Imperator: Rome – antyczna mikstura dla zapalonych strategów

Paradox Interactive namieszał w swoim nowym tytule, niczym druid Panoramix w słynnym kociołku. Ale czy rzymska przygoda szwedzkiego giganta to gatunkowa rewolucja, gratka dla nowicjuszy, czy też wytrawne danie dla weteranów? Oto nasza recenzja Imperator: Rome!

Image

Imperator: Rome, czyli koktajl iście „paradoksalny”

Ponoć nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. A jednak Paradox Interactive, twórca słynnej Europa Universalis IV, Crusader Kings II, Hearts of Iron IV i innych szczególnego rodzaju RTS-ów, znów bierze na warsztat starożytny Rzym. Znów, bo przecież raz już Szwedzi przekraczali ten gamingowy Rubikon i wywinęli niezłego orła. Europa Universalis: Rzym z 2008 roku, bo o tamtym tytule mowa, spotkał się ze sceptycznym odbiorem i fanów, i krytyków, zdobywając mało zaszczytne miano „pół-produktu”.

A więc tym razem Paradox Interactive zabrał się za ten sam temat już nie połowicznie, tylko całościowo, pełną parą. Ba! Można nawet rzec, że Imperator: Rome miał aspirację na opus magnum skandynawskiego giganta od strategii, które wyląduje na listach najlepszych strategii ostatnich lat i będzie królować w rankingach gier.

Wymieszano więc najlepsze rozwiązania z innych produkcji, dosypano do wirtualnego koktajlu szczyptę nowości i łyknąwszy tego specyfiku raz jeszcze przeprawiono się przez metaforyczny Rubikon. Kości zostały rzucone! Ponownie! I ponownie wynik odbiega od oczekiwań... choć nie wszystko jeszcze stracone.

Republikańska czasoprzestrzeń

Panowie z Paradox Interactive nie zdecydowali się na wyprodukowanie sequela Rzymu z 2008 roku. No i trudno się dziwić, że zabrakło dwójki w tytule najnowszej odsłony starożytnej strategii. Zrywamy ze średnio udanym pierwowzorem i próbujemy czegoś nowego. Takie podejście od razu mnie ucieszyło, bo oczami wyobraźni widziałem już giganta rozciągającego się od Słupów Heraklesa po wschodnie wybrzeże Chin (czemu nie!), czasem sięgającego od początków Rzymu po upadek Wiecznego Miasta.

I już w tym miejscu spotkało mnie pewne rozczarowanie. Wprawdzie mapa Imperator: Rome jest niezwykle szczegółowa i obejmuje zasięgiem niemal całą Europę i sporą część Azji (łącznie z Indiami), to jednak ramy czasowe pozostawiają wiele do życzenia. 

Ten geograficzny brak Chin przełknąłbym bez problemu (to i tak byłaby raczej ciekawostka – w końcu, gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie Wielki Mur!), ale już z datą końcową kampanii nie jest mi tak łatwo. Otóż Imperator: Rome zaczyna swoją opowieść tuż po upadku imperium Aleksandra Macedońskiego (i do tej daty początkowej nie mam żadnych zastrzeżeń!), a koniec kampanii wyznacza panowanie Oktawiana Augusta… No, właśnie! Przykra niespodzianka, bo pominięto lekko licząc pięć wieków historii Rzymu, a mówiąc konkretnie – okres cesarstwa.

Imperator: Rome - jednostki na mapie

Uzasadnienie? Twórcy Imperator: Rome tłumaczą, że po pierwsze największa ekspansja terytorialna Rzymu i tak miała miejsce w okresie republiki, a po drugie objęcie rozgrywką późniejszego okresu wymagało by radykalnie odmiennej mechaniki. 

W porządku, to zasadne argumenty, chociaż nie mogę pogodzić się z faktem, że nie nawrócę Rzymian na Chrześcijaństwo, ani nie spuszczę łomotu Attyli. Zamiast tego otrzymałem niemal tę samą „czasoprzestrzeń”, która pojawiła się już w niesławnym Europa Universalis: Rzym, z tylko jedną możliwą datą rozpoczęcia kampanii. 

Ale optymizm mnie nie opuszcza! Liczę na to, że DLC skutecznie poszerzą te ramy. O ile jakiekolwiek dodatki ujrzą światło dzienne, bo sukces kasowy Imperator: Rome wcale nie jest dla mnie oczywisty...

Imperator: Rome - wynik punktowy

XIX-wieczni krzyżowcy płyną do Ameryki

Pisałem, że Imperator: Rome to taki koktajl. No, i faktycznie, zmieszano to, co najlepsze z innych tytułów Paradoxu, ale… zabrakło trochę oryginalności. Ogólne zasady pozostały, oczywiście, te same. Mamy więc mapę podzieloną na prowincje i z jej poziomu zarządzamy dowolnie wybranym państwem (czy też plemieniem, któremu trudno jeszcze przypisywać państwowość z prawdziwego zdarzenia). Toczymy wojny, przemieszczamy jednostki, wybieramy działania dyplomatyczne, zmieniamy prawo, handlujemy i tak dalej, i tak dalej.

Jak w żadnym innym tytule od Paradox Interactive, w Imperator: Rome co rusz napotykałem znajome pomysły tudzież wariacje na ich temat. I tak szlachta naszego kraju podlega podobnym zasadom, jak rody królewskie z Crusader Kings II, struktura społeczeństw (dzieląca poddanych na niewolników, członków plemion, wolnych ludzi i obywateli) do złudzenia przypomina podziały klasowe z Victoria II, a reszta to mieszanina rozwiązań, najczęściej zaczerpniętych ze starej dobrej Europa Universalis.

Imperator: Rome - zaaranżowanie małżeństwa

Nie znaczy to oczywiście, że taki kolaż musi być z gruntu zły. Przeciwnie – wszystko jest posklejane ze sobą naprawdę nieźle i zaskakuje drobiazgowością. Mogłem więc dobierać taktykę dla poszczególnych oddziałów (w oparciu o ich skład), wtrącać do więzienia krnąbrnego dworzanina, bawić się w dyplomatyczne podchody, a także rozwijać prowincje w trosce o zadowolenie jej mieszkańców.

Jedynie system handlu wydał mi się wysoce chaotyczny i niejasny. Bo niby dlaczego import przynosi zysk pieniężny, nadmiar papirusu w stolicy daje bonus do rozwoju technologii, a poszczególne surowce są liczone tylko w odniesieniu do nadwyżki produkcji. Po raz kolejny jednak przemawia przeze mnie optymizm oraz wiara w łatki i dodatki.

Imperator: Rome - ekonomia

Natomiast na zdecydowany plus należy Imperator: Rome policzyć przejrzysty interfejs. Powiecie, że to drobiazg? Może i tak… W przypadku każdej innej gry, ale w tej produkcji, gdzie godzinami sprawdza się i modyfikuje różne statystyki, to naprawdę ułatwia życie. Do moich ulubionych gadżetów należał „macro builder”, który jest tak prosty i tak banalny, że aż dziw, że nie pojawia się w każdej produkcji Paradoxu. 

To małe narzędzie, które pozwala m.in. na szybką budowę i rekrutację kohort (a tak naprawdę mieści w sobie wiele, wiele funkcji bez zbędnego klikania na pojedyncze „plasterki” prowincji).

Estetyka też nie jest bez znaczenia – cały interfejs wymalowano w marmurowych barwach i kamiennych kształtach. Dźwięk nie odstępuje go na krok, „cykając”, „chrobocząc” i „dudniąc” przy każdym kliknięciu jak trzeba. Zdecydowanie jest to w mojej opinii nie tylko najklarowniejszy, ale i najładniejszy audiowizualnie produkt szwedzkich strategów. W każdym razie, jeśli chodzi o interfejs. 

Mapa czy też modele jednostek też prezentują się nieźle, chociaż trudno tu wymagać cudów – wiadomo, moc obliczeniowa pecetów jest, jaka jest, a wygląd w tego typu produkcjach to nie wszystko.

Imperator: Rome - przejrzysty interfejs
Imperator: Rome - Aleksander Wielki

No i mogłoby się wydawać, że wszystko to tworzy idealną harmonię, stuka równiutko jak podeszwy maszerujących centurionów. W rzeczy samej tak jest… tylko kierunek marszu błędny. Do tej pory Paradox tworząc swoje strategie obmyślał, jaka pula growych rozwiązań najlepiej oddałaby ducha tej czy innej epoki. I stąd kolosalne różnice między, dajmy na to, Crusader Kings a Hearts of Iron. 

W Imperator: Rome natomiast wydaje się, że droga wnioskowania była zgoła odwrotna. Które z tych rozwiązań, jakie już są w naszym posiadaniu, pasowałyby równie dobrze do starożytności?... A to już się chyba nazywa autoplagiat, Drodzy Panowie!   

Imperator: Rome - Egipt

Sztucznie inteligentna mozaika

W porządku, zabrakło innowacyjności, jeśli chodzi o mechanikę, ale nie tylko ona jedna składa się na Imperator: Rome. Weźmy na przykład grywalne frakcje! Paradox obiecywał 400 nacji, którymi możemy pokierować… 400! Słownie: czterysta! Rewelacja, co nie? 

Trzeba tylko dodać, że w najlepszym wypadku znacie jakieś siedem z nich. Rzym, Egipt, Kartagina, Seleucydzi, Macedonia, Ateny, Sparta… Coś jeszcze? Jeśli się bardzo interesujecie historią, to dorzućcie do tego dziesięć kolejnych.

Poprawmy więc Paradox, pisząc, że w Imperator: Rome jest ponad 10 grywalnych nacji, które mają szansę kogokolwiek zainteresować. Bo, powiedzmy sobie szczerze, kogo obchodzi te 40  zapewne bardzo wiernie odwzorowanych galijskich plemion (i inne maluchy zamieszkujące odmienne rejony)? No, dobrze – zaprotestujecie, - ale czy to wina Paradoxu? Oczywiście, że nie! Ale z drugiej strony – czy to wpływa na atrakcyjność rozgrywki? Oczywiście, że tak!

Imperator: Rome - 400 grywalnych nacji

Od biedy można powiedzieć, że to pretekst do poznania tych wszystkich plemion, plemionek, narodów i narodzików. Tyle, że po jednej partii rozegranej którymś z plemion zamieszkujących dzisiejszą Anglię, nie chce się za bardzo sięgać po kolejne z tego samego regionu, bo kampania będzie przebiegać stosunkowo podobnie (można zmienić strategię, ale to leży po stronie gracza, a nie wybieranej frakcji).

Jeśli spojrzeć na to od drugiej strony, kierując przykładowo Rzymem czeka nas dziesiątkowanie setek nieznanych nam plemion, z których każde zajmuje jedną do dwóch prowincji. W którymś momencie, rzecz jasna, zburzymy sobie Kartaginę i ziemię posypiemy solą, ale spory to trud dotrzeć do godnego nas przeciwnika.

Co gorsza, różnice, jakie zarysowują się między bardzo nawet odległymi kulturowo mocarstwami, wcale nie są tak duże, jak można byłoby przypuszczać. Wybierając jeden z omenów (błogosławieństwo danego bóstwa podbijające na jakiś czas ten czy inny wskaźnik) mamy do dyspozycji te same bonusy, a odmienne będą tylko nazwy bogów. 

Nawet jednostki wojskowe są w zasadzie identyczne dla wszystkich narodów (tylko na niektóre z nich wpływa kultura i dostępność surowców). Może jest to zabieg, który większy nacisk kładzie na wolę gracza, a nie determinizm wynikający z wybranej frakcji, tym niemniej przykłada się to do pewnej monotonii rozgrywki.

Imperator: Rome - walka morska

Żeby jednak pozostać sprawiedliwym, Paradox wprowadza też chwyty, które mają na celu oddanie geopolitycznego, religijnego i kulturowego klimatu niektórych państw. I tak na przykład byłem bardzo mile zaskoczony kampanią, która poprowadziłem Egiptem. 

Oto już od wejścia znalazłem się w państwie, w którym macedońska elita polityczna (pozostałość po imperium Aleksandra Wielkiego) stara się zawładnąć Egipcjanami, a hellenistyczna religia rywalizuje ze staroegipskimi bóstwami. I do tego, oczywiście, pojawiał się pakiet adekwatnych wydarzeń, wymagających ode mnie często całkiem złożonych decyzji o trudnych do przewidzenia skutkach.

Do tego dochodzą też decyzje narodowe unikalne dla danego państwa albo grupy państw. Diadochowie mogą więc odbudowywać imperium Aleksandra Wielkiego, Grecy jednoczyć Helladę, Rzym przekształcić się w wojskową dyktaturę, a Egipcjanie wznieść latarnię morską na Faros.

Do tej różnorodności dokładają swoją cegiełkę odmienne systemy polityczne. I tak oto monarchie borykają się ze znalezieniem potomstwa dla władcy, a, dajmy na to, Republika Rzymska organizuje swój mały „House of Cards” wokół wyborów konsulów i poparcia senatu dla ważkich państwowych decyzji.

Imperator: Rome - debata
Imperator: Rome - dyplomacja

I to wszystko jest rewelacyjne, ale… No właśnie jest też „ale”, czyli ta przeciwwaga, a w zasadzie jej brak pod postacią mozaiki setek kraików zapychających dziury na mapie. I od biedy można by je potraktować jako rewelacyjną arenę dla kolosów starożytności. Tutaj jednak napotkałem na kolejny mankament, a więc sztuczną inteligencję.

Otóż podczas wielu, wielu godzin rozgrywki, żadne z kontrolowanych przez komputer imperiów nie zdołało mnie ani razu zaskoczyć. Co więcej, podejmowane przez nie decyzje są chaotyczne i brak im jakiejkolwiek spójności. 

To pogrążają się w wojnie domowej, to znowuż zaczynają konflikt, który kończy się dla nich klęską. Rzym, zamiast korzystać z idealnej pozycji i prowadzić ekspansję, wysiaduje jaja, Kartagina w ogóle tego nie zauważa, a malutkie państewko afrykańskie nie chce się pokojowo podporządkować Egiptowi, bo woli cierpliwie czekać aż zostanie najechane.

Nie wszystko to są zarzuty w kierunku Paradoxu. Część z wymienionych kłopotów (zwłaszcza te dotyczące narodowej „mozaiki”) wynika z niełatwej do „egranizacji” epoki. Trzeba nie lada pomysłu, żeby ten kawał historii przenieść na ekran. Inna rzecz, że twórcy Imperator: Rome, jak już wspomniałem, starali się raczej dopasować jeden z już posiadanych kluczy, aniżeli stworzyć nowy. 

Imperator: Rome - olimpiada

Imperator: Rome – czy warto kupić?

Warto – ale! Nie każdego to „warto” dotyczy. Imperator: Rome to produkcja, po którą z pewnością powinieneś sięgnąć, jeśli jesteś jednym z największych fanów Paradoxu. Co nie znaczy jednak, że będziesz w stu procentach zadowolony. 

Ja osobiście przepadam za tym gigantem ze Szwecji i tytułami firmowanymi jego logiem. Pewnie dlatego bawiłem się przy Imperator: Rome naprawdę nieźle. Tym niemniej, nawet przy sporej dawce dobrej woli, gdzieniegdzie pojawiała się monotonia i rozczarowanie.

Imperator: Rome - zawieranie pokoju

Jeżeli zaś jesteś wielbicielem starożytności, a do tego lubisz strategie i, dajmy na to, zagrywałeś się w Rome: Total War, to pewnie też z ciekawością zagrasz w Imperator: Rome. Nie wiem, czy zabawisz przy nim na długo, ale pewnie czeka Cię co najmniej jedna kilkuwiekowa wycieczka Rzymem dookoła Europy. Gorzej, jeśli nie znasz jeszcze za dobrze Paradoxu, a starożytność nie jest Twoim konikiem. Wtedy Imperator: Rome raczej nie podbije Twojego gamingowego serca. 

I tak oto dochodzimy do smutnego morału tej recenzji. Trudno wieszczyć antycznemu dziecku Szwedów spektakularny sukces, ponieważ najprawdopodobniej nie wygra konkurencji z… innymi tytułami Paradoxu.

Wierzę, że wiele osób chętniej sięgnie po Europa Universalis IV czy Crusader Kings II (w końcu obie te produkcje wciąż mocno się trzymają na rynku). DLC do Imperator: Rome mogą uczynić z niego grę bardzo dobrą, ale trudno będzie im przerobić „Rzymianina” na niekwestionowany hicior. Zwłaszcza, że na tę chwilę Imperator: Rome to gra niezwykle bogata, a jednocześnie zaskakująco uboga. Oto i prawdziwy – nomen omen – paradoks!

Imperator: Rome - oblężenie Messany

Ocena końcowa Imperator: Rome

  • realistycznie i szczegółowo odwzorowana mapa starożytnego świata
  • zaskakująco przejrzysty i estetyczny interfejs
  • setki grywalnych narodów
  • przyjemna dla oczu i uczu warstwa audiowizualna
  • udane połączenie wielu rozwiązań znanych z innych produkcji Paradoxu
  • różnorodność ustrojów i decyzji narodowych...
     
  • ...która, niestety, dotyczy w zasadzie tylko największych frakcji
  • rozgrywka wieloma nacjami bywa łudząco podobna
  • tylko jedna data rozpoczęcia kampanii i jej stosunkowo krótki okres trwania
  • zabawa niekiedy bywa monotonna
  • mało klarowny system handlu
  • sztuczna inteligencja pozostawia sporo do życzenia
  • brak prawdziwie oryginalnej mechaniki, która oddawałaby ducha epoki
     
  • Grafika:
    dobry
  • Dźwięk:
    dobry plus
  • Grywalność:
     dobry

Ocena ogólna:

Nasza ocena Ocena:
4 / 5

Za bezpłatne udostępnienie gry Imperator: Rome na potrzeby niniejszej recenzji dziękujemy serwisowi GOG.com

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE