Drugi sezon Wiedźmina bardzo mi się podobał, polecam, 2/10!
Święta to idealny moment na premierę kolejnego sezonu przygód w świecie Wiedźmina. Ostatecznie od zawsze to czas na zadumę i rozważanie nad sensem istnienia. Jeżeli cenicie sobie książki i nie wiecie, czy oglądać, to zapraszam do zapoznania się z moją opinią, wolną od spoilerów.
Opinia o drugim sezonie serialu Wiedźmin produkcji Netflix
Nie będę się tu rozwodzić na temat technicznej strony serialu, gdyż ani nie jestem w tej kwestii ekspertem, ani też nie widzę powodu, aby dublować już wykonane świetne analizy portali o tematyce filmowej. Niemniej, jako fan świata wiedźmińskiego (na długo przed powstaniem nie tylko gier, ale również polskich prób adaptacji), uważam, że mogę wystosować swoją dosyć mocną opinię i wyjaśnić, dlaczego drugi sezon serialu tak bardzo mnie zawiódł.
Mniejsze zło
Dwa lata temu, gdy w podobnym okresie skończyłem oglądać pierwszy sezon omawianego serialu, uczucia miałem również nieco mieszane, choć głównie pozytywne. Oczywiście irytowały mnie nadinterpretacje w kwestii castingu oraz pierwsze „dziwne” zachowania postaci, ale serial miał zdecydowanie w sobie ducha książek (i trochę też gier) – głównie za sprawą Henryka, który widać było, że dwoił się i troił, aby maskować niedociągnięcia scenarzystów. Zdawać by się mogło, że po licznym odzewie widzów Netflix, mając na to aż dwa lata, wyciągnie wnioski i w drugim sezonie już nie będzie się do czego przyczepić.
Droga, z której się nie wraca
Niestety nic bardziej mylnego. Można wręcz odnieść wrażenie, że Lauren Schmidt (nielubiana przez fanów producentka serialu Netflix) czerpała garściami z tego odzewu fanów w poszukiwaniu pomysłów, co by tu jeszcze zrobić, aby Wiedźmina zrobić mniej „wiedźmińskiego”. Oczywiście nie spodziewałem się zobaczyć 1:1 przeniesienia książki na ekran (co byłoby nie tyle, co trudne, co miejscami nużące, gdyż inne są oczekiwania czytelnika niż widza przed TV), ale miałem nadzieję ujrzeć chociaż fabułę pierwszej części sagi taką, jak ją pamiętałem.
Jaka by nie była obecnie opinia społeczna o A. Sapkowskim, tak należy mu oddać, że oryginalna historia Wiedźmina została świetnie napisana i nie wymaga żadnego uwspółcześniania
Tymczasem serial nie tylko ma w poważaniu całkowicie to, co można było wyczytać z książki, ale na domiar złego przeinacza charakter większości, jeżeli nie wszystkich postaci, za które tak tę serię uwielbiam. Nie uchronił się przed tym zabiegiem nawet sam Geralt, mimo iż po aktorze widać, że niesamowicie szanuje odgrywaną rolę i wkłada w nią mnóstwo serca. Nie będę tu opisywać konkretnych przypadków, bo raz, że oznaczałoby to spoilerowanie fabuły, a dwa, że sporo już takich kompletnych zestawień powstało.
Coś się kończy, coś się zaczyna
Obecnie po obejrzeniu drugiego sezonu nie widzę już dla tego serialu ratunku na płaszczyźnie fabularnej i szczerze obawiam się, że jest to prosta droga do porzucenia go przez twórców za 2, najdalej 3 sezony, gdy już nawet najbardziej wytrwali fani się poddadzą. W zasadzie może nie tyle, co porzucenia, co znacznego obcięcia budżetu i ściśnięcia ostatnich 2-3 sezonów do jednego, aby temat zamknąć. Obym się mylił, ale nawet wtedy trudno powiedzieć, czy scenarzystom uda się z tego jakiś przysłowiowy bat ukręcić.
Święta to idealny czas, aby rozważać nad sensem istnienia – w tym przypadku adaptacji, która niczego nie adaptuje…
Nie ma się bowiem co czarować – serial pisze przed nami zupełnie nową opowieść, z nowymi postaciami i nową fabułą, która tylko inspiruje się historią z książki. Z tego już nie uda się wyprowadzić serialu na właściwy tor. Czy to źle? Zwykle powiedziałbym, że nie, bo większość ekranizacji wychodzi na tym na plus. Jednak są wyjątkowe dzieła, których nie powinni przepisywać serialowi scenarzyści. Wyobraźcie sobie, jakby wyglądała adaptacja Władcy Pierścieni w takim przypadku… Ja trochę się boję o tym myśleć ;)
Ziarno prawdy
Żeby nie było, że tylko marudzę, to pora napisać o tym, dlaczego warto dać drugiemu sezonowi szansę, zwłaszcza jeżeli świat Wiedźmina znacie tylko z drugiej ręki lub wcale nie jest Wam znajomy, dzięki czemu szarganie fabuły i charakterystyki postaci nie będzie Wam przeszkadzać. Z pewnością audio-wizualnie serial stoi na bardzo wysokim poziomie, choć nie powiedziałbym, aby było tu odczuwalnie lepiej niż w pierwszym sezonie (głównie dlatego, że już on sam był bardzo dobry). Na pochwałę zasługuje scenografia – docenią to ci z Was, którzy nadal w pamięci mają krajobrazy z gry CDPR – świetnie oddają słowiański klimat świata.
Choreografia scen walki również stoi na wysokim poziomie (z punktu widzenia widza, nie specjalisty od broni białej) – jest widowiskowo i jest odpowiednio krwawo. Nagłośnienie również jest mocną stroną serialu, zwłaszcza dzięki świetnemu spożytkowaniu możliwości systemu Dolby Atmos. Ogólnie serial ogląda się bardzo przyjemnie, nawet jeżeli fabuła jest mało angażująca, a duża część dialogów, a nawet całych wątków, wydaje się być wymuszona.
Kwestia ceny
W tym wszystkim zastanawiające dla mnie są pochwały, jakie ten sezon serialu Netflixa zebrał od autora książek. Zwłaszcza jeżeli przypomnimy sobie, jak wcześniej potrafił krytykować decyzje scenarzystów serii gier polskiego studia. Może zdradzono mu więcej niż ukazuje nam drugi sezon? A może faktycznie uznaje, że taka wizja fabuły jest lepsza od jego, zupełnie przecież odmiennej wersji?
Czy wyczekuję z zapartym tchem kolejnych sezonów Wiedźmina? Zdecydowanie nie. Czy będę je oglądać? Pewnie tak…
Jako fan świetnie napisanej Sagi Wiedźmiskiej oraz wyśmienitych gier, które są znacznie bardziej kanoniczne niż serial kiedykolwiek będzie, oceniam najnowszy sezon serialu bardzo nisko – w naszej benchmarkowej skali ta adaptacja otrzymuje ode mnie naciągane 2/5. Jeżeli by jednak pogodzić się z tym, że serial Netflixa jest tylko „na motywach” książek A. Sapkowskiego i podejść do niego bez żadnych oczekiwań, to ocena spokojnie może oscylować w okolicy 4/5. Polecam wszystkim, tylko nie fanom tego lore :)