Stephen Hawking daje nam 100 lat na zasiedlenie „nowej Ziemi”

Jeśli nie staniemy się cywilizacją międzyplanetarną w ciągu najbliższego stulecia, biada nam. Tako rzecze Stephen Hawking.

Image

100 lat – tyle czasu mamy, by opuścić Ziemię. Tak przynajmniej uważa Stephen Hawking, naukowiec, który niejednokrotnie ostrzegał już, że nasze dni są policzone. Po raz kolejny jego słowa obiegły cały Internet. To dobry moment, by zastanowić się nad tym, na czym stoimy.

Cel: cywilizacja międzyplanetarna

Podobnie jak Elon Musk, Stephen Hawking uważa, że powinniśmy jak najszybciej skolonizować obcą planetę. Powinniśmy stać się cywilizacją międzyplanetarną – a właściwie musimy się nią stać, aby w ogóle przetrwać. 

Mówiąc „jak najszybciej”, Hawking ma na myśli „w ciągu najbliższego stulecia”. Nie wiadomo do końca dlaczego akurat tyle, ale astrofizyk twierdzi, że jest to rozsądna propozycja. Technologia powinna się do tego czasu rozwinąć, a społeczeństwo – przygotować.

Mars jako Ziemia 2.0?

Elon Musk od dłuższego czasu wspomina, że jego celem jest kolonizacja Marsa (ba, ma nawet konkretne plany, jak to zrobić). Sam zresztą stwierdził, że na realizację swojego projektu potrzebuje od 50 do 100 lat – 10 na dostanie się na powierzchnię Czerwonej Planety i kolejne dziesięciolecia na rozwój marsjańskiej cywilizacji.

Marsjanin
Jeszcze Ziemianin czy już Marsjanin? / NASA

Mars wydaje się dość oczywistym wyborem, ponieważ jest blisko. W rzeczywistości jednak trudno określić go mianem „Ziemi 2.0”, bo na Czerwonej Planecie jest zimno, ziemia jest toksyczna, a powietrze nie nadaje się do tego, by nim oddychać. 

Taka kolonia byłaby więc całkowicie uzależniona od szeroko pojętych nas. W zasadzie kolonizacja Czerwonej Planety ma zatem sens tylko wtedy, gdy Ziemia będzie istnieć. Zagłada naszej planety oznaczałaby też koniec dla mieszkańców Marsa. 

Szukając nowego domu

W Układzie Słonecznym próżno szukać planety, która nadawałaby się do tego, by zamieszkać na niej na stałe. Trzeba więc patrzeć dalej, na inne systemy gwiezdne. Jak dotąd jednak nie znaleźliśmy doskonałego bliźniaka Ziemi i trudno wyobrazić sobie sytuację, że dokonamy tego w sto lat, a co dopiero, że się tam w tym czasie dostaniemy. Szukać jednak nie zaszkodzi.

Wciąż mamy problem, by bezpiecznie przetransportować ludzi z Ziemi na Marsa, temat podróży międzygwiezdnych wydaje się więc teraz zupełnie oderwany od rzeczywistości. Innym problemem może być polityka – kto bowiem ma zadecydować o tym, kto zostaje na Ziemi, a kto leci?

Największe zagrożenia dla Ziemi

Dlaczego jednak w ogóle mielibyśmy uciekać z Ziemi? Powodów jest co najmniej kilka. Wymieńmy sobie te najważniejsze, o których wspomina Stephen Hawking i o których wiemy z innych źródeł:

  • przeludnienie (szacuje się, że już teraz na Ziemi żyje 7,5 miliarda ludzi, a z każdym rokiem nas przybywa. Jeśli będziemy żyć coraz dłużej, będzie nas coraz więcej, a to spore zagrożenie dla naszej planety),
  • wojna atomowa (najbogatsze państwa świata inwestują w broń atomową, której wystrzelenie może oznaczać koniec naszej cywilizacji albo przynajmniej „cofnięcie” jej rozwoju. Niektórzy wierzą, że tak było już w przeszłości),
  • globalne ocieplenie (zmiany klimatyczne mogą sprawić, że Ziemia stanie się bardzo nieprzyjaznym miejscem do życia. Coraz większym problemem jest również smog),
  • epidemie (coraz częściej słyszymy o epidemiach obejmujących coraz większe obszary. Łatwe przedostawanie się z miejsca na miejsce sprawia też, że wirusy z odległych części świata trafiają na inne kontynenty),
  • uderzenia meteorytów (według naukowców średnio co 100 lat dochodzi do potężnych zderzeń meteorytów z Ziemią. Nie wiadomo kiedy zdarzy się „o jeden raz za dużo”).

Problemy się rozwiązuje, nie ucieka się od nich

W porządku, możemy skolonizować inną planetę, ale jeśli będziemy chcieli przenieść na nią swoje obecne praktyki, to wykończymy i ją. Dlatego też nie mniej ważne od ucieczki jest rozwiązanie problemów, które obecnie zabijają Ziemię. 

Ziemia katastrofa

Pozostaje jednak pytanie, czy nie łatwiej byłoby rozpocząć nową, lepszą cywilizację od zera. W takim sensie, że to kolonizatorzy od samego początku staraliby się o to, by ziemski scenariusz się nie powtórzył. Bo w jaki sposób można przekonać 7,5 miliarda Ziemian, by zaczęli żyć inaczej?

Załóżmy jednak, że zostajemy przy opcji kolonizacyjnej. W takim razie… 

Kto za to wszystko zapłaci?

Według NASA koszt marsjańskiej wyprawy to około 1,5 biliona dolarów. Mnóstwo pieniędzy (a to dopiero początek wydatków). Znacznie obniżyć te koszty chce SpaceX, tyle tylko, że nawet Musk nie wie, skąd ma wziąć choćby i tą „mniejszą” kwotę. 

Pewnie, ludzie chcący lecieć na Czerwoną Planetę mogliby to pokryć z własnej kieszeni. Tylko jak uzbierać tak bogatą gromadkę? Bo choć chętnych na przygodę życia mogłoby się znaleźć wielu, to mało kto chciałby na Marsie dokonać swego żywota.

Jest też inne pytanie – dlaczego akurat rząd Stanów Zjednoczonych lub konkretna amerykańska firma miałaby opłacić i zająć się planowaniem przyszłości całej naszej cywilizacji? I najważniejsze – czego chciałyby w zamian? Ale z tym musimy was już zostawić… 

Źródło: Popular Science, TIME, Futurism, inf. własna. Foto: NASA's Goddard Space Flight Center

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY