Nowy MacBook Pro to pierwszy laptop Apple'a z dotykowym ekranem, matrycą OLED oraz Dynamic Island zamiast wcięcia na kamerę do wideorozmów. Przy okazji Apple postanowił przywrócić ikoniczne świecące jabłko na obudowie, z którego zrezygnował niemal dekadę temu.
Co prawda Steve Jobs w 2010 roku przekonywał, że ekrany dotykowe w laptopach są bez sensu, ale śmiem się nie zgodzić. Owszem, ograniczając całą interakcję z laptopem do dotyku można szybko dojść do momentu, w którym "ręka chce odpaść", ale panel dotykowy zdaje egzamin z doskoku. Ułatwia manipulowanie grafiką, nawigację w wybranych aplikacjach czy precyzyjną obsługę wirtualnych suwaków i instrumentów, więc sprawdza się jako uzupełnienie touchpada.
Szkoda tylko, że tanio nie jest, bo ceny MacBooka Pro z wyświetlaczem PROLED XDR startują od 14 999 zł. Oznacza to, że za matrycę OLED, dotykowy panel, Dynamic Island i świecące logo Apple życzy sobie 2000 zł, gdyż wariant bez tych dodatków kosztuje 12 999 zł.
Od 2024 roku pełni funkcję szefa działu Mobile w serwisie benchmark.pl. W latach 2012–2023 związany był z Komórkomanią, gdzie od 2015 roku sprawował rolę redaktora prowadzącego. Swoją wiedzę i pasję do technologii rozwijał również prowadząc oficjalne blogi dla takich globalnych marek jak Nokia, Microsoft i LG. Studiował na kierunku reklama i promocja na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Poza technologią, jego zainteresowania obejmują kino, gry wideo, fizykę kwantową i astronomię.