Znamya 2: rosyjskie lustro w kosmosie, które dosłownie rozjaśniło noc

Na początku lat 90. rosyjscy konstruktorzy sprawdzili, czy da się "doświetlać" Ziemię z orbity za pomocą satelitarnego lustra Znamya 2. Test – opisywany przez media jako udany – przyniósł kilkuminutowy efekt. Dziś do podobnej idei wracają prywatne firmy w USA, co budzi spore kontrowersje.
Znamya-2Znamya-2
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Radosław Kosarzycki
W pierwszych latach po zakończeniu zimnej wojny Rosja pracowała nad nietypowym projektem: satelitarnym "lustrem" Znamya, które miało odbijać promienie Słońca tak, by rozświetlać nocne obszary Ziemi. Z koncepcją wiąże się nazwisko Władimira Syromiatnikowa – inżyniera znanego m.in. z prac nad systemem dokowania statków Apollo i Sojuz, wykorzystanym w jednym z kluczowych epizodów współpracy USA i ZSRR w przestrzeni kosmicznej.
Choć wątek Znamyi pojawiał się jeszcze w czasach sowieckich, pierwotnie nie chodziło o oświetlanie miast czy regionów. U podstaw leżała koncepcja wielkiej powierzchni odbijającej, która mogłaby działać jak żagiel słoneczny i wykorzystywać ciśnienie promieniowania do napędzania statków kosmicznych. Z czasem akcent przesunął się jednak w inną stronę: inwestorzy i rosyjskie władze zaczęli widzieć w projekcie sposób na wydłużenie dnia i poprawę efektywności pracy, szczególnie na terenach słabo doświetlonych.
Po rozpadzie ZSRR program kontynuowano już w realiach Federacji Rosyjskiej. Pierwszy wariant, Znamya 1, pozostał w kraju i pełnił funkcję modelu do testów. Za kluczowy krok uznano dopiero Znamyę 2: rozkładany na orbicie krążek o średnicy 20 metrów, ważący mniej niż 4 kilogramy. Konstrukcję wykonano z bardzo cienkiego plastiku, a powierzchnię pokryto aluminium, aby uzyskać możliwie skuteczne odbicie światła.

Milion satelitów na orbicie? To koniec badań wszechświata

Znamya 2 trafiła na orbitę w październiku 1992 r. – dostarczono ją bezzałogowym statkiem Progress M-15, lecącym z zaopatrzeniem do stacji Mir. Decydujący test przeprowadzono 4 lutego 1993 r.: po rozłożeniu lustrzanej powłoki skierowano odbite światło Słońca na europejską część Ziemi na krótko przed świtem. Z dostępnych informacji wynika, że wiązka miała około 4 kilometrów szerokości i była widoczna przez mniej więcej 6 minut. Kosmonauci mieli obserwować blade, przesuwające się koło światła po nocnej stronie planety, a na powierzchni Ziemi kilka osób zauważyło krótkotrwałe rozjaśnienie nieba – mimo obecnego zachmurzenia.
Kilkuminutowy sukces uruchomił rozmowy o kolejnych, większych przedsięwzięciach. W planach pojawiały się nawet konstelacje lustrzanych satelitów, które mogłyby zapewniać stałe doświetlenie osobom pracującym w trudno dostępnych rejonach Syberii – np. budowlańcom czy leśnikom. Do następnej próby z nowym modelem, Znamya 2.5, doszło jednak dopiero w 1999 r. i zakończyła się ona niepowodzeniem po uszkodzeniu konstrukcji. Zapowiadana Znamya 3 nie została zrealizowana, a cały pionierski program z czasem porzucono.
Po latach idea "orbitalnego lustra" znów pojawia się w debacie – tym razem w wydaniu amerykańskiego sektora prywatnego. Według doniesień na początku lipca amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) zgodziła się, by firma Reflect Orbital umieściła w przestrzeni satelitę mającego odbijać światło słoneczne na zaciemnione obszary Ziemi. Z przekazywanych informacji wynika, że ambicje spółki obejmują rozbudowę floty nawet do 50 tys. takich urządzeń.
Wraz z zapowiedziami wracają też pytania o skutki uboczne. Inicjatywa spotyka się z krytyką części środowisk astronomicznych, które zwracają uwagę na ryzyko utrudnień w obserwacjach naukowych. Eksperci wskazują, że tak liczna grupa satelitów odbijających światło mogłaby nie tylko zmienić wygląd nocnego nieba, ale również negatywnie odbić się na prowadzeniu badań kosmicznych.
Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY