Razer Basilisk kontra Call of Duty: WWII – z wężową myszą na nazistów
Wzrok bazyliszka padł na Call of Duty: WWII. Bo skoro Razer Basilisk to mysz dla fanów FPSów to jej test bojowy nie mógł odbyć się gdzie indziej.
Razer Basilisk w wehikule czasu
Ktoś kiedyś powiedział, że postęp w świecie dokonuje się na drodze zapominania. I podobnie jest z najnowszą częścią flagowca od Activision. Call of Duty: WWII miało być awangardowe, więc nowości poszukano w przeszłości. W przeciwieństwie więc do futurystycznych rozdziałów „CoDa” tym razem odrzucono na bok skakanie po ścianach i latanie nad głowami wrogów, egzoszkielety, buty z dopalaczami i inne gadżety rodem z filmów science-fiction. Zamiast tego, postawiono na drugowojenne potyczki z charakterystycznym dla Call of Duty podkręconym tempem.
Skoro rozgrywka „nowo-stara”, to i przygotowanie do niej powinno być odpowiednio kreatywne. Postanowiłem więc nie pokładać zbyt dużych nadziei li tylko w moim szlifowanym (z mozołem i umiarkowanymi efektami) „skillu”, który pamięta jeszcze długie godziny spędzane przy protoplaście serii czy też Call of Duty: Modern Warfare.
Swoim umiejętnościom postanowiłem pomóc za pomocą sprzętu z najwyższej półki. Akurat w momencie premiery Call of Duty: WWII na moim biurku uwił sobie legowisko niejaki bazyliszek, czyli, mówiąc mniej metaforycznie, nowa mysz - Razer Basilisk. Nie pozostało mi nic innego, jak wpuścić go między niemiecko-alianckie starcia, żeby zobaczyć, jak sobie w nich poradzi.
Specyfikacja techniczna:
- Sensor: optyczny Razer 5G
- Czułość: do 16000 DPI (z dokładnością do 50 DPI)
- Częstotliwość raportowania: do 1000 Hz
- Liczba programowalnych przycisków: 8
- Łączność: przewodowa
- Wymiary: 124 mm x 75 mm x 43 mm
- Waga: 107 g
- Funkcje dodatkowe: funkcja „hypershift”, wymienny przełącznik do szybkiej zmiany DPI w trakcie rozgrywki, regulacja oporu stawianego przez rolkę, wbudowana pamięć podświetlenie RGB
Bestia wyłazi z okopu
Zanim przejdę do opisu przebranego za mysz bazyliszka, który kłami rozszarpuje nazistowskich żołnierzy, muszę co nieco wspomnieć o jego wyglądzie, a przede wszystkim o pierwszym wrażeniu, jakie na mnie wywarł.
Zacznę od tego, że Razer Basilisk to gryzoń naprawdę dobrze zbudowany. I nie mówię bynajmniej o walorach konstrukcyjnych (choć i w nich trudno doszukać się większej wady), ale w szczególności o jego kształcie. Pękaty korpus razerowej bestii to świetna propozycja dla osób, które lubią masywniejsze myszy. Palce szeroko rozpościerają się na „grzebiecie”, który dodatkowo cechuje się dosyć wysokim profilem.
Przód myszy wynosi przyciski główne na sporą wysokość, tak że nie ma mowy o znanym z innych modeli „spadzie”, który sprawia, że końcówki klawiszy niemal szorują po blacie biurka. Niewątpliwą zaletą Razer Basilisk są także jego ścianki, które pokryto karbowaną gumą. Nie tylko były one dla mnie wyjątkowo miłe w dotyku, ale także skutecznie zapobiegały wyślizgiwaniu się urządzenia z wilgotnych od potu palców.
[kontrolka hash=8706-5d10bd9575f457bd40 typ=benchcoins]
Poza dwoma głównymi przyciskami na grzbiecie bazyliszka znalazłem też rolkę, która sama w sobie żadną innowacją nie jest. Natomiast szczególnie przypadł mi do gustu fakt, że „pokrętło” jest dosyć sporych rozmiarów, wyraźnie wystaje ponad główne przyciski i obraca się dobrze wyczuwalnymi skokami (zresztą mniej lub bardziej wyczuwalnymi, ale do tego tematu wrócę za chwilę).
Poza dwoma przyciskami głównymi i rolką (którą tradycyjnie można też wcisnąć), Razer Basilisk posiada dwa niewielkie klawisze w centralnym punkcie, które domyślnie służą do zmiany DPI oraz jeszcze jedną parę umieszczoną pod kciukiem.
Warto też wspomnieć, że w przedniej części lewej ścianki umieszczono niewielkich rozmiarów przełącznik, który wydaje się być idealnym sposobem na szybkie rzucenie granatu, przeładowanie broni lub przeszycie przeciwnika bagnetem.
A jednak twórcy urządzenia przewidzieli dla tego ostatniego przycisku znacznie ciekawszą funkcję, która dodała rozgrywce zupełnie nową jakość. I chociażby dlatego warto nad tym dodatkiem zatrzymać się chwilę dłużej.
Kwestia precyzji
Wspomniany przeze mnie przełącznik, który znalazłem na bocznej ściance Razer Basilisk, jest mocowany do urządzenia za pomocą magnesu. Dziwne? No, trochę dziwne, ale wszystko wyjaśniło się, kiedy zerknąłem raz jeszcze do pudełka od myszy. Tam czekała na mnie gumowa zaślepka na miejsca po wyjmowanym przycisku i jego krótsza wersja, na którą można go podmienić.
Wybrałem więc odpowiadający mi rozmiar (tak, tak, czasami rozmiar ma znaczenie) i zaraz po odpaleniu Call of Duty: WWII postanowiłem przypisać do tego przycisku opcję przeładowania broni. Wciskanie „R” w ferworze walki zawsze wydawało mi się mało wygodne (bo spróbujcie tylko jednocześnie wymienić magazynek i zrobić uskok w prawo). Ku mojemu zdumieniu gra za nic nie chciała mi pozwolić na taką modyfikację.
W pierwszej chwili spotkało się to z moim ogromnym rozczarowaniem. Na szczęście to uczucie szybko wygasło, kiedy odkryłem prawdziwą funkcję tajemniczego przełącznika. Jak się okazało, panowie z Razera postanowili przypisać mu opcję chwilowego obniżenia (lub podwyższenia – zależnie od konfiguracji) rozdzielczości sensora. Brzmi to jak zbędna fanaberia, czyż nie?
No właśnie nie! Bo w praktyce sprawdziło się to wyśmienicie. Dynamiczna rozgrywka w Call of Duty: WWII wymaga błyskawicznych uników, szybkich obrotów i operowania na wysokim pułapie DPI. Ale kiedy między jednym a drugim unikiem chciałem wycelować z karabinu snajperskiego, domyślnie używana przeze mnie rozdzielczość okazywała się zbyt duża.
Jej chwilowe obniżenie pozwalało mi precyzyjnie umieścić celownik na wysokości czaszki przeciwnika, a dalej… Łatwo się domyślić. Starczyło w odpowiednim momencie nacisnąć spust, żeby mózg wirtualnego wroga w okamgnieniu wyskoczył z jego pogruchotanej czaszki.
A skoro już mowa o precyzji, muszę na moment wrócić do rolki. Można by pomyśleć, że rolka jak rolka, jak przysłowiowy koń – jaka jest, każdy widzi. I tutaj znowu spotkało mnie miłe zaskoczenie. Po przewróceniu bazyliszka na grzbiet odnalazłem na spodzie urządzenia regulator oporu, jaki stawia rolka.
Spektrum opcji obejmuje wyraźnie, „ciężkie skoki”, ale też prawie płynne obracanie „pokrętła”. No i rzecz jasna wszystkie możliwości, które są rozpięte między tymi dwoma biegunami. A to z kolei w praktyce świetnie sprawdzało się przy żonglowaniu drugowojennymi typami broni.
Czasem trzeba szybko wybierać między snajperką, a, dajmy na to, lugerem i wtedy mniejszy opór sprawdza się doskonale. Za to wyraźne „skoki” to dobra opcja, kiedy na dobycie broni mamy więcej czasu i chcemy uniknąć przypadkowej zmiany uzbrojenia. Rzecz jasna, ustawienie oporu rolki chwilę trwa, ale przerwa między meczami powinna w zupełności wystarczyć.
Pozostając w temacie precyzji, nie sposób nie wspomnieć o serduchu bazyliszka, czyli jego potężnym sensorze. Potężnym? Oj, tak, to prawdziwa bestia w brzuchu bestii.
Szesnaście tysięcy powodów
Nie bez przyczyny tak duży nacisk w testach myszy kładzie się na jakość sensora. Choćby nie wiem, jak doskonałe było urządzenie, jeżeli jego optyczny „rdzeń” jest do kitu, to i całą resztę można śmiało wyrzucić do kosza. Na szczęście przypadek Razer Basilisk jest zgoła odmienny.
Drzemiący we wnętrzu bazyliszka sensor optyczny Razer 5G gwarantuje czułość sięgającą aż 16 000 DPI. I chociaż większości graczy połowa tej wartości starczyłaby w zupełności, im więcej, tym, rzecz jasna, lepiej. Dodam do tego, że częstotliwość odświeżania wynosi standardowe 1000 Hz (z możliwością obniżenia jej do 500 Hz lub 125 Hz). A na polu bitwy spory zakres DPI sprawdza się wyśmienicie.
Na ciasnych niekiedy mapach Call of Duty: WWII wysoka czułość nie raz ocaliła mi skórę, kiedy linia frontu znienacka przesunęła się, na przykład, za moje plecy. A jednocześnie ani przez moment nie miałem wrażenia, że tracę możliwość precyzyjnego oddawania karabinowych serii, ani też, że celownik niepokojąco drży niezależnie od tego jak stabilnie trzymałem urądzenie. Na wszelki wypadek postanowiłem jednak nie ufać w stu procentach swojej intuicji i poddać Razer Basilisk serii prostych testów.
Wykonany za pomocą programu Mouse Rate Checker test wykazał, że Razer Basilisk bez problemu osiąga zakładaną przez producenta częstotliwość próbkowania 1000 Hz
Za pomocą tego prostego testu sprawdziliśmy występowanie zjawiska predykcji, czyli sztucznego „wygładzania” ruchów, oraz efekt jitter – drgania pojawiające się przy wyższych częstotliwościach. I tutaj też nie było większego zaskoczenia
Bazyliszek między synapsami
Razer Basilisk z chęcią udał się w drugowojenną przeszłość Call of Duty: WWII, ale kiedy w grę wchodzi oprogramowanie ani w głowie mu zagrzebywać się w starociach. Dlatego korzysta on z najnowszej wersji (na tę chwilę w fazie beta) Razer Synapse, którą oznaczono liczbą 3.
Zacznę od kosmetycznych modyfikacji, na jakie pozwala to oprogramowanie. Razer Basilisk, o czym jeszcze nie wspominałem, tak jak większość urządzeń spod znaku trójgłowego węża, posiada podświetlenie RGB. Blaskiem żarzą się dwa elementy urządzenia – rolka i logo Razera umieszczone na tylnej części sprzętu. Skrót RGB znaczy tyle, że mogłem wybrać spośród blisko 16 milionów barw, żeby zindywidualizować wygląd gryzonia. Do tego dochodzą efekty świetlne takie jak tęczowe zmienianie się kolorów, świetlna reakcja na kliknięcie czy też statyczne podświetlenie.
Oczywiście Razer Basilisk jest też kompatybilny z autorską technologią Razer Chroma, która oddaje w ręce użytkownika paletę dodatkowych opcji podświetlenia, jak również umożliwia ujednolicenie iluminacji wszystkich urządzeń tej firmy.
Najważniejsze jest jednak to, że pomocą Razer Synapse 3 mogłem konfigurować ustawienia sensora. Dla rozdzielczości sięgającej 16000 DPI można ustawić aż pięć wartości, pomiędzy którymi przełącza się za pomocą dwóch przycisków znajdujących się w centralnej części gryzonia.
Tutaj też ustawiałem rozdzielczość, która była aktywowana, kiedy kciukiem przytrzymywałem magnetycznie montowany przełącznik na lewej ściance sprzętu. W obu przypadkach DPI ustawia się z dokładnością do 50.
Do najistotniejszych opcji, jakie oferuje Razer Synapse 3 zaliczyć trzeba też konfigurację przycisków. Każdemu z nich można przypisać nową funkcję, a nawet jego alternatywne zastosowanie. Ta ostatnia właściwość nazwana została „hypershift”. Oznacza to, że po wciśnięciu określonego (uprzednio skonfigurowanego przycisku) zmienia się zestaw funkcji przypisany pozostałym klawiszom.
Trzeba też nadmienić, choć pozornie to detal, że nowe oprogramowanie Razera może się poszczycić estetycznie wyrafinowanym wyglądem (stylową czerń zastąpiła w „trójce” równie stylowa biel), jak również intuicyjnym interfejsem, który można opanować w okamgnieniu.
Jak zdominowałem II wojnę światową
Call of Duty: WWII to niezwykłe odświeżenie serii kultowych strzelanin i jako takie aż się prosiło, żeby dobrać do niego sprzęt na równie wysokim poziomie. Razer Basilisk podołał temu zadaniu w pełni. Chyba trudno o mysz dla fanów FPS-ów, która dawałaby aż tyle opcji i pozwoliła rozwinąć cały potencjał korzystającemu z niej graczowi.
Do moich ulubionych zalet tego sprzętu zalicza się z pewnością wysokiej klasy sensor, który pozwala idealnie dopasować rozdzielczość do indywidualnych potrzeb. Jest to szczególnie cenne przy potyczkach tak szybkich i wymagających niebagatelnego refleksu, jak te, w które angażuje flagowiec Activision.
Drugą z zalet, które postawiłbym na szczycie mojej listy jest „magiczny” przełącznik redukujący (lub podkręcający) wartość DPI. Kiedy w ferworze walki trzeba na moment się zatrzymać i umiejętnie wycelować, ta opcja jest prawdziwym, nomen omen, strzałem w dziesiątkę.
W zasadzie tylko kształt urządzenia – jego „pękaty korpus” i wysoki profil – może budzić pewne kontrowersje. Jednym taka forma przypadnie do gustu, inni nie będą wiedzieli, jak się „za to złapać”. To jednak bardziej kwestia indywidualnego gustu, aniżeli obiektywna wada urządzenia. Na pocieszenie dodam, że fanom myszy mniejszego kalibru dosyć masywny kształt bazyliszka bez wątpienia zrekompensuje jego niewielka waga.
Tak, tak, Razer Basilisk to ekwipunek, któremu nie straszne nawet najbardziej wymagające pola bitew. Call of Duty: WWII okazało się pierwszorzędnym sprawdzianem dla tego gryzonia. Bo mimo że w tym tytule wykorzystano wiele elementów znanych z pierwszych odsłon serii, dodano do rozgrywki coś nowego.
W obliczu tej swoistej hybrydy sprawdzonego klimatu ardeńskich lasów i francuskich miasteczek oraz dynamicznej rozgrywki, bazyliszek stanął przed nie lada wyzwaniem. Okazało się jednak, że Razer Basilisk to zaawansowany technologicznie gryzoń, w którym precyzja niemal idealnie łączy się z wygodą użytkowania. I starczyło, żeby omiótł swoim wężowym wzrokiem wirtualne pole bitwy, a moich przeciwników literalnie zamurowało.
Ocena końcowa:
- optyczny sensor o wysokiej rozdzielczości
- możliwość regulowania czułości rolki
- wyłożone gumą ścianki, które gwarantują wygodne użytkowanie
- przełącznik (wymienny) domyślnie obniżający lub podwyższający DPI
- intuicyjne oprogramowanie o sporej liczbie opcji
- funkcja "hipershift"
- podświetlenie RGB
- wbudowana pamięć
- specyficzny kształt Razer Basilisk nie każdemu przypadnie do gustu
- Ergonomia/ kształt:
dobry plus - Jakość pracy przycisków:
bardzo dobry - Jakość wykonania:
bardzo dobry - Precyzja sensora:
bardzo dobry - Design/ stylistyka:
dobry plus - Oprogramowanie:
dobry plus - Możliwość personalizacji:
bardzo dobry
96% 4,8/5