PowerShot A95
Aparaty firmy Canon często goszczą na naszym "stole testowym". Wynika to z faktu bardzo dużej różnorodności modeli, częstym pojawianiu się nowych produktów i także znacznemu udziałowi produktów tej marki w ogólnoświatowej sprzedaży cyfraków. Jeszcze nie ostygł test modelu PowerShot A95, a tu uprasza się o testy najnowszy G6. Zobaczmy czym nas ten model zaskoczy.
Tym razem dość łatwo określić pochodzenie modelu, to po prostu następca G5, ogromnie popularnego modelu i kolejnego świetnego przedstawiciela serii G. Po doskonałym G2, małej wpadce z G3 pojawił się G5, który sporo namieszał w swojej klasie, zaawansowanych, wręcz półprofesjonalnych kompaktów. G5 był liderem w swoim segmencie, najczęściej nagradzanym i kupowanym aparatem z tego rodzaju. Model G6 - wg producenta - przejął najlepsze cechy poprzednika, otrzymał lepsza matrycę i inną obudowę, parę zmian funkcyjnych, udoskonalony obiektyw oraz szybszy autofocus. Czy to wystarczy, aby Canon G6 był w czołówce swojej klasy? Zobaczmy.
Pierwsze wrażenie
Pierwsze zetknięcie z aparatem jest bardzo przyjemne. Solidny, dobrze wykonany, metalowo-plastikowy korpus. Jeśli ktoś przesiada się z G5, to od razu rzuca się w oczy zmiana proporcji korpusu - jest wyższy, ale węższy niż poprzednik - dla mnie bomba : - świetnie leży w dłoni. Dodatkowo warstwy antypoślizgowe - gustowna, czarna z przodu i tylna, w kolorze całej reszty obudowy aparatu (czyli srebrnej) - polepszają jeszcze uchwyt naszego Canona. Po prostu świetnie wyprofilowany i "trzymający" się dłoni aparat.
Wygodna klapka zakrywająca pamięć i nieco delikatna, wręcz tandetna pokrywka na złącza zewnętrzne, chyba dwóch różnych inżynierów projektowało korpus G6, jeden dostał lewą a drugi prawa stronę, ten od mniejszej klapki zawalił sprawę.
Na górze korpusu umieszczono dodatkowy wyświetlacz pokazujący najważniejsze ustawienia i parametry ekspozycji (świetna sprawa, przydaje się zawsze, szczególnie wtedy, kiedy nie używamy głównego wyświetlacza LCD z powodu np. słabych baterii).
Obok gniazdo do lampy zewnętrznej oraz 3 przyciski funkcyjne. Znajdziemy także włącznik aparatu - przełącznik trybu pracy (zdjęcia lub przeglądanie) oraz typowy dla Canona spust migawki połączony z obsługą zoom'u. Tuż obok dodatkowe pokrętło funkcyjne. Na tyle korpusu króluje duży wyświetlacz, który wraz ze swoja obrotową obudową robi spore wrażenie.
Obok przycisk nawigacyjny do MENU, 4 funkcyjne i przycisk SPOT. Generalnie, jak to zwykle u Canona dużo przycisków i dobrze. Zmianę układu pokręteł zauważymy w głównym pokrętle funkcyjnym, nie jest ono umieszczone jak zwykle, na górze, ale z tył, przy wizjerze. Ciekawe rozwiązanie, trzeba się przyzwyczaić, ale moim zdaniem pomysł trafiony, nie trzeba przekręcać aparatu, aby przy kadrowaniu skontrolować, na jakim ustawieniu pracujemy (podobne rozwiązanie znajdziemy w modelu Pro1). Standardowo duży plus za metalowy gwint do statywu i łatwo otwierającą się klapkę od baterii.
Jak widać zalet nasz korpus ma dużo, ale są tez wady. Po pierwsze filcowe mocowanie klapki na obiektyw - pisałem już o tym przy recenzji Canona S1 IS. Druga sprawa, to sposób regulacji dioptri wizjera. To, że jest taka możliwość, to zaleta, jednak ten śmieszny suwak jest niewygodny, mało precyzyjny i brzydki. To jest aparat cyfrowy, a nie tani walkman :(
Wymienione wady nie zakłócają jednak ogólnego wrażenia - to bardzo dobry korpus, świetne trzymanie, dużo przycisków, dwa wyświetlacze - generalnie zapowiada się na test dobrego aparatu, kompaktu z wysokiej półki, a więc do dzieła.
Dane techniczne
Nieco parametrów technicznych. Szczegółowa specyfikacja znajduje się na polskiej stronie producenta.
- Całkowita liczba pikseli: 7.1 M
- Formaty zapisu zdjęć: JPEG (EXIF 2.2), RAW
- Zapis video: 640 x 480, audio
- Rozdzielczość maksymalna: 3072 x 2304
- Czułość ISO: Auto, 50, 100, 200, 400
- Obiektyw : Ogniskowa 35-140 mm (wg filmu 35), F2.0 - F3.0 / F8
- Balans bieli: 6 ustawień + własny
- Migawka (min): 1/2000 sek. - Migawka (max): 15 sek.
- Lampa błyskowa: wbudowana, do 5m, możliwość użycia lampy zewnętrznej - gorąca stopka
- Tryby pracy lampy: Auto, błysk wymuszony, błysk wyłączony, długa synchronizacja
- Pomiar światła: wielopolowy, centralnie ważony, punktowy
- Rodzaj pamięci: Compact Flash Typ I / Typ II
- Wizjer: optyczny
- LCD: 2.0 , rozdzielczość 118,000 pikseli
- Waga [g]: 567 g
- Wymiary [szer. × dług. × wys.]: 105 x 73 x 73 mm
Najistotniejsze cechy aparatu
Obiektyw - znany z poprzednich wersji aparatów serii G, jasny obiektyw Canona, jest mocną stroną testowanego modelu. Parametry jego (ogniskowa 35-140 mm (wg filmu 35), F2.0 - F3.0 / F8) pokazują, że nie jest nastawiony na zakres ogniskowej, ale na poziom jasności oraz jakość odwzorowania.
Możliwości zoom'u przedstawiam poniżej.
zdjęcia zoom min i max
Nie występują tutaj błędy, jakże często nękające obiektywy o większych zakresach ogniskowej - dystorsja beczkowata i poduszkowata czy winietowanie. Mechanika obiektywu także nie rozczarowuje - jest cichy, prędkość ustawiania ogniskowej jest w sam raz, silniczek odpowiedzialny za ustawianie ostrości także dobrze sobie radzi. Ma również dobre makro
zdjęcie makro
Jak zwykle w serii G możemy zastosować różne opcjonalne nakładki (montowane po zdjęciu pierścienia mocującego).
Są to na przykład konwerter szerokokątny 0.7x oraz telekonwerter 1.75x, których zastosowanie pokrywa zasięg 10-krotnego zoomu. Nowością zastosowana w G6 jest optyczny filtr neutralny (ND), który redukuje światło o 3 skoki. Pozwala on na ustawienie dłuższego czasu naświetlania i większego otworu przysłony przy silniejszym świetle, powoduje nieco większe nasycenie kolorów, a także przydaje się przy filmowaniu, ponieważ eliminuje jasne, poziome linie, pojawiające się przy skierowaniu obiektywu w stronę źródła światła.
Po tych wszystkich zaletach i nowościach czas na wady, właściwie jedną jedyną wadę - krótki koniec ogniskowej. Canon nie zauważa upływającego czasu i działań konkurencji. Choć oni dawno już stosują szkła szersze, Canon w swym najnowszym dziecku nadal stosuje obiektyw rozpoczynający się od 35mm. Ma co prawda w swej ofercie kompakt, który ma taki obiektyw - to model Pro1 (ogniskowa 28-200), ale jest on zdecydowanie za drogi. Gdyby obiektyw w G6 startował od 28, byłby idealny, a tak jest po prostu bardzo dobry.
Przetwornik DIGIC i tryby pracy - sam przetwornik opisywałem już na przykładzie modelu A80 i S1 IS. Jest to bardzo ważny element aparatów Canona, dlatego warto o nim wspomnieć. Dla przypomnienia : procesor Canon DIGIC jest odpowiedzialny za cały proces przetwarzania obrazu (producent stosuje go nie tylko w kompaktach, ale także w swoich lustrzankach cyfrowych, chociażby w EOS 10D ). Zintegrowanie wszystkich algorytmów przetwarzania obrazu na jednym układzie scalonym zapewnia szybkie zapisywane danych na karcie pamięci, małe opóźnienie wyzwolenia migawki i optymalną jakość obrazu. Już przy samym starcie widzimy, jak szybki jest G6 - po 3 sekundach gotowy do pierwszego zdjęcia - bardzo dobry wynik.
Osobną cechą układu jest technologia iSAPS (intelligent Scene Analysis based on Photographic Space - inteligentna analiza sceny w oparciu o przestrzeń fotograficzną). To coś w rodzaju asystenta fotografującego, który wybiera szybsze ustawianie ostrości oraz korzystniejsze ustawienia balansu bieli - mniej zaawansowany użytkownik może zaufać nowym technologiom i procesorowi DIGIC.
Jednak przeznaczenie modelu G6 jest inne, to kompakt dla wymagających i już obeznanych z fotografią użytkowników. Daje możliwość wyboru 12 trybów fotografowania, a przez to pełną kontrolę nad aparatem w każdej sytuacji. Poza trybami ustawień ręcznych oraz preselekcji migawki i przysłony - co jest wymagane przez zaawansowanych fotografików - model G6 posiada 2 tryby ustawień osobistych użytkownika - można ustawić parametry aparatu pod własne potrzeby i wywołać je przekręcając główne pokrętło w pozycję C1 i C2 - idealne rozwiązanie dla osób, które często robią zdjęcia w podobnych warunkach lub zdjęcia o podobnych cechach - jednym ruchem palca aparat jest ustawiony tak, jak sobie tego życzą.
Zaimplementowano także tryb zdjęć portretowych i krajobrazowych oraz tryb scenerii nocnej udostępniający długie czasy synchronizacji. Zawsze gotowy do pomocy asystent panoramy działa w aż w 5 trybach, umożliwiając wyrównanie do 26 obrazów przy wykonywaniu zdjęć panoramicznych, łączonych następnie za pomocą programu PhotoStitch.
Dla porządku trzeba wspomnieć o trybie rejestracji filmów, oraz możliwości wykonania zdjęć z użyciem efektu sepii, kolorów nasyconych, czarno-białych, neutralnych lub z lekkim rozmyciem obrazu.
System autofocus - to ważna cecha aparatów z wyższej półki, które muszą spełniać wymagania użytkowników bardziej zaawansowanych. Dlatego projektanci tego aparatu oparli automatyczne ustawianie ostrości na opisanym wcześniej, bardzo szybkim procesorze DIGIC, oraz na sprawdzonym, świetnym 9-punktowym pomiarze AiAF, który umożliwia automatyczne ustawienie ostrości w każdym przypadku, chociażby dla obiektów znajdujących poza centrum kadru. Wspomniana wcześniej, dobra mechanika obiektywu, szybkie przetwarzanie informacji i ulepszony system regulowania ostrości owocuje znacznym przyspieszeniem całego procesu strojenia ostrości, nie tylko w trybie pojedynczym, ale także ciągłym.
Opisana przez mnie w poprzednich testach aparatów Canon , ruchoma strefa FlexiZone AF/AE daje nam możliwość określenia konkretnego miejsca w kadrze, z którego dokonywane będą pomiary - jest to doskonale rozwiązanie dla bardziej skomplikowanych kadrów, fotografii studyjnej czy portretowej.
Kolejna zaletą naszego aparatu jest obecność lampki wspomagania autofocusa. Działa szybko i pewnie, nawet na odległość 4m. Świeci co prawda silnym, białym światłem, wiec wykonanie zdjęcia w ciemności, z ukrycia, bez "dekonspiracji" jest niemożliwe, ale przecież nie o to chodzi. Lampka jest, działa dobrze i to podkreślam jest duża zaleta modelu G6. Pisząc te słowa zastanawiam się dlaczego obecność takowej lampki to zaleta aparatu - to powinien być standard, a nie cecha wymagająca podkreślenia. Rozumiem tańsze modele, w których dla oszczędności rezygnuje się ze wszystkiego, z czego można. Natomiast w modelach drogich ?? Są aparatu przekraczające cenę 3 tys. zł, w których nie ma takiej lampki - chyba ich producenci chcą zmusić klientów do zakupu lamp zewnętrznych. Jeszcze raz brawo dla G6.
Ruchomy wyświetlacz LCD i wizjer - to już 3 model Canona, który opisuje i 3 z ruchomym wyświetlaczem - bardzo cenię sobie te funkcje w aparacie i kieruje się nią przy wyborze cyfraka dla siebie. Ekran LCD jest obracany o 180 stopni w płaszczyźnie poziomej i o 270 w pionowej, co daje ogromne możliwości kadrowania w trudnych warunkach (np. trzymając aparat nad głową). Aby ułatwić robienie autoportretów wyświetlacz automatycznie generuje obraz lustrzany.
I tak jak w S1 IS czy w A80 LCD był mały, tak w G6 rozmiar LCD jest zadowalający. Na szczęście tym razem inżynierowie Canona nie oszczędzali na jego wielkości. Nie tylko rozmiar LCD jest ważny, również jakość wyświetlanych obrazów za jego pośrednictwem się liczy. W tej dziedzinie G6 również nie zawodzi, kolory naturalne, świetna ostrość i niezła widoczność, nawet w słońcu. Czyli wyświetlacz LCD to kolejna, duża zaleta testowanego modelu.
Zupełnie inaczej przedstawia się wizjer. O śmiesznej regulacji dioptri już pisałem, natomiast fakt zastosowania wizjera optycznego zamiast wyświetlacza LCD to już gruba przesada. Aparat dąży do bycia liderem w swojej klasie, a tu taka wpadka !! Kompletnie tego nie rozumiem. Dużo tańsze aparaty konkurencji już dawno maja dwa LCD, a najnowsze dziecko jednego z liderów rynku cyfraków nadal wizjer, porażka :(
Inne funkcje i cechy aparatu
Formaty zapisu zdjęć - zaawansowane kompakty powinny charakteryzować się wieloma stopniami kompresji oraz możliwością zapisu zdjęć w formacie bezstratnym TIFF lub RAW. W tej dziedzinie nasz aparat sprawdza się doskonale. Ma 5 dostępnych rozdzielczości zdjęcia, od 640x480 do 3072x2304 pikseli, oraz 3 stopnie kompresji - normal, fine, superfine. Trudno nie znaleźć odpowiedniego dla siebie rozmiaru i kompresji zdjęcia. Wyposażono go także w możliwość zapisu zdjęć bez kompresji, w formacie RAW. Bardzo przydatne dla wszystkich, którzy wykonują znaczne powiększenia i stać ich na duże karty pamięci, bo takie zdjęcie może zając ponad 10MB. Różnice w ilości szczegółów przedstawiam poniżej, zaznaczam, ze to duże powiększenie fragmentu obrazka:
zdjęcie JPG i RAW
Osobno należy opisać formaty zapisu video. Nasz aparat potrafi nakręcić film nawet w rozdzielczości 640x480, jednak tylko 10 kl/s i 30s max długość sekwencji. To i tak niezły wynik, jak na aparat, w którym zapis filmów jest tylko dodatkiem.
Lampa błyskowa - w naszym kompakcie lampa błyskowa posiada wiele trybów pracy :
- auto - błyska automatycznie, kiedy warunki wymagają doświetlenia,
- auto z redukcją efektu czerwonych oczu,
- błysk wymuszony - czyli lampa błyska zawsze, bez względu na warunki - przydaje się do doświetlania ciemniejszych planów,
- błysk wymuszony z redukcją czerwonych oczu,
- błysk wyłączony,
- synchronizacja z długim czasem migawki na początku ekspozycji (tzw pierwsza kurtyna),
- synchronizacja z długimi czasami na końcu ekspozycji (druga kurtyna).
Te dwa ostatnie, ciekawie brzmiące nazwy trybów, to po prostu różny sposób naświetlania scen nocnych - albo najpierw błysk, potem naświetlanie sceny światłem zastanym, albo odwrotnie. Moc naszej lampki nie jest duża, tak jak jej rozmiary - prawidłowo naświetla do 4 m.
Na szczęście konstruktorzy serii G nie zapomnieli o gorącej stopce do zewnętrznej lampy błyskowej, brawo ! Możemy korzystać z szerokiego wachlarza lamp dodatkowych, od prostych, jednopalnikowych, poprzez profesjonalne, z automatycznym zoom'em, aż do np. nasadki na obiektyw, do zdjęć makro.
lampa makro
Do przydatnych gadżetów zaliczył bym wyzwalanie z interwałem czasowym (do 100 zdjęć w odstępach od 1 do 60 minut), które uwaga !- można zaplanować nawet na 4-dniowy cykl zdjęciowy.
Zdjęcia sekwencyjne z korektą - zagłębiając się w możliwości aparatu natrafiłem na dwie, bardzo ciekawe funkcje. To możliwość wykonania sekwencji 3 zdjęć z korektą ekspozycji (AEB) lub korektą ostrości (FOCUS-BKT). Pierwsza z nich, po uaktywnieniu jej w MENU, działa następująco - naciskamy jeden raz spust migawki, a aparat wykonuje serię 3 zdjęc. Pierwsze jest naświetlone standardowo, drugie jest nieoświetlone, a trzecie prześwietlone. Stopień odchylenia od standardowych (zastanych) wartości ekspozycji określamy w zakresie od -2 do + 2 EV, co 1/3 EV. Ta funkcja często przydaje się przy zdjęciach plenerowych, kiedy dopiero przed komputerem zdecydujemy, czy "idziemy" w światła czy cienie. Druga ze wspomnianych funkcji przydaje się przy manualnym ustawieniu ostrości. Polega ona na wykonaniu przez aparat serii 3 zdjęć, pierwsze ma aktualnie ustawioną ostrość, drugie aparat ustawia na ostrość planów dalszych, trzecie na bliższych. Wartości tych zmian także możemy regulować, w trzech zakresach - małym, średnim i dużym. Obie z tych funkcji są przydatne raczej dla bardziej zaawansowanych fotografików, ale przecież G6 do takich właśnie klientów ma trafić.
Ergonomia i obsługa
O świetnym 'uchwycie' naszego aparatu już wspomniałem, do pełni zadowolenia z obsługi brakuje tylko sensownie rozmieszczonych i funkcyjnych przycisków oraz prostego w obsłudze, ale bogatego MENU. Przekonajmy się, co G6 w tym zakresie potrafi
Rozmieszczenie przycisków i pokręteł funkcyjnych - to jest to, co bardzo lubię w Canonie - dużo przycisków i pokręteł . Są one rozmieszczone tak, że wymagają obsługi dwiema rękami, choć strona prawa jest bogatsza i umieszczono tam częściej używane funkcję. Mamy tu więc włącznik/przełącznik trybu pracy, przycisk SPOT, nawigator do obsługi MENU, przyciski włączania MENU i menu FUNC, zatwierdzanie ustawień i wybieranie punktu AF (SET), na górze mamy jeszcze spust migawki połączony ze sterowaniem zoom'a oraz kółko nastaw - świetny pomysł inżynierów Canona. Za pomocą tego kółka zmieniamy rożne wartości, aktywne w danym momencie (np. czas migawki , pole AF, wartości w MENU itd.)
Na środku, poza dominującym wyświetlaczem LCD, znajduje się pokrętło główne oraz regulacja dioptri wizjera plus dwie diody sygnalizacyjne, informujące na bieżąco o stanie aparatu - gotowość, zapis na kartę, gotowość lub ładowanie lampy błyskowej, informacje o ustawieniu bądź niemożności ustawienia ostrości.
Strona lewa to 5 dodatkowych przycisków, świetnie "wyposażonych" w przydatne i często zmieniane funkcje - tryb makro, manualne ostrzenie, wybór sposobu pomiaru światła, pracy migawki i lampy błyskowej - brawo dla G6 za to, że te funkcje są na korpusie a nie w MENU.
Stali czytelnicy wiedzą już, że miałem kiedyś G2 i pewnie dlatego tak bardzo podoba mi się obsługa G6. Owszem, nie musiałem się jej uczyć, ale uwierzcie mi, nawet bez doświadczeń z G2 muszę po raz kolejny przyznać, że Canon przoduje w łatwości obsługi swoich produktów, a szczególnie właśnie serii G. Po prostu rewelacja. Obraz idealny psuje wspomniana wcześniej, śmieszna i brzydka regulacja dioptri - kto wymyślił ten suwak??
MENU aparatu - chciałoby się powiedzieć - dość zachwytów, ale MENU G6 to kolejna jego zaleta. Jest przejrzyste, intuicyjne, podzielone na dwie części (pierwsza uruchamiana jest przyciskiem MENU, druga przez FUNC).
W pierwszej mamy paletę opcji konfiguracji samego aparatu, działania systemu AF, lampy błyskowej, opcje wyświetlacza, obsługę karty CF itd. Jest tu również zakładka "My Camera" z tematami wyglądu MENU i dźwięków aparatu - szczerze mówiąc myślałem, że w tak zaawansowanym aparacie już tych niepotrzebnych wodotrysków nie będzie - jednak są i trzeba z tym żyć :(
Natomiast druga "część" MENU odpowiada za ustawienia przydatne przy wykonywaniu zdjęć - rozdzielczość, kompresja, wartość ISO, bracketing lampy itd. - świetny pomysł, bardzo przyspiesza i ułatwia pracę.
Żeby tego było mało, mamy jeszcze dodatkowy wyświetlacz na górze korpusu, na którym są najpotrzebniejsze informacje, podświetlany na ładny kolor.
Podsumowując, do MENU żadnych zastrzeżeń mieć nie można, to wzór dla innych producentów sprzętu. Przyciski i pokrętła, poza topornym suwakiem też bez zarzutu, tak więc G6 jest klasą sam dla siebie pod tymi względami i na pewno ląduje w ścisłej, światowej czołówce pod względem obsługi, brawo !
Jakość zdjęć
Biorąc do ręki G6 zastanawiałem się co nam da nowa matryca i poprawiony jeszcze bardziej obiektyw, bo przecież to najistotniejsze zmiany w stosunku do G5, reszta to kosmetyka (oczywiście poza zmianami w elektronice i świetnym, nowym systemem AF). Czy warto posiadać aparat z tak dużą, jak na dzisiejsze czasy, matrycą? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, na razie sprawdźmy, co nowy tandem, czyli matryca + obiektyw potrafią zdziałać w G6.
Na początku coś o pikselach. Często przychodzą do mnie po radę osoby, które chcą kupić cyfraka. Rozmowę zaczynają zawsze od ilości pikseli: że minimum 4MP, a najlepiej to 5MP itp. Na pytanie: do jakich powiększeń będzie używany aparat? najczęściej słyszę: 10x15 cm. W takim razie po co aż 5MP? - odpowiadam - przecież wystarczy w zupełności "trójka". Oczywiście rozmowa przybiera już zupełnie inny wymiar, gdy od świadomego "pstrykacza" słyszę argument: abym miał spory zapas na ładne wykadrowanie zdjęcia. Takiemu człowieku skłonny jestem polecić nawet 7MP aparat.
Jeszcze ciekawsza jest historia kolegi, który chciał kupić aparat z matrycą 8MP, do robienia zdjęć które nigdy na papierze się nie znajdą, a pozostaną tylko na dysku w komputerze. Przepraszam, ale jaki trzeba mieć monitor, że zobaczyć rozdzielczość ponad 3000 punktów?
Ten wstęp służy tylko aby pokazać pęd producentów to powiększania matryc, które większości "fotografom" są zbędne - ale jaki to świetny marketing !!
Nie inaczej jest z Canonem - 7MP w najnowszym aparacie. Czy warto? Warto, ale tylko wtedy, kiedy nasze odbitki przekraczają rozmiar 13x18 cm, bądź wykonywać będziemy znaczne powiększenia w komputerze i nie przeszkadza nam szum matrycy.
A teraz konkretniej. Na poniższych zdjęciach widzimy dwa, mocno powiększone wycinki kadru, jedno z rozdzielczością odpowiadająca matrycy 5MP, drugie z maksymalną, dostępną rozdzielczością - widać różnice ?
Nieznacznie, ale jednak są. To zdjęcia odpowiednio 5MB i 7MP. Poniżej umieszczam także ten sam test, wykonany aparatem Nikon 8700, który dysponuje matrycą 8MP - tu różnica jest większa, ale nadal niewielka. Zdjęcia odpowiednio 5MP i 8MP.
A co z tym szumem, zapytacie? A więc szum jest i to znaczny. Pęd ku magicznym numerkom 3, 5, 7, 8 MP powoduje, że bez zmiany wielkości matrycy, upycha się tam coraz więcej elementów światłoczułych, które są coraz bliżej siebie. Dlaczego lustrzanki cyfrowe, z rozdzielczością 6MP robią o niebo lepsze zdjęcia, niż nawet 8 megapixelowe kompakty? Odpowiedź jest prosta, maja dużo większą powierzchnię matrycy, dochodzi przez to do niej więcej światła, obiektywy mogą mieć większe szkła - to wszystko powoduje wspaniale zdjęcia bez szumów. Sami zobaczcie jak szumi G6 - zdjęcie po lewej.
To zdjęcie wykonałem co prawda w ciężkich dla szumów matrycy warunkach - czyli ISO400, ciemny pokój i czarny obiekt . Ale i tak nie jest dobrze, 7MP szumi i nic tego nie zmieni, tylko zwiększenie powierzchni matrycy. We wspomnianym wcześniej Nikonie 8700 mamy aż 8MP, ale większą powierzchniowo matryce, co daje mniejsze szumy, przy tych samych warunkach - zdjęcie po prawej.
Po za szumami jednak trudno się przyczepić do jakości zdjęć. Kolory są naturalne, ciepłe, dobrze "narysowane".
Aparat świetnie radzi sobie w terenie, zdjęcia są wysokiej klasy, w wysokich rozdzielczościach zaskakuje ilością szczegółów. Kolor skóry jest naturalny, zdjęcia z lampą również prawidłowo są wykonywane. Jedno, co mógłbym zauważyć na niekorzyść G6 - często robi za miękkie zdjęcia, bardzo plastyczne, co nie zawsze jest zaletą.
Do wad zaliczyć też trzeba - jak zawsze - występowanie aberacji chromatycznej, opisywanej już przeze mnie w poprzednich testach. Wada typowa dla cyfraków, częsta w tanich modelach lub tych, z długim zoom'em. Niestety nasz aparat nie jest jej pozbawiony, choć do tanich nie należy. To głównie wina obiektywu, tę sama wadę miały wszystkie modele serii G i niewiele się niestety poprawiło :(. Chciałbym być dobrze zrozumiany, poziom aberacji jest akceptowalny, ale w tym poziomie cenowym to już wada.
Natomiast korzystnie G6 wypada jeśli chodzi o pogorszenie jakości zdjęcia przy wzroście wartości ISO. To kolejny parametr, który ma znaczący wpływ na ilość szumów. Przy 50 i 100 jest bardzo dobrze, 200 zaczyna dopiero pogarszać jakość, natomiast ISO400 już widać mocno. Jednak rzadko który kompakt przy ISO400 wykazuje dobrą jakość zdjęcia, to potrafią tylko lustrzanki - z podobnych powodów jak przy opisie szumów matrycy.
ISO-50 ISO-100
ISO-200 ISO-400
Reasumując, jakość zdjęć jest bardzo dobra, poza szumami, które przeszkadzają, szczególnie przy dłuższych czasach naświetlania. Korzystnie wypada nasz Canon w plenerze, świetne nasycenie kolorów i plastyczność (co jednak nie zawsze jest zaleta)
Podsumowanie
Konstruktorom Canona G6 udało się zachować wszystkie zalety poprzedników, przyspieszyć działanie samego aparatu, poprawić system AF i funkcjonalność obsługi. Korpus jest prawie doskonały, MENU i obsługa przycisków i pokręteł wzorowa, zastosowane nowe rozwiązania powodują jeszcze wygodniejszą prace z G6. W tym modelu zaawansowany fotograf znajdzie dobrego partnera nie tylko przy zdjęciach wakacyjnych czy rodzinnych. Świetnie nadaje się do zdjęć krajobrazowych i wszędzie tam, gdzie szybkość i wygoda ma niebagatelne znaczenie. O jednej zalecie także wypada tu wspomnieć. To bardzo dobra bateria, która pozwala na wykonanie nawet 300 zdjęć (przy średnim używaniu lampy) - świetny wynik.
Wspomniane wady, a szczególnie poziom szumów, psuja nieco obraz całości, ale na zadane na początku pytanie, czy testowany aparat ma szanse zachować pozycje jednego z liderów w swojej klasie odpowiadam twierdząco - ma mnóstwo zalet, dobra cenę, a wady, którymi jest obarczony, występują nie tylko w tym aparacie.
Za:
| Przeciw:
|