Wojna malowana farbami w 11-11: Memories Retold

Image

Niewiele jest gier traktujących o I Wojnie Światowej. Jeszcze mniej jest takich, które potrafią nami poruszyć i zmusić do refleksji. Twórcom 11-11 Memories Retold to się udało. I to tak dobrze, że obok namalowanego przez nich ich obrazu wojny nie da się przejść obojętnie.

11-11: Memories Retold - czy warto zagrać?

Pamiętacie grę Valiant Hearts: The Great War? To ta cudowna rysunkowa przygodówka od Ubisoftu, która w absolutnie niezwykły sposób opowiadała o I Wojnie Światowej. Dla mnie osobiście to prawdziwa perełka i dowód na to, że warto czasami pokusić się o oryginalność. 

A czemu o tym wspominam? Bo twórcom 11-11: Memories Retold marzyło się uderzyć w podobną nutę, ukazując okrutny wymiar wojny przez pryzmat dwójki bohaterów, frontowych wrogów, których losy splotła ze sobą wojenna zawierucha.

Dotąd wygląda to podobnie jak słynna gra Ubisoftu, prawda? A jednak jest coś co z miejsca wyróżnia 11-11:Memories Retold. Wspominałem już o tym w zapowiedzi trzech niespodzianek Namco Bandai z zeszłorocznego Gamescomu. By zrozumieć wyjątkowość tego tytułu trzeba najpierw spojrzeć na zdjęcia z gry albo lepiej obejrzeć jej zwiastun. 


WIDEO

No dobrze, ale dlaczego w ogóle piszę o 11-11: Memories Retold skoro gra miała swoją premierę na początku listopada zeszłego roku? Wstyd się przyznać, ale tytuł ten początkowo nie zrobił na mnie większego wrażenia, a potem dokumentnie przepadł pośród innych głośnych produkcji, które wówczas miały swoją premierę. Gdy w końcu do niego powróciłem z zamiarem ukończenia dość szybko zrozumiałem jak bardzo go skrzywdziłem.

11-11: Memories Retold - fabryka sterowców
11-11: Memories Retold - spojrzenie z góry na linie frontu

Przechadzka po wystawie impresjonistów

Nie da się zaprzeczyć, że trzeba było sporej odwagi by zamiast realistycznej oprawy wizualnej zaserwować nam coś tak nietypowego jak malowane na żywo obrazy, które nierzadko urzekają kolorystyką i ukrytym w nich emocjonalnym przekazem. 

Czasami wygląda tak rewelacyjnie, że mój palec sam lądował na przycisku SHARE w PlayStation 4, by tylko zdołać uchwycić którąś zjawiskową scenę. Jeszcze chyba nigdy nie zrobiłem tylu zdjęć z gry co właśnie z 11-11: Memories Retold. Niektóre z nich z powodzeniem mógłyby uchodzić za obrazy, które wyszły spod pędzla najsłynniejszych impresjonistów.

11-11: Memories Retold - bitwa
11-11: Memories Retold - wizyta w Paryżu

Oczywiście, nie wszystkim musi podobać się taki styl graficzny, szczególnie że czasami, w zamkniętych pomieszczeniach potrafi to wyglądać raczej mało spektakularnie, niczym z gier z zamierzchłej generacji. No ale taki już urok malarskiej oprawy wizualnej.

Niestety, tu też pojawia się ów pierwszy zgrzyt, który może spowodować (tak jak stało się to w moim przypadku), że odbijemy się od gry, która ostatecznie wyląduje na naszej kupce wstydu. Początek 11-11: Memories Retold oczarowuje bowiem oprawą wizualną…i niczym więcej. Zabrakło tu wyraźnie ciekawszej rozgrywki, która mogłaby „przeciągnąć” nas przez pierwsze przedstawienie bohaterów.

11-11: Memories Retold - na stanowisko podsłuchowe
11-11: Memories Retold - uwięzieni pod ziemią

Emocje budowane od zera

Tak naprawdę jednak cała „zabawa” w 11-11: Memories Retold została podporządkowana narracji. Stąd czasami zupełnie bzdurne atrakcje w postaci mini-gier czy biegania po lokacji w poszukiwaniu ukrytych tu i ówdzie znajdziek. Po prostu czymś trzeba było wypełnić opowiadaną przez grę historię. 

Gdy jednak oswoimy się w końcu z przyjętą konwencją i zaczniemy po prostu chłonąć fabułę szybko okaże się, że bohaterowie gry nie są obojętni i zaczynamy czuć ich rozterki i towarzyszące im emocje. Wszystko zaś prowadzi do tak zaskakującego finału, że naprawdę ciężko się po nim otrząsnąć.

Ja sam powtarzałem końcówkę kilkukrotnie by zobaczyć czy uda mi się doprowadzić do bardziej satysfakcjonującego zakończenia. Warto bowiem wiedzieć, że w 11-11: Memories Retold podjęte decyzje mają znaczenie prowadząc nas do jednego z aż 7 możliwych finałów.


WIDEO

No dobrze, ale o czym w ogóle jest ta gra? Bo o tym, że o Wielkiej Wojnie to już zapewne wiecie. W 11-11: Memories Retold wojna jest jednak tylko tłem do opowieści o dwóch ludziach, którzy trafili na front z zupełnie różnych pobudek, ale z pewnością nie po to by walczyć. 

I tak młodszy z nich, Harry (który przemawia głosem Elijaha Wooda), to nieco naiwny kanadyjski fotograf, który chcąc zdobyć przychylność dziewczyny daje się namówić na „europejską przygodę” wojowniczo nastawionemu majorowi. Bo przecież jak powszechnie wiadomo „za mundurem panny sznurem”. 

11-11: Memories Retold - w okopie przed trzecią bitwą pod Ypres
11-11: Memories Retold - ekran wyboru bohatera, którego losy chcemy w danej chwili śledzić

Drugim bohaterem gry jest Kurt, niemiecki inżynier, który rusza na wojnę by odszukać swojego zaginionego podczas jednej z bitew syna. W tej roli znakomicie odnalazł się Sebastian Koch, który nadał swojej postaci absolutnie niesamowitej głębi. Bez jego geniuszu cała gra straciłaby sporą część ze swojego blasku. 

Oczywiście, kolejne akty tej niezwykłej opowieści  rozgrywającej się przez okres kilkunastu miesięcy tuż przed ogłoszeniem oficjalnego rozejmu poznajemy z perspektywy obu bohaterów, co jakiś czas wybierając którego historię chcemy poznać najpierw. Obie jednak zawsze łączą się ze sobą, nierzadko ukazując tę samą bitwę i sploty wydarzeń, które doprowadzają do kolejnych spotkań Harrego i Kurta. 

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!