Red Dead Redemption 2 – gigant znowu w siodle

Saloon otwarty, spluwy wyczyszczone, gang gotów do akcji! Długo wyczekiwany hit Rockstara rodem z Dzikiego Zachodu, doczekał się wreszcie swojej premiery. Czy sprostał pokładanym w nim nadziejom? Na to pytanie odpowiada nasza recenzja Red Dead Redemption 2.

Image

Red Dead Redemption 2, czyli kowboju, do dzieła!

Mówi się, że Red Dead Redemption 2 to takie Grand Thetf Auto V, tyle, że osadzone w realiach Dzikiego Zachodu. Porównanie z gangsterskim cyklem Rockstar Games było trafione w punkt w przypadku poprzedniej części westernowej serii. No, ale czasy się zmieniły! Między innymi za sprawą naszego rodzimego Wiedźmina 3, z którego garściami czerpie chociażby Assassin’s Creed: Odyssey.

Jednak Red Dead Redemption 2, które wreszcie doczekało się swojej premiery (na razie wersji konsolowej), to żadna kalka. Czego najlepiej dowodzi fakt, że byle kopii nie udałoby się szturmem wziąć list przebojów, z miejsca okopując się pośród najlepszych gier na PlayStation 4najlepszych gier na Xbox One

Red Dead Redemption 2 wyraźnie inspiruje się przygodami Geralta i opowieścią z Los Santos, tym niemniej wypracuje w tym wszystkim własną drogę. Drogę fascynującą, urzekającą widokami i pełną bocznych ścieżek, na których można zagubić się na dobre.

To miasto jest dostatecznie duże dla nas obu

Zacznę od świata, w jakim osadzono akcję Red Dead Redemption 2. Każdy, kto widział choć jeden western, może sobie wyobrazić to miejsce. Wysuszone trawy, pomarańczowe góry, żar leje się z nieba… Otóż nic bardziej mylnego! Najnowsza superprodukcja ze stajni Rockstara stroni od takich przerysowanych rozwiązań. Zamiast tego, oferuje cały wachlarz scenografii, które są równie piękne i atrakcyjne, co różnorodne.

Starczy wspomnieć, że powitał mnie widok zamieci śnieżnej szalejącej po górskich stokach. I to właśnie w takich warunkach przyszło mi spędzić spory kawał sekwencji otwierającej Red Dead Redemption 2. Jest to ewidentne przełamywanie schematu, nawet jeśli mocno inspirowane filmem „Nienawistna ósemka” Tarantino.

Innym znowuż razem, trafiłem między lasy północnej części Stanów Zjednoczonych, a nawet na bagna Louisiany (która w Red Dead Redemption 2, tak jak inne krainy, została opatrzona fikcyjną nazwą). Za każdym razem widoki zapierały dech w piersiach.

Red Dead Redemption 2 - misja niczym z Nienawistnej Ósemki

Nie sposób nawet powiedzieć, że Rockstar prezentuje nam nieznaną stronę Dzikiego Zachodu, bo oprócz krainy Wielkich Równin, znajdziemy tutaj również tereny położone daleko na wschód. Krótko mówiąc, to raczej wirtualna wersja Ameryki północnej – z całym jej bogactwem.

Nie myślcie jednak, że ten koncepcyjny zabieg w jakikolwiek sposób rujnuje westernowy klimat. Co to, to nie! Raczej dodaje mu atrakcyjności. A skoro już o klimacie mowa, jest on – jednym słowem – rewelacyjny. Przemierzając Red Dead Redemption 2 nie tylko podziwia się widoki, ale niemal czuje smród końskiej derki czy zapach mijanych pól i bagien. Tak, tak – iluzja jest aż tak dobra!

Co więcej, to świat, który naprawdę żyje. Stare kowbojskie porzekadło mówi: „To miasto jest za małe dla nas obu!”. A tutaj każdy obszar jest tak ogromny, że wszyscy się na nim pomieszczą. I faktycznie to robią. Tłoczno tu od bandziorów, prostytutek, objazdowych sprzedawców, traperów, a nawet turystów.

Co rusz ktoś woła do Arthura Morgana (głównego bohatera Red Dead Redemption 2) – a to, żeby zlecić mu jakieś zadanie, a to znowuż, żeby się z nim po prostu przywitać, albo… żeby go obrobić z forsy.

Red Dead Redemption 2 - zasadzka na moście

W pierwszym – w miarę – cywilizowanym mieście, do jakiego dotarłem, udało mi się zakolegować z żebrakiem-weteranem, którego los wyrzucił na margines społeczeństwa po wojnie secesyjnej. Ilekroć wracałem do tej mieściny, witał mnie z otwartymi ramionami.

Znowuż Innym razem, kiedy przejeżdżałem przez most, z którego nie raz już wcześniej korzystałem, okrążyła mnie grupa drani spod ciemnej gwiazdy i grzecznie poprosiła o portfel. Początkowo próbowałem załagodzić sytuację (bo proste, choć ciekawe, opcje dialogowe Red Dead Redemption 2 pozwalają na takie pogaduchy), ale moje wysiłki spełzły na niczym. Jak się domyślacie, to był ostatni napad tych panów.

No, dobrze, powiecie, ale jak to jest, że otwarty świat Red Dead Redemption 2 rozciąga się, lekko licząc, na cztery strefy klimatyczne, a Arthur Morgan bez problemu dostosowuje się do warunków atmosferycznych? 

Otóż, tutaj ciepłe ubranie nie odgrywa jedynie roli ozdobnika, ale chroni przed chłodem. Dla kontrastu kożuch w upalny dzień znacząco obniży sprawność głównego bohatera. To świat, w który trzeba wejść, on to wymusza. Prowiant, ciuchy i inne zapasy to podstawy, kiedy się go eksploruje.

Red Dead Redemption 2 - na polowanie w śniegu

W porządku, jednak zwiedzanie to nie wszystko. Nawet tytuł z najbardziej wciągającym światem musi mieć jakąś fabułę, która stanie się dla niego kręgosłupem. I w tym aspekcie Red Dead Redemption 2 staje na wysokości zadania. Choć niejednego gracza może też rozczarować. 

Arthur Morgan  - żywy lub martwy

Rok 1899. Prawdziwych rewolwerowców już nie ma… No, prawie. Paru się jednak na szczęście ostało. Tym niemniej, cywilizacja coraz ekspansywniej wdziera się w głąb kontynentu amerykańskiego. Gang niejakiego Dutcha (znany z Red Dead Redemption numer jeden) po nieudanym skoku, zmuszony jest uciekać na wschód kraju, a konkretniej – zaszyć się w zasypanych śniegiem górach.

Tak zaczyna się ta opowieść, której akcja toczy się przed wydarzeniami ukazanymi w pierwszej części Rockstarowego westernu. Arthur Morgan, członek wspomnianej grupy bandziorów, to postać, w którą przychodzi nam się wcielić. I chociaż wyboru nie ma – to nie RPG, – trudno żałować, że padło właśnie na niego.

Red Dead Redemption 2 - golenie brody

Główny bohater Red Dead Redmption 2 jest wyjątkowo sympatycznym drabem. Kiedy trzeba. Bo kiedy nie trzeba, potrafi przeobrazić się w zimnokrwistego mordercę. I w wielu momentach zależało to tylko od podejmowanych przeze mnie decyzji.

To co, dzisiaj będziemy doktorem Jekyllem czy Mr Hydem? Skutkuje to nie tylko stratą honoru (przeliczonego na jedną ze statystyk bohatera), ale też tym, w jaki sposób poboczne postacie będą się do nas odnosiły. Jedni byli mi bezgranicznie wdzięczni, inni przeklinali mnie, na czym świat stoi.

Red Dead Redemption 2 - rozmowa w obozie

No dobrze, ale odłożę na razie na bok kwestię moralności Morgana. Wracam do fabuły. Jaka ona jest? Prosto z mostu – wciąga, nie wciąga, chce się ją śledzić, czy nie? No, dobra, jak prosto z mostu, to prosto z mostu… Wciąga! Perypetie gangu Dutcha są naprawdę interesujące, postaci barwne, a wiele z misji zaskakuje i jest naszpikowanych mikro-zwrotami akcji. (Choć nie brakuje też zadań głupawych w stylu: „Kojot porwał moja torbę!”.)

Trzeba jednak podkreślić coś, co dla jednych będzie sporą wadą, a dla innych niekoniecznie. Red Dead Redemption 2 to gra dla cierpliwych. Znaczy to tyle, że tempo opowieści jest baaardzo powolne. I dotyczy to nie tylko głównego wątku fabularnego, ale całej rozgrywki. W tym punkcie western Rockstara wyraźnie różni się od pędzącego na złamanie karku GTA V.

Red Dead Redemption 2 - pogaduchy podczas jazdy
Pogaduchy podczas niespiesznej jazdy konnej są tu bardzo częste

Czyli co, nudy? To moim zdaniem nadmierne uproszczenie, choć wielu z pewnością tak by skwitowało ślimaczy rytm Red Dead Redemption 2. Ja patrzę na to inaczej. Pamiętacie scenę otwierającą film „Dawno temu na Dzikim Zachodzie”, w której główni bohaterowie przez pięć minut łapią muchy, czekając na przyjazd pociągu? No właśnie, w każdym westernie między strzelaninami są sekwencje, w których akcja przystaje.

Taką właśnie funkcję w moim mniemaniu pełnią dłużyzny Red Dead Redemption 2. Nawet trudno mi nazwać te momenty „dłużyznami”, jako że nie wynikają z niechlujstwa twórców, a raczej są świadomym zabiegiem, na którym buduje się unikalny nastrój rozgrywki. No, ale w tej kwestii zdania będą na pewno podzielone.

Red Dead Redemption 2 - oczekiwanie na przyjazd pociągu

Kula w łeb i inne rozkosze

Koniec końców, jak na grę Rockstara przystało, w którymś momencie sięga się wreszcie do kabury (zresztą, często gracz sam decyduje kiedy). I tutaj pojawia się kolejny element, do którego trzeba przywyknąć. Wersja konsolowa Red Dead Redemption 2 zapewnia poprawkę na celowanie gracza (tak jak większość strzelanin, które obsługuje się padem),  ale to wspomaganie nie działa idealnie.

Raz jest bardzo silne, z kolei w innych momentach może się wydawać, że nie ma go wcale. Na szczęście nie psuje to frajdy z zasypywania przeciwników gradem kul. Ten drobny mankament jest niczym w obliczu rewelacyjnych animacji (momentami pojawiających się w rytmie zwolnionych zdjęć), kiedy przeciwnik potyka się trafiony w nogę lub pada na ziemię z karmazynową miazgą zamiast głowy.

Red Dead Redemption 2 - zwolnione zbliżenia trafień

Oprócz tego wszystkiego, jest jeszcze system Dead Eye, który w Red Dead Redemption 2 wiąże się ze zwolnieniem animacji i możliwością wybrania punktów na ciałach przeciwników, które Arthur Morgan nafaszeruje ołowiem. I ta umiejętność działa naprawdę nieźle.

A jak w Red Dead Redemption 2 rozwiązano kwestię pojedynków (nie może ich przecież w westernie zabraknąć!)? Zdecydowano się na stosunkowo proste rozwiązanie (a na pewno prostsze, niż, na przykład, to znane z serii Call of Juarez). 

Cała sztuka polega na powolnym dociskaniu przycisku spustu. W zależności od tego, jak wolno to zrobimy, tyle będziemy mieć czasu na wycelowanie (znowu w grę wchodzą mniej lub bardziej zwolnione zdjęcia). Jednak zwlekać zbyt długo nie można, bo przeciwnik zrobi z Arthura Morgana sito, zanim tamten zdąży w ogóle wyciągnąć kolta z kabury. Proste? Nie inaczej! A satysfakcja jest.

Red Dead Redemption 2 - schowany za drzewem

Pikanterii strzelaninom dodaje też fakt, że Arthur Morgan po każdym oddanym strzale musi (na przykład w klasycznych rewolwerach) odciągnąć kurek. Analogiczny zabieg przypominam sobie jedynie z Battlefielda 1, gdzie karabiny snajperskie działały na podobnej zasadzie.

No właśnie, i tym sposobem dotarłem do tego punktu, w którym już nie sposób przejść obojętnie obok realizmu, jakim może się poszczycić Red Dead Redemption 2. Realizmu sporego, choć miejscami dalekiego od ideału.

A jak było naprawdę?

Wiadomo, świat kowbojów to świat legend. No, ale jakiś kontakt z rzeczywistością trzeba mieć. Rockstar Games utrzymuje go przede wszystkim w obszarze fizyki. Jeżeli przerzucacie się z jazdy konnej znanej z Assassin’s Creed: Odyssey na tę z Red Dead Redemption 2, to czeka Was ogromny szok. Tutaj koń może skręcić kark, nawet jeśli każemy mu zeskakiwać z niewielkiej wysokości.

Z kolei zjeżdżając z pagórka wierzchowiec będzie ślizgał się po stromym zboczu i przysiadał na zadzie. Galop zaś będzie kosztował go więcej punktów wytrzymałości, jeśli teren będzie się wznosił, a nie opadał. Do tego dochodzą, rzecz jasna, szczegóły fizjologiczne, takie jak wydalanie (nie tylko w formie stałej, ale i ciekłej, o czym zaświadczają żółte plamy na śniegu).

Red Dead Redemption 2 - klimatyczna mgła

To samo dotyczy głównego bohatera – nie, tym razem nie chodzi o wydalanie, ale o fizykę. Zwykle w świecie gier jest tak, że albo da się podejść po jakiejś stromiźnie albo nie. W Red Dead Redemption 2 zdarza się, że po początkowym sukcesie Arthur Morgan się poślizgnie i przejedzie tyłkiem po żużlu. Co, rzecz jasna, zaowocuje uwalanym ziemią płaszczem. (Ciekawostka: dźwiganie ubitej zwierzyny skończy się z kolei zakrwawionymi ciuchami.)

Takich szczegółów i szczególików jest tu całe mnóstwo – raz dotyczą one poruszania się bohatera, innym razem odżywania, pogody, zwierząt, handlu, transportu itd. itp. Mógłbym więc wymieniać wszystkie te detale, rozpisując się o jedzeniu, które trzeba spożywać regularnie, żeby Arthur Morgan nie stracił na wadze. 

Mógłbym mówić o animacji skórowania zwierząt, która zajmuje ładnych parę sekund i wiąże się z faktycznym (a nie udawanym, jak w innych produkcjach) zdzieraniem skóry ze zwierza. Albo o brodzie, która rośnie, o witaniu się ze znajomymi, o kupowaniu biletów na pociągi…

Wierzcie mi, ta lista byłaby niewyobrażalnie długa. Zamiast tego opowiem historię, która pokaże, jak część z tych rzeczy działa w praktyce. A także – jak druga część nie działa i z realizmem ma niewiele wspólnego.

Red Dead Redemption 2 - podróż wozem

Pewnego pięknego dnia w miasteczku Valentine świsnąłem jednemu z mieszkańców konia (w celu, o którym nie będę się rozpisywał, bo nie jest istotny dla tej opowiastki). Kiedy wierzchowiec nie był mi już potrzebny, zdecydowałem się oddać go właścicielowi. Dla punktów honoru, ale i z wrodzonej uczciwości. 

Ledwie wjechałem do miasta, usłyszałem wołanie. Tak, tak, to głos faceta, któremu zakosiłem konia. Pogodziliśmy się, powiedzieliśmy sobie, że tylko pożyczyłem czteronoga i na tym cała sprawa się zamknęła. Beztrosko ruszyłem na spacer po miasteczku.

Zaszedłem do saloonu, gdzie, słuchając opowieści barmana, wychyliłem głębszego, żeby odnowić swój wskaźnik koncentracji… Co, co? A no, właśnie, to jeden z tych mniej realistycznych elementów, aczkolwiek można go potraktować z przymrużeniem oka. Koncentrację (czyli wartość, która pozwala na używanie zdolności Dead Eye) odnawia się między innymi paląc papierosy lub pijąc alkohol. Ok, uznaję to za żart twórców i wracam do mojej opowieści.

Red Dead Redemption 2 - pogoń

Wypiłem, żeby odnowić koncentrację, zjadłem, żeby zregenerować zdrowie i wytrzymałość, po czym skierowałem swoje kroki do biura szeryfa. Nie, żeby oddać się w ręce sprawiedliwości, ale po to, by przyjąć zlecenie na pewnego bandziora. Konkretnie fałszywego lekarza ukrywającego się gdzieś nad rzeką.

Robota skombinowana – zatarłem ręce, - czas zarobić parę dolców! W drogę! No tak, ale – czym? Konia oddałem przecież prawowitemu właścicielowi. To tak mnie twórcy Red Dead Redemption 2 nagradzają za uczciwość? Właśnie tak! Realistycznie. Oddałeś konia, to nie masz konia. Prosty rachunek!

Trudno! Jak uczciwość nie popłaca, trzeba się uciec do przestępstwa. Postanowiłem więc raz jeszcze zwędzić konia. Akurat stał jeden przed sklepem, więc zaszedłem go od tyłu i… I wiecie, że konia nie zachodzi się od tyłu, prawda? Wierzgnął, kopniakiem powalił mnie na ziemię, aż wylądowałem w błocie, oblepiony nim od stóp po czubek głowy.

Normalnie od razu poszedłbym do hotelu, żeby wziąć kąpiel (tak, tak, w Red Dead Redemption 2 trzeba dbać o czystość tak swoją, jak i swojego wierzchowca), ale koń wjechał mi na ambicję. Podszedłem do niego raz jeszcze – teraz od boku.

Ku mojemu zdumieniu na ekranie wyświetliła się jedynie opcja splądrowania juków. A co z kradzieżą konia? Długo się nad tym głowiłem i koniec końców udało mi się ustalić, że kraść konie, owszem, można, lecz nie te, które są przywiązane do czegokolwiek. W tym punkcie realizm po raz kolejny ponosi klęskę i tym razem nie sposób już tego uznać za żart.

Red Dead Redemption 2 - klimatyczne lokacje

Nieźle wkurzony ruszyłem w końcu piechotą, licząc na to, że po drodze znajdę jakiś środek transportu. I faktycznie! Ledwie wyszedłem z miasta, na drodze pojawiła się okazja. Podszedłem do jeźdźca na karym rumaku, ale głupio mi było tak bez powodu palnąć mu w łeb, więc najpierw wybrałem opcję dialogową „Podjudzanie”.

Jak sama nazwa wskazuje, facetowi zaraz skoczyło ciśnienie. Sięgnął po strzelbę, ale ja byłem szybszy. Szczęśliwie nikogo nie było w okolicy (w innym przypadku musiałbym jeszcze złapać i zastraszyć świadka, żeby nie doniósł na mnie szeryfowi), więc ze spokojem splądrowałem ciało, po czym uspokoiłem konia wystraszonego strzelaniną. Obok głaskania, wyczesywania i karmienia, to jedna z opcji, które pozwalają na nawiązanie więzi z koniem, a ta owocuje, ogólnie rzecz biorąc, lepszą współpracą ludzko-zwierzęcą.

Dosiadłem wierzchowca i… Nie przejechałem nawet dwóch metrów, bo wywinął orła na głazie, którego wiedźmińska Płotka nawet by nie zauważyła, i w ten sposób dokonał swego końskiego żywota. No tak… Realizm, psia jego mać!

Znowu byłem pieszo, ale też zaraz pojawiła się następna okazja na pozyskanie konia. Kolejnego jeźdźca postanowiłem potraktować inaczej, niż pierwszego. Na ekranie pojawiła się opcja „Ukradnij konia”, więc czym prędzej skorzystałem z niej. Arthur Morgan zawołał: „Hej, dawaj konia!”, na co jeździec odkrzyknął: „Nie, to mój koń!” i odjechał. Co tu dużo mówić – zupełnie jak w życiu!

No właśnie, i takich smaczków jest całe mnóstwo. Zresztą, w Red Dead Redemption 2 wszystkiego jest całe mnóstwo. Bo realizm realizmem, ale nie można wiecznie przyglądać się Arthurowi Morganowi, jak ślizga się na lodzie (mimo, że ślizga się jak żywy!). Trzeba sobie czas jakoś zorganizować i Red Dead Redemption 2 podsuwa na to mnóstwo pomysłów.

Red Dead Redemption 2 - nietypowe znalezisko

Niby nic...

...a cieszy. Tak z grubsza, starym wyświechtanym sloganem, można podsumować to wszystko, co oferuje nam Red Dead Redemption 2 (poza głównymi misjami, rzecz jasna). Roi się tutaj od drobnostek, które jednak dają niewyobrażalną ilość frajdy.

Zacznę od gangu, którego obóz stanowi swego rodzaju bazę wypadową. Każdy ze zrzeszonych tu drabów ma obowiązek dokładać się do wspólnej kasy. To dotyczy także Arthura Morgana. Na szczęście w mojej mocy leżało dysponowanie wszystkimi środkami. A można je wydać między innymi na ulepszenie wagonów z zaopatrzeniem, obicie obozowych stołów skórą lub porozwieszanie zwierzęcych czaszek na wozach.

I aż chce się to robić – nawet kiedy chodzi wyłącznie o elementy dekoracyjne. Chociażby dlatego, że bandycka brać to przesympatyczna ekipa, z którą miło usiąść przy ognisku i pogawędzić. Czy poznaliście w jakiejkolwiek innej grze kompanię, która tak się podekscytuje waszym szczęśliwym powrotem z misji, że zorganizuje imprezę i nie przepuści, aż z nimi nie oblejecie sukcesu? No właśnie, i jak tu nie pokochać gangu Dutcha?

Red Dead Redemption 2 - nowy przyjaciel w barze
Spotkanie z żebrakiem-weteranem wojny secesyjnej

A skoro już zgadało się o czaszkach zwierząt, trzeba wspomnieć, że polowanie to integralna część Red Dead Redemption 2. Można się wyprawić na mniej lub bardziej legendarną zwierzynę, a w jej zlokalizowaniu pomoże kowbojski odpowiednik „wiedźmińskich zmysłów”. Z upolowanego zwierza pozyskuje się mięso, części potrzebne do tworzenia talizmanów, a przede wszystkim skóry, które wprawny traper może przerobić na przykład na ciuchy, bądź siodło.

Rzecz jasna, te ostatnie można też kupić. Arthur Morgan zawsze chętnie zabawi się w szafiarkę, przymierzając coraz to fikuśniejsze czapki, płaszcze, kurtki czy buty. To samo dotyczy wierzchowca. Stajnie oferują pełen asortyment końskich akcesoriów – od siodeł, przez strzemiona, po derki.

Oczywiście, w Red Dead Redemption 2 nie mogło też zabraknąć całego arsenały spluw. Każda z nich dodatkowo podlega ulepszeniom i personalizacji. Do wyboru jest wzór na drewnie, długość lufy, a nawet to, czy kolba karabinu będzie obciągnięta skórą czy nie. Fani rusznikarstwa znajdą tu coś dla siebie. Zwłaszcza, że dobrze zaopatrzyć się w parę porządnych koltów (lub znaleźć unikalną broń eksplorując świat), kiedy się szykuje napad.

Red Dead Redemption 2 - zakupy w sklepach
Zakupy w sklepach najlepiej robi się poprzez katalogi z towarami

Ano właśnie, skoro Dziki Zachód, skoro bandyci, to nie może też zabraknąć napadów z bronią w ręku. Tylko skąd się dowiedzieć, gdzie są pieniądze, a gdzie ich nie ma? Czy lepiej powodzi się lekarzowi czy barmanowi, bo nie wiem, którego obrobić!

Z pomocą nie raz przyszli mi koledzy po fachu, którym pomogłem, dajmy na to, w ucieczce z policyjnego (o ile to określenie ma zastosowanie do tego, jak działało prawo na Dzikim Zachodzie) transportu. Chętnie odwdzięczali się informacją na temat finansowo atrakcyjnej możliwości rabunku.

A jeżeli komuś nie w smak kradzieże, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poszukał skarbów. Tak, tak, od czasu do czasu od nieznajomych dostałem mapę (przypominającą pirackie szkice z Assassin’s Creed: Black Flag), która prowadziła do ukrytego skarbu. Jeśli więc ktoś gustuje w spacerach i dopasowywaniu widoczków do rysunków, to jest to zabawa w sam raz dla niego.

A to tylko część z atrakcji, jakie można napotkać w Red Dead Redemption 2, choć już te kilka przykładów pozwala zrozumieć, z jak bogatym światem mamy tu do czynienia. Aż czasami, płynnie przeskakując z jednego zadania na inne, można się tam naprawdę zagubić. W najprzyjemniejszy z możliwych sposobów, rzecz jasna.

Red Dead Redemption 2 - mapa skarbów

Red Dead Redemption 2 – czy warto kupić?

W Red Dead Redemption 2 historie piszą się same. Jedno wydarzenie goni drugie, misje przeplatają się z przypadkowymi przygodami… Ale właśnie to stanowi o sile tego tytułu. Nie pamiętam drugiej takiej produkcji (za wyjątkiem Wiedźmina 3, jasna sprawa!), w której miejscami zapominałbym, że „to tylko gra”. 

A jeśli nie gra to co? Opowieść – ale opowieść tylko po części napisana przez twórców, a po części sklejająca się sama z tych wszystkich pobocznymi atrakcji, którymi naszpikowano westernowy hit Rockstara.

Aż strach myśleć, co będzie, kiedy na konsole i pecety trafi „nakładka” na Red Dead Redemption 2 dodająca tryb wieloosobowy. Wtedy chyba wszyscy na pełen etat zostaniemy wirtualnymi rewolwerowcami! W każdym razie ja się tego poważnie obawiam.

Red Dead Redemption 2 - czapka ze skunksa

Porzucę jednak rozważania o przyszłości, powracając jeszcze na chwilę do nowości od Rockstara w takiej wersji, w jakiej jest ona dostępna na ten moment. Bo na koniec muszę powiedzieć jedno – krótko i radykalnie: takie właśnie powinny być gry. Takie, jak Red Dead Redemption 2. Jasne, parę wad się znajdzie, ale i tak tę produkcję można stawiać innym za wzór, bo nadzwyczaj zgrabnie wskoczyła na najwyższą półkę wirtualnej rozrywki.

Zatem z czystym sumieniem można polecić zakup Red Dead Redemption 2... Ha, polecić! Dobre sobie! Ten tytuł to tak naprawdę, mówiąc z angielska, „must-have”. Zwłaszcza, jeśli się uwielbia rozgrywkę prowadzoną w umiarkowanym tempie i produkcje, w których można się zanurzyć bez reszty, wiodąc w ich świecie swego rodzaju „drugie życie”. A co jeśli się nie przepada za takim rodzajem zabawy? Cóż… Dla Red Dead Redemption 2 warto się do niego przekonać. Za wszelką cenę.

No, powiedziałem, co trzeba, jasno postawiłem sprawę i teraz dopiero z czystym sumieniem mogę kończyć. Żegnajcie więc, bo preria znów mnie wzywa. W końcu pociągi same się nie obrabują.

Red Dead Redemption 2 - zabawa w łowcę nagród
Maciej Piotrowski

Maciej Piotrowski

Red Dead Redemption 2 musiało być doskonałe. Nie było innej opcji. Zbyt długo czekaliśmy na tę grę, żeby dostać coś „tylko” dobrego. Całe szczęście Rockstar świetnie zdawał sobie z tego sprawę dzięki czemu dostaliśmy grę absolutnie fantastyczną. Grę, która oczarowuje idealnym westernowym klimatem, urzeka nieśpiesznym opowiadaniem swojej historii, cieszy dużą swobodą rozgrywania poszczególnych misji i która, co najważniejsze, wciąga jak diabli.

Ale najlepsze jest to, że magnesem jest tu nie tyle sama fabuła, a cała ta westernowa otoczka, która pozwala nam robić to na co w danej chwili mamy ochotę. Chcemy zapolować na grubego zwierza? Żaden problem. Chcemy poszukać skarbów? Też da się zrobić. A może mały wyskok „na rybki”? Czemu nie. Ba, jest tu nawet zabawa w paleontologa i szukanie kości dinozaurów.

Red Dead Redemption 2 - widok z pierwszej osoby

To wszystko to jednak dodatki. Znacznie lepiej wkręcają w klimat totalnie zaskakujące nas momenty. Coś co przychodzi tak naturalnie, że nie wygląda na oskryptowane akcje. Przykład? Jadąc konno przed siebie usłyszałem głosy kilku kłócących się ze sobą gostków. Nie wiedziałem jeszcze kto to, ale pojechałem w ich kierunku. Niestety, gdy do nich dotarłem owa przedziwna czwórka siedziała już w łodzi i powoli odpływała od brzegu. 

Cóż, było robić, zignorowałem ich a oni mnie. Później jeszcze słyszałem jak rozmawiali ze sobą o karmieniu rybek trupami. Wówczas też w moim dzienniku pojawiła się informacja że natrafiłem na nowy gang. I nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie kilka godzin później, gdy rozbiłem obóz dość daleko od tamtego miejsca, w nocy nagle koło mojego ogniska znalazł się nieproszony gość, którego nadejścia zresztą nawet nie zauważyłem.

Niby poprosił tylko by móc się ogrzać, ale chwile później jego koleżka już trzymał mnie na muszce. Cóż się okazało? Że to właśnie członkowie owego gangu przyszli mnie odwiedzić i „ życzliwie” ostrzec, że zapuściłem się na ich tereny. Źle się to dla nich skończyło, ale to już inna historia.

Red Dead Redemption 2 - klimatyczne westernowe miasteczko nocą

Innym razem, gdy w końcu po swobodnej wędrówce zdecydowałem się rozpocząć kolejne zadanie z kolegą z naszego gangu, usłyszałem od niego, że mam prowadzić, bo już pewnie doskonale znam drogę. Wszak dwa dni włóczyłem się po okolicy nie odwiedzając obozu. I faktycznie, nie było mnie tam 2 dni. To się nazywa prawdziwa immersja!

To właśnie dzięki takim smaczkom nie ma się dosyć Red Dead Redemption 2. Nawet jeśli gra niemiłosiernie irytuje różnego typu bzurami – a to człowiek pomyli się w klawiszologii i zamiast pogadać postraszy kogoś bronią, a to znowu głupio zginie przez błądzący gdzieś kursor w trybie Dead Eye, tracąc przy tym skórę legendarnego niedźwiedzia albo jeszcze lepiej, nasz koń wywinie orła (razem z nami) potykając się o mały kamień, choć chwilę wcześniej przeskakiwał przez większy.

Ale to wszystko to przy rozmachu Red Dead Redemtopn 2 to naprawdę pikuś. Zresztą im więcej czasu spędzisz z Arturem Morganem przemierzając tereny coraz mniej Dzikiego Zachodu tym więcej jesteś w stanie tej grze wybaczyć. Moja ocena: 4,8/5

Ocena końcowa Red Dead Redemption 2:

  • rewelacyjny, otwarty świat
  • fenomenalny westernowy klimat
  • wciągająca fabuła
  • barwne i wyraziste postaci
  • mnóstwo zadań i aktywności pobocznych
  • malownicza grafika i świetna oprawa dźwiękowa
  • satysfakcjonujące i dynamiczne strzelaniny
  • wysoki poziom realizmu...
     
  • ...który z rzadka zaskakuje oderwanymi od rzeczywistości rozwiązaniami
  • wolne tempo rozgrywki nie każdemu przypadnie do gustu
  • sporadyczne błędy uprzykrzające rozgrywkę
  • niekiedy sterowanie bywa dość dziwaczne
     
  • Grafika:
    super
  • Dźwięk:
    super
  • Grywalność:
    super

Ocena ogólna:

Nasza ocena Ocena:
5 / 5

Za bezpłatne udostępnienie gry Red Dead Redemption 2 na potrzeby niniejszej recenzji dziękujemy firmie Cenega 

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!