Upiorna poświata
W tym wypadku pokój do którego wchodzimy to tak naprawdę Układ Słoneczny. Biorąc pod uwagę skalę to poblask, który w naszym wyimaginowanym pokoju był niemal niczym, jest niczym niewielkie stado świetlików rozrzucone gdzieś pomiędzy Słońcem a Plutonem. Krótko mówiąc, prawie go nie ma.
Astronomowie poddali analizie 200 tys. archiwalnych zdjęć z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a (nad przedłużeniem jego działania będzie zastanawiał się SpaceX) i wykonali dziesiątki tysięcy pomiarów by wykryć pozostałości poświaty tła. Od zawartych na zdjęciach danych odjęli światło gwiazd, galaktyk, planet i poświatę bijącą od płaszczyzny Drogi Mlecznej. Teoretycznie po odjęciu wszystkich zmiennych powinna pozostać całkowita, idealna czerń. Ale pozostała sfera niezwykle słabego blasku otaczająca równomiernie nasz Układ Słoneczny.
DLA CIEBIESamsung - przegląd oferty lodówek
Czym może to być?
Jedno z możliwych wyjaśnień jest powłoka pyłu, która otacza nasz układ planetarny odbijając światło słoneczne. Znacie to uczucie kiedy światło wpada przez okno i nagle widać wszystkie drobinki kurzu (którego NIE odkurzyliście)? To właśnie ten efekt, ale jego pochodzenie jest bardziej egzotyczne. Ponieważ poświata jest rozłożona bardzo równomiernie najprawdopodobniej jej źródłem są niezliczone komety - pyłowo-lodowe śnieżynki krążące swobodnie między okolicą Słońca a Pasem Kuipera.
Komety wpadają do Układu Słonecznego z wszystkich stron i zostawiają za soba pyłowe warkocze, które unoszą się w przestrzeni odbijając światło naszej gwiazdy. Jeśli domniemanie to jest prawdą, to okazuje się, że post-kometowy pył może być nieznanym do tej pory istotnym elementem architektury naszego Układu Słonecznego.
Źródło: phys.org