Mate Rimacowi skradziono Bugatti. Wszystko się nagrało

Mate Rimac, prezes Bugatti Rimac, doświadczył w ostatnich dniach nieprzyjemnej sytuacji. Pewnego dnia spod siedziby firmy w Chorwacji zniknął firmowy Bugatti Chiron, a całą sytuację nagrały kamery. Zanim zdano sobie sprawę z kradzieży, złodziej miał już niemal godzinę przewagi. W pościg za przestępcą ruszył sam Rimac.

Bugatti ChironBugatti Chiron
Źródło zdjęć: © Instagram, Materiały prasowe | Bugatti, Mate Rimac
Filip Buliński

Kradzież rozpoczęła się od pozostawionych w samochodzie kluczy. Jak tłumaczy w krótkim oświadczeniu sam Rimac, miał on zwyczaj zostawiania ich w autach, nawet gdy należały do modeli wartych kilka milionów euro (w tym Bugatti czy Rimaca Nevery), ponieważ mężczyzna uważa okolicę oraz całą Chorwację za bardzo bezpieczne miejsce. Co więcej, robił tak od wielu lat i nic się nigdy nie stało. Niestety, do czasu.


WIDEO
Gran turismo: porównanie Mini JCW, Skoda Fabia 130 i Mazda MX-5 RF na górskich drogach

Kilka dni temu zauważono, że Chiron Mate Rimaca, który wykorzystywany był często przez różnych pracowników do celów służbowych i testowych, zniknął z terenu fabryki. Początkowo pracownicy sprawdzali na czacie, czy ktoś nie zabrał auta na jazdę próbną. Szybko ustalili, że auto zabrała osoba nieautoryzowana i zdążyła ona już dawno opuścić obiekt. Rimac zawiadomił policję, ale nie zamierzał czekać na rozwój wydarzeń. W pobliżu miał Porsche 911 z pełnym bakiem, więc sam ruszył za skradzionym Bugatti.

Dzięki rozbudowanej telemetrii położenie Chirona można było obserwować w czasie rzeczywistym. Wiadomo więc było, że złodziej zdążył zdobyć ok. godziny przewagi i kierował się w stronę Słowenii. System przekazywał dane nie tylko o lokalizacji auta, ale także o prędkości czy poziomie paliwa. Rimac i jego współpracownicy przesyłali informacje policjantom za pośrednictwem grupowego czatu, mając nadzieję na zatrzymanie złodzieja na granicy.

To się niestety nie udało – złodziej dotarł Chironem do Austrii, gdzie zaczęło mu się kończyć paliwo. Według relacji Rimaca podejrzany dolał połowę baku, aby zasilić czteroturbodoładowany, 8-litrowy silnik W16. Uciekinier nie zapłacił za tankowanie i kontynuował podróż. Ostatecznie mężczyznę udało się zatrzymać austriackiej policji, m.in. dzięki obecności jednego z funkcjonariuszy na wspomnianym czacie.

Po odzyskaniu samochodu Rimac zdecydował, że nie będzie wnosił oskarżenia przeciwko mężczyźnie, ponieważ zrobiło mu się go żal. Taka decyzja właściciela nie oznaczała jednak automatycznie, że podejrzany uniknie konsekwencji. Z uwagi na wartość Chirona sama kradzież pozostawała poważnym przestępstwem.

Samochód doznał jedynie niewielkich uszkodzeń przedniego zderzaka. Naprawa nie powinna być skomplikowana, dlatego Bugatti warte kilka milionów euro wróciło z jazdy niemal bez poważnych strat. Skutki mogły być znacznie poważniejsze, gdyby kierowca stracił panowanie nad 1500-konną maszyną.

Rimac udostępnił także nagranie z kamer przemysłowych, które ujawnia, jak doszło do kradzieży. Widać na nim mężczyznę palącego papierosa, który porusza się po terenie zakładu. W pewnym momencie odkrywa kluczyki pozostawione w Chironie, wsiada do auta i odjeżdża. Co ciekawe, według relacji prezesa Bugatti, przyszedł on do firmy, ponieważ chciał się starać o pracę.

Kradzież wpłynęła na zasady bezpieczeństwa w firmie. Rimac przekazał, że kluczyki nie będą już pozostawiane na terenie zakładu. Dodał również, że bez zgody i wiedzy firmy nie da się swobodnie korzystać z samochodu, ponieważ zespół ma dostęp do wszystkich danych potrzebnych do jego monitorowania. Podobna sytuacja nie powinna mieć już więc miejsca.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY