Motorola One - obudowa, wyświetlacz, wyposażenie
W trakcie testów smartfona HMD, miałem okazję zapoznać się też z komfortem pracy z Motorola One. To inny z przedstawicieli programu Android One (czyli telefony z czystym Androidem), który z daleka (bo już nie z bliska) przypomina Nokię 7.1. W Motoroli One zastosowano podobnych rozmiarów i proporcji (19:9) co w Nokii ekran, ale o mniejszej rozdzielczości, która wynosi 720 x 1520 pikseli. Wgłębiając się w specyfikację zauważymy, że chipset jest słabszy, a praktyka pokaże, że ekran nie tylko rozdzielczością się różni.
Niemniej Motorola One to smartfon, który kupimy za 1099 złotych, czyli sporo mniej niż magiczne 1500 złotych. Analizując przymioty Motoroli One spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo możemy obniżyć swoje wymagania co do smartfona, jednocześnie nie tracąc wiele z komfortu pracy z urządzeniem. Dlatego dość często będę odnosił się do produktu HMD, którego recenzję macie jeszcze świeżo w pamięci.
Motorola One z zewnątrz
Choć Motorola One to smartfon z prawie dolnej półki cenowej (zahaczający o średnią) producent dołożył starań by przypominał on flagowce. Dolna krawędź, gdzie mamy port USB typu C i dwa grille, które przesłaniają mikrofon (jeden) i głośnik (drugi), przypomina na przykład flagowce Huawei P20 Pro.
Również obiektywy w podwójnym aparacie (więcej o nim na 3 stronie recenzji) umieszczono w pobliżu krawędzi tak jak we wspomnianym flagowcu. Na tylnej ściance znajdziemy też czytnik linii papilarnych (można powiedzieć, że czasy gdy czytniki w tanich smartfonach mogły sprawiać problemy to już odległa przeszłość) z wyraźnym logo Motoroli. Mały drobiazg, który niewiele wnosi do użyteczności, ale jak widać dla producenta istotny.
Fortepianowa czerń obudowy i połysk ekranu dodają elegancji
Rozmieszczenie pozostałych elementów (przyciski, slot na karty i mikrofon) jest podobne jak w Nokii 7.1. Mamy więc złącze słuchawkowe i mikrofon na górnej krawędzi. Przycisk włączania (czytnik linii papilarnych jest tylko czytnikiem) i regulacja głośności znalazła się na prawej krawędzi, a po przeciwnej stronie mamy slot. W przeciwieństwie do wcześniej testowanego smartfona mamy slot długi czyli z dwoma tackami na karty nanoSIM i oddzielną tacką na kartę microSD.
Gabaryty Motoroli One są podobne jak większości smartfonów z ekranem 5,9 cala (de facto jest on identycznych wymiarów co ten w Nokii 7.1, ale każdy producent inaczej zaokrągla przekątną). W tym przypadku to 150 x 72 x 8 mm przy wadze 162 gramy. Smartfon dobrze leży w dłoni (moje pierwsze niezbyt pozytywne wrażenie było jednak zbyt pochopne), a w porównaniu z Nokią 7.1 podstawowa różnica to łagodniejsze krawędzie na styku z powierzchniami ekranu i tylnej ścianki.
Tylna ścianka jest tutaj szklana, co jest kolejnym dowodem na próbę przypodobania się miłośnikom smartfonów wyglądających „luksusowo i drogo”. Biorąc z zamkniętymi oczami w dłoń Motorolę One poczujemy jakby była to mniejsza wersja Huawei P20 Pro (mam na myśli właśnie ten model, a nie P20). Wystarczy jednak otworzyć oczy by zobaczyć coś co dla wielu osób będzie sporą wadą tego smartfona.
Ekran tylko HD+ z szerokim wcięciem
Brak możliwości usunięcia programowo wcięcia, czyli jego zamarkowania czarnym kolorem wyświetlacza (nie tylko wtedy gdy robią to aplikacje) może być uznany za sporą wadę. W Motoroli One niestety nie możemy zrobić właśnie tej rzeczy, a na dodatek wcięcie jest dość szerokie. Takie typowo jabłkowe, a nie takie jak w Huawei i im podobnych flagowcach.
Z każdej strony mamy miejsce na cztery ikony powiadomień, ale po lewej stronie wyświetlana godzina zabiera tyle miejsca, że miejsci się tam już tylko jedna ikonka i sygnalizacja dodatkowych komunikatów. Nie dostaniemy tutaj też powiadomień wizualnych w postaci mikrodiody LED obok słuchawki. Jest za to LED, który zadziała jak latarka.
Ekran Motorola One nie grzeszy jasnością podobnie zresztą jak ten w Nokii 7.1, ale do zastosowań wewnątrz pomieszczeń nie potrzebujemy nic więcej. Na zewnątrz smartfon sprawował się przyzwoicie, w silnym słońcu poddając się podobnie jak inne smartfony tej klasy.
Tym co trzeba stwierdzić, choć nie trzeba traktować tego jako wady, jest domyślne dostosowanie interfejsu do wyświetlania stosunkowo dużych czcionek. To właśnie z tego powodu Motorola One daje się poznać jako smartfon z ekranem o mniejszej rozdzielczości, co dostrzeżemy przeglądając menu czy witryny internetowe z dużą ilością tekstowych informacji. Podczas rozrywek (filmy, gry) rozdzielczość niższa niż FullHD jest dostrzegalna (oczywiście nie dla każdych oczu), ale już nie jest dokuczliwa (wszystko zależy od tego czy lubimy jak wszystko, łącznie z czcionkami jest małe).
W przypadku wideo dużo zależy też od jakości materiału, który zechcemy odtworzyć na naszej Motoroli One. Poza tym przyda się punkt odniesienia. Gdy będziemy go mieli, zobaczymy że filmowe czernie są całkiem mocne, ale też mają smolisty charakter. Teoretycznie osłabia on odbiór szczegółów w cieniach, ale w tym przypadku jest to nawet pożądane.
W skrócie rzecz ujmując nie dostajemy wybitnego ekranu, ale nie będziemy go traktować jako słabą stronę smartfona. Wręcz przeciwnie jak na ekran HD (rozdzielczość w pionie w orientacji do filmów) wypada on bardzo pozytywnie. Kolory, którymi domyślnie raczy nas Motorola One należą do tych cieplejszych i również mogą spodobać się wielu odbiorcom.
Z ekranem można pracować w okularach z polaryzacją, jednak nie próbujcie zbyt wiele oczekiwać po cieniach gdy spoglądacie się na ekran pod bardzo dużym kątem wzdłuż przekątnej. Nie każdy to dostrzeże, bo też taka orientacja ekranu jest mało wygodna.
Chipset czy pamięć, co jest ważniejsze?
Takie oto pytanie możemy sobie zadać spoglądając się na specyfikację smartfona. Wcześniej testowana Nokia 7.1 miała Snapdragona 636 ale tylko 3 GB RAM i 32 GB pamięci masowej. Motorola One mimo że sporo tańsza serwuje nam 4 GB RAMu i 64 GB pamięci masowej. Na tyle dużo, by nie myśleć od razu o stosowaniu dodatkowej karty microSD.
Z kolei chipset Snapdragon 625, serce Motoroli One, to niżej pozycjonowany układ. Osiem rdzeni taktowane jest zegarem 2,0 GHz co w porównaniu z 1,8 GHz w Snapdragonie 636 laikowi może wydać się sposobem na zniwelowanie różnic konstrukcyjnych. Na tyle by w codziennym użytkowaniu nie dostrzegał szczególnych różnic pomiędzy Motorolą i „szybszą” Nokią.
Niezależnie od tego jakie zobaczycie na kolejnej stronie wyniki testów, Motorolę używałem trochę dłużej bo chciałem przekonać się, czy mogę odłożyć na dłużej topowy smartfon i korzystać wyłącznie z czegoś pokroju Motorola One.
Doszedłem do wniosku, że „raczej nie”, ale to nie wydajność była elementem, który przeważył. Biorąc pod uwagę tylko ten czynnik, mógłbym z Motoroli One korzystać jeszcze długie miesiące. I zapewne tak też może czynić wiele osób. Motorola One pokazała też, że 64 GB pamięci wbudowanej jeszcze można uznać za optimum, które daje spokój gdy zapełniamy ją kolejnymi zdjęciami i aplikacjami.
Szybkie ładowanie i nie za głośny, ale dobry dźwięk
W zestawie z Motorola One nie dostaniemy słuchawek. Nawet takich najprostszych, bo producent uważa, że smartfon ten zasługuje na pracę z lepszym akcesorium niż to dołączane fabrycznie. Faktycznie korzystanie ze słuchawek w Motoroli One to duża przyjemność, nie jest za głośno, ale też dostajemy czysty nie zniekształcony dźwięk (sporo w nim niskich tonów, ale nie kosztem reszty pasma). Również korzystając z wbudowanego głośnika musimy liczyć się z solidnym jego pogłaśnianiem w wielu scenariuszach (ale to wina raczej wolniej rosnącego nagłośnienia niż maksymalnej głośności, choć Nokia 7.1 jest w tym przypadku dużo głośniejsza). W tym przypadku Motorola One ponownie odwdzięcza się niezłym dźwiękiem.
Dużo istotniejsze jest najważniejsze akcesorium w zestawie (drugim są plastikowe plecki ochronne), szybka ładowarka 15W, która pozwoli szybko uzupełnić zapasy energii. Te gromadzone są w niewymiennym (czy to już nie aksjomat) akumulatorze o pojemności 3000 mAh. I od sprawdzianu tego elementu smartfona jak i porównania wydajności z innymi smartfonami zaczniemy praktyczny sprawdzian Motoroli One.
Bo szczerze rzecz ujmując podobnie jak wcześniej testowany przedstawiciel programu Android One ze stajni HMD, także i Motorola One nie ma do zaoferowania czegoś wyjątkowego. Ba nawet jest bardziej przeciętna niż Nokia 7.1, ale czasem w przeciętności może kryć się siła. Zobaczmy.
Motorola One i jej wydajność
Motorola One, którą miałem okazję testować wyposażona jest w:
- chipset Snapdragon 625 (14 nm, 8 rdzeni 1,8 GHz) z GPU Adreno 506
- pamięć RAM 4 GB
- pamięć wbudowaną 64 GB (dla użytkownika pozostaje na starcie około 53 GB), którą można rozszerzyć kartą pamięci microSD
- potrójny slot na 2 x karta nanoSIM + microSD
Jeszcze przed testami syntetycznymi spodziewałem się, że Snapdragon 625 w Motoroli One będzie dużo słabszy niż w 636 w Nokii 7.1. Istotnie Motorola One odstaje pod każdym względem co pokazuje poniższe porównanie. Jednakże jak wspomniałem w codziennej praktyce nie będziemy odczuwać tej różnicy w takim stopniu jak sugerują to cyferki w tabelkach. Wyjątek stanowią wymagające gry - Asphalt 9 nawet nie zainstalujemy, a zgodnie z przewidywaniami PUBG będzie się zacinał.
Pomijając problemy z wymagającymi grami (na szczęście stanowią one jeszcze niewielki procent oferty Google Play), z Motorolą One pracowało mi się bardzo przyjemnie i jak wspomniałem, gdyby nie było punktu odniesienia (a ten niestety był) to byłbym z tego smartfona bardzo, bardzo zadowolony. Szczególnie, że ma on dość mocną stronę jaką jest wydajność akumulatora. Szczegóły znajdziecie w rankingu.
Z 3000 mAh można wyciągnąć naprawdę sporo
Pojemność przekraczająca 3000 mAh jak dobrze pamiętam zachwycała mnie, gdy brałem po raz pierwszy w dłonie Galaxy Note 3. Szybko jednak przekonałem się, że nie jest ona wystarczająca, a po latach akumulator zdegradował się tak bardzo, że praktycznie muszę cały czas go doładowywać by ten flagowiec z 2013 roku działał (a zdarzają się dla niego jeszcze zastosowania).
Pięć lat później, nikogo nie zaskakuje akumulator o pojemności 3000 mAh, a postęp w gospodarowaniu energią sprawił, że może być on efektywniej wykorzystany niż kiedyś. Motorola One pod tym względem wypada śpiewająco.
Śpiewająco w tym przypadku rozumiem jako zapewnienie energii na około (co najmniej) 1,5 dnia pracy, a w przypadku mniejszego obciążenia nawet dwa dni. To bardzo dobrze świadczy o optymalizacji Motoroli One. Nie rozładowuje się ona znacząco nocą (nie więcej niż 4% przy włączonych usługach i komunikacji bezprzewodowej).
Za pomocą Motoroli One mogłem serfować ciągle po sieci przez ponad 13 godzin, a nieco ponad godzinę dłużej dało się oglądać filmy. Te liczby mogą trochę zaskakiwać z perspektywy tego co napisałem dwa zdania wcześniej, ale i tak ocena akumulatora jest pozytywna. Gdy akumulator uległ rozładowaniu, wystarczyło około 30 minut by dodać mu 30% mocy. Godzinne ładowanie uzupełniało go na tyle, bym mógł myśleć o całym dniu używania. Do 100% dobijałem po około 100 minutach ładowania.
Motorola „Android” One
Motorola One to klasyczny przedstawiciel programu Android One. Smartfon, który nie grzeszy najwydajniejszymi komponentami, ale też zapewnia wystarczającą wydajność dla czystego systemu operacyjnego i usług oraz oprogramowania Google. W tym przypadku mamy Androida 8.1 (na 9 jeszcze czekamy) z październikowymi zabezpieczeniami (po ostatniej aktualizacji).
Czysty system zajmuje około 11 GB, a to oznacza że mamy jeszcze bardzo dużo wolnej przestrzeni do wykorzystania.
Pracę/zabawę z Motorolą One zaczniemy od standardowego zestawu aplikacji, w którym jako dodatek należy potraktować aplikację Moto, która dodaje podstawowe (jest ich mniej niż w innych Motorolach) gesty użytkownika (bez nich nie byłaby to Motorola) oraz aplikację radia (smartfon dysponuje odbiornikiem FM). Jest też narzędzie Dolby Audio, które optymalizuje odtwarzanie kompatybilnych z tą technologią nagrań, tak by brzmiały „lepiej”. Dostępne są predefiniowane ustawienia dla muzyki, filmów, gier, odtwarzania dźwięku.
Na plus zaliczam opcję korekty temperatury i charakteru wyświetlanych kolorów. Co prawda jest ona ograniczona, ale jest i to się liczy.
Aplikacja Pomoc Moto to narzędzie dostępowe do instrukcji użytkownika, funkcji testowania podzespołów i oraz podstawowego kontaktu (teoretycznie).
Radio zadziała nawet bez podłączonych do smartfona słuchawek (sygnał powinien być silny), pozwoli też nagrać audycje
Po aktualizacjach podobnie jak w innych smartfonach z Android One pojawiła się aplikacja Google Pay, a domyślny menedżer Pliki Go zmienił nazwę na Files. Ta ostatnia aplikacja przyda się w dostępie do danych różnego typu, nie mamy tu bowiem dedykowanych aplikacji do przeglądania/odtwarzania. Zdjęciami (i filmami) zarządzają Zdjęcia, a muzykę odtworzymy w razie potrzeby przez Google Music. Files ma też wbudowany mechanizm oczyszczania pamięci ze zbędnych danych, który co jakiś czas daje nam znać o sobie.
Takie to są konsekwencje czystego Androida i choć pochodną tego ma być duże bezpieczeństwo naszego urządzenia, sama paleta zabezpieczeń dostępu do smartfona ogranicza się do podstawowych (dokładnie takich samych jak w Nokii 7.1) - wzoru, kodu PIN lub hasła oraz biometrycznego rozpoznawania linii papilarnych.
Motorola One i jej aparaty teoretycznie
Parametry aparatów, które zastosowano w Motoroli One są następujące. Z przodu mamy 8 Mpix kamerę z obiektywem o jasności f/2,2 i możliwością rejestracji filmów 1080/30p. W aplikacji aparatu dla kamery przedniej możemy skorzystać z ręcznych ustawień (pozwala na to również Nokia 7.1), doświetlenia wbudowanym LEDem (choć bez opcji regulacji jego mocy jak na przykład w tegorocznym Samsungu Galaxy A6), który może posłużyć też jako latarka. Daje się też aktywować funkcję HDR i ręczne ustawienia ekspozycji.
Na tylnej ściance mamy dwa aparaty. Główny ma rozdzielczości 13 Mpix i jasność obiektywu f/2,0. Mogłoby być jasniej, ale nic na to nie poradzimy. Ważne że jest sprawnie działający AF z detekcją fazy. Filmy zarejestrujemy w 4K/30p, jednak bez stabilizacji obrazu. Aparat oferuje zresztą tylko elektroniczną stabilizację. Dobrą wiadomością jest to, że możemy ją wyłączyć (w FullHD i HD). Tryb 60 kl/s działa tylko w rozdzielczości FullHD i wtedy nie mamy dostępu do elektronicznej stabilizacji.
Drugi z aparatów służy ocenie głębi sceny, czyli przydaje się w przypadku fotografowania portretowego. Tak jak w większości aparatów ujęcia z rozmytym tłem wymagają dobrze określonego pierwszego planu i dlatego ważne jest by znalazła się na nim twarz. Ciekawe (śmieszne) efekty uzyskamy umieszczając w kadrze dwie twarze w różnych odległościach - to oczywiście podkreśla ułomność rozmycia tła w zastosowaniach wykraczających poza klasyczny portret.
Aplikacja aparatu głównego w Motorola One jest nastawiona na jak najszybsze wykonywanie zdjęć. Nie mamy tu wielu ustawień, a lista dodatkowych trybów fotografowania jest ograniczona. Motorola eksponuje tryb Kolor spotowy, który służy wyróżnieniu na czarnobiałym ujęciu obiektów o danym kolorze, a także Google Lens (obecny również w Nokii 7.1). Jest też panorama, funkcja zwolnionego tempa (działa całkiem dobrze, nie ogranicza czasu trwania klipu, ale tez ogranicza się tylko do rozdzielczości HD i to interpolowanej z niższej).
Tryb ręczny daje pełną kontrolę nad ekspozycją (poza przysłoną), rozczarowuje jednak gdy zechcemy wykorzystać go w nocy (czas ekspozycji nie noże być ustawiony na dłuższy niż 1/3 sekundy). Czułość regulowana jest w standardowym zakresie ISO 100 - 3200.
Nie jestem zwolennikiem ergonomii aplikacji aparatu jaką oferuje Motorola i model One nie jest pod tym względem wyjątkiem. Tyczy się to oczywiście sytuacji gdy chcemy robić coś więcej niż tylko wykonać szybko zdjęcie. Pod tym względem Motorola jest taka sama jak inne smartfony, a jej zdaniem nawet lepsza bo ma fajny gest do uruchamiania aparatu (ruch nadgarstkiem).
Motorola One - fotografowanie w praktyce
Motorola potrafi robić fajne zdjęcia i wcale nie potrzebuje do tego flagowego chipsetu. Oczywiście ten który znalazł się Moto Z3 Play (a do niego odnoszę się jakością zdjęć) jest lepszy niż ten w Motorola One, ale aparaty mają dość podobne parametry. Dość podobne, bo ten z Play ma większe piksele i jaśniejszy obiektyw. Lecz nie przypuszczałem, że Motorola One aż tyle straci na jakości zdjęć (w Z3 Play byłem zaskoczony bardzo na plus). Dla porównania Moto G6 ma takiej samej wielkości piksele co Moto Z3 Play i choć zdjęcia są gorsze (ale G6 jest o ponad 1000 zł tańszy niż Z3 Play) to moim zdaniem nie rzuca się to w oczy tak bardzo jak w przypadku One.
Wniosek jest jeden. Mocne zmniejszenie rozmiaru piksela w Motoroli One, któremu nie towarzyszy odpowiednio dopasowana ścieżka obróbki obrazu (nawet jeśli nienaturalna, ale zapewniająca odpowiednie doznania wizualne), mocno odbiło się na wynikowej jakości zdjęć. Potrafią one być szczegółowe, ale gdy mamy kilka planów jeden plan poświęca drugi (w tym drugim robi się bałagan i tworzy niepotrzebnie rozmyta sceneria).
To narzekanie na aparat ma swoje drugie dno. Jak można się spodziewać, mniejsze piksele w Motoroli One nie powinny marudzić w dostatecznej ilości światła. I faktycznie w słoneczny dzień zdjęcia wyglądają nad wyraz dobrze (co najmniej tak samo, a nawet lepiej niż w Moto G6). Ba nawet w pochmurne dni Motorola One potrafiła się wykazać (nawet niektóre nocne ujęcia mnie o tym przekonywały). Niestety często wystarczyła też „drobna” odchyłka od idealnych warunków, a aparat potrafił się pogubić i zaserwować nam ujęcie ze spłaszczoną dynamiką. Na małym ekranie smartfona tego nie dostrzeżemy, będziemy nawet zadowoleni z efektów, ale duży ekran komputera nie będzie już tak pobłażliwy.
Zdjęcie ze Słońcem
Zdjęcie pod Słońce
Zbliżenie na kosmos
A tutaj muchomorek
Ogólnie rzecz biorąc zdjęcia z Motoroli One (pamiętajmy, że łatwiej tu o poruszenie w słabym oświetleniu bo brak stabilizacji optycznej, a obiektyw należy do tych trochę ciemniejszych) są poprawne jeśli oprogramowanie zadziała poprawnie. Widać jednak, że aparat nie radzi sobie z kontrastowymi scenami, a szumy potrafią (nie zawsze, a ta nieprzewidywalność może irytować) doskwierać nawet przy najniższym ISO (wiąże się z tym jak to określam, perełkowy charakter obrazu).
Sytuację ratowałby HDR, ale poniżej wyjaśniam dlaczego nie zawsze możemy na niego liczyć. Możemy go dość szybko aktywować i dezaktywować z poziomu głównego ekranu aplikacji aparatu.
Niestety wolałbym by od czasu do czasu nie zadziałał on, czyli efekt był taki jak z wyłączonym HDRem, a jak już zadziała to dobrze. Niestety HDR w Motoroli One działa zawsze i zazwyczaj efekty są kiepskie. Na ekranie smartfona nawet potrafią wywołać wrażenie, ale szybko ono pryska, gdyż HDR w tym przypadku wygląda jak nieudane zastosowanie filtru połówkowego (a nawet selektywnego). W efekcie kolory i jasność podbijane są nie tak jak trzeba i nie tam gdzie trzeba. Można rzec, że HDR wywraca fotografię do góry nogami i mnie się to nie podoba. A szkoda bo w aparacie Motorola One jest on bardzo potrzebny (a jak wiem z doświadczenia, dobry HDR nie jest dla Motoroli czymś nieosiągalnym).
Tutaj z kolei kompletna porażka (moim zdaniem)
Przyznaję, aparat Motorola One potraktowałem ostro. Nie miałem litości, a przecież wszystko zależy od punktu widzenia. Każdy może mieć własny.
Ze smartfona na ekran komputera
Motorola One - filmowanie w praktyce
Niektóre źródła donoszą o obecności elektronicznej stabilizacji obrazu w innych trybach filmowania niż FullHD i HD przy 30 kl/s. Moje doświadczenia są jednak takie, że tylko w tych trybach filmowym mogłem liczyć na skuteczne ustabilizowanie drgań dłoni. Kosztem jak zwykle to bywa dość solidnego przycięcia kadru i niestety czasem też bardziej rozmytego obrazu. To ostatnie nie rzuca się w oczy na małym wyświetlaczu smartfona, ale podobnie jak przy zdjęciach, ekran komputerowy, a już na pewno telewizor obnażają braki.
Motorola One rejestruje też filmy w 4K i wyglądają one bardzo ładnie. Obraz jest ostry (detaliczny), mógłby być trochę bardziej kontrastowy, ale i tak jest naturalnie. Filmy w FullHD już nie wyglądają tak szczegółowo, ale poza tym również nie można mieć do nich większych zastrzeżeń. Oczywiście podobnie jak w przypadku zdjęć, słabsze oświetleniowe warunki potrafią mocno zepsuć osiągi kamer Motoroli One.
Podsumowujemy i wydajemy werdykt
Nieprzewidywalny czesem aparat, który potrafi zrobić świetne zdjęcie, ale za chwilę kompletnie rozłożyć się na podobnej scenie, każe zastanowić się po dwakroć zanim wybierzemy Motorolę One jako sprzęt fotograficzny. Gdy ograniczymy się do zabawy ze zdjęciami na ekranie smartfona, wrzucaniu ich na serwisy społecznościowe, a pewne niedociągnięcia zrzucimy na karb naszego braku umiejętności fotograficznych, to Motorola One spełni podstawowe wymagania (a czasem da nawet dużo więcej).
Gdy jednak oczekujemy od zdjęć większego potencjału, to niestety nie jest to najlepszy wybór. Motorola One to kolejny przykład na to, że to możliwości fotograficzne w dużym stopniu mogą decydować o wyborze smartfona.
Bo jeśli przejdziemy do oceny innych aspektów funkcjonowania Motoroli One to uśmiech nam się rozszerzy. Chipset Snapdragon 625 choć powolny w benchmarkach, okazał się w pełni wystarczającym do przyjemnej pracy, serfowania (nawet intensywnego) w sieci, gier (czasem będą dłużej się uruchamiać, najgłośniejsze tytuły mogą nie zadziałać dobrze) i ogólnie gdybym nie wiedział co tam w środku Motoroli One siedzi i nie wiedział co to znaczy używać Honor Play czy Pocophone F1 to byłbym bardzo zadowolony.
Pomocne jest tu wydajne zarządzanie energią jak i 64 GB wbudowanej pamięci, przez co nie zwracałem nawet uwagi, czy pamięć mi się zapełnia, nie zerkałem co chwila czy aby nie trzeba już ładować akumulatora. Ekran co prawda daje znać o swoich ograniczeniach, ale też nie na tyle by nie uznać go za dobry element. Kilka dobrych słów można powiedzieć o dźwięku jaki wydobywa się z Motoroli One.
Cóż Motorola One nie jest smartfonem, który ma wyjątkowo zaawansowane i oryginalne technologie. Pod tym względem nie wyróżnia się na dzisiejszej androidowej scenie. Na korzyść działa atrakcyjny wygląd (a jednak go oceniam) i wysoka jakość wykonania produktu. Dobrym posunięciem jest też dołączenie do programu Android One. Tylko cały czas zastanawiam się, czy nie odbyło się to kosztem zbyt wysokiej ceny.
Zważywszy na fakt, że Motorola One jest wciąż świeżym produktem, chyba nie, ale już sugeruję by długo ten smartfon nie zagrzewał miejsca w segmencie około 1100 złotych. W obliczu taniejących dużo bardziej zaawansowanych nowości, takiej konkurencji jak Xiaomi i Honor nie wychodzi to na dobre. Takie zjawiskowe smartfony jak Honor Play (czy Honor 8X, wolniejszy niż Play, ale z lepszym aparatem) można dziś kupić nieznacznie drożej niż Motorolę One (różnicę 100 - 200 złotych jestem w stanie zaakceptować) - wybór dla mnie byłby oczywisty.
Plusy i minusy:
- przedstawiciel programu Android One
- atrakcyjny wygląd i dobra jakość wykonania
- niezły dźwięk z głośnika i przez słuchawki
- dobry wyświetlacz (i to pomimo, że tylko HD)
- niezłej wydajności akumulator
- slot na dwa SIMy i kartę microSD
- jest port słuchawkowy i złącze USB typu C
- dobrej jakości wideo 4K
- niezłe zdjęcia, ale…
- … nieprzewidywalny aparat potrafi je nader często zepsuć
- słabo działający HDR w aparacie (z nielicznymi wyjątkami)
- chipset to mimo wszystko „tylko Snapdragon 625” i…
- … z pewnych rozrywek trzeba będzie zrezygnować
- wyświetlacz obserwowany pod dużym kątem wzdłuż przekątnych wyświeca czernie
- cena, która utrudnia konkurowanie z innymi