Blokowanie funkcji w sprzęcie ze względu na jego pozycję rynkową - akceptowalne czy oburzające?
Inżynierowie Canona przyznali się, że w swoim najnowszym aparacie EOS M50 zastosowali pewien trik, który pozwolił przyporządkować ten bezlusterkowiec do dolnej półki cenowej.
Temat ograniczeń długości nagrań wideo do 30 minut w aparatach cyfrowych jest wam zapewne znany. Wiecie też, że często jest to konsekwencja opłat licencyjnych, które zależą od charakteru sprzętu. Rzadziej jest to konsekwencja troski producenta o sam sprzęt, który przy intensywnym wykorzystaniu mocy obliczeniowej może się przegrzać.
Powyżej opisane ograniczenie to jednak mała niedogodność. Więcej niezadowolenia wśród posiadaczy aparatów mogą wywołać ograniczenia polegające na zmniejszeniu wydajności urządzenia podczas fotografowania lub filmowania wyłącznie ze względu na jego pozycję rynkową. Ograniczenia, które realizowane mogą być nie tyle poprzez stosowanie słabszych podzespołów, ale poprzez "optymalizację". Być może polegającą wyłącznie na zmianach w oprogramowaniu układowym (tzw. firmware).
Canon EOS M50 co nie chce DualPixel w 4K
Od razu zadajemy sobie pytanie, po co ograniczać możliwości sprzętu, a nie dać użytkownikowi szansy ich wykorzystania? Odpowiedź jak zawsze jest taka sama - gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. I tak właśnie jest w przypadku ostatniej premiery Canona, bezlusterkowca EOS M50, który w trybie 4K nie jest w stanie korzystać z rewelacyjnego systemu autofokusa DualPixel.
Nie wszystko złoto, co się świeci, ale brawo dla Canona za odważne wytłumaczenie
Nie jest w stanie czy może nie chce? Bliższa prawdy jest druga część pytania. Nie chcą tego inżynierowie Canona, dla których EOS M50 jest aparatem pozycjonowanym w niższym segmencie bezlusterkowców. Kosztuje mniej, niż kolejne aparaty (które niewątpliwie się pojawią), a które w DualPixel AF w trybie 4K będą wyposażone. Będą wyżej pozycjonowane, ze względu na możliwości, a niekoniecznie ze względu na podzespoły. Pamiętajmy - Canon jest tu tylko przykładem, nie jest pod żadnym względem gorszy od innych producentów.
Zrozumiałe, czy niewybaczalne działanie producenta, a może żaden problem
Ograniczenie, które nie polega braku stosowania danej funkcji (w tym przypadku Dual Pixel AF) fizycznie, daje nadzieję dla posiadaczy (obecnych i przyszłych) takich jak EOS M50 aparatów, że blokadę da się usunąć poprzez specjalną aktualizację oprogramowania. Może to być produkt firmy trzeciej (Canona wszyscy kojarzą z oprogramowanie Magic Lantern, które wydobywa z aparatów tej firmy ukryte możliwości), ale też może to być zamierzone działanie producenta. Canon nie byłby tu jedyny. Na przykład Panasonic w niektórych aparatach wymaga opłaty za oprogramowania układowego, która wprowadza zaawansowane funkcje w trybie wideo.
Zakładamy, że tłumaczenie Canona wiąże się z faktycznym ograniczeniem programowym (wprost nie zostało to powiedziane, padły jedynie słowa o zoptymalizowaniu urządzenia). Canon, jak już wiemy, zapowiada bardzo aktywne działania w branży bezlusterkowców w nadchodzących miesiącach, dlatego trzeba się na jego postepowanie patrzeć też z następującej perspektywy - będą kolejne wyżej pozycjonowane modele, które względem M50 muszą czymś się wyróżniać na plus.
Nawet jeśli spróbujemy zrozumieć te czysto marketingowe działania Canona to odrobina irytacji pozostaje. Na szczęście w tym przypadku dowiadujemy się co i dlaczego zostało „obcięte” (można zadawać sobie jeszcze pytanie, czy przycinanie kadru w 4K to też wynik wspomnianej optymalizacji). Warto też rozważyć jak bardzo traci M50 bez Dual Pixel AF w trybie 4K. Po zastanowieniu możemy dojść do wniosku, że wcale nie jest to brak, o który warto kruszyć kopie.
Pół biedy jeśli wiemy czego brak, ale co gdy żyjemy w nieświadomości?
Nie jest błędem zakłożenie, że producenci często wprowadzają (lub zdejmują) ograniczenia wyłącznie programowe i nie są skorzy do tłumaczenia nam przyczyn swojego postępowania, a nawet informowania o nim. W swoim czasie doskonałym przykładem było porównanie fotograficzne Huawei P9 i Honor 8 - dwa różnie pozycjonowane sprzęty, inaczej certyfikowane (Leica przyznawała się tylko do P9), dawały identyczne zdjęcia.
Dopóki ktoś nie potwierdzi, że na poziomie sprzętowym mamy dokładnie to samo, nie będziemy nawet świadomi różnic pomiędzy różnymi urządzeniami. Dany aparat będzie dla nas urządzeniem z niższej półki, bo tak wynika ze specyfikacji na papierze, a nie technicznych ograniczeń.
Takie działania mają miejsce nie tylko w branży fotograficznej, ale całej branży IT. Dotyczą nie tylko dostępności funkcji w menu, ale i samej sprawności urządzeń oraz funkcjonowania aplikacji wykorzystujących sprzęt. Jeśli optymalizacja obejmuje też pewną modyfikację sprzętową (w sensie na minus) to możemy to jakoś zrozumieć. Gdy ograniczenia są jedynie konsekwencją danej wersji firmware, nic dziwnego, że wywoła to niezadowolenie, a już na pewno solidny niedosyt. I tego też dotyczy nasza sonda.
Źródło: Inf. własna, dpreview.com