Heart of Darkness
- Data premiery: 23 sierpnia 1998 r.
- Platformy: PC/PSX
Heart of Darkness to dzieło jednego z ostatnich wizjonerów branży gier, Erica Chahi. Wszyscy zapewne pamiętamy go jako twórcę niesamowitego Another World. Tymczasem mało kto kojarzy, że stoi on również za Heart of Darkness. A szkoda, bo ta wykonana z niezwykłą dbałością o szczegóły prześliczna platformówka urzeka od pierwszych chwil z nią spędzonych.
I pomyśleć, że powstawała ona aż sześć lat. Czemu tak długo? Bo cała oprawa wizualna była rysowana ręcznie! Niestety, to też odbiło się tej produkcji czkawką. Po jej premierze krytykowano ją przede wszystkim za niską rozdzielczość (choć animacje były wprost rewelacyjne) oraz małe rozbudowanie. Pomimo tego gra sprzedawała się całkiem nieźle. To jednak nie wystarczyło, aby silniej zapadła w pamięci graczy.
Grim Fandango
- Data premiery: 30 listopada 1998 r.
- Platforma: PC
Kiedy w 1998 roku po całej serii sukcesów przygodówek firmy LucasArts na rynku pojawiła ich produkcja zatytułowana Grim Fandango, nikt nie przypuszczał, że stanie się przysłowiowym gwoździem do trumny klasycznych gier z tego gatunku. Bardzo słaba sprzedaż tej niesamowitej gry przygodowej nawiązującej do meksykańskiego święta śmierci musiała odbić się na sposobie postrzegania przez branże innowacyjnych projektów.
W Grim Fandango po raz pierwszy wykorzystano trójwymiarową grafikę w połączeniu z prerenderowanymi tłami. Niestety, nowatorskie rozwiązanie nie zostało docenione przez samych graczy. Dlaczego? Sprawa nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać, ale spora w tym zasługa samego wydawcy. Firma Lucas Arts obawiała się szeroko reklamować gry, której główną tematyką była... śmierć. A przecież meksykańskie święto śmierci diametralnie różni się od naszego - stąd też gra pełna jest humoru. Efekt takiego zaniechania? Katastrofalnie niska sprzedaż. Najdziwniejsze jest jednak to, że dziś Gram Fandango uważany jest za jeden z filarów gatunku gier przygodowych.
OutCast
- Data premiery: 31 lipca 1999 r.
- Platforma: PC
Każdy kto choć raz zetknął się z grą Outcast z pewnością zgodzi się, że była to prawdziwa perełka. Absolutnie wyjątkowa fabuła, cudowna muzyka w wykonaniu Moskiewskiej Orkiestry Symfonicznej i rewelacyjnie wykreowany fantastyczny świat przy użyciu trącącej już myszką technologii. A wszystko razem sprawiało wprost niesamowite wrażenie.
Niestety z perspektywy czasu można powiedzieć, że decyzja o wykorzystaniu zmodyfikowanego silnika Voxel Space nie była najszczęśliwsza. W czasie gdy w branży gier królowała już firma 3Dfx Interactive, dzięki której gry nabierały coraz bardziej wygładzonych kształtów, każda produkcja choćby lekko powracająca do „dawnych czasów” była skazana na porażkę. W przypadku Outcasta to naprawdę wielka strata. Po bankructwie twórców gry, studia Appeal, zagorzali fani próbują ocalić tę produkcję od zapomnienia. Jednym ze świetnie zapowiadających się projektów jest Open Outcast tworzony na silniku CryEngine. Warto przyjrzeć mu się bliżej.
Omikron: Nomad Soul
- Data premiery: 2 listopada 1999 r.
- Platforma: PC
Swego czasu o tym tytule było naprawdę głośno. Niezwykła gra przygodowa o nieliniowej fabule, do której muzykę napisał Reeves Gabriels i David Bowie musiała zwracać uwagę. Co więcej, ten ostatni artysta wziął nawet udział w sesji motion-capture, dzięki której możemy uczesniczyć w jego koncercie w samej grze.
Niestety nowatorstwo produkcji objawiające się choćby wielkim, żyjącym miastem, w którym z każdym można porozmawiać czy możliwości wcielenia się w inne postacie miało przeciwny skutek do zamierzonego. I choć sprzedaż gry była niezła, a jej twórcy, studio Quantic Dream, nadal istnieje, to jednak o Omikron: Nomad Soul szybko zapomniano. Ciekawe co by było, gdyby teraz zdecydowano się odświeżyć tę unikatową grę.
Severance: Blade od Darkness
- Data premiery: 21 lutego 2001 r.
- Platforma: PC
Ci, którzy nigdy nie mieli styczności z Severance: Blade of Darkness, mają czego żałować. Znakomity silnik graficzny, którego gra świateł nawet teraz potrafi zrobić duże wrażenie, cztery postacie do wyboru, zaawansowany i świetnie sprawdzający się system walki to nie wszystkie zalety gry. O jej niezwykłości zadecydowała również brutalna, krwawa, a przy tym zaskakująco finezyjna rozgrywka, która wymagała stosowania różnych taktyk. Na samo wspomnienie chwil spędzonych z Blade of Darkness można tylko westchnąć i powiedzieć „takich gier już dziś nie robią.”
Wszyscy, którzy mieliby ochotę przypomnieć sobie stare, dobre czasy powinni sięgnąć po wersję demonstracyjną. Uprzedzamy jednak, że jak to bywa ze starszymi tytułami – nie ma żadnych gwarancji, że uda się je uruchomić.
Fallout Tactics: Brotherhood of Steel
- Data premiery: 16 maja 2001 r.
- Platforma: PC
- Demo: tak
Dwie pierwsze części Fallouta zostały zgodnie okrzyknięte jednymi z najlepszych komputerowych gier role-playing w historii. Niezliczone rzesze fanów z niepokojem obserwowały perturbacje producenta i wydawcy, obawiając się o dalsze losy tej serii (słynny już projekt Van Buren). Wśród coraz głośniejszych spekulacji i domysłów nagle na rynku pojawił Fallout Tactics, totalnie zaskakując wszystkich miłośników tego uniwersum.
Gra taktyczna zamiast kontynuacji legendarnego erpega? Toż to bluźnierstwo! Trudno się więc dziwić, że ortodoksyjni fani z miejsca odrzucili tę produkcję. Naszym zdaniem był to jednak wielki błąd. Tytuł cechował się bowiem nie tylko ulepszoną grafiką w stosunku do pierwowzoru, całkiem niezłą fabułą, ale też potrafił nieźle wciągnąć i co najważniejsze – trzymał postapokaliptyczny klimat. Szkoda, że przeszedł tak niezauważenie.
Beyond Good & Evil
- Data premiery: 3 grudnia 2003 r.
- Platformy: PC/ PS2/ Xbox
- Demo:tak
O tej grze zrobiło się głośno grubo po jej premierze. Pomimo świetnych recenzji sprzedała się bardzo marnie. Dlaczego? Bo miała pecha - ukazała się w tym samym czasie co Prince of Persia: Piaski Czasu. Na szczęście gracze dostrzegli niezwykły potencjał tkwiący w przygodowo-zręcznościowej opowieści autorstwa Michela Ancela, twórcy doskonałego Raymana, dzięki czemu gra nie została całkowicie zapomniana.
Nie ma jednak co ukrywać, że wśród najbardziej niedocenionych gier ostatnich lat Beyond Good & Evil zajmuje jedno z czołowych miejsc, będąc najczęściej wymienianym tytułem we wszelkich podobnych zestawieniach. Możemy się założyć, że większość z was nigdy jej nie ukończyła. Zawsze jest jednak szansa, tym bardziej teraz, gdy w cyfrowej dystrybucji zadebiutowała właśnie odświeżona edycja. Niestety, jak na razie jedynie na Xboksa 360. Wydaje się jednak, że pozostałe wersje platformowe są tylko kwestią czasu.
Psychonauts
- Data premiery: 19 kwietnia 2005 r.
- Platformy: PC/ Xbox/ PS2
Kojarzycie Tima Shafera? Ten mózgowiec pod skrzydłami LucasArts stworzył niezapomniane produkcje, jak Full Throttle czy wspomniane już Grim Fandango. Brał również udział w powstawaniu słynnej już serii Monkey Island. Trudno się więc dziwić, że po usamodzielnieniu się i założeniu wraz z grupą innych świetnych twórców studia Double Fine Production pierwszy jego projekt był równie oryginalny.
Psychonauts to niepowtarzalna gra przygodowo-zręcznościowa, w której bohater potrafi zaglądać do umysłów innych postaci. Jakie rodzi to możliwości możecie się domyślić. Całość jest tak unikatowa, że z miejsca została doceniona przez krytyków, którzy już po pierwszym pokazie gry w 2002 roku podczas targów E3 przyznali jej nagrodę za oryginalność. Niestety, rzeczywistość bywa brutalna i to, co wychwalane przez przedstawicieli branży, wcale nie musi trafić do graczy. Psychonauts, pomimo naprawdę wysokiej jakości samej gry, jest kolejnym przykładem na to, że bycie oryginalnym często nie jest w cenie.
Advent Rising
- Data premiery: 31 maja 2005 r. (Xbox); 9 sierpnia 2005 r. (PC)
- Platformy: PC/ Xbox
Pierwsze informacje o nowej grze przygodowej utrzymanej w klimatach science-fiction, do której scenariusz opracowuje jeden z najlepszych pisarzy tego gatunku (Orson Scott Card) wzbudziły nie lada emocje. Twórca doskonałej „Gry Endera” zapewniał bowiem fabułę z najwyższej półki. Advent Rising miał stać się pierwszą, pełnoprawną kosmiczną trylogią.
Niestety, coś poszło nie tak i zamiast świetnie przygotowanej gry otrzymaliśmy produkt pełen niedoróbek i błędów. Były one tak denerwujące, że ani filmowy rozmach, ani doskonała warstwa fabularna, ani też przepiękna ścieżka dźwiękowa nie dały rady ich przyćmić. Skutek? Spadająca na łeb na szyję sprzedaż i upadek całego, jakże rewelacyjnie zapowiadającego się projektu. Jaka szkoda, że już nigdy nie poznamy zakończenia tej opowieści.
Fahrenheit
- Data premiery: 16 września 2005 r.
- Platformy: PC/ PS2/ Xbox
- Demo:tak
Historia uczy, że wiele nowatorskich produkcji pada ofiarą własnej innowacyjności. Przeciętny odbiorca nie jest jeszcze przygotowany do takiego typu rozgrywki i podchodzi do gry jak pies do jeża. Taki los spotkał Fahrenheit (znaną również pod tytułem Indigo Prophecy), którą twórcy okrzyknęli pierwszym paranormalnym thrillerem. Nie da się zaprzeczyć, że jest to jedna z tych gier, których gatunek trudno określić.
Połączenie gry przygodowo-zręcznościowej z oryginalnym sterowaniem, nowatorskim sposobem narracji i całą masą rozmaitych mini gier pogrążone w wyjątkowo mrocznym klimacie nie każdemu mogło się podobać. O ile bowiem początek gry fabularnie po prostu wgniata w ziemię, to niestety im dalej, tym gorzej. I nie chodzi bynajmniej o to, że twórcom zabrakło fantazji. Co to, to nie. Oni mieli jej po prostu za wiele. Niezliczoną ilością wątków, które pojawiały się w grze można by spokojnie obdzielić kilka sezonów serialu „Z Archiwum X”. Szkoda tylko, że ta wielowątkowość przyćmiła całą resztę, odpychając od gry sporą rzeszę miłośników ciekawych przygodówek.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Doświadczenia wyniesione z Fahrenheit przysłużyły się jego twórcom – ekipie Quantic Dream - przy kolejnym wielkim projekcie, Heavy Rain.
The Bard’s Tale
- Data premiery: 16 czerwca 2005 r.(PC)
- Platformy: PC/ PS2/ Xbox
Dawno, dawno temu, w 1985 roku legendarny już założyciel firmy Interplay, Brian Fargo, stworzył wyjątkową grę Bard’s Tale, która zawojowała rynek. Nieco ponad 10 lat później produkcja doczekała się swego rodzaju remaku i kontynuacji w jednym. Mogłoby się wydawać, że sukces ma zapewniony. I co? I jajco.
Nowy Bard's Tale przeistoczył się w swoisty hack’n’slash z niewielką ilością elementów znanych z gier fabularnych. Nadal świetnie parodiował wszystkie, wyjątkowo głupie schematy klasycznych komputerowych erpegów (w jakiej innej grze narrator opowiadający historię bohatera pała do niego szczerą niechęcią?), to jednak i to nie wystarczyło, aby wybić się z gąszczu innych podobnych produkcji. W efekcie nowy Bard’s Tale szybko popadł w zapomnienie. A może po prostu miłośnicy RPG poczuli się urażeni jawnymi kpinami z ich ulubionego gatunku i postanowili dopilnować, aby nikt nie próbował wskrzeszać umarłego? Jedno jest jednak pewne - naten los Bard’s Tale z pewnością nie zasłużyło.
Dark Messiah of Might & Magic
- Data premiery PL: 23 stycznia 2007 r.
- Platforma: PC
Gry z serii Might & Magic kojarzą się głównie z serią Heroes. Mało kto pamięta, że początkowo były to klasyczne gry role-playing, w których oprócz całej masy czarów, oręża i przeciwników liczyła się fabuła. Dark Messiah of Might & Magic to kolejne odejście od tamtej konwencji, a zarazem coś zupełnie innego. Mamy tu do czynienia z pełnoprawną, pierwszoosobową grą akcji rozgrywającą się w znanym już uniwersum, w którą wpleciono elementy rpg. Całość prezentowała się dobrze, i to zarówno pod względem wizualnym, jak i samej rozgrywki.
Do dyspozycji gracza pozostawiono niezły arsenał broni i całkiem potężną magię. Dzięki zaś rozbudowanemu systemowi fizycznemu możliwe było eliminowanie przeciwników za pomocą elementów otoczenia, np. zawalając im na głowy drewniane konstrukcje czy podpalając rozlany wcześniej olej. I wszystko byłoby na najlepszej drodze do przejścia do panteonu najwybitniejszych gier w gatunku, gdyby nie jeden „drobny” problem – błędy! Było ich tak wiele i tak bardzo doskwierały graczom, że tylko prawdziwi zapaleńcy byli w stanie dotrwać do końca. A nie od dziś wiadomo, że niedbałość i pośpiech potrafią się srodze zemścić.
Jade Empire
- Data premiery: 27 lutego 2007 r. (edycja specjalna PC)
- Platformy: PC/ Xbox
Słynne BioWare też może poeksperymentować. Tak było choćby z serią Mass Effect, której część druga nieco zaszokowała uproszczeniami. Mimo to jednak udało jej się zdobyć serca graczy. Nie zawsze jednak kanadyjskie studio wychodziło z takich eksperymentów z tarczą.
Świetnym tego przykładem może być Jade Empire, w którym zdecydowano się połączyć role-playing z... bijatyką. Wbrew pozorom pomysł wcale nie był głupi, bo akcja gry rozgrywała się w starożytnych Chinach. Z miejsca nasuwają się więc skojarzenia z kung-fu, klasztorem Shaolin i mnichami, którzy poświęcili żywot na studiowanie wysublimowanych technik klepania michy oponentom.
Jade Empire zebrała dobre recenzje, ale grze już wówczas zarzucano prostotę rozgrywki, a także to, że wybory dokonywane podczas zabawy (dobro/zło) nie miały absolutnie żadnego wpływu na jej zakończenie. Kto wie, być może dlatego tak szybko tytuł ten usunął się w cień, a jego miejsce zajęły inne produkcje BioWare?
eXperience 112
- Data premiery PL: 18 kwietnia 2008 r.
- Platforma: PC
Experience 112 to wyjątkowo udany, choć osobliwy eksperyment nad formą rozgrywki. Nie należy się dziwić, że przeciętny gracz spoglądał z nieufnością na tego typu innowacje. Największą niespodzianką był fakt, że główny bohater okazał się bezimiennym obserwatorem wydarzeń dziejących się na ekranie.
Jako operator centrum dowodzenia na pokładzie opuszczonego od dziesiątek lat tankowca musieliśmy pokierować losami dziewczyny, która właśnie obudziła się w tym miejscu z długiego snu. Dzięki systemowi kamer możemy podglądać niemal cały statek, ale nie możemy w jakikolwiek sposób skontaktować się z kobietą. Pomagamy jej zatem za pomocą zdalnie sterowanych urządzeń, czy to wskazując drogę, czy zwracając jej uwagę na konkretne szczegóły. Wszystko po to aby rozwikłać tajemnice statku widmo i wydarzeń jakie rozegrały się na jego pokładzie. Brzmi nieźle, prawda? Szkoda, że mniej więcej od połowy rozgrywki twórcom zabrakło fantazji, by właściwie poprowadzić ten interesujący projekt. Może dlatego gra przeszła niemal bez echa.
Cryostatis: Arktyczny Sen
- Data premiery PL: 20 marca 2009 r.
- Platforma: PC
Mogłoby się wydawać, że Cryostasis to zwykła strzelanka FPP utrzymana w konwencji horroru. A jednak to coś znacznie więcej. Za tym niepozornym tytułem ukrywa się produkcja z wielkimi ambicjami. Niesamowita, mroczna fabuła rozgrywająca się w okolicach bieguna północnego, gdzie skuty lodem, w ciszy czeka uwięziony od lat rosyjski lodołamacz. Co nas czeka na jego pokładzie? Z pewnością nic dobrego.
Produkcja ukraińskiego studia Action Forms potrafi zauroczyć klimatem, niezłą oprawą graficzną i ciężką, mroczną historią. Twórcom udało się nawet wnieść sporo świeżości do tego lekko skostniałego już gatunku, dzięki zastosowaniu rozwiązania o nazwie Mental Echo, które pozwala podczas przygody przenosić się w przeszłość, przejmować kontrolę nad wybranymi postaciami, wykonywać określone działania i dzięki temu zmieniać teraźniejszość. Aż dziw, że tak innowacyjna i całkiem atrakcyjna wizualnie gra nie została lepiej odebrana przez graczy.
Zeno Clash
- Data premiery: 21 kwietnia 2009 r.
- Platformy: PC/ X360
- Demo:tak
Szybko i bez namysłu wymieńcie dziesięć gier, które pochodzą z Ameryki Południowej. No dobra, niech będzie pięć. Dalej nic? Tak myśleliśmy. A pamiętacie Zeno Clash? Ta zakręcona gra akcji FPP pochodzi prosto z Chile. Jej twórcom udało się stworzyć świat będący genialnym pomieszaniem postapokaliptycznego klimatu z krainą Alicji po drugiej stronie lustra. Jej nowatorstwo objawiło się jednak zupełnie gdzie indziej – w walce wręcz.
Rozgrywka utrzymana w konwencji widoku z oczu bohatera w połączeniu z udanym systemem walki sprawdzającym się nawet podczas starć z kilkoma przeciwnikami potrafiła wciągnąć. Niestety, z niewiadomych względów tej grze nie udało się zainteresować większej liczby graczy. Taki już los bardziej ambitnych projektów.
Brutal Legend
- Data premiery: 13 października 2009 r.
- Platformy: X360/ PS3
A oto i kolejna produkcja autorstwa wspominanego już wcześniej Tima Shafera. Jak widać, nie ma on szczęścia w byciu docenianym. No cóż, w ówczesnym świecie taka jest cena nietuzinkowości i ponadprzeciętnej wyobraźni.
Brutal Legend doskonale wpasowuje się w ramy produkcji niedocenionych. Przez dłuższy czas nie zwracano uwagi na ten tytuł. Dopiero walka o prawa do niego pomiędzy Double Fine a dotychczasowym wydawcą – firmą Activision - odpowiednio ją nagłośniła. Niestety, specyficzny heavy metalowy klimat w połączeniu z grą akcji i sporą dawką niewybrednych żartów w wykonaniu Joe Blacka, który wcielił się w rolę głównego bohatera Eddiego Riggsa, nie każdemu przypadły do gustu. I choć sama gra obfitowała w ciekawe, a czasami wręcz szalone pomysły wielu graczy zniechęciły uproszczenia i dawno przebrzmiałe klimaty mocnego metalu.
Alan Wake
- Data premiery: 14 maja 2010 r.
- Platforma: Xbox 360
Premierę tej gry precyzyjnie zaplanowano, by miała jaknajmniejsze szanse na sukces. No dobrze – nieco przesadzamy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Alan Wake stracił swoją szansę przez złe decyzje studia Remedy oraz Microsoftu, pełniącego tu rolę wydawcy.
Oczekiwania wobec tej produkcji były duże. I choć wielkie obietnice, takie jak choćby otwarty świat okazały się zwykłymi gruszkami na wierzbie, to jednak ostatecznie do rąk graczy trafił naprawdę dobry survival horror. No dobrze, nie jest on może taką rewelacją jak zapowiadano, ale trzyma klimat do ostatniej sekundy rozgrywki, co nie wszystkim grom się udaje. Niestety brak wersji pecetowej, nie do końca sprawiedliwe recenzje i nachalna reklama mocno skrzywdziły Alana Wake’a.
Alpha Protocol: Szpiegowska gra RPG
- Data premiery: 28 maja 2010 r.
- Platformy: PC/ X360/ PS3
Nie ocenia się książki po okładce – to powiedzenie jak ulał pasuje do Alpha Protocol. Ten, wydawałoby się ekscentryczny projekt, miał wielkie szanse namieszać zarówno w gatunki gier akcji, jak i erpegów. Takie połączenie w szpiegowskich klimatach to byłoby coś.
Niestety twórcom nie udało się opakować wszystkich, naprawdę nieźle pomyślanych mechanizmów rozgrywki, takich jak faktyczny wpływ podejmowanych decyzji na dalsze wydarzenia w ładny, błyszczący „papierek”. I tak trącąca myszką oprawa audiowizualna stała się jedną z przyczyn niepowodzenia tej produkcji. Drugą byli sami twórcy – studio Obsidian Entertainment nie ma zbyt dobrej renomy wśród graczy, którzy cały czas wypominają im błędy i niedoróbki wcześniejszych tytułów, jak druga części Star Wars: Knights of the Old Republic czy Neverwinter Nights 2. Niestety, Alpha Protocol również cierpiał na takie przypadłości.
Singularity
- Data premiery: 25 czerwca 2010 r.
- Platformy: PC/ X360/ PS3
Wystartować z nową marką na rynku opanowanym przez sequele, prequele i nieśmiertelne serie typu FIFA czy Call of Duty nie jest łatwo, o czym przekonało się w zeszłym roku studio Raven Software wraz z Activision. Ten niezbyt lubiany przez graczy światowy wydawca już nieraz udowodnił, że boi się nowych, niesprawdzonych projektów i najchętniej cofnąłby wszystkie zgody na ich produkcje. Tak było w przypadku ciekawie zapowiadającego się Singularity, które pomysłem na rozgrywkę mogło z powodzeniemzakasować niejedną pierwszoosobową strzelaninę.
Wykorzystanie unikalnego patentu z postarzaniem i odmładzaniem obiektów tchnęło w ten tytuł spory powiew świeżości. Niestety, ogromne obawy Activision o ewentualne zagrożenie sprzedaży drugiej części Modern Warfare doprowadziło do przesunięcia premiery na kolejny rok. Szukając odpowiedniej luki w kalendarzu wydawca tak bardzo się zapędził, że sam spowodował spadek zainteresowania Singularity. Koniec końców gra ukazała się na rynku zdobywając całkiem sporą rzeszę fanów, ale też przechodząc obok całej reszty całkowicie niezauważenie.
Enslaved: Oddyssey to the West
- Data premiery: 5 października 2010 r.
- Platformy: Xbox 360/ Playstation 3
Świetny przykład zmarnowanego potencjału. I nie chodzi tu bynajmniej o samą grę, bo ta akurat jest naprawdę dobra. Raczej o brak konkretnych działań ze strony jej wydawcy, aby odpowiednio nagłośnić premierę. Zabrakło nie tylko odpowiedniej akcji marketingowej podczas debiutu gry, ale również w czasie jej tworzenia.
Namco Bandai utrzymywało cały ten projekt pod takim kloszem, że aż trudno uwierzyć w to, że faktycznie chciało namieszać nim na rynku. A szanse były naprawdę spore, bo przygodowo-zręcznościowych gier o ciekawej fabule i świetnym klimacie, w których więcej trzeba myśleć niż walczyć, nie ma zbyt wiele. Tym bardziej takich, w których sugestywnie przedstawiono upadek ludzkiej cywilizacji. Naszej redakcji Enslaved bardzo się podobało, o czym świadczyć mogą opublikowane wrażenia z gry. Niestety, całkiem niezłe recenzje wcale nie przełożyły się na sprzedażtytułu.
Vanquish
- Data premiery: 19 października 2010 r.
- Platformy: X360/ PS3
Patrząc na obrazek myślicie pewnie, że to kolejna zwyczajna rąbanko-strzelanka, w której nie trzeba dużo myśleć, a jedynie zacisnąć palce na padzie i przycisku udającemu spust. Nic bardziej mylnego. Ta ultraszybka gra akcji autorstwa studia PlatinumGames, twórców wysoko ocenionej Bayonetty, zaskakuje nie tylko bardzo dobrą oprawą audiowizualną, ale również świetnym systemem walki wymagającym szybkich decyzji i niezłego skupienia.
Wszystko razem powoduje, że Vanquish może być wyzwaniem dla każdego miłośnika dynamicznej i widowiskowej akcji. Czemu ten tytuł znalazł się na naszej liście gier niedocenionych? A kto z was zwrócił na niego baczniejszą uwagę w zeszłym roku? No właśnie. Produkcja ta dosłownie utonęła w zeszłorocznym zalewie hitów. Cóż, bywa i tak. Warto jednak sięgnąć po nią w miarę możliwości. O ile oczywiście lubicie takie klimaty.
Podsumowanie
W ciągu ostatnich lat niedocenionych gier zebrało się całe mnóstwo. Czy to ze względu na stały napływ nowych interesujących produkcji, czy też coraz częstszy brak wersji demonstracyjnych sporo tytułów gdzieś nam umyka. Nie pomagają również sami twórcy, zapominając o odpowiednim nagłośnieniu swoich projektów, albo właściwym im dopracowaniu. Czasami bywa i tak, że zbyt ostro traktujemy wyczekiwane tytuły, przez co ich oceny w sieci spadają, a co za tym idzie - spora liczba graczy zupełnie je sobie odpuszcza. Czy to sprawiedliwe? Raczej nie, ale tak wygląda ta branża.
Warto więc zawsze samemu się przekonać, czy dana produkcja jest warta naszego czasu, poświęcając jej nieco więcej uwagi niż tylko tyle, by przeczytać recenzję.
Przedstawione tytuły to kropla w morzu wypełnionym po brzegi grami, które niesprawiedliwe spotkało zapomnienie. Jeśli uważacie, że jeszcze jakieś produkcje zasługą na przypomnienie, koniecznie piszcie o tym w komentarzach. Kto wie, może powstanie z nich druga część najbardziej niedocenionych gier ostatnich lat.
Wkład czytelników
W artykule znalazły się również gry, które zaproponowali czytelnicy w komentarzach do tej wiadomości. Dziękujemy za wasze sugestie.