ZUS sprawdza petentów na Facebooku
Pracownicy ZUS-u przeglądają nasze profile na Facebooku, by sprawdzić, czy nie dopuszczamy się wyłudzeń.
Zostawiamy o sobie w sieci mnóstwo informacji. Sporą część z nich udostępniamy ponadto publicznie. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że chwalimy się tym wszystkim nie tylko ze znajomymi. W sieci aż roi się od historii, w których facebookowy profil kandydata lub kandydatki został prześledzony przez pracodawcę przed podjęciem decyzji o zatrudnieniu. Naszemu życiu w sieci przyglądają się też firmy ubezpieczeniowe, które określają na tej podstawie, czy dobrze się prowadzimy. Do grona „inwigilatorów” dołączył również niedawno ZUS.
I wcale się z tym nie kryje. W dokumencie, będącym uzasadnieniem decyzji o odmowie wypłaty macierzyńskiego pewnej kobiecie, pisze wprost, że z informacji zamieszczonych na portalu społecznościowym Facebook wynika, że mogło dojść do próby wymuszenia świadczenia. Dlaczego? Ponieważ kobieta i mężczyzna (pracodawca) znali się wcześniej (o czym świadczy choćby oznaczenie go na jej zdjęciu oraz komentarze), a ona została zatrudniona jako sekretarka w jego firmie dopiero gdy zaszła w ciążę.
Aby dojść do takich wniosków urzędnik ZUS-u przeszukał profile kobiety i mężczyzny, cofając się o kilka lat – pierwsze „poszlaki” są datowane na rok 2012. Ustalając, że znali się wcześniej, urzędnik doszedł do wniosku, że – tu cytat – „spisanie umowy o pracę (…) miało wyłącznie na celu dokonanie zgłoszenia do obowiązkowych ubezpieczeń społecznych”. A ZUS na takie sytuacje już uwrażliwiony – wyłudzanie macierzyńskiego i innych zasiłków jest bowiem w naszym kraju plagą.
Pozostaje jednak pytanie czy taka kontrola urzędnika jest czymś akceptowalnym, czymś zalecanym czy wręcz przeciwnie – nadmierną inwigilacją. Z jednej strony można by stwierdzić, że zachowanie pracownika ZUS-u było w porządku – być może nie dopuścił do wyłudzenia (nie osądzamy), a wszystko załatwił po cichu (bez wypytywania sąsiadów itp.). Reprezentująca pokrzywdzoną Katarzyna Przyborowska twierdzi też, że „skoro ktoś udostępnia informacje o sobie publicznie, to nie powinien się dziwić, że ZUS je sprawdza”. Zauważa jednak, że od znajomości do zawarcia fikcyjnej umowy jest daleka droga, …ale wróćmy do tematu.
Czy ZUS przyznaje się do sprawdzania petentów na Facebooku? Tak i wykorzystuje to narzędzie coraz częściej. Potwierdził to Radosław Milczarski z biura prasowego, który nie wyjawił jednak szczegółów dotyczących tego, jak to przebiega. Ujawnił za to, że przeglądanie kont w serwisach społecznościowych to sposób nie tylko na wykrycie fikcyjnych umów, ale też na przykład oszukanych L4. ZUS może między innymi zobaczyć jakie zdjęcia wrzucaliśmy podczas zwolnienia i to do pięciu lat wstecz.
Czy nie jest to jednak nadmierna inwigilacja? Można pokusić się o takie stwierdzenie. Tylko czy publikując te wszystkie informacje w sieci sami nie dajemy na nią przyzwolenia?
Źródło: Money, Rzeczpospolita