Assassin’s Creed Odyssey – szykujcie się na niezwykłą podróż
Jeśli myślicie, że zbliżająca się nowa odsłona assasyńskiej serii to jedynie odcinanie kuponów od doskonałego Assassin’s Creed Origins, śpieszę z dobrą wiadomością – Assassin’s Creed Odyssey to coś znacznie większego. Kto wie, być może nawet punkt zwrotny tego niezwykłego cyklu.
Assassin’s Creed Odyssey czyli idzie nowe
Zdajecie sobie sprawę, że seria Assassin’s Creed towarzyszy nam już ponad dekadę? Przez ten czas zaliczała wzloty i upadki, a wielu graczy położyło już nawet na niej krzyżyk, gdy kolejne odsłony zaczęły przypominać wypluwanego corocznie tasiemca z niewielką ilością zmian. Wszystko zmieniło się za sprawą Assassin’s Creed Origins. Wystarczyła większa przerwa by Ubisoft zdołał przywrócić serii dawny blask. No bo chyba zgodzicie się, że Origins to jedna z najlepszych gier minionego roku, i idealny tytuł by pokazać moc drzemiącą w Xbox One X.
Tak szybkie pojawienie się kolejnej odsłony serii musiało więc rodzić pewne obawy o to czy aby Ubisoft, na fali popularności egipskiego epizodu odwiecznej wojny przodków assasynów i templariuszy, nie zechce zafundować nam „powtórki z rozrywki”. Zresztą wiele na to wskazywało. Wystarczy obejrzeć pierwsze zwiastuny Assassin’s Creed Odyssey, by dostrzec podobieństwa.
Przyznam szczerze, że i ja dałem się na to złapać. Po tylu godzinach spędzonych z Assassin’s Creed Origins (ukończyłem grę i na Xbox One X i na Playstation 4) nowa odsłona wydawała mi się zbyt bliska temu co już widziałem i doświadczyłem.
Ale jak mówi stare, polskie przysłowie lepiej nie oceniać książki po okładce. Przekonałem się o tym naocznie podczas specjalnego pokazu Assassin’s Creed Odyssey. I muszę przyznać, że Ubisoft jest wyjątkowo pewny swojej nowej gry, bo pozwolił nam zagrać w nią niemal bite 8 godzin.
Żeby jednak rozwiać wątpliwości patrząc na przeogromną mapę świata i to ile przez ten czas udało mi się jej odsłonić idę o zakład, że nie zobaczyłem nawet 10% tego kryje w sobie ten tytuł. I to już samo w sobie stanowi świetny punkt wyjścia do przedstawienia Wam pokrótce tego co mnie urzekło w nowym Assassynie, co dobrze rokuje na przyszłość i….tego co stanowiło nieco gorzkawą pigułkę, którą trzeba było przełknąć.
To co mi się podobało….
Olbrzymi świat – choć początek gry nie daje nam tego odczuć, mapa świata w Assassin’s Creed Odyssey jest kolosalna. Podobnie jak w Origins będziemy musieli ją powoli odkrywać otwierając sobie dostęp do kolejnych wysepek. Patrząc na to ile zajęło mi czasu wypłynięcie okrętem z pierwszej wyspy podejrzewam, że na ukończenie gry będziemy potrzebować grubo ponad 50 godzin.
Historia i bohaterowie – nie chce zdradzać Wam za dużo z fabuły, bo ta rozkręca się tym razem całkiem szybko, ale na jedną rzecz muszę zwrócić uwagę - w tych pierwszych kilku godzinach naprawdę sporo się dzieje. I nie mam tu na myśli typowo standardowych misji pokroju walki z dzikimi zwierzakami i bandytami, szukania punktów synchronizacji czy poszukiwania zaginionych skarbów.
Bo choć zadań typu „przynieś, zanieś, pozamiataj” w różnych konfiguracjach jest tu całkiem sporo, to co bardziej się liczy to spotkania z nowymi postaciami (swoją drogą dobór ich głosów to mistrzostwo świata) i otwierające się przed nami nowe, mniejsze historie. Niektórzy poboczni bohaterowie pojawią się bowiem więcej niż raz co otwiera dodatkowe możliwości między innymi romansowania.
Decyzje mogące zawarzyć na przebiegu gry – chciałoby się powiedzieć „no wreszcie”, bo co jak co, ale mogących coś zmienić wyborów w serii Assassin’s Creed jak dotąd było jak na lekarstwo. Tymczasem teraz dostajemy i system dialogowy z opcjami wpływającymi na dalszy przebieg gry, i misje, których niewykonanie w określonym czasie może napytać nam biedy. Przykład? Walka z jednym z najemników (w Odyssey pojawiają się łowcy nagród i system rosnącego zagrożenia z ich strony gdy zbytnio się wychylamy) – jeśli nie pokonamy go przed główną bitwą to pojawi się on automatycznie na placu boju, i to znacznie silniejszy.
Cel misji? Znajdź go sam – to jedna z największych nowości Assassin’s Creed Odyssey. Zamiast typowego prezentowania na mapie gdzie teraz mamy się udać gra daje nam jedynie kilka podpowiedzi co do szukanego miejsca. Wskaże więc krainę i jakiś charakterystyczny punkt określając też kierunek geograficzny – i to wszystko. Resztę musi wykoncypować już sam gracz.
Pewnym ułatwieniem może być odblokowanie okolicznego punktu synchronizacji, który może dorzucić dodatkowe wskazówki, a nawet ujawnić dokładną lokalizację celu. Nie zmienia to jednak faktu, że tym razem trzeba nieco więcej czasu poświęcić na eksplorację. Stąd też pochodzi nazwa tego trybu. O jego wyborze decydujemy już na samym początku gry. Dla tych, którzy nie chcą się bawić się w odkrywcę pozostaje tryb standardowy.
Zmieniony system walki – Ubisoft od dłuższego czasu majstruje przy assasyńskich potyczkach co rusz wprowadzając doń zmiany. Te w Assassin’s Creed Odyssey idą nieco dalej zmuszając nas niejako do wyboru umiejętności, które chcemy używać.
Zmodyfikowane ich drzewko zawiera teraz na przykład ręczne sterowanie strzałą (które w Origins przypisane było do określonych rodzajów łuków), kopnięcie Spartiaty (tak, tak, chodzi o znany z filmu 300 „leonidasowy wykop”) czy też szybkie uleczanie się. Co ważne, nie da się ich używać bez przypisania ich do określonych kombinacji klawiszy. A że jest ich tylko po 4 osobno dla łuku i dla broni ręcznej trzeba będzie dobrze wybierać.
Kurs na grę RPG – ze sporym zaskoczeniem przywitałem ekran ekwipunku naszego bohatera, który w Odyssey nie ma już tylko kilku rzeczy na sobie, a całkiem pokaźną garderobę. Hełm, zbroja, rękawice, buty – to wszystko to teraz osobne pozycje, które zmieniamy na lepsze wraz z postępami w grze i znajdowaniem nowego arsenału. Rodzajów broni też jest tu całkiem sporo, ale akurat ten element to logiczne rozwinięcie poprzedniego systemu.
Nawiązania do Assassin’s Creed IV: Black Flag – piracki Black Flag to było coś. Tego klimatu i bitew morskich nie da się zapomnieć. Miło zobaczyć, że Assassin’s Creed Odyssey czerpie garściami z tamtego tytułu. Po pierwsze – mamy tu osobny ekran modyfikacji i rozwoju „okrętu”, po drugie, czy to na lądzie czy na morzu czyhają na nas łowcy głów, którzy dołączają się do walki gdy tylko nasz status poszukiwanego wzrośnie.
Z tego co mogłem się przekonać system ten działa, i to bardzo dobrze niejednokrotnie zmuszając mnie do taktycznego odwrotu, gdy poziom dołączającego do walki łowcy znacząco przewyższał mój własny.
I to co niekoniecznie….
Bitwy morskie w dużo mniejszej skali – po Black Flag chciałbym poczuć w Odyssey takie emocje jak tam…ale niestety nic z tego. Być może to kwestia kalibru morskich potyczek, które polegają tu w zasadzie na zasypywaniu wrogów strzałami z łuków bądź też na taranowaniu statków. Nawet abordaż nie ma tak potrzebnej skali, która mogłaby jakoś podnieść emocje. Cóż, może się to zmieni wraz z postępami w grze. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Konie – przy ogromie przedstawianego świata i świetnie wyglądających pojedynczych greckich wysepek te zwierzaki wyglądają tak jakby wyrwano je z zupełnie innej bajki. Być może dalej będzie lepiej, ale pierwsze z nimi spotkanie (a właściwie wybór pasującego nam konia) jest niczym wyrwanie z całkiem fajnego snu. Tekstury mają może i niezłe, ale brak szczegółów na tle innych obiektów aż razi w oczy.
Ogromna mapa=ogromna ilość „zapychaczy” – przy tak dużym otwartym świecie wrzucenie do niego jak największej liczby aktywności to raczej standard. Chciałbym jednak, żeby stały za nim ciekawe wyzwania a nie tylko zakamuflowany grind. W tej materii mam spore obawy, bo już część z początkowych misji pobocznych niebezpiecznie ocierała się o tę granicę.
Assassin’s Creed Odyssey – nasza wstępna opinia
Więcej, lepiej, ciekawiej – takie założenia przyjął zapewne Ubisoft podejmując decyzję o stworzeniu Assassin’s Creed Odyssey. I po tym co widziałem całkiem nieźle im to wyszło, choć wykorzystując podwaliny z Origins podobieństw do poprzednika nie dało się tu uniknąć.
Co z pewnością cieszy to wyjątkowo mocny nacisk na fabułę, która ze względu na nieco bliższe i bardziej znane umiejscowienie (wszak każdy uczy się w szkole o starożytnej Grecji) oraz możliwość wpływania na jej przebieg, ma spore szansę „pociągnąć” Assassin’s Creed Odyssey i dać tej grze upragniony sukces.
Po tych 8 godzinach pokazu jestem bardzo ciekaw co będzie dalej, szczególnie że zostawiłem grę w momencie zakończenia jednej historii, która jednocześnie była ewidentnie początkiem następnej, dużo bardziej rozległej. Stąd zapewne ta odyseja w tytule.
A wiecie co jest najlepsze? Że im bardziej cofamy się w tej historii w przeszłość tym więcej zmian zachodzi w samej rozgrywce. Kto wie, może Assassin’s Creed Odyssey to dopiero przygrywka przed rewolucyjną odsłoną, która dopiero nadejdzie.
Ocena wstępna Assassin's Creed Odyssey:
- nieźle rozkręcająca się historia
- przeogromny świat
- znacznie bliższe nam umiejscowienie czasowe (bo kto nie uczył się o starożytnej Grecji)
- ekwipunek bohatera niczym z gier RPG
- nowy, oparty na eksploracji mapy system poszukiwania celów misji
- znacznie większa swoboda w prowadzeniu rozmów
- decyzje mogące rzutować nie tylko na dalszy przebieg gry, ale i na jej zakończenie
- sporo nawiązań do Assassin's Creed IV: Black Flag
- nowe drzewko umiejętności i uwzględniający je zmieniony system walki
- bitwy, na których przebieg mogą mieć wpływ ukończone bądź nieukończone misje
- niezła oprawa audiowizualna
- podobieństwa do Origins są w wielu miejscach aż za duże
- mało ekscytujące bitwy morskie
- możliwość romansowania jako mało znaczący dodatek