Warhammer: The End Times - Vermintide – Left 4 Dead w świecie fantasy

Vermintide bierze wszystko co dobre z Left 4 Dead, dodaje do tego kilka swoich patentów i doprawia wyjątkowym klimatem Warhammera. Efekt? Zaskakująco dobry.

Świat i formuła gry

Powoli odnoszę wrażenie, że w rozrywce masowej zanika zapotrzebowanie na zombie. Chociaż same żywe trupy są wiecznie głodne, to konsumenci łapczywie chwytający od lat każdy kąsek z umarlakami w roli głównej, powoli mają już ich dość. Mimo tego, wśród gier wpisujących się w ten powoli gasnący trend jest sporo ponadczasowych, prawdziwych perełek.  Osobiście sam czasem wracam do genialnego State of Decay, a gdy brak mi sieciowych emocji sięgam po kooperacyjną młóckę w Left 4 Dead. Nadchodzi jednak czas zmian.

Warhammer: The End Times - Vermintide - kooperacja 4 graczy

Jeśli formuła zombie ulega wyczerpaniu, to co stoi na przeszkodzie, aby popularne schematy powielić, umiejscawiając je w innym uniwersum? Ano nic – dlatego też Warhammer: The End Times - Vermintide na pierwszy rzut oka wygląda jak kalka Left 4 Dead 2. Można ulec wrażeniu, że wszystko co zrobiono to dodanie kilka funkcji i podmiana tekstur tak, aby walka toczyła się nie na ulicach miast zdziesiątkowanych wirusem, a w klasycznym świecie fantasy. Co gorsza, odczucie to nie znika też po godzinie, czy nawet dziesięciu kolejnych spędzonych na wywijaniu toporem w gronie przypadkowych współgraczy.

Ten fantastyczny świat

Wyliczanie tego, co dobre w Warhammer: The End Times - Vermintide warto rozpocząć omawiając umiejscowienie fabularne.  Od świata Warhammera zaczynałem, jak pewnie wielu graczy, prywatną przygodę z papierowymi RPG. Ogrom gier wideo, w tym klasyki jak Baldur's Gate czy Neverwinter Nights korzystają z konkurencyjnego systemu, Dungeons & Dragons. W mojej opinii jest on jednak „radosną przygodową sieczką”, podczas gdy WFRP (Warhammer Fantasy Role Play – nie mylić z Warhammer 40k) cechuje ciężki klimat Starego Świata naszpikowanego śmiercią, monstrami i opanowującym ludzi obłędem.

Warhammer: The End Times - Vermintide - Skaveni

Na całe szczęście, najnowsza gra sygnowana uznaną marką od początku godnie reprezentuje jej założenia. Zostajemy bowiem rzuceni w środek miasta Ubersreik, które zdaje się powoli umierać. Wszystko przez inwazję Skavenów, zmutowanych szczuroludzi chcących podbić świat znajdujący się ponad ich podziemnym królestwem. Żaden z bohaterów nie jest „praworządnym, szlachetnym paladynem”, pragnącym szerzyć dobro, udając się na misję w białych rękawiczkach. Postacie, którymi dane nam będzie kierować w Warhammer: The End Times - Vermintide mają w oczach wizję śmierci, a krew pod ich ciężkimi butami będzie chlupotać krok za krokiem.

Oceniając samą zgodność ze światem Warhammera, dodam tylko że w grze pełno jest drobnych, trafnych nawiązań. Bohaterowie, którzy natykają się na mikstury lecznicze nie krzyczą, że znaleźli apteczkę, tylko oznajmiają o odkryciu „darów Shallyi”, czyli bogini leczenia i miłosierdzia. Podobnie żołnierz imperium podnoszący do walki swój oręż, czyni to w imię Sigmara Młotodzierżcy, czyli odpowiedniego dla swoich ideałów patrona. Także nazwy niektórych profesji i pochodzenie broni odpowiada temu, co całe lata temu zawarto w podręczniku gracza do systemu WFRP.

Warhammer: The End TImes - Vermintide czyli ciemność, siekiera, akcja!

Twórcy gry Warhammer: The End Times - Vermintide już od samego początku wrzucają nas w środek rozgrywki, równocześnie puszczając oko do zaznajomionych z klasycznymi grami RPG. Tuż po intro wprowadzającym w realia szczurzego konfliktu, pokazuje się ekran wyboru postaci, który momentalnie wzbudził we mnie skojarzenia z tym znanym z Diablo II. W tym wypadku jednak bohatera można do woli zmieniać, zachowując zdobyty poziom doświadczenia. Gdy tylko zdecydujemy się na jedną z pięciu klas (które są dość typowe – krasnolud z tarczą, ciskający płomieniami mag, elfi łucznik i nieznacznie różnicy się dwaj ludzcy żołnierze), momentalnie przenosimy się do karczmy. Jest to aż niedorzecznie oczywiste miejsce do rozpoczęcia każdej przygody fantasy.

Warhammer: The End Times - Vermintide - karczma

Początkowa lokacja oddaje nam do dyspozycji kilka narzędzi, z których będziemy mogli skorzystać przed każdą misją. Są to: skrzynia z ekwipunkiem, w której wybierzemy broń i wyposażenie wykorzystywane w kolejnym zadaniu, mapa na której zaznaczymy najbliższy cel rozgrywki, a także mini-kuźnia, w której ulepszymy, scalimy czy rozmontujemy posiadane przedmioty. Po wskazaniu dowolnego z trzynastu zadań fabularnych, będziemy mogli dołączyć do istniejącej gry lub stworzyć swoją własną drużynę. W tym drugim przypadku możemy nie czekać na dobranych przez system towarzyszy, tylko rozpocząć rozgrywkę, korzystając z komputerowych pomocników.

Gdy dochodzi już do właściwej zabawy, przenosimy się na ulice miasta, które stają się polem bitwy między czwórką śmiałków, a różnymi odmianami szczuroludzi. Jeśli graliście w którąkolwiek z części Left 4 Dead, poczujecie się jak w domu. Praktycznie cały interfejs jest taki sam – zaczynając od umiejscowienia ikon ekwipunku, podziału na dwie bronie, poprzez przedmioty lecznicze i bomby, a na systemie ratowania pokonanych postaci kończąc.

Warhammer: The End Times - Vermintide - walka na ulicach

Jeśli jednak nie graliście w popularną sieciową strzelankę od Valve, wystarczy że poznacie parę podstawowych zasad. Choć każdej misji towarzyszy cel fabularny, droga do jego osiągnięcia jest zazwyczaj prosta – zabić wszystko co się rusza, przy okazji przenosząc duże i ciężkie przedmioty z miejsca na miejsce. Poza hordami zwyczajnych przeciwników pojawią się trudniejsze odmiany Skavenów, które mogą być szczególnie niebezpieczne zwłaszcza wtedy, gdy bohaterowie oddzielą się od siebie. W Left 4 Dead pojedynczego gracza odciągał Smoker, tu jest to zadanie Packmastera. W świecie zombie do ziemi przygważdżał nas Hunter, w Warhammer: The End Times - Vermintide to samo robi Assassin. Analogie widać więc na pierwszy rzut oka.

Warhammer: The End Times - Vermintide - katakumby

Finezja i taktyka ponad brutalność i brawurę

Najważniejsza różnica jest taka, że Warhammer: The End Times - Vermintide znacznie bardziej emanuje wizją śmierci i kruchości postaci. Tu nie dostaniemy do ręki karabinu, za pomocą którego będziemy mogli z dużej odległości pozbyć się wrogów. Znacznie częściej będziemy walczyć wręcz, a gdy otoczą nas wrogowie, dostaniemy tylko kilka szans na to, aby odsunąć hordę potężnym wymachem tarczą i uciekać lub czekać na pomoc towarzyszy. Po pierwszych kilku zgonach gra bardzo szybko uczy, że strategia atak-atak-atak wymaga jednak nieco większej finezji. Brak samouczka sprawia, że po parokrotnym otarciu się o śmierć błyskawicznie sprawdzimy obłożenie klawiszy, poszukując funkcji „obrona”, „odepchnięcie” i „unik”. A potem będziemy z nich korzystać naprawdę często.

Warhammer: The End Times - Vermintide - wrogowie

Gdy zdobędziemy już pierwsze punkty doświadczenia i nasza postać wejdzie na nowy poziom, system automatycznie dobierze nam do rozgrywki graczy o podobnym stażu. Oznacza to, że szybko z grona zagubionych nowicjuszy przejdziemy do przypadkowej, ale dobrze zorganizowanej grupy osób, które wiedzą że dla przetrwania konieczna jest współpraca, a nie „wyścig po fragi”. Już na normalnym poziomie trudności wielu misji nie sposób ukończyć za pierwszym razem, a dla szukających najcięższych wyzwań dostępnych jest w sumie pięć wariantów, w tym „koszmar” i „kataklizm”. Te uda nam się pokonać tylko po zdobyciu potężnego oręża i poznaniu wszystkich zakamarków dostępnych map.

Warhammer: The End Times - Vermintide - niezbieczeństwo czai się wszędzie

Same lokacje, poza tym że ponure i skąpane w nocy, są bardziej rozbudowane niż w Left 4 Dead. Póki nie poznamy dobrze mapy każdej misji, możemy czasem omyłkowo wybrać okrężną ścieżkę. Mimo wszystko, w Ubersreik nie sposób zabłądzić, a każda ślepa uliczka może dodatkowo skrywać cenne przedmioty, zapewniające dodatkowy łup po zakończeniu zadania. Nagradzanie zwycięzców wiąże się z pewną dozą losowości wpisaną w przemyślaną mini grę. W zależności od tego co udało nam się odkryć podczas rozgrywki, otrzymujemy odmienne zestawy 7 sześciościennych kości. Rzucając nimi, określamy rodzaj i klasę przedmiotu, jaki zostanie dodany do naszego ekwipunku.

Nowe bronie, zbroje i przedmioty zapewniające dodatkowe atuty to jedyny odczuwalny sposób poprawiania możliwości bojowych naszych postaci. Uzyskujemy je po ukończonych misjach, a wszelkich modyfikacji dokonujemy w karczemnej kuźni. Pięć obiektów tej samej klasy pozwala nam na stworzenie jednego, o znacznie lepszych właściwościach. Natomiast „rozbijając” dowolny z nich, otrzymujemy kamienie niezbędne do ulepszeń. Niemal każdy sprzęt przydzielony jest na sztywno do jednej z pięciu postaci. Jeśli mamy więc wybranych dwóch-trzech bohaterów, którymi lubimy grać najbardziej, nie będziemy mieli problemu z tym który przedmiot zniszczyć, aby inny mógł stać się potężniejszy.

Warhammer: The End Times - Vermintide - nowy oręż

Ten urzekający, brudny świat

Grafika w Warhammer: The End Times - Vermintide jest świetna – ponura i budująca klimat brudnego i brzydkiego świata, zachowując jednak przy tym dużą estetykę. Miejscami w oczy kłuły mnie jedynie świecące i wymuskane modele postaci i broni. Zupełnie, jak gdyby w karczmie zjawili się przygotowujący się do partyzanckiej walki zabójcy, a radośni, świeżo wykąpani żołnierze wprost po ukończeniu rycerskiego szkolenia.

Problem stanowić też może nie zawsze działający system wykrywania kolizji. O ile możliwość przenikania przez siebie postaci graczy to dobry pomysł, dzięki któremu uniknięto wzajemnego blokowania się, to już wiele innych obiektów zwyczajnie nie powinno na siebie nachodzić. Wielokrotnie moja tarcza wtapiała się w mur, niekiedy elementy otoczenia nie reagowały na ostrze topora, podczas gdy z niektórych belek po ciosie ochoczo leciały drzazgi. Co gorsza, zdarzyło się też, że wrogi Skaven wspiął się do mnie na wieżę przenikając przez niewielki murek, który – jak miałem nadzieję – przynajmniej częściowo powstrzyma ataki, nie okazując się jedynie pustą teksturą.

Warhammer: The End Times - Vermintide - krwawe żniwo

Zastrzeżeń nie mam za to do udźwiękowienia. Kolejny raz muszę nawiązać do Left 4 Dead, które jest pod tym względem bardzo podobne – podczas gdy zbliża się do nas horda potworów, słyszymy klimatyczną muzykę, zwiastującą kłopoty. Gdy przemierzając ulice miasta natkniemy się na patrol elitarnego oddziału szczuroludzi, do naszych uszu dojdzie ich miarowy krok i wydawane rozmaite odgłosy. Bohaterowie po odnalezieniu amunicji czy mikstur automatycznie wykrzykują do reszty grupy powiadomienia. Szkoda tylko, że nie ma możliwości wysyłania szybkich komunikatów głosowych z podręcznego menu. Możemy oczywiście porozumiewać się za pomocą mikrofonu. Bardzo uciążliwy był dla mnie jednak brak zaznaczenia w interfejsie tego, który gracz właśnie się wypowiada. Przez to nigdy nie byłem pewny, czy mój komunikat dotarł do reszty, ani czy komendę „chodźcie tutaj, szybko” wykrzykiwał elf czy krasnolud.

Nie ma mocnych na Wojenny Młot

Mimo kilku błędów i niedoróbek, Warhammer: The End Times - Vermintide wciągnął mnie bez reszty na blisko 10 godzin. Tyle czasu zajęło mi osiągnięcie czternastego poziomu doświadczenia i ukończenie wszystkich trzynastu misji fabularnych, z czego większości po kilka razy. Każdy z poziomów to zabawa na od około 15 do nawet 40 minut, w zależności od zgrania grupy i znajomości lokacji. Możliwość wielokrotnego wykonywania tych samych zadań wzmacnia fakt, że niemal wszędzie poukrywane są dodatkowe przedmioty, dające bonusy po zakończeniu zadania.

Zdecydowanie mocniej, niż w innych grach tego typu odczuwałem potrzebę uruchomienia „jeszcze jednej misji”. Wszystko przez widoczne elementy systemu RPG – zdobywanie punktów doświadczenia, ulepszanie ekwipunku i chęć sprawdzenia jego efektywności w kolejnej potyczce. Dodatkowo, pod koniec każdego zadania widzimy statystyki, dzięki czemu możemy cieszyć się widząc, że otrzymaliśmy mniej obrażeń od innych lub być tym graczem, który najczęściej leczył towarzyszy. Brakuje mi jednak globalnych rankingów, pokazujących na przykład która grupa najszybciej ukończyła dane misje, zdobywając przy tym wszystkie ukryte przedmioty.

Warhammer: The End Times - Vermintide - zmienne lokacje

Do Warhammer: The End Times - Vermintide na pewno będę często wracał, i to pomimo ukończenia wątku fabularnego. Wszystko przez chęć uzbrojenia mojej ulubionej postaci w oręż najwyższej klasy i przeprowadzenie jej przez wszystkie przygody na najwyższym poziomie trudności. Oczywiście, do tego potrzeba jeszcze zgranej drużyny, ale odnoszę wrażenie, że w grach tak wymagających jak opisywana, współgracze popełniają mniej błędów i bardziej skupiają się na wspólnym działaniu, niż indywidualnym podejściu do rozgrywki. Za wymuszenie takich zachowań należą się twórcom odrębne brawa. Jestem przekonany, że większość graczy nawet po satysfakcjonującym, trudnym finale będzie pozostać w Ubersreik na kolejne długie tygodnie.

Ocena końcowa:

  • wiernie oddany klimat Warhammera
  • dobre i sprawdzone schematy sieciowych potyczek
  • mnogość broni i przedmiotów
  • ciekawy system tworzenia i zdobywania wyposażenia
  • udane tło fabularne
  • opcje konfiguracyjne umożliwiające dostowanie gry do własnego stylu
     
  • niewielka liczba misji
  • brak statystyk postaci
  • kulejący system kolizji obiektów
     
  • Grafika:
     dobry
  • Dźwięk:
     dostateczny plus
  • Grywalność:
     dobry plus
Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE