Sony po niemal 10 latach od premiery RX10 IV pokazało jego następcę - RX10 V. Cena robi wrażenie: ok. 10 tys. zł za aparat z jednym, niewymiennym obiektywem. Czy to nadal sensowna propozycja, czy już "zabawka" dla kolekcjonerów?
To samo szkło
W nowym RX10 V znalazła się dobrze znana 20-megapikselowa matryca (1 cal) z zoomem 24-600 mm w ekwiwalencie pełnej klatki. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to nic innego, jak odgrzany kotlet. Ale to błędne wrażenie, bo nowy "soniacz" przeszedł solidny lifting.
To właśnie w obudowie i sterowaniu kryje się największa różnica. Sony przeniosło do RX10 V układ przycisków zbliżony do pełnoklatkowych bezlusterkowców z serii a7. W nowej generacji pojawił się joystick do przesuwania pola ostrości oraz osobny przycisk AF-ON - a więc rzeczy, których w poprzedniku brakowało. Do tego spory, wygodny uchwyt w którym mieści się dobrze znany akumulator FZ100. Przyznam, że to naprawdę wygodny do noszenia aparat - nawet bez paska.
WIDEOCzy ten obiekt to pierwszy odkryty egzoksiężyc? Jest pewien problem
Zoom w Sony RX10 V obsługuje się na dwa sposoby - pokrętłem wokół spustu migawki do szybkich, dużych skoków ogniskowej oraz pierścieniem na obiektywie. Ten drugi jest o wiele bardziej precyzyjny, więc świetnie spisuje się, jeśli tylko nieznacznie chcę dokonać korekty kadru. Brzmi to jak zbędne dublowanie funkcji, ale w praktyce obie metody świetnie się uzupełniają. Kiedy chcesz szybko przyzoomować z 24 do 600 mm - pokrętłem zrobisz to błyskawicznie. Kiedy jednak chcesz niewielkiej zmiany, pierścień reaguje bardzo precyzyjnie. To świetne rozwiązanie, kiedy potrzeba szybko oddalić kadr, aby np. odnaleźć zagubiony w locie samolot.
Prawie każdy przycisk da się przeprogramować, a niektóre można nawet powiązać z całymi zestawami ustawień. To bardzo wygodne rozwiązanie dla kogoś, kto na co dzień fotografuje statyczne kadry, a nagle musi reagować na ruch podczas robienia zdjęć.
Modernizacji doczekał się również wizjer, który jest teraz czytelniejszy (3,68 mln punktów) i ma powiększenie 0,78x. Ekran urósł do 3 cali i 1,62 mln punktów, zyskał obsługę dotykową, ale niestety wciąż odchyla się tylko w pionie. W zdjęciach portretowych (pionowych) staje się średnio użyteczny. Szkoda, że w tej nowoczesnej konstrukcji zabrakło technologii, która znacznie wpływa na to, jak się pracuje z aparatem.
Autofokus, który robi robotę
Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz odpowiedzialną za to, że RX10 V zasługuje na osobną recenzję, a nie tylko dopisek "odświeżona wersja RX10 IV", byłby to system autofokusa. Aparat dostał procesor wspierający inteligentne rozpoznanie obiektów - rozpoznaje ludzi, zwierzęta, ptaki, pojazdy, samoloty, śledząc je płynnie klatka po klatce.
Przy nieruchomych obiektach ostrość łapie się praktycznie bezbłędnie, szybko i po cichu. Prawdziwy test to jednak ruch - testy z samolotami pokazały mi, że zdecydowana większość klatek wyszła ostro. To naprawdę genialnie działający autofokus.
Szybkość i wytrzymałość
Seryjne fotografowanie robi wrażenie na papierze i sprawdza się też w praktyce: 30 klatek na sekundę z migawką elektroniczną, 10 klatek z mechaniczną. Przy szybkiej karcie można zarejestrować naprawdę całe mnóstwo klatek bez zwalniania tempa. To natomiast oznacza, że aparat sprawdzi się świetnie w rękach osób, które na co dzień zajmują się fotografią lotniczą, przyrody lub sportu. Aparat szybko łapie ostrość, a do tego "strzela" kadry w ekspresowym tempie.
Dobrze spisuje się też akumulator. Do pełna naładowany wytrzyma jakieś 600 kadrów. Wynik według mnie jest zadowalający - a fakt, że RX10 V korzysta z akumulatora FZ100 znanego ze starszych modeli, sprawia, że osoby korzystające z systemu Sony najpewniej dysponują już tymi bateriami. Nie trzeba więc inwestować w nową technologię.
Najsłabszym punktem jest jednak czas uruchamiania. Aparat "odpala się" w jakieś 3-4 sekundy. Może i to nieco czepialskie podejście, ale jeśli zależy nam na szybkim kadrze, może się okazać, że wymarzone ujęcie zmieni się podczas rozruchu RX10 V. Z drugiej strony - nawet te 4 sekundy nie są wynikiem dyskwalifikującym, a tylko takim, który w kolejnej generacji warto byłoby poprawić.
Sony RX10 V - zdjęcia (obrazy mogą być skompresowane, ale nie są modyfikowane - JPEG prosto z aparatu)
Zdjęcia Sony RX10 V - porównanie zoomów
Jakość obrazu - matryca ma swoje granice
1-calowa matryca ma swoje granice i żadna elektronika tego nie zmieni. Przy niskich czułościach obrazy są czyste i szczegółowe. Sensowna jakość utrzymuje się do ISO 800, a powyżej ISO 1600 trzeba już patrzeć na całość kadru, nie na piksele z bliska. Przy wyższych wartościach ISO warto mieć na uwadze, że "wizyta" w Lightroomie może okazać się bardzo potrzebna.
To zresztą kluczowa uwaga - JPEG-i prosto z aparatu przy wysokich czułościach nie wypadają źle, ale o wiele lepszą jakość można uzyskać po pracy nad surowymi RAW-ami. W Lightroomie (lub innym programie do wywoływania RAW) dostaniemy naprawdę dobre zdjęcie - o wiele bardziej czyste, z wyraźniejszymi kolorami i lepiej zachowanymi detalami. Podobnie jest z zakresem tonalnym - z cieni da się wyciągnąć dodatkowe informacje, choć oczywiście nie na takim poziomie, jak z większych matryc.
Sam obiektyw broni się jednak znakomicie w całym zakresie ogniskowych, także przy w pełni otwartej przysłonie.
Sony RX10 V - czy warto kupić? Opinia
Sony RX10 V to nie aparat, który jest zawsze olśniewający. To sprzęt, który jest uniwersalny, ale potrzebuje do tego, aby błyszczeć - komfortowych warunków. Kiedy więc jesteśmy w miejscu z dobrym oświetleniem, niezbyt chaotycznym tłem i dość przewidywalnym ruchem (np. lotnictwo, sport). Poza tymi miejscami RX10 V wciąż działa solidnie, ale bez fajerwerków.
Cena rzędu 10 tys. zł sprawia, że trudno polecić go bezwarunkowo wszystkim. To przecież aparat, choć uniwersalny, dość specyficzny. Jeśli fotografujesz głównie w dobrym świetle, cenisz wygodę, jaką daje jeden korpus zamiast plecaka pełnego szkieł, a do tego zależy ci na zasięgu 600 mm bez kompromisów wagowych - to naprawdę genialna propozycja w tej kategorii. Ale jeśli fotografujesz o świcie, zmierzchu - warto ochłodzić oczekiwania. Dla mnie to aparat z kategorii "tak, ale...". Trudno jednak nie podkreślić olbrzymich zalet, jakimi są bardzo szeroki zakres ogniskowych, wygodna obsługa i ergonomia, a do tego świetna jakość w sprzyjających warunkach.
- Ogromny zakres ogniskowych (24-600 mm)
- Świetny autofokus (szybki, precyzyjny, cichy)
- Szybkie fotografowanie seryjne
- Ergonomiczne body - wygodne do pracy
- Dobra stabilizacja
- Przydatny joystick
- Jasny i czytelny wizjer
- Czas uruchamiania mógłby być krótszy
- Ekran wychyla się tylko w pionie
- 1-calowa matryca ma ograniczenia
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Sony. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.