Chromebook, czyli prawie laptop?
Komputer do pracy to pojęcie wieloznaczne. Wszak przy komputerze pracuje grafik, dziennikarz, recepcjonistka, a nawet... ot, choćby oficer dyżurny. I co? I każdy potrzebuje czegoś innego. Jeśli jednak znasz już swoje potrzeby, to właśnie Chromebook, czyli (w teorii) tani i lekki laptop pod kontrolą systemu Chrome OS może być tym, czego potrzebujesz. To ciągle egzotyczne w Polsce urządzenie, ale możecie mi wierzyć, Chromebook do pracy zdalnej (i nie tylko) nadaje się znakomicie.
Jak powszechnie wiadomo, stworzenie tanich, wydajnych i lekkich laptopów jest zwyczajnie nierealne, gdyż to, co ma być wydajne i lekkie, nie będzie nigdy tanie. Prawdopodobnie do podobnego wniosku doszli inżynierowie Google stwierdzając, że wąskim gardłem w wydajności tanich laptopów (ze słabszą specyfikacją) jest ociężały system. By naprawić ten problem… pozbawiono Chromebooki klasycznego systemu operacyjnego.
Owszem, pracą Chromebooka zawiaduje pewien system. Jest on jednak, dość rzec, nieco nietypowy. Z jednej strony bowiem jest on specyficzny, z drugiej zaś, doskonale wszystkim znany. Chrome OS to przecież nic innego jak przeglądarka Google Chrome po lekkim liftingu. Wszystkich, których jeszcze dziwi fakt, że pracą komputera może zawiadywać przeglądarka, zapraszam do zapoznania się z naszym działem Chromebookówi, tych wątpiących z kolei w to, czy laptop pozbawiony klasycznego systemu operacyjnego nada się do pracy, zapraszam do lektury swoich własnych wrażeń i przemyśleń.
Wybierając Chromebooka
Właścicielem Chromebooka stałem się nieco przypadkowo. Ot, potrzebowałem przystępnego cenowo urządzenia do zdalnej pracy. Zastanawiałem się nad kilkoma rodzajami sprzętu, a ostatecznego wyboru dokonałem drogą eliminacji. Jako pierwsze z grona kandydatów odpadły lekkie laptopy biznesowe, gdyż były zwyczajnie zbyt drogie. Dalej, odrzuciłem netbooki, będące moim zdaniem reliktami nieudanej rewolucji. Następne w kolejce były urządzenia hybrydowe, krzyżówki laptopów i tabletów, które były albo zbyt drogie, albo zbyt małe, albo niezbyt wygodne do cyklicznego pisania.
Ostatecznie wybrałem Chromebooka i choć byłem pełen obaw, co do tego, jak spisywało się będzie urządzenie nieznające trybu offline, wyboru nie żałuję. Chromebook przekonał mnie, że jest laptopem, który przy wielu ograniczeniach wynikających z braku pełnoprawnego systemu operacyjnego i specyfice funkcjonowania, jest jedną z większych, pozytywnych, niespodzianek sprzętowych, jakie spotkały mnie w mijającym roku.
Czego praktyka pracy na Chromebooku uczy? Przede wszystkim tego, że komputer ten nie jest pozbawiony wad. Mało tego! Wady to jego cecha charakterystyczna – to poprzez wady zdefiniować można jego zalety. Może brzmi to nieco pokrętnie, ale prawda jest taka, że po przyswojeniu sobie prawidłowości rządzących Chromebookami i uporaniu się ze wszystkimi ich wadami – czyli różnicami w stosunku do typowych laptopów czy dekstopów, człowiek zaczyna rozumieć, w czym i gdzie tkwi siła tych urządzeń.
Chromebook do pracy - zaakceptuj drobne wady
Chromebook ma pewne wady. Takie, jak choćby brak klasycznego systemu operacyjnego. Wszystkie normalne operacje, które nauczyliśmy się wykonywać z poziomu popularnych windowsowych okien, na Chromebooku nie mają racji bytu. Chrome OS, czyli rozszerzona wersja przeglądarki Google Chrome odpowiada za płaską strukturę systemu. Innymi słowy, dwóch okien, tak jak w desktopowych Windowsach sobie jednocześnie nie otworzymy. Jak jednak się okazuje, gdy pracujemy już na Chrome OS – nie jest to żadna wada.
Poza tym, że w środowisku Chromebooka musimy się na nowo odnaleźć, brak systemu współistotny jest brakowi znanych aplikacji. Przesiadając się na to urządzenie z myślą wykorzystania go do pracy zdalnej, zdawałem sobie z tego tylko iluzorycznie sprawę. W praktyce zaś, początek przygody z tego typu laptopem upływa pod znakiem odnajdywania się w nowym środowisku i nabywania nowych nawyków.
Bez obaw jednak, uczenie się obsługi Chrome OS przebiega niesłychanie szybko i jest aż niepokojąco proste. Konsekwencje nauki są zaś takie, że prawdę mówiąc, dziś w wielu aspektach wygodniej pracuje mi się z wykorzystaniem swojego Chromebooka niż laptopa czy komputera stacjonarnego. Może to już pewne skrzywienie, ale prostota obsługi, jej płynność i wygoda przekonały mnie do siebie na amen.
Czy przy pierwszym podejściu znaleźć można inne minusy? I tak, i nie. Tak, gdyż stosunkowo mała liczba portów nieco rozczarowuje, sprawiająca wrażenie delikatnej klawiatura to też żadna rewelacja, a i mały ekran, choć praktyczny w podróży, w warunkach biurowych męczy oczy. Jest mały, więc to dość oczywiste. W zasadzie, nawet do braku napędu optycznego ktoś mógłby się przyczepić.
Z drugiej strony, patrząc optymistycznie, po pewnym czasie pracy na Chromebooku, dwa porty USB, jeden HDMI oraz wyjście mini Jack 3,5 mm to wszystko, czego mi potrzeba. Tak w pracy zdalnej, jak i za biurkiem. Poza tym, klawiatura sprawia wrażenie delikatnej, ale w praktyce jest wystarczająco sztywna i wytrzymała, niewielki ekran zaś to zaleta podczas pracy w takim na przykład pociągu, a w biurze zawsze możemy sobie jakoś z tym felerem poradzić. Napęd optyczny? No, kto niezbędnie potrzebuje dziś napędu optycznego w komputerze?
Nieistotnych „wad” ciąg dalszy?
Jakie jeszcze słabe strony Chromebooka możemy znaleźć? Niewielka pojemność dysku SSD? Teoretycznie jest to problem. Praktycznie, jak już poznamy, czym charakteryzują się te komputery, pojemność dysku nie ma znaczenia. Zwłaszcza, że otrzymujemy 100 GB przestrzeni na dane w Google Drive. To może niewielka wydajność wynikająca ze słabej specyfikacji? Nic podobnego. Chromebooki, dzięki wycięciu z nich rozbudowanego systemu operacyjnego działają bardzo płynnie, stabilnie i szybko.
Czyli co? Czyli mamy rozumieć, że wszystkie wady to tak naprawdę czepianie się nietypowości tego urządzenia? W wielkiej mierze tak, gdyż z nimi wszystkimi można sobie poradzić i nie upośledzają one funkcjonalności Chromebooków. Tak w gruncie rzeczy można wskazać jeden faktyczny minus, który nawet mnie, kogoś, kto bardzo polubił filozofię stojąca za tymi komputerami, ciągle nieco irytuje.
Wadą tą jest możliwość pracy tylko w trybie online. Owszem, możemy edytować pliki w Dokumentach Google bez połączenia z internetem, ale to mierna funkcjonalność. Jest to irytujące, ponieważ czasem chciałoby się zaoszczędzić nieco baterii czy coś, ale… Z drugiej strony, gdy tak się nad tym zastanawiam… Szybko dochodzę do wniosku, że w zasadzie i z tym można sobie szybko poradzić.
W jaki sposób? We wszystkich większych miastach niemal na każdym kroku natrafimy na otwarte Hotspoty Wi-Fi. Korzystanie z nich jest może wątpliwie bezpieczne, ale na bezrybiu i rak ryba, prawda? Poza tym, w każdej chwili możemy udostępnić sobie pakiet danych ze smartfona czy zdecydować się na zakup internetu mobilnego. Nie są to może najwygodniejsze środki zaradcze, ale nie oszukujmy się - ten, kto pracuje przy komputerze, bez internetu najpewniej zbyt wiele sobie nie popracuje. Reasumując, sieciowa charakterystyka Chromebooków to, w dzisiejszych czasach, nieszczególna wada.
Jak Chromebook sprawdza się w biurze i w pracy zdalnej?
Chromebook w biurze? Daje radę, poza jednym "ale"
Chromebook do pracy w biurze nadaje się tylko, jeśli spełnimy pewne wymagania. Pierwszym z nich jest podłączenie go do zewnętrznego monitora za pomocą kabla HDMI. Drugi, wiąże się z dwoma portami USB, które dają możliwość podłączenia myszki i zewnętrznej klawiatury. Ba! W zasadzie nie musimy nawet z nich korzystać, bo urządzenie wspiera łączność Bluetooth, czyli kupujemy bezprzewodowy zestaw myszka + klawiatura, łączymy się z naszym Chromebookiem i pracujemy sobie w najlepsze.
Bez podłączenia zewnętrznych peryferiów trudno mówić o wygodnej pracy w biurze, głównie dlatego, że człowiek jest z natury zwierzęciem wygodnym i o ile nie przeszkadza mi w podróży praca z wykorzystaniem małego ekranu i małej klawiatury, o tyle w biurze, w dziwny sposób mam ochotę pracować możliwie komfortowo. Zatem, podłączenie monitora, myszki i klawiatury to nie wymóg, bo bez nich pracować również się da, ale jest to pewna podstawa do osiągnięcia zakładanej wygody i kultury pracy.
Jak zaś sprawdza się online`owa charakterystyka Chromebooka w biurze? Sprawdza się doskonale. Pod warunkiem, że nie używacie specjalistycznego oprogramowania dostępnego tylko pod któryś z klasycznych, stacjonarnych systemów operacyjnych. W przeglądarce odpalimy tylko niektóre programy, a zbiory sklepu Chrome, choć w zasadzie wystarczające, profesjonalnych programów graficznych nawet, zwyczajnie nie zastąpią.
Jeśli jednak pracujesz z dokumentami i czasem ewentualnie jakąś fotografię musisz wykadrować czy przyciąć lub zmienić jej rozmiar, ewentualnie – poddać lekkiemu retuszowi, Chromebook będzie Ci wdzięcznie służył. Reasumując, w biurze można pracować na laptopie ze specyficznym systemem od Google – w większości przypadków, zupełnie bezproblemowo. Dopiero jednak w podróży, w przysłowiowej trasie, w pociągu, hotelowej restauracji czy w parku – urządzenie to pokazuje swoją wartość.
Chromebook do pracy zdalnej to rozwiązanie prawie doskonałe
Choć w zasadzie Chromebook ma być alternatywą dla standardowych komputerów, gwarantując niską cenę i wydajność na dobrym poziomie, dzięki pozbawieniu go rozbudowanego systemu operacyjnego, to w pracy zdalnej okazuje się dobrym, wiernym i pożytecznym kompanem, a to z powodu kilku ważnych w podróży cech.
Chromebook z ekranem o przekątnej circa 12 cali jest mały i lekki. Waży nieco ponad kilogram, wszędzie można go wsadzić i przetransportować bez obaw o zwyrodnienie pleców. To pierwszy plus. Drugim jest długi czas pracy na baterii. Bez dostępu do stałego zasilania, bez szczególnych oporów potrafi pracować około 5/6 godzin, a na odpowiednio dobranej jasności, bez zadyszki znacznie przekracza owe 6 godzin. Może trudno w to uwierzyć, ale ten mały komputer nie raz i nie dwa wytrzymał u mnie standardowy 8-godzinny dzień pracy na jednym ładowaniu.
Chromebook do pracy zachwyca także kulturą działania, szybkim startem oraz płynnością i wydajnością. Urządzenie pozbawione jakichkolwiek elementów mechanicznych, chłodzone pasywnie, z dyskiem SSD jest po prostu ultra-ciche. Nic w nim nie szumi, nic nie wzbudza irytacji. Ot, komfort pracy pierwsze klasa.
Do tego, Chromebook włącza się w raptem kilka sekund i – o zgrozo – z miejsca jest gotów do pracy. Nie wiem, czy żyjąc na co dzień z komputerami z Windowsem z raczej średniej półki doświadczyłem takiej szybkości. Dosłownie podnosimy ekran, wpisujemy hasło do konta Google i już, możemy uruchomić Dokumenty Google i pisać w najlepsze.
Przed rozpoczęciem przygody z Chromebookiem zastanawiałem się nad tym, jak prezentowała się będzie wydajność na nie najmocniejszych podzespołach. Teraz wiem już, że wszelkie obawy były nieuzasadnione. Lekki system, dysk SSD, 2 GB pamięci RAM i dwurdzeniowy procesor, którego nazwy czy typu nawet nie pamiętam, dają sobie świetnie radę. Wszystko uruchamia się bardzo szybko, chodzi płynnie i cieszy oko. Również aplikacja do edycji fotografii, całkiem rozbudowana, jak na przeglądarkowe możliwości, działa płynnie i dziarsko.
Owszem, Chromebookowi brakuje dzikiej szybkości i płynności maszyn biznesowych, ale biorąc pod uwagę, że jest to sprzęt tani, naprawdę nie można się do niczego przyczepić. Podobnie wygląda to z płynnością, Chrome OS to wdzięczny system, który przy wszystkich swoich ograniczeniach, spełnia swoje zadanie w stu procentach i umożliwia bardzo intuicyjną (po przyswojeniu sobie kilku nawyków) i stabilną pracę.
Czy napotkałem jakieś problemy pracując zdalnie na Chromebooku? W zasadzie nie, choć wszyscy zainteresowani kupnem takiego komputera koniecznie muszą zdawać sobie sprawę z tego, że bez internetu jest on tylko ograniczoną funkcjonalnie skorupą. Specjalnie do pracy z Chromebookiem sam wyposażyłem się w spory pakiet danych u swojego operatora, by możliwie rzadko korzystać z otwartych sieci Wi-Fi i choć udostępnianie internetu ze smartfona drenuje baterię w najlepsze, można jakoś z tym żyć, choćby wyposażając się w powerbank.
Dla mnie zatem, brak pełnej funkcjonalności urządzenia bez połączenia z internetem nie jest żadnym problemem i dla wszystkich planujących zakup Chromebooka również nie powinno to stanowić przeszkody w ostatecznej decyzji – wystarczy tylko dobrze przemyśleć zakup i zdać sobie sprawę z faktu, jak specyficzne jest to urządzenie. Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy, ilu jest na świecie tych, którzy pracują przy komputerze w trybie offline? Pozostawię to bez odpowiedzi, choć zakładam, że niewielu.
Warto czy nie warto?
Zastanawiając się nad tym, czy warto zainwestować w Chromebooka, należy odpowiedzieć sobie wprost, czy wymienione w tekście wady tych urządzeń nie okażą się czasem zbyt irytujące i ograniczające. Po dokonaniu takiego rachunku sumienia można dopiero podjąć wiążącą decyzję. Czy zaś ja raz jeszcze wybrałbym to urządzenie dla siebie? Zdecydowanie tak. W pełni wywiązuje się z powierzanych mu obowiązków, nie zawodzi, działa szybko i stabilnie, i do mojego charakteru pracy nadaje się bardzo dobrze.
Dokonując wyboru, musimy również uwzględnić próg cenowy, na którym kończą się nasze możliwości. Ja wybrałem rozwiązanie za kilkaset złotych, ale ktoś dysponujący pokaźniejszym budżetem będzie miał na rynku w czym wybierać. Co mogę polecić? Jeśli budżet pozwoli Ci nabyć wydajnego ultrabooka – kup ultrabooka. Jeśli starczy jedynie na taniego, ciężkiego i wolnego laptopa – kup małego, lekkiego i szybkiego Chromebooka. Jeżeli zaś, Twój budżet znajduje się gdzieś pomiędzy, zastanów się, jakie urządzenie potrzebujesz i czego od niego oczekujesz, a na pewno podejmiesz dobrą decyzję.
Dla mnie, w każdym razie, Chromebook do pracy, do pisania i przeglądania stron internetowych to świetne urządzenie, odpowiednio wydajne oraz intuicyjne w obsłudze. Mało tego, do tego stopnia polubiłem filozofię tych urządzeń, że tak działający komputer postawiłbym u siebie w domu, jako główne narzędzie do oglądania niepoważnych filmików na YouTube czy po prostu do przeglądania internetu. I choć wiem, że funkcjonalnie nie wyprzedzą ona sprzętu z pełnoprawnym systemem operacyjnym, szybkość i wygoda stoją w nich na bardzo wysokim poziomie.
Może Cię zainteresować: