Zakopane 2019 - fotografia najwyższych (i najszybszych) lotów z Sony
Do czego przydają się funkcje AF w zaawansowanych aparatach, jak trudnym sportem nie tylko dla zawodników są skoki narciarskie i jak poradzić sobie mając tylko 400 mm obiektyw. To pytania, na które poznacie odpowiedź z lektury tej relacji.
Zestaw na Zakopane - Sony A9 i 400 mm f/2,8
Relacje z imprez fotograficznych maja jeden duży plus. Ich autorzy (w tym przypadku ja) nie tylko spędzają kilka dni w ciekawych okolicznościach przyrody lub innych wytworów cywilizacji, ale ciężka (bo chyba nie myślicie, że bieganie z 400 mm obiektywem to betka, choćby był on prawie najlżejszym na rynku) praca nagrodzona jest niesamowitymi wspomnieniami w postaci zdjęć. Oprócz nich, a stanowią one ilustrację tego materiału, w tej relacji przybliżam tematykę fotografii sportowej, zimowej fotografii, która koncentruje się na jednej z trudniejszych (tak mówią Ci, którzy zęby i nie tylko zjedli na niej) do fotografowania (jeśli chciałbyś zacząć przygodę z fotografią, zobacz koniecznie nasze zestawienie polecanych lustrzanek do 3000 zł), ale i uprawiania dyscyplin - skokach narciarskich.
A skoro skoki narciarskie, to Kamil Stoch i spółka, a jak styczniowy weekend to oczywiście Zakopane i konkurs na Wielkiej Krokwi, a dokładniej konkurs drużynowy, w którym jak już wiecie nasi zajęli trzecie miejsce. Troszkę dzięki szczęściu, ale komu w końcu ono sprzyja, a już na pewno dzięki rekordowemu skokowi Dawida Kubackiego, który wylądował na 143,5 metrze. Nie był to zresztą pierwszy rekord tego dnia, a zwycięskiej w sobotni wieczór reprezentacji Niemiec z kolei należą się oklaski, bo udało się jej utrzymać prowadzenie mimo nieszczęśliwego wypadku Davida Siegela. Nieszczęśliwej z pewnego punktu widzenia chwili także dla mnie, ale o tym nieco później.
UWAGA: Wszystkie zdjęcia (z wyjątkiem ujęć na których widać obiektywy z bliska) wykonano zestawem Sony A9 z gripem + Sony FE 400 mm f/2.8 GM OSS.
Wyprawa na spotkanie z 400 mm
Do Zakopanego wybraliśmy się z firmą Sony i choć możliwe było testowanie większości przydatnych w fotografii skoków obiektywów, na nas, czyli grupkę wybrańców, czekały świeżutkie 400 mm obiektywy. Chciałbym nie wspominać w tym miejscu o ich cenie, dlatego ograniczę się do stwierdzenia, że jest to obiektyw produkowany na zamówienie. Na zdjęciu poniżej widać sprzęt wart ponad pół miliona złotych, a to tylko cześć tego co reporterzy mieli do dyspozycji w trakcie konkursu.
Czterysetka, która jeszcze niedawno była najlżejszym tej klasy obiektywem, i nadal może być uznawana za lekkie szkło pomimo że na zdjęciach wydaje się potężna (zwróćcie uwagę, że spora część jej długości stanowi osłona przeciwsłoneczna), tak zawładnęła naszymi sercami, że przez cały sobotni konkurs nie zdejmowaliśmy jej z korpusu Sony A9, który dzielnie uzupełniał możliwości obiektywu.
400 mm Sony w technicznym skrócie
Niniejsza relacja jest opisem, w którym nie chcę koncentrować się na suchych technikaliach, ale kilka zdań trzeba im poświęcić. W czerwcu 2018 roku gdy Sony FE 400 mm f/2.8 GM OSS miał premierę, był najlżejszym obiektywem w swojej klasie. Najlżejszym choć wcale nie lekkim gdy spojrzeć się nań okiem smartfonowego fotografa czy użytkownika kompaktu, nawet zaawansowanego. Jednak by uzyskać wagę tylko 2897 gramów przy ogniskowej 400 mm i świetle f/2,8 Sony musiało uciec się do zastosowania soczewek fluorytowych i elementów magnezowych.
Układ soczewek we wnętrzu - wiedza tylko dla maniaków
Obiektyw jest też dobrze wyważony, co oznacza że jego masa, pomimo około 15 cm soczewki na przedzie, skupiona jest bliżej jego końca. To zaleta, którą odczułem podczas fotografowania.
Obiektyw wyposażono w silniki liniowe XD (extreme dynamic), których celem jest zapewnienie szybkiej pracy elementów odpowiedzialnych za ostrzenie. Jest to też obiektyw cichy (co dało się odczuć mimo zgiełku panującego na zboczu). Za rozmycie tła odpowiedzialna jest 11 listkowa przysłona.
W opisie obiektywu, który dostarcza Sony zobaczymy wiele ochów i achów, ale są one uzasadnione. Zdjęcia uzyskane tą 400tką cechuje doskonała ostrość (oczywiście zależna w ogromnym stopniu od tego jak udało się ją złapać fotografującemu) i minimalne wady czy zniekształcenia nawet na brzegach kadru. Owszem pojawia się winietowanie i niewielka dystorsja, ale są one pomijalne i nie wpływają na odbiór zdjęcia.
Uwagę każdego użytkownika obiektywu zwracają przełączniki na tubusie. Tych tutaj nie brakuje. Slot przy napisie E-mount służy instalacji wsuwanych filtrów o średnicy 40,5 mm.
Dwudniowa przygoda z Sony FE 400 mm f/2.8 GM OSS pozwoliła poznać jego mocne strony, ale z pewnością nie wykorzystałem wszystkich zalet i funkcji jakie ten obiektyw oferuje. Takie doświadczenie, tak samo jak w przypadku produktów innych producentów, przychodzi z czasem. Dlatego fotografowie choć chętnie „testują” nowe szkła, nie lubią pozbywać się tych, które poznali i „wyczuli”.
Astronomiczne porównanie - takie pole widzenia ma obiektyw 400 mm na przykładzie Księżyca. Wstawka pokazuje ograniczenie liczby szczegółów.
A do kompletu pełnoklatkowe Sony A9
Dlaczego Sony A9, najdroższy w końcu bezlusterkowiec w ofercie Sony i chyba najdroższy tej klasy aparat małoobrazkowy dostępny w ofercie popularnych producentów? Otóż zależało nam na bardzo dużej wydajności akumulatora (tryb seryjny, z którego korzystaliśmy bezustannie generował nawet 20 kl/s, częściej korzystałem z prędkości 8 kl/s), wydajnym zapisie na karty pamięci, który połączony jest z bardzo pojemnym buforem (nawet po wykonaniu 100 zdjęć w parach JPEG i RAW o rozdzielczości 24 Mpix mogłem czekając na ich zapisanie na karcie pamięci dalej fotografować).
Przydatny był świetny wizjer elektroniczny (oczywiście nie tylko Sony A9 takowym może się pochwalić) z minimalnym zaciemnieniem pola widzenia pomiędzy zdjęciami, co umożliwiało komfortowe śledzenie skoczka od początku do końca lotu, a także potem po wylądowaniu.
Piotr Żyła uchwycony za wczesnie - ucięty tył skoczka
Dobre zdjecie, ale skoczek uciekał już z pola widzenia
A tutaj idealnie w kadrze
Właśnie, śledzenie czyli utrzymywanie ostrego jego obrazu mimo iż fotografowany skoczek porusza się bardzo szybko. Lot skoczka trwa kilka sekund, a w tym czasie zmienia się on z niewielkiej kropki w wypełniający cały kadr korpus wraz z nartami. Podobnie jest w czasie gdy wyhamowuje on na płaskiej już powierzchni.
Laik, a nawet doświadczony fotograf, który ogranicza się lub też nie ma okazji do fotografowania dynamicznych scen, wie że aparaty mają tryby AF-C czyli ciągłego autofokusa, który zapewnia ciągłą weryfikację ostrości. Te tryby wzbogacane są o funkcje strefowe, czyli wyznaczonego obszaru kadru na którym autofokus ma poszukiwać ostrości, a także funkcje śledzenia obiektu, czyli podążania ostrością za przemieszczającym się w polu widzenia wizjera obiektem.
Te funkcje szczególnie dobrze zaimplementowane są w bezlusterkowcach, w których nie ma oddzielnego modułu AF, a wszystko realizuje się poprzez szybki odczyt sensora. Koledzy w firmy Sony ze współczuciem patrzyli się na dźwigających klasyczne lustrzanki fotografów i nie sposób odmówić im przynajmniej odrobiny racji. Już nawet nie chodzi o fakt, że bezlusterkowiec w końcu jest faktycznie poręczniejszy, ale też fakt, że w bezlusterkowcu prościej aplikować różnorodne funkcje AF, takie jak wykrywanie twarzy czy oka i skuteczne śledzenie wieloma punktami pomiarowymi.
Zawody w skokach - wymagające nie tylko dla sportowców
Poręczność i dążenie do kompaktowości całego zestawu to coś co w przypadku fotografii skoków narciarskich jest bardzo wskazane. W dniu zawodów drużynowych w ciągu dnia towarzyszyła nam wspaniała słoneczna pogoda, na skoczni nie było przeraźliwie zimno, nie wiał wiatr i nie zacinał śnieg, który sprawiłby, że zdjęcia nie byłyby czyste (oczywiście pomysłowy fotograf nawet złą aurę obróci na swoją korzyść).
Podczas piątkowego treningu pogoda utrudniała dobre ujęcia dalekich planów
A mimo to czekał nas pewien wysiłek, na tyle duży że ograniczyłem się do fotografowania jednym 400 mm obiektywem, bez zmieniania na inne. Wysiłek związany z bieganiem po skoczni w poszukiwaniu dobrego kadru. I tak fotograf kursuje pomiędzy zeskokiem, platformą powyżej dolnych trybun (co ciekawe w Zakopanem można wykonać zdjęcia z lecącymi zawodnikami widocznymi od przodu na tle kibiców, gdyż trybuny rozmieszczone są także wokół dolnej części najazdu i progu) częścią skoczni na samym dole czy strefą zawodniczą.
Skok Kamila Stocha w drugiej serii konkursu drużynowego - to zdjęcie wykonano z samego dołu i więcej z 400 mm nie wydusi, ale można tez podejść w po schodkach na bulę (szukajcie numeru 57), by uchwycić wybijającego się skoczka
W praktyce nie trzeba, a nawet nie da się co chwila kursować pomiędzy bulą i dojazdem, by uchwycić każdego skoczka z różnych perspektyw. Każdy musi się zdecydować gdzie stanąć na dłużej, a dwie serie pomagają w zmianie ujęć.
Koncentrowałem się na fotografowaniu skoczków, ale 400 mm aż prosiło się by wykorzystać je do ujęć uczestników zawodów z bardzo bliska i kilka takich fotografii ilustruje ten tekst. Doskonale też pokazują jak ostrym szkłem jest ten obiektyw.
Dlaczego właśnie 400 mm
Przede wszystkim była to jedna z niewielu okazji, gdy przedstawiciele mediów poświęconych fotografii mogli zapoznać się z tym obiektywem. Być może nawet jedyna, bo szkło jest nie tylko wysokich lotów, ale i z wysokiej półki cenowej. Nie oznacza to, że nie znajdzie nabywców, ale nie będzie tak powszechnie stosowane jak na przykład teleobiektyw zoom 100-400 mm f/4,5-5,6 który w przypadku niedostępności flagowego produktu byłby kolejnym do użycia. Mimo tej kuszącej możliwości spróbowałem zobaczyć jak to jest obstawiać imprezę z tylko jednym 400 mm obiektywem. W zawodowej pracy nie podjąłbym się takiego ryzyka, bo od fotografa oczekuje się nie tylko chęci, ale i trafionych zdjęć.
Niezbyt udane lądowanie Kamila Stocha...
...czego wyraz dał w grymasie twarzy
I tak 400 mm w wydaniu Sony okazał się bardzo solidnym obiektywem. Co rozumiem przez słowo solidność? To że nie sprawiał problemów mechanicznie, mimo rozmiarów (i niewątpliwego zmęczenia ramion po kilkugodzinnym fotografowaniu) był wygodny w użyciu (duża osłona przeciwsłoneczna pozwalała odstawić aparat z obiektywem na chwilę nawet na śniegu) miał sprawnie działającą stabilizację obrazu i (chyba) doskonale dogadywał się z korpusem Sony A9.
Ale humor dopisywał - dzień wczesniej jak i w sobotę na podium
Chwalę produkt Sony, aczkolwiek wiem, że i inni producenci mają czym się pochwalić. Poza tym mimo tego że stosowany sprzęt bardzo przyczynił się do atrakcyjnych zdjęć (w przypadku fotografii na skoczni można rzecz, że sprzęt w większym stopniu niż zwykle pomaga fotografowi), sporo zależy od umiejętności fotografującego. Te umiejętności to połączenie kondycji fizycznej, wyczucia chwili (a to wiąże się ze znajomością danej dyscypliny sportu) i umiejętności doboru ciekawego kadru (oczywiście ich liczba jest skończona i po pewnym czasie koncentrujemy się bardziej na uchwyceniu danego skoczka niż wymyślaniu kolejnych ujęć).
Kibice w dużej liczbie i na 400 mm ogniskowej (dlatego mogę ich pokazać)
Dla osoby, która zajmuje miejsce na trybunach i raczej ze względów praktycznych nie ma pod ręką potężnego teleobiektywu, zdjęcia wykonywane przez zawodowych fotografów wydają się nieosiągalne właśnie z tych względów (prawie, bo są przecież zaawansowane kompakty). Praktyka pokazuje, że świetny sprzęt nie wystarczy, doświadczenie też gra rolę. Moim zdaniem w przypadku profesjonalnej fotografii skoków na skoczni każdy z tych dwóch elementów odpowiada za 50% sukcesu.
Stroma krzywa uczenia się - od kiepskich do doskonałych ujęć w kilka minut
Nasze pierwsze zdjęcia z platformy w okolicy buli były kompletną porażką (nasze, czyli nie tylko moje). To zrozumiałe, bo trzeba było dobrać nie tylko czas ekspozycji. W przypadku skoczka fotografujemy z czasem nawet 1/1000 s, ale możemy tez użyć 1/80s gdy chcemy go panoramować co jak się okazało przy 400 mm obiektywem jest bardzo trudne, choć wykonalne.
Pierwsze z pierwszych zdjęć :) Za szybko, za jasno, a skoczek i tak już wylądował
Ale już chwilę później
I znowu. Tym razem Markus Eisenbichler
I jeszcze razy dwa
Gdybym miał jeszcze jedną serię dopracowałbym i panoramowanie (czas ekspozycji 1/100 s) do perfekcji (na zdjęciu Kamil Stoch)
Trzeba było też ustawić odpowiednio AF, ale przede wszystkim wyczuć skaczących. Nie pojawiają się oni w tym samym miejscu po wybiciu z progu (mam na myśli miejsce z którego nie widać momentu wybicia), dlatego najlepiej jest jednym okiem spoglądać się poza wizjer i oceniać rozwój akcji. Również nasłuch audio, czyli wzmagające się owacje na trybunach wskazywały, że nadchodzi odpowiedni moment i obiektyw trzeba unieść w górę. A potem trzeba jeszcze skoczka prowadzić tak by AF mógł zadziałać, a zdjęcie nie wyglądało jak to poniższe. I to wszystko przez maksymalnie kilka sekund.
Tutaj gdzieś pojawi sie skoczek
O, własnie jest
Przedskoczek, to okazja na uchwycenie krótszego niż zazwyczaj lotu i lądowania
Ekspozycja gdy skoczek w trakcie lotu jest raz na tle ciemnego nieba, raz na tle oświetlonych kibiców, a raz na tle jasnego śniegu to też wyzwanie dla elektroniki aparatu jeśli zdecydujemy się na automatykę czy półautomatykę pomiaru światła. Tomasz Markowski, fotograf sportowy, który był naszym mentorem podczas sobotnich zawodów, powiedział że najlepiej fotografuje mu się na ręcznych ustawieniach. I jest to zrozumiałe. Tym parametrem ekspozycji, którego dobór można (a nawet należy) pozostawić losowi, a raczej inteligencji oprogramowania aparatu, to czułość ISO.
Tomasz Markowski
Zmienia się ona w miarę jak zmienia się ekspozycja przy zachowaniu tej samej przysłony i czasu ekspozycji. Automatyka ISO to bardzo niedoceniany przez amatorów fotografii tryb, który w przypadku fotografii dynamicznej sprawdza się wyjątkowo dobrze. A skoro mowa o czułości, to warto wspomnieć, że Sony A9 dobrze radzi sobie na wysokich wartościach ISO. Zdjęcia w locie gdy chcemy zamrozić skoczka, a nie panoramować, wymagają ISO powyżej 4000. Gdy w wolnej chwili obróciłem obiektyw w stronę Gubałówki i zrobiłem prawie ciemny kadr przy ISO 6400, udało się wyciągnąć z niego to co widać poniżej.
Fajnie byłoby złapać akurat to lądowanie z bliska, ale nie zawsze ma się to co się chce
Jedna, a co dopiero tak duża ogniskowa, to szansa na superfajne zdjęcia, ale też konieczność stosowania zoomu nożnego. Trzeba pobiegać by odpowiednio wypełnić skoczkiem kadr, niektóre ujęcia trzeba wykonywać stojąc dużo dalej niż z obiektywem o szerszym polu widzenia, a wtedy możemy mieć albo ciekawą grę planów, albo klops, bo pomiędzy motywem, a obiektywem znajdą się przeszkody. Gdybym chciał uzyskać jak największą różnorodność kadrów poszedłbym za poradą Sony i istotnie sięgnął po teleobiektyw zoom 100-400 mm, a nawet wykonałbym kilka ujęć obiektywem szerokokątnym.
Dawid Kubacki skacze (pierwsza seria)
Chwilę później z kolegami z drużyny. Jeszcze nie wierzy, że pobił rekord skoczni.
Fotografowanie tylko 400 mm to wyzwanie, ale wyzwanie smakowite
Nawet 400 mm nie jest uniwersalną receptą na odległości jakie panują na skoczni. By lecący skoczek w kadrze był duży trzeba wejść na zeskok, a i tak ten sam skoczek w momencie gdy siada na belce będzie malutki jak mucha. Z kolei gdy przeleci tuż obok nas 400 mm to za dużo.
Marzeniem byłby na przykład zoom 24 - 2000 mm. Tak, takie właśnie ogniskowe mają ultrazoomy z matrycami 1/2,3 cala i gdyby skoczek był łaskaw na chwilę zawisnąć w powietrzu, zdjęcia mogłyby być zachwycające. Niestety na progu osiąga on prędkość około 100 km/h. Potem wybicie i ruch praktycznie w trzech płaszczyznach (tym razem na szczęście nie wiało i poza wspomnianym pechowym upadkiem Davida Siegela, skoczkowie nie mieli większych kłopotów). Posiadacz ultrazooma może polować na dość dobre zdjęcie i zapewne uda mu się w końcu takie wykonać, lecz by mieć gwarancję sukcesu trzeba czegoś takiego czym fotografowaliśmy my.
Pięć klatek później robi się już ciasno. A to wszystko w niespełna sekundę.
Obiektyw 400 mm podczas skoków był doskonałą pomocą, oddalając się od zeskoku mogłem ująć całkiem dobrze i większość skoczni, a także kibiców (zależnie od tego, którą trybunę fotografowałem z mniejszej lub większej odległości). Jednak próba wkręcenia się w akcję z bliska dowiodła, że czegoś mi brakuje. I tak fotografując nagrodzone zespoły na pudle byłem w stanie uchwycić je tylko częściowo i to mimo faktu, że fotoreporterzy stali około 20 metrów od zawodników. Nie żałuję jednak dwóch dni jakie spędziłem wyłącznie z obiektywem Sony FE 400 mm f/2.8 GM OSS, a wręcz przeciwnie.
W drodze na podium
Dobra jakość obrazu z matrycy w Sony A9 w połączeniu z jasnością obiektywu dała mi nadzieję na udane kadrowanie podczas edycji na komputerze i tym samym symulowanie dłuższej ogniskowej. Duża jasność pozwoliła uzyskać ostre ujęcia przy niższym ISO lub z krótszym czasem ekspozycji niż w przypadku obiektywów o jasności f/4,5 czy ciemniejszych. Te mogą oczywiście być lżejsze lub zapewniać większą ogniskową - wybór zależy od naszych oczekiwań i warunków oświetleniowych. Zawody w Zakopanem to impreza przeprowadzana po zmroku przy sztucznym oświetleniu.
Kadrowanie na komputerze to oprócz telekonwertera najprostsza z metod zmniejszenia pola widzenia w kadrze
Szczególnie wskazane gdy szans na zbliżenie się do skoczka nie ma (powyżej całe zdjęcie i wykadrowany fragment)
Podobnie czynią zresztą i reporterzy przed wysyłką zdjęć do edytorów, niezależnie od marki aparatu jaką się posługują. Bo tylko te najlepsze sprzęty mają sens przy zawodowym fotografowaniu skoczków narciarskich.
Tysiące zdjęć, dziesiątki GB, by być pewnym
Zabawa, tak pozwolę sobie ten wyczyn określić, podczas zawodów w Zakopanem, to także dobra ilustracja potrzeby stosowania i produkowania pojemnych, a także bardzo szybkich nośników (Sony A9 korzysta z dwóch slotów na karty SD zgodne z UHS-II). Nieco ponad dwie godziny fotografowania i około 4000 zdjęć na liczniku.
Nie, nie kręciłem filmu ze zdjęć, ale dynamiczna dyscyplina jak skoki wymusza fotografowanie seriami, by mieć pewność że trafi się ten dobry kadr. Bo nawet prowadząc stabilnie skoczka w kadrze, zdarzały się ujęcia gdy ten lekko uciekał ze pola widzenia lub po nagłej zmianie kierunku ruchu na kilku zdjęciach robił się nieostry. Liczenie na to, że wykonam jedno zdjęcie i będzie ono dobre, to jak oczekiwanie że przy nieruchomym kadrze jak na zdjęciu poniżej trafię dobrze w przelatującego skoczka. I nie myślcie, że to tylko bajanie, a dobry fotograf każde zdjęcie ma dobre. Bo to po prostu nie jest prawda.
Byłem brutalny dla aparatu i wykonywałem pary RAW + JPEG, co pozwalało na 64 GB karcie zmieścić około 2000 zdjęć. Miałem jednak tylko jedną 64 GB kartę i w momencie gdy druga 32 GB uległa zapełnieniu miał miejsce upadek niemieckiego skoczka. I tak umknęło mi ważne choć niemiłe wydarzenie. Błędem było liczyć, że 96 GB wystarczy, ktoś powiedziałby że błędem było fotografowanie w RAWach, ale ja obstaję przy swoim. Lepiej było wymienić pierwszą kartę na nową gdy tylko się zapełniła.
Co dalej? Archiwizować czy kasować
Widząc jak dużo zdjęć wykonuje się podczas takiej imprezy nasuwa się pytanie, a co dalej. Znam osoby, które przechowują wszystkie kadry, a nawet same JPEGi szybko zapełnią w mig wieloterabajtowy dysk u aktywnego fotografa. Dlatego często fotografujący gdy już mają pewność, że nie umknęły ich uwadze wyjątkowo ciekawe kadry, kasują resztę zdjęć. I jest w takim postepowaniu słuszność.
Czasem czystkę wykonują już na skoczni, w wolnych chwilach, a wtedy szybki nośnik daje możliwość wygodnego przejrzenia nawet kilkudziesięciu zdjęć, które składają się na dany kadr. Pełen skok fotografowany w tempie około 8 kl/s od odbicia się z belki do wyhamowania tuż przed operatorem TVP HD to około 150 zdjęć.
Po zakończeniu obu serii skoków, trzeba wyrównać stok...
...nagrodzić najlepszych...
...porozmawiać z trenerem Horngacherem o przyszłości
Nie tylko Sony, ale…
Zawody w Zakopanem nie był to pierwszy raz kiedy używałem Sony A9, nie pierwszy raz kiedy używałem teleobiektywu o ogniskowej 400 mm. Nie powiem, że tylko aparatem Sony dam radę wykonać tak fajne zdjęcia, ale tak się złożyło że miałem okazję z bliska fotografować dyscyplinę, którą lubię, właśnie aparatem tej marki. Dzięki sprzyjającej pogodzie w idealnych dla niej warunkach.
I już po skoku
Jeśli macie wątpliwości co do zaawansowania bezlusterkowców Sony, jakości optyki przeznaczonej do tych aparatów (choć szkło za 50 tysięcy złotych nie jest wyznacznikiem możliwości przeciętnego obiektywu), to powiem wam, że Ci Japończycy robią świetną robotę. Sam używam aparatu innej marki i jestem pełen uznania również dla tych innych Japończyków. Pewien jestem jednak, że wybierając na sportową imprezę pełnoklatkowy bezlusterkowiec Sony można oczekiwać co najmniej dobrych rezultatów.
Aparaty pełnoklatkowe Sony - jest dobrze, a nawet bardzo dobrze
I jeszcze jedno na koniec. Gdy dwie (żartowniś dodałby, zdawałoby się) konkurencyjne firmy wprowadziły w 2018 roku swoje pełnoklatkowe bezlusterkowce i zapowiedziały intensywny rozwój swoich systemów wiele osób założyło, że Sony czeka szybka regresja. Sesja na Wielkiej Krokwi (i za kuluarowe rozmowy) przekonały mnie, że to przedwczesne wróżenie z fusów. Sony nie tylko trzyma poprzeczkę wysoko, ale też nie zawaha się jej podnieść. Ptaszki ćwierkają, że są tego dobitne efekty.
Sony FE 400 mm f/2,8 GM OSS pozwolił mi liczyć na ostre zdjecia z daleka i z bardzo bliska
A na koniec słuszna myśl. Takich zdjęć jak te ilustrujące tekst nie zrobimy smartfonem. I nie chodzi tu o budowanie antagonizmów pomiędzy użytkownikami różnych grup sprzętowych. Bo, bądź co bądź smartfony tez robią fajne nocne zdjęcia. Ale jakbyśmy się nie wysilali, to sportowa dynamiczna fotografia jest tym czego smartfony będą uczyć się jeszcze bardzo długo.
Zdjęcie ze smartfona z górnej półki. Fajnie, tylko gdzie te milimetry
fot: Karol Żebruń