi istotę e-sportu – liczby. Jeśli World of Warplanes miałoby kiedyś doczekać się podobnego wydarzenia na miarę wielkich finałów World of Tanks, potrzeba nam więcej graczy. Chciałbym, by kiedyś tak też się stało, bo faktycznie, Warplanes są nie tylko bardziej dynamiczne, ale wymagają też nieco większych umiejętności w opanowaniu. Samoloty to tak naprawdę coś zupełnie nowego dla nas, bo z oczywistych przyczyn tych dwóch gier nie da się ot tak po prostu porównać, przełożyć rozwiązania z jednej produkcji do drugiej. Ale Wargaming dokonywał już w swojej historii rzeczy trudnych bądź niemożliwych. Dajcie nam tylko czas!
Benchmark.pl – Czy uważa Pan, że w przyszłości możliwe będzie dla Was połączenie World of Tanks, Warplanes i Warships na jednej mapie, w jednej rozgrywce?
Wiktor Kisłyj – Szczerze mówiąc, narazie nawet o tym nie myślimy. Może to dobry pomysł, ale obecnie musimy skupić się na aktualnych procesach i na dalszym doszlifowaniu obecnych projektów. Różne gry to różni gracze o tak samo różnych potrzebach i wymaganiach – staramy się dostarczać produkt najwyższej jakości do każdej z tych grup z osobna. Taki World of Tanks ma za sobą już 23 aktualizacje. 23! Za ich sprawą z dobre 3 razy zmienialiśmy grę od samych podstaw. W 2014 zrobimy to zresztą na nowo, wprowadząc nowy silnik graficzny i fizyczny. Gracze wciąż oczekują więc od nas czegoś nowego i lepszego na płaszczyźnie tych tytułów, które już są na rynku. I właśnie na tym mamy zamiar cały czas się koncentrować.
Benchmark.pl – A co z wciąż nieobecnym World of Warships? Czy może Pan zdradzić na jakim etapie znajduje się obecnie ta produkcja?
Wiktor Kisłyj – Można powiedzieć, że kod alpha z grą udostępniony został jak dotąd „rodzinie i przyjaciołom”. Co na obecnym etapie jest najtrudniejsze? Kiedy rzuci się okiem na bitwy z czasów II wojny światowej, można powiedzieć, iż składają się one z chwil i elementów prawdziwie spekakularnych, oraz tych nudnych, nieciekawych. Dotyczyło to zarówno czołgów i samolotów, teraz zmagamy się z tym samym przy okazji statków. Gdyby sięgnąć po źródła historyczne to okazuje się, że starcia na morzu potrafiły trwać kilka dni. Naszym zadaniem jest upakować całe spektrum najciekawszych i najintensywniejszych doznań z tych bitew w trakcie 15 minut standardowego meczu. Koniec końców to przecież gra, rzecz która ma bawić i dostarczać rozrywki, prawda? Nasi historycy więc w dalszym ciągu uganiają się po świecie oglądając pozostałe modele statków i zakopując się w archiwach, by pomóc nam w osiągnięciu tej idealnej równowagi pomiędzy historyczną poprawnością, a frajdą płynącą z zabawy. Nasza filozofia wyląda więc tak – modele sprzętu mają być jak najbardziej zgodne z maszynami, które w tamtych latach faktycznie poruszały się po polach bitew. Co do rozgrywki zaś... No cóż. Jeśli mamy wybierać pomiędzy frajdą a symulacją i zgodnością historyczną, raczej spoglądać będziemy bardziej w stronę frajdy. Wracając więc do pytania, aktualnie staramy się obrać te 48 godzin historycznych bitew morskich z najciekawszych i najbardziej emocjonujących elementów, resztę zaś zmieniając i dopasowując do ram standardowych dla produkcji „World of”.
Benchmark.pl – Jak odniósłby się Pan do całkiem popularnych zarzutów mówiących o zbyt częstych zmianach na płaszczyźnie mocy poszczególnych czołgów występujących w grze?
Wiktor Kisłyj – Zmiany, o których mówisz znajdują swoje źródło w czystej analizie statystyk, do których to dostęp mamy u siebie w Wargaming. To nie tak, że Wiktor Kisłyj lubi ten czy ten czołg, więc zróbcie go silniejszym. W czasie, w którym gracze biorą udział w milionach bitew na całym świecie, my mamy dostęp do ich wyników i przebiegu. Więc jeśli na pewnym poziomie dany czołg okazuje się za mocno górować nad maszynami ze swojej kategorii, obniżamy jego moc. To czysta statystyka i długotrwały proces – takie rzeczy bardzo trudno jest przewidzieć od samego początku.
Benchmark.pl – Mówiliśmy o przyszłości, pomówmy o tym, co było. Cofając się w czasie do samych początków World of, dlaczego zdecydowaliście się właśnie na czołgi? Dlaczego nie inne maszyny na start, bądź zupełnie inna produkcja?
Wiktor Kisłyj – Cała inicjatywa wejścia w rynek MMO była dla nas przedsięwzięciem bardzo ryzykownym i pełnym niewiadomych. Mieślimy natomiast pewność, że należy pozbyć się pudełkowego modelu dystrybucji. Przez pierwsze 10 miesięcy zajęliśmy się więc produkcją dość typowej gry MMO z gatunku fantasy. Być może udałoby się nam nawet dzisiaj wygrzebać kilka starych trailerów tego tytułu. Szybko zauważyliśmy jednak, że rynek jest już przepełniony produkcjami tego typu, no i musimy stawać w szranki w takim gigantem jak World of Warcraft! Musieliśmy znaleźć dla siebie coś świeżego, atrakcyjnego oraz coś, na czym po prostu już się znaliśmy. Na całe szczęście, w naszych poprzednich produkcjach w ten czy inny sposób zawsze pojawiały się czołgi. Zwykłe, czasami futurystyczne. Zdecydowaliśmy się więc postawić na ten element, a samą grę nazwać po prostu World of Tanks.
Benchmark.pl – Zresztą, kto nie lubi czołgów, prawda?
Wiktory Kisłyj – Prawda!
Wywiad z Konradem Rawińskim – PR Managerem Wargaming w Polsce
Benchmark.pl – Konradzie, jak oceniasz swoje dzieło? Czy wszystko przebiega po Twojej myśli? Jesteś zadowolony z finalnego efektu?
Konrad Rawiński – Szczerze mówiąc, tak! Jestem bardzo zadowolony z tego co się tu dzieje i generalne rzecz ujmując, w temacie rzeczy do poprawy – nie widziałbym ich. Na naszym evencie pojawiła się bardzo duża liczba widzów i fanów World of Tanks, a to jest w tym wszystkim przecież najważniejsze. Wszystko przebiega płynnie, sprawnie i z zainteresowaniem, zarówno ze strony mediów jak i graczy.
Benchmark.pl – W temacie widzów i gości będąc, czy na chwilę obecną możesz zdradzić już jakieś statystyki, dokładne liczby prezentujące rozmiar imprezy?
Konrad Rawiński – W ciągu tych trzech dni pojawiło się u nas 100 dziennikarzy zza granicy oraz 150 dziennikarzy z Polski. To mogę powiedzieć na pewno. Jeśli chodzi zaś o widzów i graczy, ciężko jest mi podać jakąś dokładną liczbę, nie posiadam jeszcze takich danych statystycznych. Myślę, że możemy tu mówić o kilkunastu bądź kilkudziesięciu tysiącach odwiedzających. Dostałem za to dokładne dane dotyczące kanałów streamowych, i już w pierwszy dzień pobiliśmy nasze dotychczasowe rekordy – oglądało nas wówczas ponad 60 tysięcy osób.
Benchmark.pl – Czy finały Wargaming w Warszawie to po części również Twoja inicjatywa?
Konrad Rawiński – Po pierwsze należy zaznaczyć, iż Wargaming świetnie zdaje sobie sprawę z obecności Polski na mapie Europy. Z ponad milionową społecznością World of Tanks raczej ciężko jest nas przeoczyć. Po drugie, nie ukrywam, mają też mnie. W kwestii lokalizacji całego wydarzenia braliśmy pod uwagę kilka miejsc. Nie jestem oczywiście na tym poziomie decyzyjnym by samemu mówić gdzie i co ma się odbyć, ale sugerowałem, że Warszawa to bardzo fajne miejsce na tego typu event. Co więcej, jeśli brać pod uwagę wszystkie najważniejsze stolice świata, Warszawa może pochwalić się największym zagęszczeniem graczy World of Tanks. Kolejnym czynnikiem jest również świetna współpraca i otwartość włodarzy miasta, silne zaangażowanych w cały projekt. A więc decyzyjnym elementem była tu kolejno – liczba graczy w Warszawie, aktywność polskiej społeczności World of Tanks oraz zaangażowanie miasta stołecznego Warszawa.
Benchmark.pl – Skoro wspomniałeś już o współpracy z miastem, możesz zarysować nam mniej więcej jak wyglądał cały proces „dogadywania się” z jego przedstawicielami? Koniec końców wyświetliliście ogromne logo Wargaming na Pałacu Kultury, a to chyba nie pojedyncza rzecz!
Konrad Rawiński – Współpraca przebiegała w bardzo prosty sposób. Co prawda wszystkich jej elementów i kompletnej drogi do jej osiągnięcia zdadzać mi nie wypada, ale wymagało to całej serii spotkań i rozmów z wieloma osobami na różnych szczeblach decyzyjnych. Od słowa do słowa, od ustaleń do ustaleń. Fajną ciekawostką jest natomiast fakt, iż wielu przedstawicieli miasta faktycznie w World of Tanks gra, jak np. Michał Olszewski, wiceprezydent miasta. Przez to też same rozmowy nie były może prostsze i łatwiejsze, ale popularność gry w jakiś sposób na pewno pomogła w realizacji całego wydarzenia. Przychodząc do odpowiednich ludzi i mówiąc im „jesteśmy World of Tanks”, wiedzieli w którym kościele bije dzwon.
Benchmark.pl – Jak przedstawiłbyś laikowi w temacie ogranizacji takich wydarzeń czym w zasadzie zajmujesz się na codzień?
Konrad Rawiński – Kojarzy mi się teraz piosenka Man O’War – Fighting the World. A bardziej na poważnie, na codzień zajmuje się współpracą z mediami. Mówię im co nowego u nas, daje im możliwość sprawdzenia gry, przygotowania zapowiedzi, recenzji, rozdaję też dostępy do zamkniętej bety. Mam sprawić, by o grze było głośno.
Benchmark.pl - W trakcie finałów ciężko było Cię złapać, chociaż tak naprawdę zdawałeś się być „wszędzie”. Czy w natężeniu obowiązków znajdujesz jeszcze czas na jakieś hobby? Dotarły do mnie słuchy, że pociskasz w Dark Souls!
Konrad Rawiński – Dark Souls i nie tylko! Jestem graczem i to graczem głównie konsolowym. Na PC gram tylko w trzy gry – World of Tanks, World of Worlplanes i Fallout 2, którego ukończyłem już chyba niezliczoną ilość razy. Jego niskie wymagania i prędkość reagowania na alt+Tab pozwalają mi wskoczyć do zabawy na moim laptopie chociaż kilka minut. W domu gram zarówno na Xboksie 360 i PlayStation 3 i zasadniczo staram się być na bieżąco z trendami. Moi ulubieńcy to Skyrim, Fallout i Dark Souls, a więc dość mocno RPG’owe tematy, ale kocham jeszcze NBA 2K14. W nowe odsłony muszę zagrać co roku!
Benchmark.pl – Wracając do Wargamingu i ich produkcji, co jeszcze wydarzy się w naszym kraju w tym roku z tej kategorii?
Konrad Rawiński – Na pewno pojawimy się jeszcze na kilku imprezach branżowych. Standardowo mamy zaplanowych również kilka spotkań ze społecznością graczy World of. Sporo rzeczy jest jednak jeszcze „w toku” i nie chciałbym podawać jakiś większym detali i szczegółów.
Benchmark.pl - W rozmowie z Wiktorem Kisłym udało mi się wypytać nieco o Wargamingowe „Operacje specjalne”. Wiem, że planujecie zdziałać coś wspólnie z polskimi muzeami, ale na jakim etapie znajduje się obecnie to przedsięwzięcie?
Konrad Rawiński – To prawda, staram się osiągnąć coś również na tym polu i wręcz o to walczę. Rozmawialiśmy już z muzeami w Poznaniu, obecnie działamy też na terenie Warszawy. Temat, jak w wielu innych kwestiach, ciągle jest otwarty i nie mogę zbyt wiele zdradzić. Na pewno chcielibyśmy pomóc w kompletnej renowacji jednego z czołgów znajdujących się tu, w stolicy. Na chwilę obecną naprawdę dysponuję jednak zbyt małą liczbą konkretów, by opowiedzieć coś o tym więcej.
Benchmark.pl – Pozostaje mi więc życzyć sukcesów i na tym polu i trzymać kciuki za pomyślną realizację całego przedsięwzięcia – conajmniej na poziomie tegorocznych finałów World of Tanks!
Konrad Rawiński – Dzięki i do zobaczenia!
foto. Karol Żebruń
Galeria
foto. Karol Żebruń