Zabawa w podglądacza. Zawiłości fabularne
Od kilku lat gatunek klasycznych gier przygodowych próbuje odzyskać dawno utraconą popularność. Przed pojawieniem się trójwymiarowej grafiki twórcy tego typu gier skupiali się przede wszystkim na połączeniu doskonałej fabuły ze świetnym klimatem. Taki zabieg wpływał znacząco na grywalność tychże produkcji. Większość starszych wyjadaczy przygodówkowych pamięta zapewne kultowe już tytuły LucasArts takie jak Full Throttle, The Dig czy seria Secret of Monkey Island, które do dziś są niedoścignionym wzorem dobrze skomponowanej gry przygodowej.
Wskutek ewolucji technologicznej jaka miała miejsce w dziedzinie komputerów i sposobu wyświetlania przez nie grafiki, twórcy gier odeszli od klasycznych przygodówek na rzecz produkcji bardziej zręcznościowych, w których fabuła i zagadki odgrywały drugorzędną role. Co jakiś czas pojawiają się jednak tytuły, które próbują powtórnie wzniecić zainteresowanie tego typu grami. Problemem jest jednak ich dość wąski zakres odbiorców co w obecnych czasach rządzonych przez pieniądz potrafi być barierą nie do przebicia. Dlatego producenci gier starają się łączyć elementy różnych gatunków i dodając nowe rozwiązania, tworzyć w ten sposób coś niepowtarzalnego, coś co mogłoby zainteresować większą liczbę graczy. Jedną z takich gier jest właśnie Experience112, którą przyszło mi dla Was recenzować. Produkcja ta zdobyła już kilka prestiżowych nagród i okrzyknięta została jedną z najoryginalniejszych gier 2007 roku. Fakt ten był też jednym z tych czynników, który jak magnes przyciągnął mnie do tego tytułu.
Niestety przyjemność odkrywania tajemnic Experience 112 przysłoniły mi liczne problemy techniczne gry tj. masakryczne zwolnienia czy niespodziewane wyrzucanie do systemu, które dość skutecznie zniechęcały mnie do dalszej zabawy. Przyznam szczerze, że pod koniec klnąc jak szewc przymuszałem się do jej ukończenia, bo ilość piętrzących się problemów zwiększała się z minuty na minutę. Koniec końców grę ukończyłem. Czy było warto? Czy jej zawartość skutecznie przysłania zauważone niedoróbki? O tym wszystkim przeczytacie poniżej.
- Zawiłości fabularne
Już pierwsze minuty gry zwiastują niezwykle tajemniczą zagadkę, której odkrycie będzie stanowić nie lada wyzwanie. Oto bowiem widzimy pokryty rdzą tankowiec. Ot, niepozorny wrak dożywający swoich ostatnich dni w niewielkiej, opuszczonej zatoczce. Nikt nie podejrzewałby, że skrywa on mroczną tajemnice i że przeznaczenie tego statku było zupełnie inne. Siadając do gry nie mamy pojęcia, iż tak naprawdę, to nie my będziemy głównym jej bohaterem. Co gorsza rolę tę przyjmuje postać, na którą nie mamy zbyt dużego wpływu. A wszystko przez to, iż nasze zadanie podczas całej rozgrywki, z racji przebywania w kabinie monitoringu statku ogranicza się do zarządzania całym jego systemem bezpieczeństwa. Stąd też, przy użyciu jednej z kamer dostrzegamy leżącą w zatęchłej, zarośniętej kabinie kobietę podłączoną do kroplówki. Jest nią nasza bohaterka - Lea Nichols. Budząc się nie pamięta ona gdzie się znajduje ani co tu robi.
Naszym zadaniem jest pomóc bohaterce w rozwikłaniu tajemnicy wydarzeń, które rozegrały się na statku. Jest to tym trudniejsze, kiedy okazuje się, że spała ona kilkadziesiąt lat, a część śladów w tym czasie uległa zatarciu. Lea powoli, dzięki naszej pomocy przypomina sobie, że tankowiec był tak naprawdę bazą doświadczalną. Prowadzone tam były badania nad niezwykłą substancją - wodorotlenkiem oksydryny, która mogła opóźniać starzenie, a także stać się lekarstwem na raka i inne poważne schorzenia.
W miarę posuwania się fabuły do przodu dowiadujemy się skąd wziął się ten dziwny specyfik, jakie jest jego pochodzenie i do czego tak naprawdę miał służyć. Dodatkowo poznajemy wcześniejsze losy naszej bohaterki, która jak się okazuje brała udział w badaniach nad zagadkową substancją i zastosowaniu jej na żywych obiektach - ochotnikach. Jeden z nich, oznaczony numerem 112 najbardziej zapadł jej w pamięć. Tajemnica, której rozwikłanie stanowi nasz cel jest z nim ściśle powiązana. Na tym poprzestanę wgłębianie się w tajniki fabuły, aby nie zepsuć zabawy tym, którzy zdecydują się poświęcić swój czas na opisywaną grę? Dość powiedzieć, że to tylko wstęp do tej niezwykłej przygody.
Oryginalne sterowanie
Jak już wyżej wspominałem nasza rola w grze ogranicza się jedynie do pomagania głównej bohaterce w poruszaniu się po statku i rozwiązywaniu napotkanych problemów. Sami jednak nie uczestniczymy bezpośrednio w wydarzeniach rozgrywających się poza kabiną monitoringu, w której ponoć się znajdujemy. To co widzimy na ekranach naszych komputerów podczas rozgrywki jest więc jakby graficznym interfejsem aplikacji komputerowej służącej do zarządzenia poszczególnymi elementami systemu bezpieczeństwa bazy.
Program ten daje nam dostęp do kamer umieszczonych na wszystkich pokładach tankowca oraz całej bazy danych jego załogi wraz z ich mailami, notatkami i raportami. Część z informacji jest chroniona przed niepowołanym dostępem i naszym zadaniem jest znalezienie sposobu na ich przejrzenie. Wiąże się to bardzo często z cierpliwą analizą licznych dostępnych w danej chwili tekstów, co jednak w niektórych wypadkach jest niezbędne do ukończenia gry.
System daje nam również dostęp do prawie wszystkich urządzeń elektrycznych zamontowanych w bazie, takich jak światła, zamki elektryczne, panele kontrolne czy telefony. W tym momencie dochodzimy do najciekawszego elementu opisywanej produkcji - sterowania naszą bohaterką. Skoro bowiem Lea jest samodzielną istotą (przynajmniej takie wrażenie robi) nie jesteśmy w stanie zmusić jej do wykonywania pewnych czynności, a w związku z tym, że na statku nie działa system komunikacji głosowej to Lea podsuwa nam sposób komunikacji oparty o konkretne sygnały.
Jeśli więc chcemy, żeby nasza podopieczna poszła w konkretne miejsce czy przyjrzała się czemuś bardziej szczegółowo to po prostu zwracamy jej na to uwagę zapalając lampę znajdującą się najbliżej tego miejsca lub np. uruchamiając leżący tam telefon. Najczęściej dziewczyna prawidłowo reaguje na tak wydawane polecenia, a my osiągamy zamierzony przez nas skutek. Czasami jednak Lea wyraźnie daje nam do zrozumienia, że czegoś nie wykona np. nie obszuka znalezionych rozkładających się zwłok. Od naszej inwencji zależy czy będziemy wstanie przekonać ją do tego.
Bardzo duże znaczenie dla rozgrywki mają wspomniane już kamery. Nie służą one bowiem jedynie wizualizacji miejsca, w którym toczy się fabuła, ale przede wszystkim są narzędziem do wyszukiwania wskazówek lub nawet konkretnych rozwiązań. Co istotne kamery mają dodatkowe bardzo pomocne funkcje instalowane przez Lea'e w miarę znajdywania kolejnych dysków z rozszerzeniami do systemu bezpieczeństwa. Są to np. zbliżenie, wyostrzanie obrazu czy też termowizja.
Wrażenia audiowizualne
W tej kwestii nie jest niestety najlepiej. No powiedzmy, jest "średnio na jeża". Pomimo bowiem całkiem dobrze skonstruowanych lokacji i utrzymania ich w mroczniejszych klimatach coś mocno kłuje tu w oczy. To wygląd postaci i niektórych elementów otoczenia, które w zbliżeniach wyglądają trochę siermiężnie, jeśli nie powiedzieć przedpotopowo. Aby nie być gołosłownym posłużę się przykładem naszej bohaterki, która ma co prawda całkiem nieźle wykonaną twarz, ale z resztą ciała jest już dużo gorzej. Wspomniane wcześniej zbliżenia z niektórych kamer najdobitniej obnażają niedoróbki oprawy graficznej.
Na całe szczęście oprawa wizualna nie jest wyznacznikiem jakości gry przygodowej, w której wyżej cenić się powinno fabułę i poziom wkomponowanych w nią zagadek. Mimo to jednak szkoda trochę nie wykorzystania potencjału tkwiącego w grze, w tym totalnie nieznanego, podwodnego świata, w którym również przyjdzie nam się znaleźć. Świat ten utrzymany został bowiem w kolorystyce niewiele barwniejszej niż to z czym mieliśmy do czynienia na opisywanym wyżej tankowcu.
Na koniec wypada wspomnieć choćby w kilku słowach o oprawie muzycznej i dźwiękowej Experience 112. W tej części gra została naprawdę dobrze przygotowana. Głosy postaci w polskiej wersji językowej zostały dobrane wyjątkowo trafnie, dzięki czemu brzmią wiarygodnie. Nie bez znaczenia jest oczywiście fakt aktorskiego przygotowania osób dubingujących. Najważniejsze jednak, że udało im się wydobyć emocje z odgrywanych postaci i za to należą im się brawa.
Muzyka, która towarzyszy nam podczas całej rozgrywki zawiera dużo ambientowych, wręcz hipnotycznych elementów, które wzmacniają aurę niesamowitości oglądanym przez nas obrazom. Nawet podkład "muzyczny" w głównym menu gry ma swoje ściśle przemyślane zadanie - mimo dobiegających do nas dźwięków programu relaksacyjnego czujemy dziwny niepokój, ale i dużą ciekawość co pod tym wszystkim się kryje. Rewelacyjne wrażenie.
Wrażenia emocjonalne i grywalność
W tej materii Experience112 również nie zawodzi zapewniając nam emocjonującą rozgrywkę dzięki intrygującej fabule i innemu od dotychczasowych schematowi rozgrywki. Trzeba jednak pamiętać, iż nie są to emocje gwałtowne, ale bardziej wysublimowane, których efekt jest długotrwały. Mowa tu o towarzyszącym nam uczuciu wszechogarniającego niepokoju i lęku przed niebezpieczeństwami skrywanymi przez mroki statku. Ten efekt potęguje jeszcze wspomniana wyżej oprawa muzyczna.
Na szczególną pochwałę zasługuje niezwykle klimatyczne rozwiązanie polegające na sprawdzaniu przez grę upływu czasu. Chodzi o to, aby stworzyć wrażenie, że nasze wyjście z gry nie powoduje zatrzymania czasu dla naszej bohaterki. Tak więc gdy wracamy do zabawy po dłuższej przerwie Lea przywita nas wyrzutami, że zostawiliśmy ją samą np. na 5 dni!! Naprawdę świetny patent.
Warto również wskazać, iż klimat gry potrafią tu oddać nawet tak prozaiczne elementy jak sposób prezentacji akcji czy ostrożne poruszanie się naszej bohaterki po zniszczonych pokładach statku. Niestety, ten drugi detal po pewnym czasie zaczyna wyglądać dość sztucznie, bo nawet jeśli uznać, że dziewczyna jest zdezorientowana tym co znajduje wokół siebie po długim śnie to jednak w takich warunkach jakie prezentuje gra każdy człowiek byłby zmuszony do szybkiego przystosowania się. Aby przeżyć trzeba wysilić swoje zmysły i mocno skupić się na wykonywaniu kolejnych zadań, zaś zachowanie Nichols przeczy zaś takiemu zdroworozsądkowemu podejściu. Jest to szczególnie widoczne w momencie poruszania się przez nią z kamerą na ramieniu (bez której pod koniec gry nie sposób się obejść). Nawet w przypadku, gdy dziewczyna ma przed sobą potencjalne zagrożenie, którego jest świadoma, nie przeszkadza to jej beztrosko rozglądać się dookoła uniemożliwiając tym samym naszą niezbędną interwencje. Nie muszę chyba mówić jak mocno jest to frustrujące.
Niestety nie jest to jedyny element, który może przyprawić nas o palpitacje serca. Innym jest samo sterowanie. Owszem, nie można w żaden sposób odmówić mu niezwykłej oryginalności czy wręcz rewolucyjności. Nie zmienia to jednak faktu, że obsługa tego, dość powiedzieć niecodziennego interfejsu jest iście katorżnicza. Gorzej, że wrażenie to potęguje się z każdą godziną spędzoną przy grze. Dochodzi w pewnym momencie do tego, że jeśli "ruszymy" z miejsca naszą bohaterkę to nie chce nam się już przełączać widoku na poszczególne kamery i uruchamiamy jedynie "końcową", do której zmierza Lea. Tym bardziej, że jeśli zdamy sobie sprawę ze znikomej ilości nagłych zagrożeń, które pojawiają się w ciągu pierwszych godzin rozgrywki i w skutek tego zaczyna nam się wydawać, że nic nam się nie może stać. Najgorszy jest jednak fakt, że przeświadczenie to nie jest pozbawione sensu.
Wcześniej wspomniałem, że o jakości gier przygodowych decydują przede wszystkim fabuła i dobrze skomponowane z nią interesujące zagadki. Twórcy Experience 112 oba te elementy przygotowali na tyle starannie, że potrafią one przyćmić nawet niektóre niedociągnięcia. Łamigłówki logiczne występujące w grze są dość trudne i wymagają czasu oraz niejednokrotnie niezwykłej wręcz cierpliwości.
Duże wyzwanie stanowią zagadki, w których bawimy się w kryptoanalizę. Znalezienie właściwego rozwiązania w tego typu zadaniach daje naprawdę dużą satysfakcje. Szkoda tylko, że interfejs gry, z którego musimy korzystać przeglądając liczne notatki, maile i raporty w celu znalezienia odpowiednich wskazówek potrafi nas tak mocno zirytować, że nie mamy ochoty na kolejne logiczne szarady i po prostu odkładamy grę na później. Szkoda też, że tak często zmuszani jesteśmy do żmudnego wykonywania tych samych prac w kółko np. w celu wyszukania odpowiedniego kodu.
Całe szczęście że nie jesteśmy skazani jedynie na zagadki logiczne i czasami musimy wysilać również nasz wzrok. Na pomoc w tych przypadkach wychodzą nam dodatkowe funkcje kamer bezpieczeństwa, co znacznie ułatwia nam rozgrywkę. O ile oczywiście wiemy czego szukamy.
Na koniec muszę zwrócić jeszcze uwagę na jedną, dość niepokojącą rzecz. Otóż wydaje się, że twórcy recenzowanego tytułu nie poradzili sobie z optymalizacją kodu gry, co było i jest przyczyną licznych problemów technicznych zgłaszanych przez użytkowników. W moim przypadku dochodziło do licznych zwolnień pracy programu, aż do nagłego wyrzucania z gry do systemu.
Podsumowanie
Experience112 nie jest grą dla każdego. Prawdziwi przygodówkowi wyjadacze mogą poczuć się w niej "jak ryba w wodzie". Gorzej jest niestety z graczami okazjonalnymi, dla których wyzwanie polegające na ukończeniu gry może okazać się zbyt duże. Poziom wyśrubowania zagadek oraz niewyczerpane wręcz pokłady cierpliwości, którymi trzeba dysponować grając w tą właśnie produkcje mogą bowiem skutecznie zniechęcić czy wręcz odstraszyć od dalszej zabawy niemalże każdego, kto nie "załapie" klimatu gry.
Nie pomaga tu oryginalny interfejs gry, który z czasem staje się niestety coraz bardziej męczący. Podobnie z objawiającymi się tu i ówdzie frustrującymi błędami technicznymi. To wszystko jednak można przeboleć jeśli tylko nie przerażą nas proponowane nam szarady logiczne i o ile wciągnie nas sama opowiedziana w grze historia. Jest ona bowiem dobrze przemyślana i najważniejsze realistyczna. Dodatkowo skonstruowana wokół jej szkieletu siatka uzupełniających informacji mocno ją uprawdopodabnia, dzięki czemu czujemy się faktycznie wciągnięci w wir wydarzeń.
Trochę szkoda, że w miarę posuwania się fabuły do przodu gra traci na swojej oryginalności zmierzając ku nijakiemu finałowi. Co gorsze powoli zanika też klimat niesamowitości i niezwykle mrocznej tajemnicy. Jakby tego było mało ukończenie gry nie sprawia większej satysfakcji niż rozwiązywanie jej poszczególnych zagadek. Oczywiście jest to może subiektywne odczucie i być może efekt ten jest zamierzony przez twórców gry. Trudno powiedzieć.
Na pewno jednak nie można odmówić Experience 112 oryginalności i tego, że wniosła ona do gatunku przygodówek coś nowego. Czy są to wystarczające powody, żeby łagodniejszym okiem spojrzeć na liczne niedoróbki? Wydaje mi się, że tak, bo mimo wszystko czasu spędzonego z grą nie uważam za stracony. Może warto sprawdzić to samemu.