Wybieramy aparat: Lustrzanki cyfrowe

W naszym ciągle aktualnym poradniku Wybieramy aparat cyfrowy staraliśmy się pomóc Wam w zakupie cyfraka. Pokazaliśmy zalety i wady tanich kompaktów oraz droższych hybryd, po macoszemu traktując lustrzanki cyfrowe, które wówczas były bardzo drogim sprzętem, nawet dla zaawansowanych fotoamatorów. Dziś sytuacja zmieniła się, konkurencja wśród czołowych producentów wymusiła spadek cen oraz urozmaicenie oferty, lustrzanki cyfrowe zaczynają powoli trafiać pod strzechy. Nasz artykuł przeznaczony jest dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś o tej klasie aparatów, myślą o takim zakupie w niedalekiej przyszłości, lub właśnie wrócili ze sklepu z nowym nabytkiem, ale nie bardzo wiedzą, jak go efektywnie i świadomie używać. Zapraszamy na drugą część poradnika fotograficznego: Lustrzanki cyfrowe.

Lustrzanka cyfrowa - świadomy wybór

W naszym ciągle aktualnym poradniku Wybieramy aparat cyfrowy staraliśmy się pomóc Wam w zakupie cyfraka. Pokazaliśmy zalety i wady tanich kompaktów oraz droższych hybryd, po macoszemu traktując lustrzanki cyfrowe, które wówczas były bardzo drogim sprzętem, nawet dla zaawansowanych fotoamatorów.

Dziś sytuacja zmieniła się, konkurencja wśród czołowych producentów wymusiła spadek cen oraz urozmaicenie oferty, lustrzanki cyfrowe zaczynają powoli trafiać pod strzechy.

Nasz artykuł przeznaczony jest dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś o tej klasie aparatów, myślą o takim zakupie w niedalekiej przyszłości, lub właśnie wrócili ze sklepu z nowym nabytkiem, ale nie bardzo wiedzą, jak go efektywnie i świadomie używać.

Zapraszamy na drugą część poradnika fotograficznego: Lustrzanki cyfrowe.

Lustrzanka cyfrowa - co to takiego?

Coraz częściej fotoamatorzy spoglądają na półki sklepowe, na których znajdują się najdroższe spośród cyfraków. Duże, przeważnie czarne korpusy uzbrojone w długie lufy obiektywów... ten widok wzbudza podziw oraz nadzieję na piękne, niepowtarzalne zdjęcia.

Image

- Gdybym tylko miał taką maszynę, robiłbym świetne foty, dużo lepsze niż tym małym kompaktem! - myślą niektórzy 'kompaktowicze'.

Ceny lustrzanek systematycznie maleją, wzbudzając takie myśli u coraz liczniejszych wielbicieli fotografii. Do niedawna cena stanowiła zaporę nie do przebycia na drodze do fotograficznego raju, a marzenia o posiadaniu lustrzanki były bezpieczne w swojej nierealności. Dziś lustrzanka cyfrowa staje się coraz powszechniejszym nabytkiem, kupują ją użytkownicy przesiadający się z kompaktowych małpek lub zaskakująco często ludzie, dla których jest to pierwszy w życiu aparat.

No i zaczynają się schody... setki zdjęć, płacz i zgrzytanie zębów zagłuszają trzask migawki, a gwoździem do trumny okazuje się głos żony (mamy, dziewczyny, siostry, chłopaka):

- Ten mały aparat robił ładniejsze zdjęcia! Mówiłam, żeby go nie sprzedawać!

Co ciekawe, mają rację w większości przypadków... Dlaczego się tak dzieje?

Spoglądając na kompakcik kosztujący 700 zł oraz na lustrzankę za 3000 zł widzimy niemal identyczne kółko wyboru trybu fotografowania, identyczny słynny symbol "zielony prostokącik", który powinien teoretycznie umożliwiać zrobienie dobrego zdjęcia każdemu laikowi. W tym trybie działa automatyka aparatu, a przecież lustrzanki mają wszystko najlepsze, prawda?

Nie, nieprawda.

DLSR-y (Digital Single Lens Reflex - jedoobiektywowa lustrzanka cyfrowa) umożliwiają zrobienie dobrych zdjęć, jeśli znajdują się w rękach świadomego fotografa, który potrafi wykorzystać ich zalety, zminimalizować wady, niejako zmusić do posłuszeństwa.

Kompakty wychodzą naprzeciw niedoświadczonemu fotografowi, podają mu pomocną dłoń, wybaczają i tuszują błędy. Lustrzanki są bezlitosne. Ale właśnie za to je uwielbiamy :-)

Terminologia do opanowania

Nie będziemy w naszym tekście objaśniać znaczenia podstawowych terminów fotograficznych. Ogniskowa, czułość ISO, jasność obiektywu, balans bieli - to definicje, które powinniśmy poznać i zrozumieć. W każdej książce o fotografii znajdują się rozdziały poświęcone tym terminom, a jeśli ktoś nie ma akurat dostępu do żadnej książki - google jego przyjacielem ;-) Na łamach naszego portalu znajdziemy wiele testów, z których również można się sporo nauczyć. Nie zrażajmy się tym, że początkowo niektóre słowa i ich objaśnienia będą dla nas niejasne - niewielka praktyka szybko umożliwi zrozumienie, a bez tego dalszy rozwój fotograficzny będzie niestety niemożliwy.

Budowa - ogólnych słów kilka

Aby zrozumieć i polubić te drogie bestie, powinniśmy najpierw je poznać, chociażby minimalnie, tylko w niezbędnym stopniu. Z tym nierozerwalnie wiąże się opanowanie podstaw fotografii, kilku zasad rządzących procesem powstawania zdjęcia na matrycy. Jeśli będziemy mieli to za sobą, pozostanie tylko pstrykać albo robić zdjęcia, według naszego własnego wyboru. Różnicę pomiędzy pstrykaniem, a robieniem zdjęć być może odkryjemy sami... ale jeśli nawet będziemy tylko pstrykać, to niech efekty będą poprawne.

Szklarnia

Lustrzanka to przede wszystkim możliwość wymiany obiektywu. Czemu ta cecha jest aż tak ważna? Otóż nie istnieje jeden uniwersalny obiektyw, który byłby jakościowo na dobrym poziomie. Kupując kompakt bądź hybrydę jesteśmy skazani na jeden, zazwyczaj przeciętnej jakości obiektyw, musimy pogodzić się z jego wadami, nie ma możliwości ominięcia jego ograniczeń. Pamiętajmy, że konwertery dla kompaktów rozszerzają co prawda zakres ogniskowych, ale jednocześnie powodują spadek jakości obrazu, zmniejszenie jasności obiektywu - no i stosunkowo dużo kosztują.

Do lustrzanki kupujemy takie obiektywy (zwane potocznie szkłami), które umożliwią nam realizację naszych fotograficznych zainteresowań. Oczywiście istnieją uniwersalne obiektywy (tzw. spacer-zoomy), o zakresie ogniskowych, które są najczęściej używane. Dobrym przykładem będzie Canon 17-85mm IS, Nikkor 24-120mm VR lub Sigma 18-125mm. To szkła, które umożliwiają robienie zdjęć zarówno we wnętrzach, jak i w plenerze - wakacje, spacer w parku, impreza... Jednakże ceną ich uniwersalności jest średnia jakość uzyskanych zdjęć. I tutaj mały haczyk: średnia jakość w przypadku lustrzanki jest wyżyną, na którą wspiąć się nie mogą (jak na razie) żadne kompakty.

Image

Oprócz spacer-zoomów do lustrzanki możemy przypiąć obiektywy bardziej wyspecjalizowane: portretowe, macro, szerokokątne, teleobiektywy - stałoogniskowe oraz zoomy.

Sprawa jest prosta - kupujemy lustrzankę z uniwersalnym obiektywem, do tego zestawu dobieramy z czasem takie obiektywy, które spełnią najdokładniej nasze wymagania. Lubimy podglądać ptaszki i dzikie zwierzaki - kupujemy zooma o zakresie 100-400mm. Wolimy podglądać fascynujący świat owadów i robaczków - rozwiązaniem idealnym będzie obiektyw macro 100mm. Mamy mnóstwo ślicznych koleżanek, które chcielibyśmy sportretować - uzbrajamy się w portretowy obiektyw 85mm.

Image

Dla miłośników krajobrazów i architektury oraz fotografii reportażowej najlepsze będą zoomy szerokokątne, zakres powiedzmy 17-35 mm lub zbliżony. Ale jeśli fotoreporter musi zdjąć jakieś ujęcie z daleka - szybko zmienia obiektyw na tele-zooma i robi fotkę swojego życia.

Image

Niemal każda firma produkująca dSLR-y wytwarza również całą gamę obiektywów, za które trzeba słono płacić. Na szczęście istnieją producenci niezależni (Sigma, Tamron, Tokina), którzy produkują szkła tańsze, a niekoniecznie gorsze.

Najważniejsza jest świadomość, że o jakości zdjęć w największym stopniu decyduje właśnie obiektyw. Kupmy więc najlepszy, na jaki nas stać - obiektywy, w przeciwieństwie do korpusów nie tanieją w tak ekspresowym tempie, ich wymiana w przyszłości nie doprowadzi naszych finansów do ruiny.

O obiektywach pisaliśmy już w naszym artykule Budowa aparatu - warto poznać bliżej ten ciekawy temat.

Wojny systemowe

Wybór obiektywu i korpusu to wybór systemu. Każdy znaczący na rynku producent oferuje własne rozwiązania, które nie są kompatybilne z innymi. Nie założymy obiektywu Nikona do aparatu marki Canon, nie błyśniemy lampką Minolty z korpusu Pentaxa. Każdy producent tworzy swój kompletny system aparatów, obiektywów, lamp błyskowych i akcesoriów. Jeśli ktoś skompletował sobie rozbudowany system jakiegoś producenta, wówczas przejście do innego systemu będzie bardzo niekorzystne finansowo - trzeba sprzedać wszystko (ze sporą stratą), trzeba kupić wszystko.

Od niedawna mamy na rynku prawdziwe bogactwo, jeśli chodzi o amatorskie systemy lustrzanek cyfrowych. Potentaci: Canon i Nikon nie są jedyni, choć najpopularniejsi. Ale swoich zwolenników ma też Pentax (seria *ist D), Olympus (nowy E-System), a zwłaszcza Konica-Minolta i jej Dynaxy 7D i 5D. Jest w czym wybierać, ale co możemy tutaj doradzić?

Wybór systemu to sprawa niekiedy bardzo indywidualna - może ktoś w rodzinie lub wśród znajomych ma lustrzankę analogową lub cyfrową z kilkoma obiektywami? Byłaby to duża oszczędność na starcie - możliwość wypożyczenia rzadko używanego teleobiektywu lub lampy błyskowej.

Image

Jeśli mamy zamiar w przyszłości dużo eksperymentować, szukać tanich szkieł na rynku wtórnym, wówczas wskazane byłoby wybrać któryś z najpopularniejszych systemów. Nikon chwalony jest za swój pomiar światła oraz w miarę tanie i dobre obiektywy amatorskie. Canon to największy wybór korpusów i akcesoriów, największy rynek wtórny.

Z kolei Minolta stawia na stabilizację matrycy, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie ostrych zdjęć w złych warunkach oświetleniowych. Inni producenci mają swoje rozwiązania stabilizacji obrazu, ale stosowane tylko w niektórych (droższych) obiektywach. Minolta to stabilizacja matrycy, działająca dla każdego szkła, co docenia wielu użytkowników.

Pentax stawia na pełną wsteczną kompatybilność ze starszymi, ale świetnymi i tanimi obiektywami. Wyróżnia się też nowy E-System Olympusa, z dobrymi korpusami, amatorskimi obiektywami o mniejszych gabarytach niż pozostałe systemy.

Trzeba zrozumieć, jakie możliwości stwarza przed nami system - obojętnie który wybierzemy. Na początek kupujemy aparat z podstawowym obiektywem, uczymy się obsługi sprzętu, poznajemy jego zalety, próbujemy omijać wady. Robimy coraz lepsze zdjęcia, a nasze zainteresowania fotograficzne powoli się kształtują... i sprzęt zaczyna nas ograniczać. Wymieniamy więc podstawowy, przeciętnej jakości obiektyw na coś lepszego, o większej jasności lub z dodatkową stabilizacją obrazu. Kupujemy amatorski długi zoom, o górnym zakresie 300 lub 400 mm i wybieramy się w plener upolować ptaszka lub sarenkę. Sprawiamy sobie obiektyw macro o skali odwzorowania 1:1, aby podglądać życie mrówek, motylków i pszczółek. Ewentualnie wchodzimy w posiadanie szkła portretowego i zapraszamy na sesje zdjęciowe modelki lub modeli. Za jakiś czas uzupełniamy zestaw o lampe błyskową, statyw zwykły i oświetleniowy, sprzęt studyjny, obudowę podwodną, wizjer kątowy, uchwyt pionowy, całą baterię filtrów fotograficznych, blendy, foto-bank, następne obiektywy, torby foto...

Sporo tego, prawda? Właśnie wtedy ujawnia się siła systemu - owe zakupy możemy sobie dowolnie rozłożyć w czasie, możemy pominąć zupełnie niektóre składniki, a inne kupić najlepsze, jakie są dostępne na świecie - o ile tylko nas stać. Dzięki niezależnym producentom nie jesteśmy skazani na bardzo drogi sprzęt firmowy (marka kosztuje), ale możemy znaleźć na rynku o wiele tańsze, a jakościowo dobre lampy i przede wszystkim obiektywy. Niezwykle rozbudowany światowy rynek sprzętu używanego umożliwia łatwą sprzedaż obiektywów, które przestały nam odpowiadać, przy czym największy wybór to oczywiście marki Canon i Nikon.

Obserwując ceny profesjonalnych obiektywów można się załamać - ceny zaczynają się od 4 lub 5 tysięcy złotych, a za jasne teleobiektywy trzeba zapłacić dużo, dużo więcej... Jednak musimy sobie zdawać sprawę, że to sprzęt dla profesjonalistów, którzy na fotografii zarabiają pieniądze. Amatorskie szkła są o wiele tańsze, a za ich pomocą można uzyskać zadziwiająco dobre efekty... jeśli się potrafi.

Na koniec podstawowa część systemu - sam aparat. Korpus, zwany z angielska body lub swojsko puszką. Nie przywiązujmy się zbytnio do niego... Nowoczesny dziś, stanie się przestarzały jutro, a zabytkowy pojutrze. Jego spadająca cena wzbudzi w nas niechęć, a rzut oka na specyfikację techniczną następców zasieje w naszej duszy gorycz zazdrości. Jednak pocieszmy się - nawet za kilka lat nasz aparat będzie robił równie dobre zdjęcia, jakie robi dzisiaj. Jeśli będzie możliwość i sens - wymienimy go na nowszy model, a jeśli nie... to nic się nie stanie.

Krzemowa dusza

Światło po przejściu przez obiektyw trafia na matrycę, gdzie zostaje przekształcone na impulsy elektryczne. O budowie matrycy już wkrótce będziemy mogli poczytać w naszym artykule Budowa aparatu cz.II. Tutaj chcielibyśmy jedynie podkreślić, że wszystkie obecnie produkowane lustrzanki mają naprawdę dobre matryce, które w niewielkim stopniu różnią się od siebie. Najmniejsze, 6-megapikselowe matryce są w zupełności wystarczające do uzyskania świetnej jakości odbitki o formacie A4 oraz większym, matryce 8-megapikselowe dają jeszcze pewien margines na wykadrowanie niechcianych fragmentów zdjęcia. Większe (megapikselowo) sensory stosowane są w lustrzankach profesjonalnych - za drogich dla amatora.

W sumie to może zabrzmieć dziwnie, ale podczas wyboru lustrzanki matryca jest mało ważna. Nie ma się czym podniecać, a drobne różnice można właściwie pominąć, bo są raczej dyskusyjne i zależą od preferencji fotografa oceniającego zdjęcie. Nikony nieco bardziej szumią przy wyższych czułościach ISO niż Canony - czy to wada? Niektórzy twierdzą, że wada - innym podoba się nikonowe ziarenko, traktują je jako środek artystycznego wyrazu, natomiast odrzucają canonowskie "cukierkowe" kolory jako nienaturalne.

Chcielibyśmy uzyskać z matryc nieco większą rozpiętość tonalną - tymczasem wszystkie są na zbliżonym poziomie. To właśnie zbyt mała rozpiętość tonalna jest jak na razie największą bolączką cyfraków i stanowi o przewadze tradycyjnej kliszy fotograficznej. Zdolność do poprawnego zarejestrowania sceny o wysokich kontrastach, bez utraty szczegółów w cieniach i światłach jest w lustrzankach większa, niż w kompaktach, ale mniejsza, niż w aparatach analogowych. Świadomy fotograf powinien wiedzieć o tym, poza tym lustrzanką można szybko zmierzyć (używając punktowego pomiaru światła) rozpiętość sceny, można więc sobie z tym radzić - ale pewnych ograniczeń jak na razie nie można przeskoczyć i niekiedy klisza pokazuje wyraźnie swoją przewagę jakościową nad matrycą.

Amatorskie lustrzanki używają matryc około 1.5 raza mniejszych niż klatka filmu małoobrazkowego - czyli w przybliżeniu 23 x 15 mm (wyjątkiem jest Olympus, który ma matryce 2 razy mniejsze niż klatka filmu). To dość duża matryca, pozwala na uzyskanie niewielkiej głębi ostrości i jest cechą nadzwyczaj pożądaną w fotografii, ponieważ odseparowanie ostrego obiektu głównego od rozmytego tła pozwala właściwie skierować uwagę oglądającego zdjęcie. Oczywiście po dużym przymknięciu przysłony uzyskujemy sporą głębię ostrości - o ile tego chcemy, nasz wybór, a matryca nam ten wybór umożliwia.

Fizyczna wielkość matrycy jest ważna również dlatego, że ogniskowe obiektywów podawane są dla klatki filmu małoobrazkowego. Obiektyw o zakresie 24 - 70 mm podpięty do dSLR-a będzie miał ogniskowe 36 - 105 mm, czyli przemnożone o wielkość 1.5 - tak zwany crop factor. Pamiętajmy, że obiektyw szerokokątny 28mm jest szerokim kątem tylko dla lustrzanki analogowej, bo cyfrówkowy crop factor czyni z niego już mało szerokie 42 mm, co w ciasnych wnętrzach lub fotografii krajobrazowej może się okazać stanowczo niewystarczające. Pewną rekompensatą może być to, że crop factor przekształca zwykły, 300-milimetrowy teleobiektyw w całkiem miłe dla podglądaczy (przyrody) 450 mm.

Dajmy już spokój krzemowej płytce - wiemy, że jest dużo lepsza niż w kompaktach i umożliwia o wiele bardziej kreatywne fotografowanie, poznaliśmy crop factor. Przejdźmy do ważniejszych spraw, jak na przykład podgląd obrazu TTL.

Wizjer - okno na świat

Podczas fotografowania kompaktami spoglądamy na niewielki ekranik LCD, którego jakość bywa różna, oczywiście coraz to lepsza. W zaawansowanych kompaktach hybrydowych mamy dodatkowo wizjer EVF, czyli drugi, wbudowany ekranik LCD, który daje lepszy obraz niż LCD na tylnej ściance. Technika idzie do przodu i obydwa sposoby są udoskonalane, nie należą już do rzadkości duże, 3-calowe LCD-ki oraz EVF-y o wysokiej rozdzielczości 235 tysięcy pikseli.

Lustrzanki umożliwiają spoglądanie na fotografowany obiekt poprzez obiektyw aparatu. Widzimy scenę dokładnie taką, jaka jest, bez przekłamań jasności, kolorystyki, bez opóźnień spowodowanych bezwładnością pikseli... widzimy to, co będziemy mieć na zdjęciu.

I o to chodzi.

Ale wizjer wizjerowi nierówny, niestety. Konstrukcja lustrzanek pozostawia wiele miejsca dla inwencji konstruktorów, i jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Obraz oglądany przez wizjer lustrzanki powinien być duży, jasny, wyraźny... tymczasem posiadacze niektórych analogów określają wizjer dSLR-ów jako "małe światełko na końcu tunelu". Przesada, ale jak zawsze w każdej bajce jest troszkę prawdy. Wizjery zbudowane są w oparciu o pryzmat oraz układ luster. Dobre, jasne wizjery mają konstrukcje Pentaxa, jeszcze lepsze są wizjery Minolty (szczególnie D7D). Amatorskie Canony i Nikony mają podobne wizjery, o akceptowalnej jasności i dobrym kontraście, ale widzielibyśmy tutaj duże możliwości ulepszenia i unowocześnienia.

Generalnie sposób patrzenia na scenę to wielka przewaga lustrzanek, ponadto kadrując z aparatem przyłożonym do oka robimy zdjęcie z właściwej perspektywy i mamy większe możliwości stabilnego trzymania aparatu, niż w przypadku małych i lekkich kompaktów, trzymanych metr od oka, na wyciągniętych rękach.

Pomiar światła

Zarówno lustrzanki, jak i hybrydy i większość nowych kompaktów mierzą światło na trzy sposoby:

  • pomiar matrycowy (obszar całego ujęcia)
  • centralnie ważony (cały kadr, ale uwypuklający w dużym stopniu środek)
  • punktowy (środek kadru lub wybranego pola ostrości)

Różnica tkwi w dokładności tego pomiaru, i tutaj dSLR-y mogą się poszczycić znaczącą przewagą. Zaawansowane czujniki pozwalają przy pomiarze matrycowym dokładnie zbadać naświetlenie całej sceny, i na tej podstawie elektronika aparatu dobiera odpowiednią ekspozycję, starając się nie prześwietlić zdjęcia i jednocześnie zachować szczegóły w ciemnych partiach obrazu. W tym momencie przydaje się matryca o jak największej rozpiętości tonalnej, podkreślająca przewagę lustrzanki nad kompaktem.

Nie ma wyjścia - trzeba poznać możliwości aparatu poprzez próby, obserwację wyników, zapamiętywanie przykładowych scen. Musimy wiedzieć, co nasz aparat potrafi, odkryć zalety i wady poszczególnych sposobów pomiaru światła i nauczyć się je stosować.

Ustawiamy aparat na statywie i robimy trzy zdjęcia krajobrazu, zmieniając jedynie sposób pomiaru światła. Chcemy mieć dobrze naświetloną całą scenę - jaki będzie efekt, który pomiar sprawdzi się najlepiej?

Image

Robiąc portret w słoneczny dzień mierzymy światło punktowo na najjaśniej oświetlonej części twarzy modela, co pozwoli na uniknięcie przepaleń (utraty szczegółowości), ale czy wówczas zostaną poprawnie oddane szczegóły w cieniach?

Aparaty cyfrowe zachęcają wręcz do nauki, ponieważ źle zrobione zdjęcie nic nas nie kosztuje - kasujemy z karty pamięci, ale zapamiętujemy sobie przyczyny porażki, wyciągamy wnioski. I powtarzamy ujęcie ze zmodyfikowanymi ustawieniami...

Lustrzanki ze swoją dokładnością pomiaru oraz tolerancyjną matrycą umożliwiają nam efektywną naukę i osiąganie efektów niedostępnych dla kompaktów i hybryd.

Mania szybkości

Następna dziedzina, gdzie ujawnia się przewaga lustrzanek nad kompaktami to ogólnie pojęta szybkość:

  • autofocus
  • czas startu aparatu
  • zdjęcia seryjne
  • opóźnienie migawki

Kompakty są coraz szybsze, ale jeszcze nie dorównują lustrzankom. Z kolei wśród amatorskich lustrzanek różnice w tej dziedzinie są minimalne i nie mają wpływu na jakość zdjęć.

Autofocus w lustrzankach radzi sobie świetnie w dobrych warunkach oświetleniowych, nieco gorzej w złych warunkach, potrzebując nieraz wspomagania. Poza tym trzeba pamiętać, że chociaż systemy detekcji ostrości umiejscowione są w korpusie aparatu, to na ogólny czas ustawiania ostrości wielki wpływ ma obiektyw.

Image

Nowoczesne obiektywy z silniczkami ultradźwiękowymi błyskawicznie i cicho szukają ostrości, co jest niezwykle istotne przy fotografii sportowej, reporterskiej lub przyrodniczej.

Nowe modele dSLR-ów charakteryzują się niskim czasem startu - od momentu włączenia do chwili, kiedy można fotografować upływa niecała sekunda. W kompaktach bywa z tym różnie, ostatnio nawet tanie aparaciki zmniejszyły znacząco czas startu, więc różnice tutaj zaczynają się powoli zacierać.

Zdjęcia seryjne to już spora przewaga lustrzanek - 3 klatki na sekundę to niezły wynik, wystarczający dla amatora. Pamiętajmy, że chodzi o zdjęcia robione w formacie RAW, gdzie objętość pliku jest spora (około 5 MB dla matrycy 6 Mpx). Kiedy przejdziemy na format JPEG - lustrzanka zaczyna trzaskać migawką niczym karabin maszynowy, zostawiając w tyle kompakty. Warto również zwrócić uwagę na wydajność lampy błyskowej, czy nadąży ona poprawnie oświetlić każde zdjęcie z serii.

Zmorą kompaktów było do niedawna opóźnienie migawki (shutter lag). Czas od momentu wciśnięcia migawki do chwili zrobienia zdjęcia był dla kompaktów zbyt długi, ograniczając poważnie zastosowanie tanich aparatów. Dodając do tego spory czas nastawiania ostrości kompakty były skazane na zdjęcia statyczne. Dziś jest o wiele lepiej, ale ciągle parametr ten cały czas nie jest w kompaktach najlepszy.

Jeśli mowa o szybkości, to nie sposób pominąć kwestii ręcznego ostrzenia. W lustrzankach robi się to błyskawicznie, obracając pierścień ostrości na obiektywie, a dzięki wyraźnemu podglądowi przez wizjer oraz potwierdzeniu ostrości na matówce aparatu trudno tutaj o pomyłkę. W kompaktach ręczne ostrzenie jest powolne i mało precyzyjne, przeważnie szkoda nawet zajmować się tą funkcją.

Błyskograt

To żartobliwe przezwisko nadane lampie błyskowej nie powinno nas zmylić - lustrzanka bez dodatkowej, zewnętrznej lampy błyskowej bardzo traci na uniwersalności. Wbudowana lampka bywa przydatna, ale jest słaba, ma brzydkie, ostre światło no i błyska na wprost. Nie rożni się zbytnio od lampki wbudowanej w kompakt. Natomiast zewnętrzna lampa błyskowa to niesłychanie ważna część systemu - rewelacyjne dopełnienie lustrzanki. Ma dwie wady: rozmiar (wagę) oraz cenę... ale lustrzanka bez lampy, to jakby pół aparatu.

Nowe sposoby pomiaru światła i emisji błysku są przez producentów dopieszczone i spisują się świetnie. Lampa błyskowa potrafi oświetlić szeroką scenę, błysnąć w dal skupioną wiązką, delikatnie musnąć światłem bliski obiekt. Potrafi poprawnie oświetlić nocną scenę lub lekko doświetlić pierwszy plan zdjęcia. Wreszcie jej budowa (obrotowa głowica) umożliwia zastosowanie odbić błysku, na przykład od białego sufitu lub ściany. Otrzymujemy w ten sposób całkiem inną jakość fotografii, miękkie światło bez ostrych cieni, po prostu piękne zdjęcia.

Poszczególni producenci mają rozwiązania na zbliżonym poziomie, ale naszym faworytem jest tutaj Nikon ze swoim CLS (Creative Lightning System) oraz lampą SB-800, która fabrycznie wyposażona jest w nasadkę-dyfuzor oraz wbudowaną fotocelę.

Image

Dyfuzor pozwala zmiękczyć i rozproszyć światło skierowane na wprost, natomiast fotocela umożliwia bezprzewodowe sterowanie lampą błyskową i wyzwalanie jej na odległość z zachowaniem pomiaru światła. Za takie dodatki inni producenci każą sobie płacić, od Nikona dostajemy je w komplecie.

Oświetlenie: lampa SB-800 umieszczona z boku,

wyzwolona bezprzewodowo za pomocą wbudowanej lampy Nikona D70

Image

Warto zwrócić uwagę na ofertę producentów niezależnych (Sigma i Metz), którzy proponują nam wysokiej jakości lampy, kosztujące znacząco mniej od firmówek.

Lampa to dodatek do aparatu, drogi dodatek, na pewno nie będzie niezbędny dla każdego fotografa. Ale dobrze jest mieć świadomość, że możemy rozszerzyć możliwości swojego sprzętu.

Ważne i mniej ważne drobiazgi

Biorąc do ręki lustrzankę z obiektywem z pewnością poczujemy jej ciężar - około kilograma żywej wagi, z jakimś tele-zoomem 2 kilogramy... albo i więcej. Jeśli na górską wycieczkę zabieramy ze sobą aparat, dwa szkła, zapasowy akumulator, nierzadko statyw, to po krótkim czasie zatęsknimy za kompaktem, który mieścił się w kieszeni koszuli. Ale po powrocie z wycieczki i obejrzeniu efektów przekonamy się, że jedna warto było.

Wśród lustrzanek najmniejsze rozmiary mają aparaty Pentax, malutki (jak na dSLR-a) jest też Canon 350D.

Image

Uzbrajając takiego Pentaxa w jasny, stałoogniskowy obiektyw 40mm otrzymujemy stosunkowo lekki, niewielki, a świetny jakościowo zestawik, spełniający swoje zadanie zarówno na wycieczce krajobrazowej, jak i na plenerowej sesji z modelką czy też innej imprezie, wartej uwiecznienia.

Duży rozmiar stanowi zaletę, jeśli chodzi o pewność uchwytu. Lustrzankę trzymamy za profilowany korpus oraz wystający obiektyw, przyciskając jednocześnie do oka - eliminujemy w ten sposób drgania, możemy robić ostre zdjęcia z dłuższym czasem naświetlania, niż w przypadku kompaktów.

Dla porządku wspomnimy tylko, że lustrzanki nie mają możliwości kadrowania za pomocą ekranu LCD - scenę obserwujemy tylko i wyłącznie przez wizjer aparatu. Ekran służy nam do przeglądania zrobionych zdjęć oraz wyświetlania menu. Lustrzanką nie nakręcimy też filmiku, nie użyjemy jej jako kamerki internetowej - to aparat fotograficzny, wyspecjalizowane narzędzie, które ma robić jak najlepsze zdjęcia. Jednak niewykluczone, że za jakiś czas któryś producent wyposaży lustrzankę w jakieś dodatkowe bajery, chcąc zwiększyć sprzedaż i zrobić sobie reklamę, jako prekursora we wprowadzaniu nowatorskich rozwiązań.

Dodatkowe wyposażenie, które często kupują amatorzy to przede wszystkim statyw, wężyk spustowy lub pilot, filtry fotograficzne no i solidna torba foto lub plecak. Najdroższy jest statyw, bo za solidny model dobrej firmy (Manfrotto), z głowicą kulową zapłacimy 800 złotych. Jednak pomyłką byłoby kupowanie niestabilnego i kiepskiego statywu, bo nie spełni on swojego zadania z ciężką lustrzanką. Dobre i w miarę tanie (około 300 złotych) statywy produkuje kilka firm (na przykład Velbon), wśród tej oferty amator powinien poszukać czegoś dla siebie.

Robimy zdjęcia

Kiedy już dokonaliśmy wyboru, kiedy wiemy, czego można się spodziewać po naszym aparacie - czas zacząć opanowywać narowistą bestię. Najlepsza pomocą będzie wiedza fotograficzna, bo reguły są jasne i jednakowe dla wszystkich.

Trzeba pamiętać, że robienie zdjęć to ciągła walka z czasem (naświetlania). Aby uzyskać ostre zdjęcie, czas naświetlania musi być odpowiedni, a tylko niewielki procent naszych zdjęć powstaje w jasny, słoneczny dzień, kiedy czas jest rzędu tysięcznych części sekundy. W pochmurne dni, w pomieszczeniach zamkniętych, o świcie lub o zachodzie słońca, na imprezie rodzinnej bądź rozrywkowej światło będzie z pewnością ciekawe, ale słabe.

Image

Podstawowa reguła fotografii określa, że w celu uniknięcia poruszeń zdjęcia, czas naświetlania powinien stanowić odwrotność ogniskowej. Sprawa prosta - dla obiektywu 50mm czas powinien wynosić co najmniej 1/50 sekundy, a gwarancją unikniecia poruszeń będzie czas krótszy, na przykład 1/100 sekundy. Ogniskowa 300 mm to już czas 1/300 sekundy, trudny do uzyskania bez jasnego światła słonecznego.

Trzeba też pamiętać, że ta reguła dotyczy ogniskowej aparatu małoobrazkowego. Obiektyw 50 mm z lustrzanką cyfrową daje nam ogniskową 75 mm (50 mm x 1.5 crop factor) i właśnie do tej przeliczonej ogniskowej powinniśmy dobierać minimalny czas naświetlania.

Do uzyskania poprawnej ekspozycji będziemy potrzebować czasu na przykład 1/160 sekundy, a światłomierz aparatu wskaże nam, że mamy marną 1/50 sekundy - co wtedy robić?

Osoby o pewnym chwycie mogą próbować po nabyciu pewnej wprawy troszkę te czasy minimalne wydłużyć. Z pomocą przychodzą też systemy stabilizacji obrazu - IS Canona, VR Nikona, AntiShake Minolty, które również pozwalają nieco wydłużyć czas naświetlania. Można oczywiście otworzyć bardziej przysłonę, wpuszczając na matrycę więcej światła, można podnieść czułość ISO, można wreszcie świadomie niedoświetlić nieco zdjęcie zrobione w formacie RAW, korygując to później w trakcie obróbki komputerowej.

Jak inaczej można uzyskać nieporuszone zdjęcia?

Statyw i doświetlenie błyskiem. Ale...

Statywem ratujemy się wtedy, kiedy musimy, bo kadrowanie ze statywu jest niewygodne, podobnie jak targanie ciężkiego trójnoga w plener. Lampa błyskowa natomiast zniszczy nam kompletnie delikatne światło wschodzącego słońca, nastrojowy półmrok cichego pokoiku, jest nieprzydatna w fotografii krajobrazowej.

Image

Napisaliśmy o pomiarze światła oraz o sposobach uzyskiwania nieporuszonych zdjęć. To w fotografii pierwszy krok, więcej wiedzy na ten temat musimy zaczerpnąć z fachowych książek, kursów foto lub poszukać w Internecie. Mając lustrzankę możemy się uczyć jednocześnie teorii i praktyki bez żadnych nakładów finansowych - doceńmy taką możliwość, skorzystajmy z niej.

Czy jednak szeroko pojmowana fotografia kończy się na zrobieniu zdjęcia? Analogowa klisza jest wywoływana, aby umożliwić zrobienie odbitek lub zeskanowanie filmu. W fotografii cyfrowej mamy plik graficzny zapisany na karcie pamięci - nie zostawimy go tak przecież. Pora na etap ostatni, czyli...

Pokaż mi swoje fotki

DSLR-y zapisują zdjęcia na karcie w formacie JPEG lub RAW. Czym jest JPEG, to chyba większość z nas wie - to skompresowany stratnie plik graficzny. Matryca 6-megapikselowa daje maksymalną rozdzielczość 3000x2000 pikseli, przy najmniejszym stopniu kompresji otrzymamy JPEG-a o wadze 3.5 - 4 MB. Przetwarzaniem impulsów elektrycznych spływających z matrycy zajmuje się wewnętrzny procesor aparatu, który jest w odpowiedni sposób zaprogramowany przez producenta. Nie lubimy, gdy ktoś za nas decyduje o nasyceniu kolorów, o stopniu wyostrzenia, kontraście - a tak się właśnie dzieje w przypadku JPEG-a, ponieważ otrzymujemy zdjęcie, które jest w jakimś tam stopniu odzwierciedleniem filozofii producenta. Aparaty mają co prawda kilka profili, w których możemy samodzielnie definiować stopień nasycenia, kontrastu i wyostrzania, ale tylko w pewnym zakresie. Ponadto fotografując w jakimś trudnym, mieszanym świetle łatwo zawieść się na balansie bieli, uzyskując przekłamane i zepsute kolory, czego możemy nie zauważyć na małym ekraniku LCD. Zdjęcie zepsute... a można było tego uniknąć?

Rozwiązaniem okazuje się być format RAW (surowy), zwany cyfrowym negatywem. Nie narzuca on nam żadnych gotowych algorytmów przetwarzania obrazu. Dane z matrycy zapisane są w czystej postaci, bez przesądzania o czymkolwiek. Po otwarciu RAW-a w stosownym programie, pojawia się na ekranie obraz, którego parametry są jedynie sugerowanymi przez program - oczywiście poza ekspozycją, ostrością, plastyką zdjęcia. Możemy się do woli bawić kolorami, balansem bieli, możemy również w pewnym stopniu skorygować ekspozycję, kontrast i wyostrzyć zdjęcie z lepszym efektem, niż gdybyśmy to robili na pliku JPEG. To prawie tak, jakbyśmy mieli możliwość zrobienia powtórnie tego samego zdjęcia, i to dowolną ilość razy, bo plik RAW możemy zachować na dysku w niezmienionej postaci. Otwieramy RAW-a, poprawiamy to, co chcemy, zapisujemy efekt w formacie JPEG lub TIFF, zamykamy RAW-a bez zapisywania zmian - po prostu negatyw. Bosko, prawda? :-)

RAW-y zapisują też więcej informacji o palecie barw (12-bit) niż pliki JPEG (8-bit).

Każdy producent ma swój własny format RAW, który nazywa się nieco inaczej (producenci uwielbiają komplikować życie użytkownikom) - na przykład nikonowy RAW nazywa się NEF.

Do otwierania RAW-ów i manipulacji nimi służą stosowne programy, przeważnie płatne (świetny Capture One lub Breeze Browser), ale do każdego aparatu producent dodaje prosty i przeważnie wystarczający amatorom edytor RAW. Jest też darmowy Irfan View, radzący sobie z RAW-ami wszystkich producentów, choć umożliwia wprowadzenie niewielu zmian w pliku. Na przeciwnym biegunie jest uniwersalny Adobe Camera RAW. Bogaty w możliwości, elastyczny, prosty w obsłudze i szybki, bezpłatny, ma tylko jedną "drobną" wadę - jest wtyczką (plug-in) do PhotoShopa, kosztującego ponad 3 tysiące złotych.

Do operacji na plikach RAW wskazany jest mocny komputer, uzbrojony w jak najwięcej pamięci RAM. Pentium 4 2.4 GHz oraz 1GB DDR-SDRAM to taka średnia konfiguracja, na której można pracować nie tracąc nerwów.

Końcowy etap obróbki zdjęcia to praca w programie graficznym - nie lekceważmy tego, to również część procesu fotograficznego. Aparat nie jest doskonały, chociaż zdjęcie zostałoby zrobione idealnie, to i tak będzie się różnić od sceny, jaką zapamiętaliśmy w momencie wciskania migawki. Obróbka graficzna może poprawiać wady aparatu, może też maskować nasze błędy, może tez stanowić końcowy etap realizacji jakiejś artystycznej wizji fotografa. Jest nieodzowna, kiedy chcemy nasze fotki zaprezentować w Internecie lub prezentować znajomym na ekranie monitora jako album. Wreszcie przenoszenie plików na papier, czyli cały sens fotografii - co prawda do labu możemy się udać nawet z kartą pamięci, wyjętą prosto z aparatu... ale mamy szansę przeglądnąć nasze zdjęcia, poprawić mankamenty, starannie wybrać najlepsze. Czasem niewielkie ingerencje w programie graficznym (poprawa kontrastu, usunięcie szumu, usunięcie niepotrzebnych detali, nasycenie kolorów) sprawią, że fotografia stanie się o niebo lepsza. Do prostej, amatorskiej obróbki nie jest konieczny drogi kombajn w rodzaju Photoshopa czy Corela, czasem wystarczy już Irfan View, jest bardzo dobry i darmowy GIMP, polecamy też tanią, okrojoną nieco wersję Photoshopa, czyli Elements.

Jako że zdjęcia oglądamy najpierw na komputerowym monitorze, warto zadbać, aby był poprawnie skalibrowany.

Jeśli mamy stary monitor i myślimy o jego wymianie, a interesujemy się fotografią, postarajmy się kupić najlepszy monitor, na jaki nas stać. Nowe modele tradycyjnych monitorów CRT są tanie, a ich obraz charakteryzuje się świetnym oddawaniem kolorów, odwzorowaniem czerni i odcieni szarości. Jeśli jednak mamy zamiar kupić panel LCD, niech to będzie panel zbudowany w oparciu o dobrą matryce MVA czy PVA, z pełną paletą barw i bogatymi możliwościami regulacji parametrów. Pomogą nam w wyborze testy i przeglądy paneli, które od lat przeprowadza benchmark.pl.

Podsumowanie

Na zakończenie przedstawiamy naszą obiektywno-subiektywną tabelę porównawczą dSLR-ów dostępnych obecnie w sprzedaży. Lewa część tabeli to obiektywne przedstawienie kilku parametrów, na które powinniśmy zwrócić uwagę, część prawa to nasza subiektywna ocena. W skali od 1 (bardzo źle) do 5 (najlepiej na dzisiaj) oceniliśmy kilka ogólnych, ważnych cech lustrzanek cyfrowych.

Image

Omawiając w kilku zdaniach tabelkę, chcieliśmy zwrócić uwagę, że Canony prezentują najwyższą jakość obrazu dzięki bardzo niskim szumom przy ISO 1600 - 3200 oraz wysokiej rozdzielczości matrycy, pozwalającej uzyskać bardzo szczegółowe, duże zdjęcia. Od równej stawki odstaje nieco Olympus, bo jednak zaszumione ISO 800 to wada ograniczająca zastosowania aparatu.

Ponieważ różni użytkownicy mają różne preferencje - nie wskażemy jakiegoś zwycięzcy naszego porównania czy też optymalnego wyboru.

Image

Na pewno warto zainteresować się Canonem 20D, to świetny sprzęt z jedną wadą - ceną, która jest najwyższa i lokująca go właściwie w klasie aparatów półprofesjonalnych. Pamiętajmy, że do tak dobrego korpusu marnotrawstwem byłoby podpiąć słabe, tanie obiektywy... a więc cena zestawu znacząco rośnie.

Sporo tańszy i nie gorszy pod względem jakości zdjęć jest Canon 350D, ale niska cena została uzyskana dzięki zubożeniu ergonomii aparatu, co jednak może przeszkadzać w czasie eksploatacji sprzętu. Jego małe wymiary to dla jednych wada, dla innych zaleta.

Niezwykle interesująca jest Konica-Minolta D7D, szczycąca się doskonałym ekranem LCD i wizjerem, niezwykle przydatnym systemem AntiShake oraz wysoką, wręcz wzorcową ergonomią obsługi.

Piękne zdjęcia zrobimy Nikonem D70s, a w systemie Nikona znajdziemy sporo dobrych i relatywnie tanich obiektywów Nikkor. To przyszłościowy, bardzo uniwersalny system, w który na pewno warto wejść.

Podobają nam się małe Pentaxy, można do nich dokupić dobre obiektywy za niewielkie pieniądze - znacznie gorzej jest z nowymi obiektywami i pozostałym osprzętem... Kupić można, sprzedać znacznie trudniej. Ceny samych korpusów wydają się nam zbyt wygórowane w stosunku do podobnych modeli konkurencji.

Wreszcie Olympus, który promuje swój E-System, zwany też systemem 4/3. Starszy model E-1 to matryca 5 MPx - jednak troszkę za mała. Nowszy model, czyli E-300 to szumiące ISO 800 i kilka innych, drobniejszych wad, które mamy nadzieję, że zostaną wyeliminowane w najnowszym modelu E-500.

Pozostaje nam życzyć użytkownikom udanych wyborów, sprawiającej satysfakcję przygody z fotografią oraz tradycyjnie - dobrego światła :-)

Zdjęcia modelek oraz przyrody - Jacek Wiśniowski www.fotojaw.com

Przydatne linki:

Canon-Board - forum użytkowników aparatów marki Canon

Nikon Forum - forum użytkowników aparatów marki Nikon

Olympus Forum - forum użytkowników aparatów marki Olympus

CyberFoto - ogólne forum o cyfrówkach i fotografii cyfrowej

Plfoto - polska galeria fotograficzna

OnePhoto - polska galeria fotograficzna

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ