Legend - Hand of God, czyli potomkowie Diablo

Legend: Hand of God to przedstawiciel umierającego już trochę gatunku action-RPG. Dawno, dawno temu gry tego typu były bardzo popularne, głównie z powodu fenomenu nieśmiertelnego już teraz Diablo II. Teraz jednak zdaje się odchodzą w zapomnienie ustępując miejsca coraz bardziej rozpowszechniającym się grą MMORPG. Mimo wszystko, ja z chęcią przyjrzę się najnowszemu dziecku niemieckiego Master Creating, bo tytuł zapowiada się obiecująco.

Wstęp. Ładne i tanie

Legend: Hand of God to przedstawiciel umierającego już trochę gatunku action-RPG (często nazywanego też Hack'n'Slash'em). Dawno, dawno temu gry tego typu były bardzo popularne, głównie z powodu fenomenu nieśmiertelnego już teraz Diablo II. Teraz jednak zdaje się odchodzą w zapomnienie ustępując miejsca coraz bardziej rozpowszechniającym się grą MMORPG. (Massive Multiplayer Online Role Playing Game). Mimo wszystko, ja z chęcią przyjrzę się najnowszemu dziecku niemieckiego Master Creating, bo tytuł zapowiada się obiecująco.

Ładne i tanie


DLA CIEBIE
Samsung - przegląd oferty lodówek

Legend: Hand of God można dostać w sklepach już za sześćdziesiąt złotych, co moim zdaniem jest całkiem rozsądną ceną za taką grę Warto jednak zwrócić uwagę na wydaną dodatkowo edycje kolekcjonerską, której samo istnienie być może nie jest niczym szczególnym, ale ciekawym jest to, że jej cena niewiele przewyższa podstawkę. Warto chyba dołożyć te piętnaście złotych, bo w skład limitowanej Czarnej Edycji wchodzi dodatkowa płyta z muzyką (bardzo dobrą zresztą), fankit, dość obszerny almanach (zawierający m.in. solucje, bestiariusz, opis drogi rozwoju postaci, taktyk i innych przydanych rzeczy) wydrukowany, co prawda w czerni i bieli, ale na dobrej jakości papierze, oraz duży plakat opisujący wszystkie dostępne skille z mapą na drugiej stronie. Niestety jak to zwykle bywa, nie obyło się bez wpadki ze strony producenta. Bo zarówno instrukcja jak i almanach wydrukowane są DUŻYMI LITERAMI, być może wygląda to klimatycznie i dobrze pasuje do konwencji fantasy, ale w praktyce niewygodnie się czyta i bardzo męczy wzrok. Pierwszy raz spotykam się z tak wydrukowaną instrukcją i naprawdę nie wiem, dlaczego ktoś zdecydował się na tak idiotyczny pomysł.

W przypadku Legend wyjątkowo mogę stwierdzić, że nie zaobserwowałam właściwie żadnych problemów technicznych. Gra instaluje się w miarę szybko, odpala bezproblemowo, dobrze znosi minimalizowanie i raczej się nie wiesza. Dodatkowo dobrą wiadomością jest to, że na stronie producenta dostępne są już dwa patche, które teoretycznie eliminują te najbardziej upierdliwe błędy (teoretycznie, bo ja osobiście z takimi się nie spotkałam). Patche są, co prawda w języku niemieckim, ale ich instalacja nie wpływa w żaden sposób na język naszej gry i można z nich korzystać bez obaw. Miło od czasu do czasu pograć w grę, która nie jest kapryśna i niestabilna, bo zdaje się, że mam do nich ostatnio duże szczęście.

Ratujmy świat... znowu

No cóż w takiego rodzaju grze nie należy się chyba spodziewać nieprawdopodobnej historii, od której opadnie nam szczęka (nawet nieśmiertelne Diablo trzymało się przecież dość sztampowej konwencji, co nie jest bynajmniej wadą). Miło jednak, jeśli główne zadanie jest na tyle przemyślane i ciekawe, że nie usypia się przed monitorem (jak w Hellgate: London), tylko chce się grać dalej.

Opowieść, w której my weźmiemy udział jest raczej dość klasyczna, ale przyjemna. Nasz bohater - rosły mężczyzna imieniem Targon, właśnie przygotowywał się do zajęcia ważnej funkcji strażnika w Bractwie Świętego Płomienia. Organizacji, której zadaniem jest dopilnowanie, aby stwory cienia nie powróciły na ziemie. Niestety jednak, tego samego wieczoru spełniają się najgorsze obawy, ktoś wypuszcza z portalu legiony ciemności, klasztor zostaje zrównany z ziemią, a cały świat pogrąża się w chaosie. Targon szybko, zatem podejmuje decyduje, że musi bezzwłocznie wyruszyć w poszukiwaniu artefaktu, który zamknie demony z powrotem w swoim więzieniu, tytułowej Ręki Boga. Jak widać nie jest to może opowieść najwyższych lotów, ale poprowadzona jest na tyle dobrze, że nie nuży. W czasie gry na pewno spotykamy parę ciekawych Bohaterów Niezależnych i wykonamy kilka zróżnicowanych questów.

Choć klasztor, do którego należy Targon zostaje obrócony w proch, nasz heros nie jest kompletnie osamotniony w swojej poważnej misji. Towarzyszy mu Luna, mała wróżka i jego odwieczna przyjaciółka. Luna pełni w grze rolę kursora, a w razie potrzeby, służy również jako źródło światła w bardziej zaciemnionych miejscach jak jaskinie czy lochy. Bardzo podobało mi się to rozwiązanie, bo Luna nie tylko podpowiada nam, co robić dalej i ostrzega, kiedy poziom naszego zdrowia spada zbyt nisko, ale również jest autorką większości złośliwych komentarzy w grze. Dialogi między nią, a Targonem są zabawne i przyjemnie się ich słucha, zwłaszcza, że większość czasu spędzimy w dziczy i samotności, przyjemnie, zatem od czasu do czasu posłuchać jakiegoś krótkiego dialogu.

A skoro już mowa o Targonie, to jest to młodzieniec, który ma szczęście nosić bardzo znaczące imię. To właśnie generał Targon wraz ze swoim bratem dziesięciolecia temu zepchnął legiony ciemności do portalu, w którym przebywały do niedawna. Tą uroczą historię można przeczytać w instrukcji obsługi, jeśli ktoś ma dostatecznie dużo samozaparcia. Miło, że twórcy zdecydowali się dodać trochę folkloru do swojego świata, ale cała historia napisana jest raczej dość lekka ręką i nie ma wielkiego odzwierciedlenia w grze. Dlatego może dla własnego dobra lepiej ją sobie podarować i potem nie zastanawiać się, o co właściwie chodziło.

Potwory i labirynt

W Legend prawie na każdym kroku widać inspiracje dwoma ważnymi tytułami, mianowicie wymienianym już kilkakrotnie Diablo II oraz Titan Quest. Gra posiada wszystkie te ważne elementy, które od dawien dawna zadomowiły się w grach action-RPG i bez których trudno wyobrazić sobie ich istnienie. Zatem do wyboru mamy trzy poziomy trudności, do zbycia są trzy rodzaje artefaktów (zwykłe, magiczne i legendarne), wśród potworów spotkać będzie można bossa, który zawsze zostawia lepsze przedmioty, do sprawdzenia jest masa lochów i tuneli, a po świecie porozrzucane są kamienie runiczne (waypointy) umożliwiające teleportacje. Bardzo interesująco wypada system rozwoju postaci.

Bohater nie wybiera klasy jako takiej na początku gry, tylko podobnie jak w Titan Quest, decyduje się na dwie drogi, w których będzie się specjalizować (do wyboru jest pięć: Siły, Sprytu, Magii, Natury i Wiary). To właśnie ich poszczególne kombinacje tworzą klasę (tutaj nazywa się to taktyką) jaką bohater będzie reprezentować. Pod tym względem na pewno jest, w czym wybierać, bo jest ich aż dziesięć. Ja osobiście zdecydowałam się na Zwiadowcę i muszę powiedzieć, że byłam z tego wyboru bardzo zadowolona. Drzewka umiejętności nie są jakoś przesadnie rozbudowane, ale umiejętności dostępne przydają się w walce i każde doświadczenie, które zdobędziemy zostanie natychmiast przeznaczone na coś pożytecznego. Do bardzo duża zaleta tej gry, widać, że przemyślano dokładnie, jakie umiejętności będą najbardziej przydatne dla poszczególnych klas i umieszczono je we właściwych drzewkach.

Za to trochę gorzej w tej sytuacji wypadają dostępne przedmioty, bo zauważyłam, że jest ich raczej niewiele. Przez połowę gry chodziłam właściwie w jednej zbroi, a biorąc pod uwagę, że każdy przedmiot ma jeszcze ograniczenie klasowe, do wyboru mamy naprawdę ubogi wachlarz arsenału. Przekłada się to niestety na niewielką ilość przedmiotów, które możemy znaleźć podczas naszych eskapad w dziczy, co jest znacznym minusem.

Kolejną bolączką jest menu kontroli postaci. Wygląda raczej archaicznie i przywodzi na myśl stare dobre czasy Baldur's Gate, a akurat w tym przypadku nie jest to raczej komplement. Zaprojektowane jest dość topornie, niezbyt atrakcyjnie prezentuje się w wyższych rozdzielczościach, a dodatkowo nie jest szczególnie wygodne. Luna - czyli nas kursor pomysłem jest fajnym, ale uniemożliwia precyzje i czasem trudno jest na przykład kliknąć w quest o którym dowiedzieć się chcemy się więcej. Równie niewygodne jest menu ekwipunku. Rozwiązane zostało ono w dość zabawny sposób, bo po prostu "ubieramy" naszego bohatera w poszczególne przedmioty. Po raz kolejny brakuje precyzji, ileż to musiałam się namęczyć, żeby czasami trafić w ten element, który chciałam akurat wymienić. Co prawda, wymienione problemy są upierdliwe tylko na początku gry, kiedy to trudno się do nich przyzwyczaić, ale z czasem jakoś przestają tak bardzo doskwierać.

Nie można z kolei narzekać na przeciwników w grze, jest ich na tyle dużo i są dostatecznie zróżnicowani, że walka z nimi pozostaje świeża i ciekawa przez większość gry. Czasami, co prawda zawodziło AI, bo kilka razy zdarzyło mi się, że potwór po prostu zamarł w miejscu i przyjmował kolejne ciosy bez mrugnięcia okiem, ale jest to jednak na tyle rzadkie zjawisko, ze zupełnie nie uprzykrza zabawy.

Dwojako prezentuje się system sterowania. W takich grach skróty klawiszowe są bardzo istotną sprawą, bo kiedy otacza nas duża chmara przeciwników nie ma czasu na precyzyjne klikanie. W Legend trochę trzeba przyzwyczaić się do sterowania, bo jest ono dość niekonwencjonalne i choć w większości przypadków się sprawdza ma tez jedną bardzo poważną wadę. Umiejętności z drzewka można właściwie przypisać tylko do dwóm klawiszom myszki (trzeci odpowiedzialny jest za walkę i chodzenie), a pozostałe z nich w teorii dostępne są pod klawiszami 1-9. W teorii, bo tak naprawdę nie mamy pojęcia, który numer przypisany jest, której umiejętności i od czego to zależy, bardzo mnie to wkurzało. Równie poważną wadą jest to, że twórcy nie zdecydowali się na umieszczenie w grze trybu multiplayer, który zdecydowanie podwyższyłby żywotność gry kilkukrotnie. Żałuje, że nie umieszczono, chociaż trybu kooperacji. Dostępna kampania singleplayer jest, co prawda na tyle przyzwoita i długa, że nie można przesadnie narzekać, ale mimo wszystko pozostaje jakiś niedosyt.

Grafika

Z wyłączeniem paskudnie zaprojektowanego menu, gra prezentuje się nadzwyczaj ładnie. Lokacje są dość przestronne i zaprojektowane z dużą dbałością o szczegóły (choć dziwi, że gra znacząca "przycina", kiedy wkracza się w nową lokację). Na podobnym poziomie stoją potwory, które ślicznie prezentują się z bliska, a których zróżnicowanie naprawdę cieszy. Właściwie każda kraina ma swoją lokalną, wrogą nam faunę. Choć trudno nie ulec wrażeniu, ze niektóre z bestii mocno inspirowane są wymienianym już tu kilkakrotnie Diablo. Podczas naszej podróży przyjdzie nam zwiedzić spory kawałek świata i twórcy zmieniają scenerie na tyle często, że chęcią czeka się na to, co zaprezentują w następnej kolejności. Szczególnie podobały mi się trawiaste równiny, ale równie przyjemnie grało się na skutych lodem szczytach górskich, czy przedzierając się przez ciemny i ponury cmentarz. Najbardziej chyba jednak przypadła mi do gustu pustynia, inspirowana stylistyką starożytnego Egiptu.

Cieszą takie detale jak to, że Targon przez większość gry będzie biegał umazany posoką aż po łokcie, trudno się w końcu dziwić, zabijanie potworów to wyjątkowo brudny interes, a machanie mieczem powoduje, że krew bryzga na wszystkie strony. Również wszelkiego rodzaju obrażenia, które otrzymuje nasz bohater czy jego przeciwnicy odznaczają się wizualnie na ich ciele, z początku są to tylko drobne rany, ale im bliżej śmierci tym wygląda to coraz bardziej poważnie. Bardzo podobały mi się też animacje walki. Przyjemnie było obserwować jak Targon bezskutecznie celuje mieczem w gobliny, a one skaczą wokół niego jak tancerki, unikając każdego ciosu z gracją. Podobnie ładnie wyglądała walka bohatera z olbrzymem, Targon musiał podskoczyć by go trafić, ale z niejaką łatwością uchylał się od jego ciosów. Dodatkowo, jeśli mamy dość szczęścia, nasz bohater zakończy walkę w szczególnie efektowny sposób, na przykład ucinając potworowi głowę, czy wykonując kilka błyskawicznych cięć, które powalą bestię na ziemię, ładny dodatek.

Razi po raz kolejny, że w grze jest tak niewiele przedmiotów, o czym pisałam już wcześniej. Ich projekty są naprawdę oszczędne i choć wygląd Targona zmienia się, w zależności od tego, jaki rodzaj ekwipunku nosi, to zmiany są raczej kosmetyczne i po kilku godzinach gry nie uświadczymy już niczego szczególnie nowego. Psuje to niestety ogólny odbiór, naprawdę ładniej gry. Dziwi również bardzo, że choć gra nie ma specjalnie wygórowanych wymagań sprzętowych i odpali się na sprzęcie sprzed paru lat, to na maszynie o wiele wydajniejszej spisuje się co najwyżej średnio, co być może świadczy to o kiepskim zoptymalizowaniu silnika.

Legend: Hand of God - minimalne wymagania sprzętowe

  • System operacyjny: Windows XP/Vista
  • Procesor: Intel Pentium IV 2,0Ghz/AMD Athlon 3000+
  • Pamięć: 512 RAM (dla Windows Vista 1024RAM)
  • Karta graficzna: GeForce 7600/Radeon X1300 - 256MB, Shader Model 3.0, DirectX 9.0c lub nowszy
  • Karta dźwiękowa: Kompatybilna z DirectX
  • Wolne miejsce na dysku: 5GB
  • DVD-ROM: 2x lub szybszy

Moja konfiguracja:

  • AMD Athlon 64 X2 6000+ (2x3.0GHz)
  • 2x 1GB DDR2 800
  • nVidia GeForce 8800 GTS 320MB
  • Windows XP Home Edition (32bit)

Grafika: Niski poziom detali

Grafika: Średni poziom detali

Grafika: Wysoki poziom detali

Muzyka. Podsumowanie

Ktokolwiek czytał moje wcześniejsze recenzje, zauważył zapewne, że jestem ogromnym sceptykiem, jeśli chodzi o polskie tłumaczenia gier, w szczególności, jeśli przekładane są dialogi. W przypadku Legend: Hand of God muszę jednak przyznać, że zostałam naprawdę pozytywnie zaskoczona i w przyszłości podchodzić będę z większą cierpliwością do tłumaczeń. W grze przetłumaczone są zarówno napisy jak i dialogi, ale polscy aktorzy, którzy udzielili postacią głosów, naprawdę odwalili kawał dobrej roboty. Krzysztof Cybiński (Targon) i Joanna Jabłczyńska (Luna) świetnie wcielili się w swoje role, a ich głosy pasują do postaci. Przyjemnie mi się słuchało ich wypowiedzi w grze. Dotyczy to zwłaszcza Luny, która wszystkie swoje kwestie wypowiada z odrobiną rozbawienia i lekkością ducha.

Na równie wysokim poziomie stoi muzyka. Jest dostatecznie epicka, aby wpasować się w specyficzny klimat heoric-fantasy, ale dość subtelna i łagodna, żeby nie przeszkadzać w grze i nie huczeć w głośnikach. Niektórym wydać się ona może odrobinę kiczowata, ale mnie naprawdę przypadła do gustu i umilała przygodę. Do tego stopnia, że zdecydowałam się ją przesłuchać kilka razy poza grą.

Podsumowanie

Legend: Hand of God to solidnie wykonana gra, za godziwie pieniądze. Nie zabrakło tej grze wad, ale ładne lokacje, duża ilość potworów i przyjemna muzyka sprawiły, że ja bawiłam się świetnie aż do samego końca i co najważniejsze wciągnęło mnie. Polecam fanom action-RPG, którzy już zmęczyli poprzednie produkcje tego typu i mają ochotę spróbować czegoś nowego, na pewno warto.

Plusy: cena, bogate drzewko umiejętności, spora liczba potworów, duże i ładne lokacje, przyzwoita fabuła

Minusy: brak trybu multiplayer, archaiczne i niewygodne menu, mała ilość przedmiotów, czasami kulejące AI

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY