Assassin's Creed - wersja na PC 

Po miesiącach cierpliwego czekania na ekrany komputerów PC trafia w końcu wyczekiwany, wytęskniony Assassin's Creed, w zupełnie nowej, odświeżonej wersji reżyserskiej. Oczekiwania graczy, bez przerwy karmionych nowymi screeshotami, trailerami i innymi wzmiankami o tytule są ogromne. Maciej już w lutym poświecił sporo czasu na recenzję tej gry na Xbox360, ale ja postaram się spojrzeć na nią jeszcze raz, tym razem z perspektywy użytkownika peceta.

Wstęp. Miało być tak pięknie...

Nareszcie, po tylu miesiącach cierpliwego czekania, na ekrany komputerów PC trafia w końcu wyczekiwany, wytęskniony Assassin's Creed, w zupełnie nowej,  odświeżonej wersji reżyserskiej. Zaryzykować można stwierdzenie, że jest to jeden z najbardziej wypatrywanych tytułów obecnego roku na komputery PC, a oczekiwania graczy, bez przerwy karmionych nowymi screeshotami, trailerami i innymi wzmiankami o tytule są ogromne.

Maciej już w lutym poświecił sporo czasu na recenzję tej gry na Xbox360, ale ja postaram się spojrzeć na nią jeszcze raz, tym razem z perspektywy użytkownika peceta.

Miało być tak pięknie...

Jak to zwykle bywa, kiedy okres oczekiwania na grę trwa dość długo, to zdarza się, że bardzo trudno zaspokoić wygórowane oczekiwania. Jak na tak gorąco rozreklamowany tytuł, wydana jest zaskakująco ubogo, w podstawowej wersji zaledwie w plastikowym pudełku, z cieniutką, piętnastostronnicowa instrukcja. Oczywiście, dobra gra powinna bronic się sama, niezależnie, w jaki sposób jest wydana, ale odnosi się wrażenie, że nas graczy komputerowych potraktowano z lekkim pobłażaniem.

Na przykład, nie wiadomo dlaczego, doczekaliśmy się tylko edycji przedsprzedażowej, w której z kolei zabrakło figurki Altaira, głównego bohatera gry, dostępnej w Edycji Kolekcjonerskiej na konsole Xbox360 i PS3. Zamiast tego, gra zakupiona w przedsprzedaży była zapakowana w metalowe pudło, zawierała dodatkowo grę na telefony komórkowe Altair's Chronicles, no i dostępne również w konsolowym wydaniu elementy, czyli komiks Penny Arcade, oraz dodatkowy DVD.

Jako szczęśliwa właścicielka kolekcjonerskiego Big Daddiego z Bioshock, miałam nadzieje, że uda mi się również postawić na półce tajemniczego asasyna, niestety, nie udało się. Z przykrością więc muszę stwierdzić, że całe to zamieszanie z wydaniem PC, wywarło na mnie dość negatywne wrażenie.

Należy się jednak cieszyć, że miesiące przerwy między wersją na konsole a PC, zaowocowały dość stabilną i generalnie bezawaryjnie działającą grą. Koszmarne doświadczenia z niestabilnym Gears of War do tej pory śnią mi się po nocach, więc odetchnęłam z ulgą kiedy gra zainstalowała się i odpaliła bez żadnych większych problemów i to na Windows Vista, co już świadczy samo za siebie.

Dziwi jedynie ze Assassin's Creed pod Vistą odpalał się za każdym razem w maleńkim okienku jak emulator i dopiero wduszenie ALT+ENTER zaowocowało przejściem do pełnego ekranu. Tę drobna niedogodność jestem w stanie przeboleć, gorzej, że w grze zabrakło możliwości odwrócenia osi myszy. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że zabrakło tej opcji (albo ją przeoczyłam), a lata grania na odwróconych osiach sprawiło, że przez pierwszą godzinę grania koncertowo wpadałam na wszystkie ściany i przechodniów w okolicy. Taki drobny szczególik, a naprawdę potrafi uprzykrzyć życie.

Ziemia Święta w obliczu trzeciej krucjaty

Na temat fabuły Assassin's Creed rozpisywał się już Maciej, a w edycji reżyserskiej niewiele uległo zmianie. Mimo wszystko o historii Altaira trudno napisać choćby jedno zdanie, żeby nie popsuć komuś zabawy (choć ja unikałam jak ognia wszelkich recenzji, żeby nie psuć sobie frajdy, to koniec końców strzeliłam sobie gigantycznego spoilera, czytając po prostu instrukcje obsługi, ech).

Wtajemniczeni zrozumieją, kiedy napisze, że jest to opowieść do kwadratu, a właściwie dwie historie zakleszczone w sobie nawzajem. Pomysł z początku wydał mi się strasznie bzdurny i idiotyczny, ale po pół godzinie gry stwierdziłam, że to dziwacznie uczucie surrealizmu, które towarzyszy całej opowieści, ma swoje mocne strony. Pozostało pewne rozczarowanie, bo spodziewałam się czegoś kompletnie innego, niż to, co zaserwowali twórcy, ale mimo wszystko pomysł się sprawdzał.

Gdyby tylko nie to zakończenie, z rodzaju takich, po których gracz przez następnie pięć minut gapi się w monitor z wielkim znakiem zapytania nad głową. Podkreślam, to wcale nie jest fajnie, kiedy po kilkunastu godzinach wytrwałej gry, gracz dostaje jedynie w odpowiedzi zakończenie w stylu "kup drugą część to może wyjaśnimy ci o co właściwie chodziło" (zresztą plotka głosi, że Assassin's Creed jest pierwszą częścią trylogii, więc czy naprawdę powinnam się dziwić?). 

Mistrz fechtunku ucieka

Po raz kolejny sprawdza się zasada, że jeśli zbyt wiele zapału pójdzie w silnik graficzny i ogólna oprawę wizualną, inne elementy kuleją. Tak było z wieloma innymi tytułami w przeszłości, tak było z Crysis i tak jest również niestety z Assassin's Creed. Nie znaczy to jednak, że wszystko jest kompletnie nie tak, bo jest wiele, naprawdę dobrze przemyślanych elementów w tej grze, jak na przykład dość nowatorskie sterowanie.

Gracz wciela się właściwie w role lalkarza i szeregiem klawiszy kontroluje wszystkie kończyny bohatera oraz głowę. Brzmi trochę dziwnie, ale pozwala to na wykonywanie złożonych czynności i naprawdę się sprawdza. Fakt, że cały system sterowania jest dość rozbudowany, ale twórcy zadbali, aby kolejne umiejętności pojawiały się w grze stopniowo, przez co kolejno uczymy się nowych rzeczy i nie jest to przytłaczające.

Bardzo byłam ciekawa, czy tak złożona konstrukcja sprawdzi się dobrze na PC, skoro zaprojektowano ją na konsolowy kontroler, ale te obawy szybko się rozwiały. Mamy tutaj do czynienia z naprawdę porządnym portem i trudno uwierzyć, że ten system sterowania funkcjonował kiedyś na padzie, bo zdaje się być idealny dla ułożenia klawiatura+mysz. Po paru godzinach, niektóre działania wykonuje się po prostu automatycznie.

A skoro już mowa o konfiguracjach i kombinacjach, to z czystym sumieniem powiem, że na widok możliwości bojowych Altaira po prostu opadła mi szczęka. Zachwycałam się swojego czasu zdolnościami Geralta w Wiedźminie, ale teraz z perspektywy czasu stwierdzam, że oprócz wyczucia odpowiedniego momentu, gracz nie miał zbyt dużego wpływu na to, co działo w czasie walki (choć wciąż uważam, że było nieźle).

W Assassin's Creed trzeba być świadomym wszystkiego, co dzieje się na ekranie, otoczenia, tego co robi przeciwnik, jakiego rodzaju broni używamy i jak szerokie mamy pole manewru. Altair nie nosi żadnej zbroi, a swój kunszt w większości opiera na kontrowaniu ataków przeciwnika. W zależności od okoliczności można zablokować cios wytrącając przeciwnika z równowagi, wykręcić mu rękę, kiedy będzie chciał nas złapać, czy nawet wbić mu sztylet w stopę uchylając się przed jego ciosem.

Dodajmy do tego, co prawda dość nieliczną, ale całkiem zróżnicowaną pod kątem stylu walki broń, jak nóż czy sztylety, i lejącą się wiadrami krew, a wychodzi iście wybuchowa mieszanka.

Z każdym orężem, asasyn porusza się inaczej, a poszczególne animacje ciosów po prostu zapierają dech. Twórcy bardzo wiele czasu poświecili animacji Altaira i to widać na każdym niemal kroku.

Niestety, na tym niesamowitość Assassin's Creed się kończy. Bo gra oprócz epickiej walki jest po prostu wtórna i bardzo szybko robi się nudna. Zabrakło tej finezji, tak szeroko zapowiadanej przez Ubisoft, tego planowania zabójstwa, które rzekomo miało być tak ciekawe. W rzeczywiści rozgrywka jest bardzo schematyczna i dzieli się na cztery etapy, przyjazd do miasta, zameldowanie się w biurze, przeprowadzenie bardzo krótkiego i nudnego śledztwa (czyli podsłuchanie rozmowy, kradzież kieszonkowa czy przesłuchanie obywatela), no i w końcu samo zabójstwo. Które też prawie zawsze wygląda tak samo: dopadnij przeciwnika wśród straży, zabij i uciekaj przez zaalarmowane miasto do biura.

Nawet dodane specjalnie do edycji reżyserskiej cztery nowe elementy nieszczególnie ratują grę. Raz, że niewiele wnoszą do samej rozgrywki, dwa, że jak poprzednio sprowadzają się do wiecznego powtarzania tych samych czynności, tylko że tym razem chodzi o eskortowanie informatora, ściganie się po dachach, czy też ciche usunięcie łuczników.

Po przeprowadzeniu pierwszego zabójstwa właściwie wiemy co się będzie działo przez resztę gry i nic nas już w tej materii nie zaskoczy.

Nawet wdrapywanie się na kolejne punkty obserwacyjne po jakimś czasie traci swoją atrakcyjność. Choć system wspinaczki jest efektowny i Altair z pewnością spokrewniony jest z księciem Persji, to tych punktów obserwacyjnych do zdobycia jest w grze zbyt wiele, a po jakimś czasie zdobywanie kolejnych wydaje się być bardziej karą niż frajdą.

Właściwie największym mankamentem tej gry jest fakt, że wszystko zbyt często się powtarza, ciągle trzeba ratować mieszkańców przed zła strażą i biegać z punktu w punkt robiąc to samo. Przyznaję, że im dłużej grałam, tym bardziej musiałam się przekonywać, żeby brnąć dalej, a kiedy już skończyłam grę, wynagrodzono mnie dziwacznym zakończeniem.

Oprawa audiowizualna

Cóż, na ten akapit wszyscy chyba czekają i nie ulega wątpliwości, że grafika Assassin's Creed jest najmocniejszą stroną tej gry (choć nie wiem, czy to koniecznie dobrze). Nie tylko zwiedzić nam przyjdzie cztery zróżnicowane stylistycznie i wizualnie miasta, które aż powalają swoim ogromem i tętnią życiem, ale też każdy oglądany przez nas element oddany jest z niesamowitą wręcz dbałością o szczegóły.

Pięknie prezentują się konie, gdzie do wyboru jest kilka różnych ras i maści. Wspaniale podróżuje się przez spalone słońcem trakty, po których powoli wloką się ludzie, a skąpa roślinność daje niewielki tylko cień.

Niesamowite jest też jak bardzo zniszczona i zrujnowana wojną Akka, różni się od majestatycznej Jerozolimy, czy też wąskich, zatłoczonych uliczek Damaszku, pełnych małych i urokliwych glinianych domów. Aż chce się zatrzymać na chwilę i pozwiedzać.

Jedynym mankamentem, który zaobserwowałam w przypadku grafiki była trochę 'świrująca' kamera. Czasami zdarzało mi się, że w wąskich uliczkach ustawiała się pod dziwnym kątem, a ja kompletnie nie wiedziałam co się dzieje i zmuszona byłam do walki na oślep. Nie była to norma, ale kilka razy Altair przypłacił taki wybryk życiem i to mnie zirytowało, zwłaszcza, że system zapisu oparty jest na checkpointach.

Trochę blado w kontraście wypada muzyka. Choć ładnie pasuje do gry i trudno powiedzieć o niej złe słowo, to daleko jej do tego orientalnego klimatu, który miał Prince of Persia: Piaski Czasu. Trudno też narzekać na lokalizację gry (choć tym razem w sprzedaży jest tylko pełna polska wersja), zarówno tłumaczenie dialogów jak i napisów jest dostatecznie poprawne aby nie grymasić, a polscy aktorzy, w tym m.in. Daniel Olbrychski i Borys Szyc nieźle wczuwają się w swoje postacie i przekonywująco grają swe role.

Zachwyciły mnie z kolei różnego rodzaju dźwięki, jak rżenie konia, szczęk obijającego się o nogę bohatera oręża czy po prostu przytłumione odgłosy miasta. Ogólnie uważam, że udźwiękowienie Asasyna stoi na wysokim, choć nie na pionierskim poziomie.

Wydajność i jakość grafiki. Podsumowanie

Dobrodziejstwem tego świata przyjdzie się jednak cieszyć niewielu, bo gra ma naprawdę wysokie wymagania sprzętowe i odpali się tylko na nowoczesnych komputerach. Na mojej, wciąż dość nowoczesnej, ale powoli starzejącej się maszynie zdarzało mi się grac na granicy płynności.

Assassin's Creed - Wymagania Sprzętowe (minimalne jak i zalecane)

  • Procesor: Dwurdzeniowy 2.6 GHz Intel Pentium D lub AMD Athlon 64 3800+ zalecany Intel Core 2 Duo 2.2 GHz lub AMD Athlon 64 X2 4400+, lub lepszy)

     
  • RAM: 1GB Windows XP/2GB Windows Vista
     
  • Karta Graficzna: 256MB pamięci, zgodna z DirectX 10.0 lub zgodna z DirectX 9.0 - obsługująca shadery w wersji 3.0 lub wyżej
     
  • Karta dźwiękowa: zgodna z DirectX 9.0 lub 10.0 (zalecana jest karta 5.1)
     

Moja konfiguracja

  • AMD Athlon 64 X2 6000+ (2x3.0GHz)
     
  • 4x 1GB DDR2 800
     
  • nVidia GeForce 8800 GTS 320MB
     
  • Windows Vista Business

jakość HIGH DirectX10

- jakość HIGH DirectX9c

- jakość MEDIUM

- Podsumowanie

Dawno nie spotkałam się z aż tak nierówną grą. Z jednej strony mamy piękną grafikę, nowatorskie sterowanie, wspaniały system walki i całkiem niezłe udźwiękowienie. Z drugiej, wtórną grę, która zmusza nas do wykonywania wciąż tych samych czynności i która bardzo szybko się nudzi. Nagle najbardziej oczekiwany tytuł tego roku, zamienił się w rozczarowanie. Jedynie co mogę powiedzieć to szkoda, bo przecież miało być tak wspaniale.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE