Glyph wygląda jak rekwizyt z retrofuturystycznego filmu science-fiction. Coś, co mogłoby stać na biurku agenta w alternatywnej rzeczywistości, gdzie maszyna do pisania nigdy nie przegrała z komputerem. Kremowo-beżowa obudowa, zaokrąglone keycapy w odcieniach szałwii i bieli, dwa ekrany po bokach górnej krawędzi i niewielka dźwignia z lewej strony. To ostatnie to oczywiście nawiązanie do klasycznej dźwigni w maszynach do pisania. Pchnięcie w górę - Enter. Pociągnięcie w dół - Delete. Czyste szaleństwo w pięknym stylu. Uwielbiam tę klawiaturę.
Pierwsze spotkanie z maszyną do pisania z XXI wieku
Jakość wykonania Epomaker Glyph jest naprawdę solidna. Obudowa ani trochę nie ugina się pod naciskiem, nie skrzypi, nie chwieje się. Klawisze są wykonane z PBT metodą double-shot, a więc nadruk na nich powinien nie zdrapywać się podczas użytkowania. W pudełku natomiast - poza samą klawiaturą - znajdziemy bardzo ciekawy dodatek - żelową podkładkę pod nadgarstki, odbiornik 2,4 GHz (klawiatura pracuje po Bluetooth, 2,4 GHz lub USB), pleciony kabel USB-C, zapasowe przełączniki i szczypce do ich demontażu. Zestaw jak najbardziej wystarczający - i bardzo cieszy podkładka pod nadgarstki.
W Epomaker Glyph oczywiście pierwsze skrzypce gra obudowa, która wygląda bardzo specyficznie i wyróżnia się na rynku. Ale to przecież klawiatura, a więc nie sam jej wygląd jest istotny, ale również przełączniki.
Najciekawsza planeta okrążająca Słońce. Inne gwiazdy też takie mają
W Glyph producent zastosował przełączniki Wisteria V2 (fabrycznie nasmarowane), które wymagają zaledwie 38 g siły nacisku i mają łączny skok 3,6 mm. W praktyce przekłada się to na pisanie, które odczuwa się jak sunięcie po jedwabiu - płynne, szybkie, z satysfakcjonującym, głębokim klikiem przy każdym uderzeniu. Żadnego metalicznego odgłosu, żadnego plastikowego klikania - za to czyste, kremowe uderzenia, których słuchanie jest naprawdę hipnotyzujące.
Co ważne: w Epomaker Glyph nie "klekocze" spacja. To ważne, bo każdy, kto miał do czynienia z różnymi klawiaturami mechanicznymi, wie, że to wcale nie jest takie oczywiste. Stabilizatory przy tym największym klawiszu są dobrze wyregulowane i wytłumione - cała spacja opada równo, bez żadnego luzu na bokach.
W kontekście wyglądu klawiatury - keycapy w Glyph, jak widać na zdjęciach, są zaokrąglone. I przyznam szczerze, że wygląda to naprawdę świetnie, ale wymaga pewnego przyzwyczajenia. Nie jest to wyzwanie nie do przeskoczenia, ale decydując się na tę konstrukcję, należy mieć świadomość, że po latach pracy na kwadratowych przyciskach przerzucenie się na okrągłe może wymagać kilku godzin klikania. To jednak kwestia cierpliwości, a nie jakości.
Gadżeciarstwo na poważnie
Lewa dźwignia jest dokładnie tym, na co wygląda - użytecznym dodatkiem, który stanowi gest w stronę retro estetyki. Nie można jej przeprogramować, a więc trzeba pogodzić się z jej predefiniowanymi ustawieniami (Enter oraz Delete). Ale czy to jakikolwiek problem? Uważam, że nie - skoro to dodatek, który ma jeszcze bardziej wpływać na charakter tej klawiatury i zbliżać ją jakkolwiek do starych maszyn do pisania, to zaproponowana przez producenta funkcjonalność jest według mnie jak najbardziej na miejscu.
Poza tą dźwignią, Epomaker Glyph ma też pokrętło po drugiej stronie. Służy ono do sterowania głośnością lub włączenia i wstrzymania odtwarzania muzyki. Za każdym razem, kiedy widzę taki dodatek w klawiaturze - uważam to za zaletę. I tutaj nie jest inaczej. Lubię mieć pod ręką pokrętło, którym mogę szybko wyregulować głośność muzyki lub gry, kiedy tego potrzebuję.
Bardziej złożona historia to z kolei dwa ekrany w tej klawiaturze. Tak, aż dwa. Lewy wyświetla datę w słownym formacie i jest zablokowany. Nie można go personalizować, a więc przez cały czas, kiedy klawiatura jest włączona, będzie wyświetlać dzień, miesiąc i rok.
Prawy ekran jest ciekawszy. Domyślnie wyświetla status połączenia, poziom baterii etc. Można go też personalizować do wyświetlania własnych animowanych GIF-ów. To świetna zabawa, jeśli jesteś gadżeciarzem i lubisz takie dodatki.
Do obu ekranów trudno mieć zastrzeżenia. Oba są czytelne, choć uważam, że lewy (z datą) jest nieco trudniejszy w odczytywaniu, kiedy na klawiaturę pada silne słońce. Niemniej - spełniają one swoją funkcję wystarczająco dobrze. Na plus, że jeden z nich można "tuningować" i wyświetlać na nim własne animacje (lub statyczne obrazki).
W górnej części klawiatury, poza ekranami, znajduje się też uchwyt na telefon lub tablet. To niewielkie wgłębienie, w którym można umieścić jedno z tych urządzeń i wykorzystać jak tylko zechcesz. To kolejna rzecz na plus, bo - nie ukrywajmy - Glyph jest dość masywną klawiaturą, a zatem świetnie, że producent postanowił wykorzystać każdy centymetr tego sprzętu i znalazł w obudowie miejsce, które będzie świetnym uchwytem do telefonu.
Epomaker Glyph na co dzień. Jak się spisuje?
Ta wyglądająca jak maszyna do pisania klawiatura ma trzy tryby połączenia: Bluetooth, 2,4 GHz i klasyczny kabel USB-C. Przełączanie między nimi jest szybkie i bezproblemowe - służy do tego przełącznik umiejscowiony z tyłu obudowy. Decydując się na pracę bezprzewodową, nie należy jednak spodziewać się spektakularnego czasu pracy na baterii. Akumulator ma pojemność 8000 mAh, co, w zależności m.in. od wybranego podświetlenia, gwarantuje kilka dni pracy na baterii. Warto jednak mieć na uwadze, że będzie to raczej ok. 2-3 dni niż 10, bo choć akumulator jest duży, to dwa ekrany i dużo LED-ów skądś muszą czerpać energię.
Do personalizacji Epomaker Glyph producent zapewnia instalowalną aplikację, która spisuje się po prostu dobrze. Nie zawiesza się, nie ma problemów z komunikacją z klawiaturą - jest po prostu poprawna i daje wystarczające możliwości konfiguracji, choć uważam, że zasługuje na większą opiekę ze strony specjalistów od interfejsu.
Jak natomiast ta klawiatura spisuje się na co dzień biorąc pod uwagę te wszystkie aspekty powyżej? Według mnie - bardzo dobrze, ale Glyph wymaga od użytkownika poświęcenia krótkiej chwili na zaprzyjaźnienie się. To konstrukcja zupełnie inna od "zwykłych" klawiatur. Jest dość masywna, ma dwa duże ekrany i co najważniejsze - okrągłe keycapy. To nie jest zwykła klawiatura, którą większość użytkowników rozważa na co dzień. To sprzęt, który jest dla osób o bardzo konkretnych oczekiwaniach i takich, które raczej więcej piszą, niż grają.
Nie oznacza to oczywiście, że Glyph nie nadaje się do grania, bo jak najbardziej może posłużyć i do takich zastosowań, natomiast głównym przeznaczeniem tego modelu jest mimo wszystko pisanie.
Czy warto kupić Epomaker Glyph? Opinia
Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że Epomaker Glyph to klawiatura godna polecenia. Nie jest to jednak sprzęt dla każdego, trudno go nazwać uniwersalnym i takim, który sprawdzi się absolutnie każdemu użytkownikowi. Ale to nic złego - klawiatura przecież nie musi być do wszystkiego - może być bardzo konkretna i może też wyróżniać się od większości modeli na rynku.
I taki właśnie jest Glyph. To sprzęt, który sprawdzi się każdemu, kto oczekuje od klawiatury bycia "inną". Na tym modelu pisze się naprawdę genialnie, Glyph świetnie też wygląda na biurku - nawet w towarzystwie nowoczesnych sprzętów.
Jeśli więc szukacie klawiatury, która łączy styl retro z nowoczesnością, to Glyph jest naprawdę dobrym wyborem. Owszem, nie jest to produkt bez wad: Glyph nie jest długodystansowcem, jeśli chodzi o czas pracy na baterii (choć oczywiście można tę klawiaturę używać "po kablu"), zaokrąglone keycapy wymagają przyzwyczajenia się, a oprogramowanie nie jest najładniejszym, jakie widziałem. Niemniej nie są to jednak wady, które dyskwalifikują ten produkt. Epomaker Glyph to mimo wszystko dobrej jakości sprzęt za rozsądne pieniądze, który jest "jakiś". Trudno o tej klawiaturze powiedzieć, że jest nudna, nijaka, jak każda inna. Żaden z tych przymiotników do niej nie pasuje - i właśnie to w niej uwielbiam.
- wyjątkowa estetyka, która wyróżnia się na każdym biurku
- znakomite brzmienie - głęboki, kremowy "klik"
- solidna jakość wykonania, brak jakiegokolwiek luzu w obudowie
- świetnie wyregulowane stabilizatory
- dźwignia po prawej stronie klawiatury to fajny dodatek
- dwa ekrany, które są naprawdę użyteczne
- trzy tryby połączenia (USB, Bluetooth, USB-C)
- podkładka pod nadgarstki w zestawie
- zaokrąglone keycapy wymagają przyzwyczajenia
- choć bateria jest duża, to przy włączonych ekranach i podświetleniu, czas pracy nie jest powalający
- ekrany bez regulacji jasności, lewy bez możliwości personalizacji (tylko godzina)
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Epomaker. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.