Gra w statki
To nie czołg, to nie samolot, to okręt wojenny. Stalowy potwór, który sunąc po morzach i ocenach, roztacza wokół siebie aurę ogromnej potęgi. Możliwość poprowadzenia jej do walki to okazja do przekonania się, że każdy błąd może drogo kosztować, a tylko najlepsi, zaprawieni w bojach stratedzy, mogą skutecznie wykorzystać pełnię możliwości, jakie daje niszczycielska siła morskiego kolosa.
Bitwa taka sama, tylko cele jakby większe
World of Warships to kolejna propozycja firmy Wargaming na sieciowe potyczki z wykorzystaniem wojennych maszyn. Choć gra opiera się na sprawdzonej formule, to przeniesienie jej w nowe środowisko dało szansę na to, aby tchnąć w stare schematy nowe życie. W końcu wydany w 2010 roku World of Tanks, mimo tego że stał się ogromnym hitem, został już ograny na wszelkie możliwe sposoby, także w formie gry mobilnej i planszowej.
Przesiąść się z czołgu do okrętu nie jest wcale tak trudno. Można skorzystać z tego samego konta założonego w systemie Wargaming.net. Po uruchomieniu gry, interfejs także nie szokuje licznymi, nowymi elementami. Różnicę czuć dopiero po pojawieniu się na pierwszym polu bitwy. Woda to nie stały ląd i poruszanie się takim stalowym kolosem jest na niej dużo trudniejsze. Bo choć po obraniu odpowiedniej prędkości, mierzonej w węzłach, statek płynie sam, czekając aż skorygujemy jego kurs, to o „braniu zakrętów” można zapomnieć. Zmiana kierunku, na przykład w celu uniknięcia nadpływających torped, jest tu realizowana nawet przez kilkaset metrów.
W grze dostępne są cztery typy jednostek: niszczyciele, krążowniki, pancerniki i lotniskowce. Kolejny raz można tu znaleźć „czołgowe” odniesienie i podzielić dostępne okręty na zwiadowcze i te dysponujące największą siłą rażenia. Gdyby tak jak przyjrzeć się im bliżej to odnajdziemy tu i „niszczyciele czołgów” i swoistą „powietrzną artylerię”. W World of Warships różnica między taktyką gry dla każdego z tych typów jest jednak ogromna.
To zróżnicowanie sprawia, że każdy okręt pełni ważną rolę w bitwie. Gdy wraz ze znajomymi utworzymy dywizjon złożony z amerykańskich jednostek, po odpowiednim przydzieleniu ról, walka może przebiec w sposób sprawny i przemyślany. Na pierwszy ogień wysunie się niszczyciel Fletcher, by namierzyć wrogie jednostki, manewrując między wyspami. Tuż za nim nadciągnie pancernik Iowa, by skupić siłę ognia na przeciwnikach, starających się namierzyć zwiadowcę. Całości dopełni lotniskowiec Essex, który kryjąc się na krańcu mapy, będzie wysyłał samoloty, wykonujące kąśliwe naloty bombowe.
W takim scenariuszu każdy szybko zadecyduje, która rola najbardziej mu pasuje. Po odnalezieniu swojej ścieżki i idealnego typu jednostek, dobrze rozpisane statystyki pozwolą na wybranie optymalnej armii i konkretnego okrętu. Choć rozwijać można się aż do X poziomu statków, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zostać przy ulubionej maszynie i korzystać tylko z niej, tocząc kolejne bitwy.
Cisza przed burzą
World of Warships mimo braku rozbudowanego samouczka, w świetny sposób wprowadza nowych graczy do rozgrywki. W grze dostępne są bowiem trzy tryby – Bitwa kooperacyjna, Bitwa losowa i Bitwa rankingowa. Nowicjusze mogą brać udział tylko w pierwszym z nich, co jest genialnym rozwiązaniem. Polega on bowiem na walce graczy z komputerowymi przeciwnikami. Ci, choć radzą sobie całkiem nieźle, nie są zbyt trudni do pokonania.
Dzięki powyższemu zabiegowi, nie jesteśmy rzucani – nomen omen – na głęboką wodę. Nawet, jeśli popełnimy kilka rażących błędów, czyli wyrwiemy się przed szereg do samotnej walki lub źle oszacujemy prędkość przeciwnika, nie będziemy surowo ukarani. Boty także pudłują i poruszają się jednostajnie tak, że łatwo wybrać odpowiednie miejsce do posłania pocisku, przewidując gdzie wrogi okręt znajdzie się za 10 sekund.
Co najlepsze jednak już te pierwsze potyczki sprawiają, że od World of Warships nie można się oderwać. W nasze ręce oddawana jest istna potęga – i trzeba nad nią zapanować. Kolejne salwy trafiają celu, a nasze działania sprawiają, że znad tafli wody zamiast dumnych okrętów wystają już tylko końcówki ich masztów. Nic tak nie cieszy, jak satysfakcja ze zwycięstwa i to właśnie ono jest nam miłe łechce nasze ego już na samym początku wielkiej, morskiej przygody.
Dążenie do perfekcji w World of Warships
Schody zaczynają się po kupnie okrętu wyższego poziomu, do czego dochodzimy już po stoczeniu kilku bitew, przynoszących kredyty i punkty doświadczenia. Wtedy to można stanąć w szranki z innymi graczami. Tu niemal każdy błąd spotyka się ze stosowną odpowiedzią. Gdy stawiając pierwsze kroki w rozgrywce, ruszyłem z okrzykiem „cała naprzód” przed siebie, szybko przekonałem się, że przeciwnicy też chcą wygrać i po wypatrzeniu mojego samotnego statku, skupili na nim całą siłę rażenia.
Mechanika gry i większe doświadczenie innych graczy szybko nauczyły mnie obrania odpowiedniej strategii dla każdego typu jednostek. Już po pierwszej poważnej bitwie nauczyłem się nie pchać środkiem mapy, tylko trzymać się grupy, flankując przeciwnika. Do tego, szybko wyrobiłem w sobie odruch celowania nie prosto we wroga, a przed niego – porównując prędkość okrętu i czas lotu pocisku, tak aby zaliczyć możliwie dużo trafień.
Poza rozwijaniem własnych umiejętności, zajmujemy się tu także rozbudową floty. Ten element nie różni się prawie niczym od innych produkcji Wargamingu. Mamy więc drzewko technologii, podzielone w tym wypadku na USA, Japonię, ZSRR i Niemcy. Kolejne ulepszenia odblokowujemy za zdobyte w bitwach doświadczenie i wykupujemy za posiadane kredyty. Musimy także dbać o uzupełnianie amunicji i sprzętu naprawczego. Grając zdobywamy doświadczenia dla dowódców okrętów, dzięki któremu otrzymują umiejętności pomagające w walce.
Warto wspomnieć też o zmianie w płatnych elementach i koncie premium. Choć te opcje rzeczywiście są dostępne, to nie dają odczuwalnej przewagi. Oczywiście, za odpowiednią opłatą szybciej zarabia się kredyty i punkty doświadczenia, jednak nie jest to nic, czego nie dałoby się osiągnąć normalną, darmową grą. Podobnie, kosztujące realne pieniądze okręty mogą bez problemu dostać łupnia od podstawowych jednostek, dowodzonych przez wprawnych dowódców. Wargaming zadbał o to, aby ewentualne dodatki nie miały większego wpływu na grę.
Siła to nie wszystko
Zdecydowanie najmocniejsze uczucie po sesji w World of Warships to świadomość potęgi prowadzonych maszyn. Warto jednak zwrócić uwagę na inne aspekty „statków”, jak choćby pieczołowitość z jaką odwzorowano wszystkie modele występujących tu okrętów. Co prawda na maksymalnych zbliżeniach widać, że tekstury nałożone na okręty nie zostały stworzone w wysokiej rozdzielczości, ale cała reszta drobiazgów jest tu na swoim miejsce. Twórcy wielokrotnie informowali zresztą, że każda jednostka powstała w oparciu o prawdziwe plany konstrukcyjne.
Olinowanie, szalupy, rdza na kadłubie, układ dział, wyrzutni torped – to wszystko tu jest, wraz z całą masą innych, pomniejszych szczególików. Całość wizualnie wypada więc bardzo dobrze. Polskich graczy szczególnie ucieszy zapewne obecność w grze niszczyciela ORP Błyskawica. Oczywiście niemal idealnie odwzorowanego.
W bitwach ważne jest też udźwiękowienie. Zdarza się, że szybciej słyszymy wrogi wystrzał, niż widzimy jednostkę, która posłała salwę w naszym kierunku. Często też chcemy ostrzec kompanów przed niebezpieczeństwem, wykorzystując szybką komendę głosową. Dopracowanie tego typu elementów nie zakrawa na sztukę artystyczną, jednak w tym przypadku zostały one po prostu dobrze wykonane. Nie przeszkadzają w rozgrywce, a klimatu całości dodaje zagrzewająca do walki muzyka, odtwarzana w porcie, gdy akurat nie toczymy bitwy.
Czas wyruszyć w morze!
World of Warships to bardzo miła niespodzianka. Po wielu miesiącach grania w „czołgi”, nie spodziewałem się, że klon tej gry może zrobić na mniej dużo lepsze pierwsze wrażenie, niż pierwowzór. Odpowiedzialni za serię zdają się uczyć na błędach. Gra jest dużo bardziej przystępna dla początkujących graczy. Nie ma także frustracji wynikającej z tego, że wróg z niewiadomych powodów jest od nas dużo silniejszy – jeśli przegrywamy, to dokładnie wiemy dlaczego.
Praktycznie jedyna większa uwaga jaką mam do rozgrywki, to brak widoczności okrętów. W przypadku czołgów i zalesionych map dało się to wyjaśnić kamuflażem. Gdy jednak przed nami jest aż po horyzont tafla morza, a my nie widzimy wrogiej jednostki, aż do momentu gdy któryś z sojuszników podpłynie bliżej by ją wykryć, nie sposób nie zauważyć pewnej nielogiczności. Oczywiście, gdyby kwestię tę rozwiązano inaczej i każdy znałby swoją pozycję od początku, gra mogłaby być zwyczajnie nudna i polegałaby na zabawie w ostrzał i podchody w szachowym tempie.
Tak naprawdę jednak, wszystkie rozwiązania – nawet te nie zawsze logiczne – składają się tu na niezwykle emocjonującą rozgrywkę. World of Warships to coś więcej, niż tylko sieciowa strzelanka z wykorzystaniem potężnego arsenału. To prawdziwa gra taktyczna, w której trzeba wykazać się nie tylko refleksem, ale i pomysłem na prowadzenie potyczek. Tu nie da się czaić po krzakach i za budynkami by na moment wysunąć się zza osłony, oddać strzał i schować się ponownie. Okręty to już wyższa szkoła jazdy. Nie wierzycie? No to sami sprawdźcie. Warto.
Ocena końcowa:
- odczuwalna moc potężnych okrętów wojennych
- możliwość gry kooperacyjnej przeciwko botom
- dobrze odwzorowany wygląd jednostek
- świetny klimat wielkich bitew morskich
- mnóstwo drobnych smaczków graficznych
- wciąga na długie godziny
- dodatkowe, płatne bonusy nie gwarantują zwycięstwa
- powtarzalność rozgrywki może odstraszyć
- drobne, nielogiczne rozwiązania
- Grafika:
dobry - Dźwięk:
dobry - Grywalność:
dobry plus