Pierwszy taki, ale czy udany? Recenzja Motoroli razr fold
Motorola zrobiła swoje pierwsze podejście do składanych smartfonów. Choć te są na rynku już od 7 lat, garstka producentów potrafi dostarczyć rozwiązania warte uwagi i niemałych pieniędzy. Motorola razr fold dzielnie walczy o zdobycie nowych fanów.
W tym artykule:
- Motorola razr fold - specyfikacja
- Rysik Moto pen ultra pozostaje ciekawostką
- Motorola razr fold ma pewną konstrukcyjną wadę
- Jakość ekranów Motoroli razr fold
- Jakość dźwięku, czyli smukła obudowa, ale bez dramatu
- Wydajność Motoroli razr fold - można było dać więcej?
- Hello UI i Moto AI – czy to połączenie to raj?
- Miałem małe problemy z Bluetooth i NFC
- Czy większa bateria daje przewagę?
- Trzy aparaty Motoroli razr fold – jak się sprawują?
- Motorola razr fold to ciekawy smartfon pierwszej generacji
Na czas testów otrzymałem smartfon w wyjątkowej edycji Collections FIFA World Cup 2026. Obudowa ze złotymi elementami i wzór nawiązujący do logo mundialu mogłyby sugerować najwyższą formę.
Trzymając się sportowej nomenklatury, występ Motoroli razr fold można przyrównać raczej do wyjazdu Polski na MŚ z 2022 r. niż tych z 2018: wyjść z grupy się udało, ale nie udało się ugrać o wiele więcej, a wszystkich poróżniły pieniądze.
Smartfon ze złotem na obudowie. Otwieramy Motorola razr fold Collection FIFA World Cup 2026
Motorola razr fold kosztuje niemało. W ofercie premierowej za limitowaną wersję zapłacimy 11 499 złotych, po czym odzyskamy 1500 złotych cashbacku. Jasne, w tej cenie jest także bilet na mecz MŚ w Stanach Zjednoczonych (a te są w tym roku wyjątkowo drogie) oraz moto pen Ultra, ale można było się spodziewać, że nowy gracz zagra choć odrobinę ceną.
Samsung Galaxy ZFold 7 jest obecnie sporo tańszy, podobnie jak Honor Magic V5, a można się kłócić, że ich specyfikacje aż tak się nie zestarzały. Jak zatem spisze się Motorola razr fold? Przekonajmy się!
Motorola razr fold - specyfikacja
Element specyfikacji | Motorola razr fold |
|---|---|
Wymiary i masa | Złożony: 160,1 x 73,6 x 10,1 mm; Rozłożony: 160,1 x 144,5 x 4,7 mm, Masa: 243 g |
Ekrany | Zewnętrzny: 6,6" LTPO P-OLED 2520 x 1080 px, 120 Hz, Dolby Vision, HDR10+; Wewnętrzny: 8,1" LTPO P-OLED, 2232 x 2484 px, 120 Hz, Dolby Vision, HDR 10+ |
Wydajność | Snapdragon 8 Gen 5 (3nm), 2x 3,8 GHz Oryon V3 Phoenix L + 6x 3,32 GHz Oryon V3 Phoenix M |
Pamięć RAM/ROM | 16 GB LPDDR5X/ 512 GB UFS 4.1 |
Aparaty tylne | Główny: 50 Mpix f/1.6, 1/1,28", wielokierunkowy PDAF, OIS; Tele: 50 Mpix f/2.4, 1/1,95", 71mm 3x zoom, PDAF, OIS; Ultraszerokokątny: 50 Mpix f/2.0, 1/2,76", 12 mm 122˚, PDAF |
Aparaty selfie | Duży ekran: 32 Mpix f/2.4; Mały ekran: 20 Mpix f/2.4 |
Bateria | 6000 mAh; ładowanie przewodowe 80W, ładowanie indukcyjne 50W |
Moduły łączności | Bluetooth 6.0, Wi-Fi 7, NFC, USB-C 3.2 |
System i nakładka | Android 16 (7 lat wsparcia); Hello UI. |
Telefon dotarł do mnie w wersji FIFA edition. To specjalny zestaw z rysikiem moto pen Ultra, obudową z elementami z 24-karatowego złota i kilkoma dodatkami w interfejsie. Poza wyglądem jest to jednak to samo urządzenie bez dodatków. A to w momencie recenzji dostaniecie za 9999 złotych (odjąć 1500 zł cashbacku).
Rysik Moto pen ultra pozostaje ciekawostką
Nim o smartfonie, chwila o akcesorium, które znajdziemy w zestawie. W czasach, gdy Samsung zrezygnował ze wsparcia rysika dla Samsunga Galaxy Z Fold 7, Motorola zadbała o implementację własnego rozwiązania. Moto pen ultra możecie znać jako dodatek do Motoroli Signature albo nie znać wcale, bo jest to dość trudno dostępny i niespecjalnie promowany dodatek.
Rysik nie przyczepi się do obudowy na żadnej krawędzi. Zamiast tego należy wkładać go do etui ładującego, które nosimy osobno. Ze smartfonem łączy się za pośrednictwem Bluetooth. Samo etui na rysik to schowek obszyty ciemnym, siatkowanym materiałem i to rozwiązanie nie może lądować w kieszeniach spodni, bo się mechaci i przyczepiają się do niego włosy oraz kurz. Poza tym to solidne, dobrze wykonane rozwiązanie z dobrze zamaskowanym portem USB-C w dolnej krawędzi i diodą u góry informującą o ładowaniu.
Sam rysik to konstrukcja do bólu podstawowa – nie za długa i nie za krótka, wykonana z plastiku. Przycisk mógłby być nieco większy i mocniej się odznaczyć w obudowie, ale nie jest to też żadna wada, po prostu jest to wąski sprzęt i klik musi być płytki. Ergonomicznie kształt wypadł dobrze i urządzenie trzymało się pewnie.
Nie mogę mieć zarzutów o opóźnienia, bo ich nie doświadczyłem. Precyzja dotyku jest na dużym poziomie. Jednocześnie nie sądzę, by było to narzędzie wybitne, gdy chodzi o rysowanie. Owszem, przy dobrej aplikacji pewnie da się wykorzystać jego potencjał, ale kontakt rysika z bardziej miękkim, zagiętym ekranem zabezpieczonym folią bywa nieprzewidywalny, a na pewno jest dość śliski.
Przechodząc do samych funkcji, Motorola ma kilka ciekawych pomysłów, ale i nie zasypuje nas wieloma narzędziami skrojonymi pod moto pen ultra. Rozpoznawanie pisma odręcznego w Androidzie wypada po prostu dobrze, więc na tym nie warto się skupiać.
Warto za to powiedzieć o tym, że Motorola dodała przyjemny gest wykonywany rysikiem. Podwójne stuknięcie dolną częścią rysika o twardą powierzchnię pozwala zrobić zrzut ekranu. Szkoda, że sprzęt nie obsługuje dwukliku. Możemy przypisać jedną z kilku akcji po jednym kliknięciu i po przytrzymaniu, przy czym pojedyncze kliknięcie może tylko włączyć pasek narzędzi.
Długie przytrzymanie uruchomi jedno z czterech rozwiązań:
- Dodanie notatki na zrzucie ekranu (w aplikacji Motoroli);
- Nowa notatka (otwiera aplikację Motorola);
- Lupę;
- Zaznacz, aby wyszukać (Circle to Search).
To tak naprawdę wszystkie narzędzia, bo pływające okno z funkcjami nie kryje domyślnie nic więcej, a jedynie pozwala włączyć nagrywanie ekranu. Do paska skrótów możemy przyczepić też dowolną aplikację, ale wtedy musimy zastąpić jedną z czterech ikon.
Oczywiście, jeśli stać was na tak drogi smartfon, to i stać was na moto pen ultra. Nie jest to narzędzie, które przyda się tym, którzy nie są przyzwyczajeni do rysików, bo nie dodaje aż tak dużo od siebie. Trudno było mi się zmotywować, by wykorzystywać je przez blisko 3 godziny (bo tyle pracuje na jednym ładowaniu), a wpisywanie jest specyficzne. Natomiast moto pen ultra nie ma w sobie większych wad.
Motorola razr fold ma pewną konstrukcyjną wadę
Nie każdy polubi się ze składanym smartfonem, ale Motorola razr fold w edycji FIFA stara się, by kontakt na co dzień był jak najprzyjemniejszy. Połówkę, na której znajduje się wyspa aparatów udekorowano wzorem podobnym do logo tegorocznego mundialu. Puchar oraz logo Motoroli wykonano z 24-karatowego złota, zaś reszta obudowy to materiał przypominający porowatością i półmiękką strukturą łatę piłki.
Z tą częścią nie mam problemu, ale niestety, łączenie jej z wyspą aparatów zrodziło pewien problem. Przejeżdżając paznokciem wokół niej zauważyłem, że mogę go wcisnąć w szczelinę między osłoną aparatów a resztą konstrukcji. Trzeba to zrobić intencjonalnie i użyć pewnego nakładu siły, natomiast da się to zrobić i przez to nieco tracę wiarę w certyfikację IP48 oraz IP49. Telefon powinien poradzić sobie z zachlapaniem, o ile pod wyspą aparatów nie kryje się jakieś łączenie.
Motorola razr fold nie została najsmuklejszym i najlżejszym składanym smartfonem. 243 gramy i 10,1 mm grubości po złożeniu to rezultat mniej okazały niż w przypadku smartfonów Honora i Samsunga. Motorola jest też najwyższym telefonem z tej trójki, a jej ekrany są największe w tym tercecie. Grubość można tłumaczyć chociażby większą baterią (choć dla Honorów Magic V5 i V6 takie tłumaczenia nie są potrzebne), natomiast telefon daje poczucie obcowania ze zwartą i solidną bryłą.
Kto pamięta przeżycia z pierwszym składanym razrem typu flip ten wie, jak duży progres poczyniła Motorola. Z razr fold nie miałem problemów ani z pracą zawiasu, ani z siłą magnesów. Co nie jest zaskoczeniem, najwięcej uwagi należy poświęcić eksploatacji ekranu wewnętrznego, który dość szybko się brudzi, a folia nie została skrojona idealnie i przy krawędziach są pewne szczeliny. W efekcie pewne kłaczki, kurz lub nawet ziarenka piasku mogą znaleźć się przy urządzeniu.
Zawias jest solidny i pozwala na pewną swobodę ustawień. Motorola razr fold może zostać rozłożona niczym laptop i podczas gdy u góry znajdzie się pole wpisywania, na dole zobaczymy klawiaturę. Do tego celu wykorzystano rozwiązanie, które utrzymuje dość stabilnie pozycje do kąta rozchylenia około 150 stopni. Później zawias dąży do rozprostowania dwóch połówek. Szkoda, że między złożonymi połówkami jest minimalna szczelina, przez którą wlatuje kurz.
Po rozłożeniu Motorola razr fold ma zaledwie 4,7 mm grubości. Producent postanowił, że poza przyciskami głośności i czytnikiem linii papilarnych umieści także skrót do Moto AI na podobnej wysokości, więc w przypadku złożonego urządzenia trzeba wyczuć dobrze przyciski pod palcem. Te nie są maksymalnie osadzone w obudowie i potrafią nieco bujać się na boki, ale to poziom akceptowalny i tu nie boję się o utratę wodoszczelności.
Boję się jednak o szkło chroniące mniejszy ekran. Corning Gorilla Glass Ceramic 3 to teoretycznie solidny zawodnik, ale jeden upadek z wysokości biurka sprawił, że w dolnej części (na szczęście na ramce) nabyłem rysy. Lekko zaokrąglone szkło w tym przypadku może i wygląda ładnie, ale najwyraźniej zwiększa szanse na rysowanie się krawędzi. Motorola razr fold ze względu na zastosowane plecki być może nie zawsze daje odczucie obcowania z telefonem za ponad 10 tys. złotych, ale i tak wypada dobrze.
Jakość ekranów Motoroli razr fold
Miałem cichą nadzieję, że w świecie ekranów to właśnie w składanych urządzeniach da się dostrzec jakąś dysproporcję między konkurentami, ale to już chyba nie ten czas.
Motorola postawiła na dwa solidne panele i jedyne, nad czym ubolewam, to brak niezależnej kontroli dwóch ekranów, która pozwoliłaby nam zachować taki sam wygląd obrazu między trochę innymi panelami. Zresztą ustawień kolorów nie ma tu za wiele - możemy wybrać trzy tryby wyświetlania barw i dopasować tintę oraz temperaturę barw na kole. Tryby "Promienny" i "Żywy" mocno uciekają od tego, jak wygląda rzeczywisty obraz i są moim zdaniem przesycone.
Większy, składany ekran LTPO P-OLED 8,1 cala z odświeżaniem do 120 Hz to bardzo dobry panel, który jest w stanie zachować przyzwoitą widzialność w jasnym słońcu. Jego kąty widzenia są dobre i to na tyle, że bez problemu ogląda się na nim treści, gdy rozłożymy go jak laptop. Zachowuje przy tym wysoką jasność - w moich pomiarach na białym tle w HDR to między 2770 a 2660 luksów i ten parametr nie zmniejsza się w krótkim czasie.
Dla części osób najważniejsze będzie jednak to, jak zachowuje się zgięcie między połówkami i nie będę ukrywał - jest ono znaczne. Bardziej zauważalne staje się, gdy korzystamy z jasnego motywu i odchylamy telefon pod nieoczywistym kątem, ale bezsprzecznie zawsze wyczujemy je pod palcem. Najwyraźniej, gdy chcesz mieć zawias pozwalający na swobodę odchylania, to musi się to odbić na ekranie.
Zewnętrzny ekran6,6 cala to solidna propozycja otoczona ciut za dużymi ramkami. Zachowuje jasność w trybie HDR między 2640 a 2440 luksami (a więc z nieco większym odchyłem), a do tego ma dobre parametry. Kąty widzenia są dobre, podobnie jak wysokie nasycenie barw. Z kolei niska jasność nie męczy oczu. Choć w materiałach marketingowych mówi się o odświeżaniu 165 Hz, w systemie zobaczymy maksymalnie 120 Hz. Dziwne, choć część ludzi i tak tego nie odczuje.
To wszystko składa się na poziom, w przypadku którego trudno byłoby wybrać konkretny smartfon w oparciu o jakość ekranów. Te zastosowane w Motoroli razr fold po prostu są dobre.
Jakość dźwięku, czyli smukła obudowa, ale bez dramatu
Motorola dba o implementację głośników, która nie pozwoli odczuć, że mamy do czynienia z tanim smartfonem. W przypadku smuklejszych konstrukcji to niełatwe zadanie, ale najwyraźniej doświadczenia z modelu Signature pomogły.
Motorola razr fold brzmi świetnie jak na swoją smukłą obudowę. Dostajemy szerokie pokrycie, zwłaszcza na wysokich tonach. Dialogi słyszymy z daleka i nawet przy maksymalnej głośności, więc oglądanie filmów na Youtube przy włączonym okapie nie było problemem. Odbyło się to kosztem mniej przyjemnego basu, ale ten i tak jest wystarczająco donośny, gdy słuchamy muzyki.
Nie oznacza to, że nie odnotujemy przesteru przy wysokiej głośności. Nie jest to też poziom flagowego iPhone’a (nieskładanego), ale na tę obudowę to i tak sukces. Do tego w ramach ustawień Dolby Atmos (domyślnie włączonych) dostajemy korektor graficzny i kilka trybów, w których może on pracować. Możemy też polegać na inteligentnym doborze ustawień.
System wibracji jest haptyczny, ale nie do końca brzmi to jak coś, co znajdziemy w telefonach premium. Właśnie głośność stuknięć jest tym, co zastanawia, bo obudowa nieco rezonuje, nawet przy niedużej mocy. Nie dostajemy płynnej regulacji, a jedynie suwaki z trzema stopniami wibracji, ale za to producent pozwala regulować moc w kilku ustawieniach.
Wydajność Motoroli razr fold - można było dać więcej?
Motorola nie poszalała i jej flagowy, składany smartfon, nie otrzymał układu z serii Elite. Zamiast tego znajdziemy Snapdragona 8 Gen 5 połączonego z 16 GB RAM-u i pamięcią UFS 4.1 o pojemności 512 GB. Nie jest to zestaw, który zaskakuje, chyba że brakiem pojemności 1 TB. To jednak w dalszym ciągu mocna kombinacja.
Na co dzień smartfon jest szybki, ale nie idealny. Raz urządzenie uznało, że zamrozi się na kilka sekund, a innym razem postanowiło się wyłączyć. Animacje nie zawsze się wyrabiają. Nie jest to ten poziom dokładności, jakiego oczekiwałbym po flagowcu. Motorola razr fold nadrabia to nieco zarządzaniem pamięcią operacyjną, a utrzymywanie aktywnych procesów to mocna strona tego telefonu.
Niewątpliwą zaletą większego ekranu jest możliwość uruchomienia na nim gier z nieco innym polem widzenia. Motorola razr fold radzi sobie dobrze z długimi sesjami rozgrywek. Urządzenie potrafi się odczuwalnie rozgrzać, ale potrafi też dobrze wystygnąć po powrocie do lobby między kolejnymi sesjami rozgrywki. Płynność gier jest na najwyższym poziomie i zapewne tak będzie przez wiele, wiele lat.
W kontroli wydajności pomaga narzędzie Gra z Moto w formie pływającej ikony. Z jego poziomu zablokujemy też połączenia czy powiadomienia oraz szybko zrobimy zrzut ekranu czy nagramy obraz. Pozwala nam ono na sprawdzenie stopnia wykorzystania części procesorowej oraz graficznej, jak i szybkie uruchomienie innej aplikacji w oknie.
Hello UI i Moto AI – czy to połączenie to raj?
Motorola zdecydowanie nie jest już dostawcą czystego Androida, a jej nakładka Hello UI ma jedynie kilka wizualnych podobieństw do AOSP czy Pixel Experience. Pod tym kryje się kompleksowe rozwiązanie z zestawem narzędzi. Producent obiecuje wsparcie dla telefonu w postaci siedmiu lat z aktualizacjami systemu i rdzenia bezpieczeństwa.
Dla tych, którzy spodziewali się telefonu, który wpycha nam 10 aplikacji na jednym ekranie, spieszę z nowiną, że Motorola pozwala dzielić rozłożony ekran między dwa programy i dodać program w pływającym oknie, ale to tyle. Producent nie daje nam trzeciej aplikacji zajmującej 5 proc. ekranu na jednym z boków czy małych, kwadratowych okien. Możemy jedynie zmienić linię podziału z pionowej na poziomą.
Kluczem do przejścia do podziału aplikacji jest wielokropek w górnej części ekranu, który znajduje się najczęściej idealnie w zgięciu (wizerunkowo to średnia decyzja, bo przypomina, że grzbiet jest dość zauważalny). Po dokonaniu podziału możemy sterować pozycją aplikacji z pomocą paska na środku ekranu. Z tego miejsca możemy też zapisać kombinację dwóch aplikacji na później. Miłym rozwiązaniem jest sugerowanie drugiej aplikacji po tym, jak otworzymy rozkładany ekran – to pokazuje zrozumienie idei tego ekranu.
Oprócz tego znajdziemy kilka pomniejszych ustawień jak decydowanie o tym, czy zamknięcie od razu blokuje telefon, daje chwilę czy przenosi program na mniejszy ekran. Poza tym dostajemy znany z tabletów pasek, w którym mieszczą się ostatnio używane aplikacje, a także tryb laptopa, gdzie klawiatura lub przyciski kontrolne mogą znaleźć się na dolnej połówce, a treść programu na górnej. Niby fajnie, ale w większości aplikacji nie ma to sensu.
Motorola zaimplementowała wygaszacz na zewnętrznym ekranie, który działa jak tryb StandBy w iPhone’ach - pokazuje nam godzinę i kalendarz. Nazywa się to Wyświetlaczem biurkowym i można go wyłączyć. Systemowo Android rozwiązuje też problemy nieskalujących się aplikacji, ale coraz więcej programów płynnie przenosi treści na duży ekran i na odwrót.
Doświadczenie tabletowe nie jest więc niczym nadzwyczajnym. Podobnie myślę o Moto AI, czyli zestawie narzędzi od producenta. Jeśli widzieliście inne recenzje telefonów Motoroli w ciągu roku, to tu znajdziecie ten sam zestaw rozwiązań. Możemy pogadać z asystentem w języku polskim, ale raczej, by dostać wiedzę, gdyż w ten sposób nie będziemy zarządzać telefonem. Możemy jedynie uwiecznić treść z ekranu w ramach "Zapamiętaj to", a model językowy podsumuje rozmowę lub stronę internetową.
Telefon może generować podsumowania powiadomień w ramach funkcji "Co nowego?" i robi to z mieszaną skutecznością, czasem zmieniając sens wiadomości. Dokonuje też transkrypcji głosowych w czasie rzeczywistym i to akurat działa dobrze. Te teksty przeniesiemy do notatek i zostaną zapisane w formie głosowej, co ma sens.
Jest też rozrywkowa część Moto AI i tutaj nie zostałem jakimś wielkim fanem. Image Studio pozwala nam wygenerować obraz z opisu, utworzyć naklejkę na bazie grafiki, zmienić nasze zdjęcie w awatar, przekształcić szkic w obraz oraz, i to chyba najciekawsze, stworzyć tapetę w oparciu o zdjęcie wzoru, np. z ubrania.
Sama nakładka ma kilka smaczków, ale w znacznej mierze opiera się na tym, co dostarczyło Google. W ten sposób funkcję galerii pełni aplikacja Zdjęcia, klient do SMS-ów i RCS to wiadomości, domyślna przeglądarka to Google Chrome, a w każdej chwili przytrzymanie przycisku blokady uaktywnia Gemini.
Motorola postarała się o własną aplikację do notatek, ale dodała też Smart Connect – centrum zarządzania połączeniem między smartfonem a innymi urządzeniami, od telewizorów, przez komputery, kończąc na smart gadżetach. Poza tym nie dzieje się tu nic nadzwyczajnego. Możemy mieć parę aplikacji w bocznym pasku, powracają moto gesty, więc szybko uruchomicie latarkę, a układ ustawień czy personalizacja są takie same. Cieszy, że Motorola w końcu oferuje pełnoprawny Always-On Display.
Motorola nie wniosła tym telefonem wiele do rynku składanych urządzeń, ale przeniosła doświadczenie z mniejszych smartfonów dość skutecznie. Poza okazjonalnymi przycięciami, Motorola razr fold na co dzień jest bezproblemowym smartfonem. To samo mogę powiedzieć o czytniku z boku, który reaguje szybko i precyzyjnie. Zaskakuje tylko, że oprogramowanie zabiera prawie 66 GB i z 512 GB zostaje dla nas 446 GB.
Miałem małe problemy z Bluetooth i NFC
Motorola razr fold to flagowiec, więc nie spodziewałem się, że natknę się na problemy z łącznością Bluetooth w wersji 6.0. Tymczasem sygnał z niektórych słuchawek lubił przerywać, gdy urządzenie trzymałem w kieszeni, a nawet i bez tego, w komunikacji. Poza tym smartfonem nie tak łatwo płaci się zbliżeniowo, bo moduł NFC ma swoje humorki. Najlepiej robić to złożonym urządzeniem.
Te problemy były jednak tylko częścią ogólnie dobrego doświadczenia. Telefon szybko pobiera treści zarówno przez 5G, jak i Wi-Fi i zachowuje daleki zasięg. Dobrze spisuje się jako narzędzie do nawigacji, także tej precyzyjnej w mieście.
Czy większa bateria daje przewagę?
Motorola razr fold oferuje akumulator o pojemności 6000 mAh. To dużo jak na smartfon i bardzo dużo jak na składane urządzenie. Czasy pracy dzięki temu są dobre, choć liczyłem na nieco więcej. Telefon mocno traci przy włączeniu sieci 5G i wtedy do 5 godzin z włączonym ekranem to najczęstszy scenariusz i dobry wynik.
Możecie odjąć od tego godzinę, gdy gracie na dużym ekranie z siecią 5G. Z kolei, gdy wyłącznie oglądacie wideo, możecie robić to nawet przez 6,5-7 godzin przez Wi-Fi i około 6 przez 5G. To telefon, który może pracować przez długi dzień, gdy korzystamy głównie z sieci Wi-Fi i trochę z sieci komórkowej. Dwóch dni nie osiągnąłem w żadnym scenariuszu, a telefon potrafi stracić dwa-trzy procenty energii nocą przy wyłączonym Wi-Fi.
Na szczęście Motorola razr fold szybko się ładuje. Nie miałem kompatybilnej ładowarki o mocy 80W, ale miałem rozwiązanie od Motoroli o mocy 68W. Wystarczyło to, by od pustego akumulatora przejść do 35 proc. w kwadrans i 61 proc. w pół godziny, a pełny akumulator zobaczyłem po godzinie. Do tego smartfon obsługuje bezprzewodowe ładowanie o mocy do 50W, a także 5-watowe bezprzewodowe ładowanie zwrotne.
Trzy aparaty Motoroli razr fold – jak się sprawują?
Motorola postawiła na zestaw trzech aparatów 50 Mpix, co jest imponujące, zwłaszcza że główna matryca ma rozmiar 1/1,28" a aparat tele 1/1,95". Oprócz tego znajdziemy tu 20 Mpix aparat przedni dla dużego ekranu i 32-megapikselowy aparat przedni przy mniejszym ekranie.
Aplikacja pozwala zarówno wykorzystać główny aparat do selfie, jak i postawić urządzenie na ekranie i w ten sposób zrobić z niego statyw. Sama aplikacja aparatu to nic nadzwyczajnego – utrzymuje styl nakładki, pozwala zmieniać profil kolorystyczny zdjęć na naturalny lub żywy i umożliwia nagrywanie wideo nawet w 8K i to w teorii bez ograniczenia czasu. Do tego telefon posiada stabilizację, która pozwala nim swobodnie obracać bez wpływu na obraz.
Zdjęcia z Motoroli razr fold nieco mnie rozczarowały. Chodzi o to, jak agresywne potrafi być przetwarzanie obrazu i jak niewiele może mieć wspólnego z rzeczywistością. Czasem dodanie dramaturgii przez obniżenie poziomu detali w cieniach idzie zbyt daleko. W innych momentach kadry są za jasne i białe elementy są na nich przepalone - nieznacznie, ale jednak.
Z kolei zdjęcia nawet za dnia w ciemnych miejscach mają pewien poziom szumu. Dodajmy do tego, że HDR czasem zapomni o tym, by się włączyć i dostajemy fotografie, które mogłyby pokazać o wiele więcej, zwłaszcza w cieniach.
Szczegółowość zdjęć jest dobra, ale to także pokłosie nadmiernego wyostrzania. Nie dostrzeżecie go zapewne na ekranie smartfonu, przynajmniej do momentu przybliżenia kadru. To wszystko sprawia, że nie czułem dużej satysfakcji z robienia poprawnych, pozbawionych aberracji czy innych defektów, ale poza tym nudnych i płaskich zdjęć, przynajmniej wtedy, gdy na niebie jest mniej słońca.
Główny aparat jest solidny i jasny, ale nie zawsze idzie to w parze z dobrym przetwarzaniem. Duża matryca zapewnia jednak ładne rozmycie, więc to niewątpliwie stanowi zaletę. Trzeba jedynie pilnować, by kadry były ostre.
Najlepiej w urządzeniu wypada aparat z trzykrotnym zoomem optycznym. Tu wyostrzanie pozostaje w sensownych ryzach i nie wygląda aż tak nienaturalnie. Wydaje się, że lepiej spisuje się HDR, który nie musi pracować z balansowaniem aż tak jasnych zdjęć. Jednocześnie, gdy światła jest mniej, kadry stają się mało szczegółowe w ciemnych fragmentach.
Jednocześnie kolorystyka nie zawsze utrzymuje się wiernie względem zdjęć z aparatu głównego i to stanowi już problem. Telefon potrafi też zaszaleć z balansem bieli i wybrać zupełnie inny pomiar niż przy aparacie głównym i to nawet, gdy struktura kadru się nie zmienia. Przybliżenie powyżej 10x to tak naprawdę zabawa w malowanie akwarelami, nawet jeśli AI potrafi dodać detale, których nie ma.
Aparat ultraszerokokątny ma wyższą rozdzielczość i jest po prostu kolejnym oczkiem do zestawu. Nie zaskoczy nikogo szczególnie jakością, ani na minus, ani na plus. Dobrze spisuje się makro, jednak automatyczna detekcja bywa problematyczna. Kiedy jednak uchwycimy już kwiatki albo inny mały obiekt, mamy go w dobrej jasności i szczegółowości.
Co ciekawe, mimo 50 Mpix nie wykorzystamy aparatu ultraszerokokątnego do zdjęć. To bardzo dziwna decyzja. W dalszym ciągu szczegółowość jest dobra i jedynym większym problemem jest rozbieżna kolorystyka względem innych aparatów.
Nocą Motorola razr fold trzyma dobry, acz nie wybitny poziom. Przede wszystkim zdjęcia nie są nadmiernie odszumione, a mimo tego udaje się zachować dobry poziom detali bez sztucznego wyostrzania. Nie ma tu jednak za dużo szczegółów w cieniach, ostrość jest tylko w porządku, a nad pewnymi szczegółami jak lampy telefon po prostu nie zapanuje. Wypada to w porządku i tylko tyle.
Nikogo nie zaskoczy, że selfie najlepiej zrobić aparatem głównym z wyspy. Pozostałe aparaty są po prostu przyzwoite i różnica między nimi nie jest duża. Wydaje się, że najgorszy jest aparat przy największym ekranie, ale te dysproporcje nie są duże. Kolory cery są bliskie rzeczywistości, co jest ciekawe w obliczu błędów z innych aparatów. Rozpiętość tonalna nie jest znakomita, ale wystarczy, by dało się dostrzec w tle krajobraz.
Wideo nagrane smartfonem jest dobre, ale daleko mi do zachwytów. Korekty ekspozycji są tu dość powolne i to dziwne, bo zmiana punktu ostrości jest błyskawiczna. Sporym plusem jest za to bardzo dobra, naturalna wręcz stabilizacja. Tym bardziej szkoda, że zabrakło trybu profesjonalnego dla wideo, który pozwoliłby chociażby na pokonanie migotania.
Jakość dźwięku także nie jest rewelacyjna i ten bywa przesterowany nawet przy mówieniu. Przy mniejszej ilości światła pojawia się zaszumienie, ale to nie wykracza poza granice rozsądku. Gorzej wypada przełączanie się między aparatami, które jest mocno odczuwalne.
Przykładowe wideo nagrane Motorola razr fold
Motorola razr fold mogła być lepszym składakiem, zarówno w kwestii wideo, jak i zdjęć. Szkoda, że producent nie postarał się tak mocno o to, by zyskać miano fotograficznego lidera na rynku, gdzie siłą rzeczy aparaty są słabsze.
Motorola razr fold to ciekawy smartfon pierwszej generacji
Nie będę szczególnie odkrywczy, jeżeli powiem, że pierwsza generacja składanego telefonu od Motoroli sprawia wrażenie urządzenia pionierskiego. Dość mocno widoczne zgięcie, grubość poniżej konkurencyjnych urządzeń i brak wielu narzędzi w nakładce nie dyskwalifikują tego i tak dojrzałego smartfonu. Po prostu czuć, że producenci z wieloletnim doświadczeniem potrafią dostarczyć więcej.
Spodziewałbym się też nieco lepszej specyfikacji i optymalizacji. O ile wybór Snapdragona 8 Gen 5 da się jeszcze przeżyć, tak zmarnowano potencjał aparatów i mam nadzieję, że aktualizacje pozwolą go odzyskać. Wtedy może to być ciekawa alternatywa dla tych, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z Samsungiem ani Honorem, choć obydwie te propozycje wydają mi się na obecny moment dojrzalsze.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Motorola. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.