Zasilany słońcem samolot, który lata nocą

Światło słoneczne to jedno ze źródeł energii, którego nie powinno nam zabraknąć. Kolejny milowy krok w rozwoju zastosowań tej technologii zasilania stawia Solar Impulse – pierwszy załogowy samolot na baterie słoneczne.

Karol Żebruń

Samoloty napędzane bateriami słonecznymi były dotąd konstrukcjami bezzałogowymi - aż do wdrożenia projektu Solar Impulse, który pozwolił powołać do "życia" pierwszy załogowy samolot zasilany energią słoneczną. Za jego sukcesem stoją dwie osoby - Bertrand Piccard i Andre Borschberg, były pilot myśliwców. Bertrand  Piccard dał się zapamiętać, jako pierwszy człowiek, który obleciał samotnie Ziemię w balonie. Drugi z panów został pilotem Solar Impulse.

Image

Wykonany z kompozytów węglowych Solar Impulse ma rozpiętość skrzydeł wynoszącą 63 metrów – czyli prawie tyle, co pasażerski Airbus A340. Waży jednak jedynie 1,5 tony, co jest znikomym ułamkiem wynoszącej 380 ton masy startowej A340. Co więcej, pojedynczy silnik Airbusa waży trzy razy więcej niż cały Solar Impulse.

Samolot wykonał 26-godzinny lot, udowadniając, że maszyna tego typu jest w stanie przebywać w powietrzu ponad dobę. Najważniejsze jest jednak to, że samolot latał także nocą.

Solar Impulse zasilany jest energią generowaną przez 11628 ogniw słonecznych umieszczonych na skrzydłach. Ich powierzchnia wynosi 200 m2, co pozwala generować w ciągu dnia średnio 6 kW mocy. Największą wydajność baterie osiągają oczywiście w południe, a najmniejszą o zmroku. Aby samolot mógł lecieć nocą, wyposażono go w 70 akumulatorów litowo-polimerowych, ważących łącznie 400 kilogramów. Baterie dodatkowo izolowano termicznie, aby zapewnić ich prawidłowe funkcjonowanie w temperaturze -40 stopni Celsjusza, jaka panuje na wysokości przelotowej. W trakcie rekordowego lotu Solar Impulse wzniósł się na 8700 metrów.

W pełni naładowane akumulatory Solar Impulse mogą zmagazynować 96 kWh energii. Jest to wystarczająca ilość, aby pozwolić pracować przez 8 dni komputerowi, który stale pobierałby 500 W mocy.

Siłę nośną samolotu wytwarzają 4 elektryczne silniki śmigłowe o łącznej mocy jedynie 40 koni mechanicznych - tyle co mały miejski samochodzik. Cały układ napędowy Solar Impulse ma sprawność 12 %, co oznacza, że na każde 100 W mocy zawartej w padającym świetle słonecznym, jedynie 12 W mogły wykorzystać silniki. To pokazuje jak wiele można jeszcze zrobić w dziedzinie zasilania światłem słonecznym.

Maksymalna prędkość, jaką Solar Impulse rozwinął w czasie 26-godzinnego lotu, wyniosła 126 km/h, przy czym samolot leciał ze średnią prędkością 43 km/h. Jak można zauważyć, jest to bardzo niewiele – biorąc pod uwagę te dane, samolot w ciągu swojego lotu przeleciał jedynie 1100 km.

Solar Impulse, to samolot, do którego prawdopodobnie nie będzie nam dane wsiąść. Możemy jednak zapisać się w historii tego przedsięwzięcia w oryginalny sposób. Wystarczy „zaadoptować” jedno z ogniw słonecznych umieszczonych na skrzydłach. Zależnie od wielkości wsparcia, otrzymamy różne przywileje. Na przykład przekazując dotację w wysokości 6500 euro możemy liczyć na to, że nasze imię i nazwisko zostanie wypisane na kadłubie samolotu.

Choć wynik Solar Impulse nie zrobi raczej na nas wrażenia, to warto pamiętać, że w 1903 roku bracia Wright mieli podobną moc do dyspozycji, a przelecieli jedynie kilkaset metrów. Czy jednak energia słońca okaże się przydatna dla dużych samolotów? Póki co wydaje się to mało prawdopodobne, ale nigdy nie mówmy „nigdy”.

Źródło: Solar Impulse

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE