Zwiastun końca Zamieci? Co o kondycji Blizzarda mówi recenzja Warcraft III Reforged
Na Warcraft III Reforged chciałoby się spuścić zasłonę milczenia. Jednak recenzencki obowiązek każe przeanalizować odnowioną wersję klasycznego RTS-a. Na szczęście dla nas to także świetna okazja do refleksji nad obecną polityką i planami Blizzarda.
Warcraft III: Reforged rozbudzał nadzieję
Czekałem na Warcraft III: Reforged z umiarkowanym podnieceniem. Jednak Blizzard zdołał mnie na tyle wypościć, że po World of Warcraft Classic, po dodatkach do Heroes of the Storm, Hearthstone i Overwatch oraz po kolejnych sezonach Starcraft 2 i Diablo IIInabrałem ochoty na jakąś nowinkę od Zamieci.
Wprawdzie Warcraft III: Reforged trudno uznać za nowość jako taką, ale i tak ciekaw byłem, jak można tchnąć drugie życie w RTS-owego klasyka sprzed blisko 20 lat. Krótko mówiąc, oczekiwałem zabawy z czasów młodości w gruntownie odświeżonym wydaniu. Jak widać, nie liczyłem na wiele…a i tak się przeliczyłem.
Zamiast beztroskiej frajdy, doznałem silnego niepokoju – o to, dokąd właściwie zmierza Blizzard, jak traktuje swoich fanów i jakie stawia sobie obecnie priorytety. Bo, jakby nie patrzeć, Warcraft III: Reforged jest miernikiem wszystkich trudności, z jakimi borykają się obecnie rodzice Arthasa, Thralla i reszty warcraftowej ferajny. Oto wnioski z tej mojej refleksji, a zarazem recenzja Warcraft III: Reforged. Zapraszam do lektury!
Warcraft III Reforged – prawda czasu i prawda ekranu
Miało być tak pięknie! Gra, którą pokochały miliony, wykuta na nowo – jak głosi tytuł! Co to mogło oznaczać? Z pewnością remake pełną gębą! Grafika wymalowana od zera, ścieżka dźwiękowa odegrana i „wygadana” przez najlepszych fachowców naszych czasów, tryb wieloosobowy, który będzie mógł śmiało mierzyć się z mistrzowskim Starcraftem II… Czy nie?
No właśnie nie! Już pierwsze zwiastuny dały do zrozumienia, że grafika „da radę”, ale rewolucji w obszarze estetyki nie będzie i w ogóle jakakolwiek rewolucja stanęła pod znakiem zapytania. Wciąż jednak naobiecywano sporo – chociażby przerywniki filmowe, które pozwolą spojrzeć na kampanię z nowej, bardziej dynamicznej perspektywy czy też ulepszony, nowatorski interfejs.
Warcraft III: Reforged jest miernikiem wszystkich trudności, z jakimi borykają się obecnie rodzice Arthasa, Thralla i reszty warcraftowej ferajny
Przyszedł w końcu dzień premiery i czas sprawdzenia tych obietnic. Co ciekawe, początek mojej przygody z Warcraft III: Reforged nie był tragiczny. Obejrzałem sobie nagrane na nowo intro, przebrnąłem jakoś przez toporne i trącające myszką menu główne, a potem rzuciłem się w wir warcraftowej przygody, czyli pamiętnej kampanii o księciu Arthasie.
I tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie. Okazało się bowiem, że kolejne przerywniki filmowe po prostu przekopiowano z oryginalnej wersji i jedynie podkręcono im rozdzielczość. No, dobrze – pomyślałem sobie – przecież nie to w Warcraft III: Reforged jest najważniejsze! Ruszyłem dalej wojenną ścieżką orków, ludzi, nieumarłych i elfów!
I znowu – nie było źle. Grafika, owszem, z nóg mnie nie zwaliła, przypominała też do złudzenia tę z oryginału, ale za to modele faktycznie „wykuto” na nowo. Odniosłem wrażenie, że gram w Warcrafta III z moich wspomnień – podkoloryzowanego i nie pamiętającego o kanciastych bryłach. Nieco inaczej sprawy się miały ze sferą audio. Ścieżka dźwiękowa pozostała w zasadzie nietknięta – wiadomo, zwycięskiego składu się nie zmienia, ale, mimo wszystko, szkoda.
Wydawać by się mogło więc, że wszystko w porządku. Nie ma zachwytu, ale i nie ma rozczarowania. Oj, jest rozczarowanie, jest, i to jakie! Pamiętacie obietnice dotyczące interfejsu? Nawet go nie tknięto! Animowane wstawki oglądane z nowej dynamicznej perspektywy? Ani trochę! Może chociaż da się skonfigurować po swojemu „gorące klawisze”? Nic z tego, w menu nie znalazłem takiej opcji. Zatem Barejowski rozdźwięk między prawdą czasu a prawdą ekranu nie traci na aktualności również w przypadku Warcraft III: Reforged.
Pamiętacie obietnice dotyczące interfejsu? Nawet go nie tknięto! Animowane wstawki oglądane z nowej dynamicznej perspektywy? Ani trochę!
Mocno zniechęcony tym lenistwem Blizzarda zapuściłem się do menu gry wieloosobowej. I tutaj objawiła mi się cała nędza Warcraft III Reforged. Myślałem sobie, że przy dobrych wiatrach dostaniemy drugiego Starcrafta 2, e-sportową arenę z najwyższej półki. Tymczasem nie ma żadnych rankingów, rozbudowanych systemów statystyk, ba, nawet stabilnych serwerów.
Warcraft III: Reforged to taki leniwie pokolorowany staroć, nadmuchany marketingowymi sztuczkami i żerujący na oryginale. Wszystko, co dobre, pochodzi z 2002 roku. Reszty, w najlepszym razie, udało się nie zepsuć do szczętu. Z wyłączeniem oprawy wizualnej, ale i tutaj nie ma rewelacji, jest tylko umiarkowana poprawa.
Irytacja, która we mnie wezbrała, wylała się poza ramy Warcraft III: Reforged i nakłoniła mnie do rozmyślań o Blizzardzie jako takim. Czym w zasadzie jest ta współczesna Zamieć? Bo na pewno nie tym błyskotliwym gigantem wirtualnej rozrywki, który dał nam World of Warcraft, Diablo II czy pierwszego Starcrafta. Warcraft III: Reforged to dla Blizzarda ostatni dzwonek. Panie i panowie, obudźcie się wreszcie!
Warcraft III: Reforged to taki leniwie pokolorowany staroć, nadmuchany marketingowymi sztuczkami i żerujący na oryginale.
Warcraft III: Reforged i inne Blizzardowe kotlety
Próbuję przypomnieć sobie ostatni prawdziwie awangardowy projekt Blizzarda i wiecie, jak daleko muszę się cofnąć? Do Overwatcha, A.D. 2016! Ostatnie cztery lata to tylko (OK, czasem „aż” - jak w przypadku World of Warcraft) rozszerzenia do już istniejących tytułów albo odświeżenia klasyków. Zamiast potężnej dawki nowości Zamieć przywiała nam Starcraft Remastered, World of Warcraft Classic i teraz Warcraft III: Reforged. Jak długo jeszcze będziemy wcinać te lepiej lub gorzej odgrzane kotlety?
Pewnie, nie trzeba wzorem Ubisoftu co roku wypuszczać nowego tytułu. Można, jak Rockstar, rzadziej, ale konkretniej. Tylko, że Blizzard wyraźnie podupada w kwestii kreatywności. Zupełnie, jak gdyby jedyną opcją dla tego podstarzałego kolosa było zbijanie kasy na „piosenkach, które już znamy”.
Nie chcę się bawić w Kasandrę świata gier, ale pierwsze oznaki tego trendu było już widać przy okazji Starcrafta II, kiedy to jeden tytuł rozbito na trzy. Czyżby już wtedy szatkowano i dawkowano pojedynczą koncepcję, bo brakowało kolejnych?
Nie lepiej sprawy się mają, kiedy wzrokiem Kasandry spojrzy się w przyszłość. Diablo IV ma naprawić błędy Diablo III. Ale jakim sposobem? Zasadniczo wracając do pomysłów z Diablo II! A co z Overwatchem 2? Na razie wygląda łudząco podobnie „do jedynki”, a cyferka dwa w tytule znów zakrawa na tani chwyt reklamowy. Jeżeli Blizzard zamierza szukać innowacji cofając się po własnych śladach, to sam siebie zapędzi w kozi róg.
Mam jednak ogromną nadzieję, że kolejne tytuły twórców legendarnego Diablo nie spełnią tego ponurego proroctwa. Bądź co bądź, Blizzard potrafi robić gry fenomenalne… A w każdym razie kiedyś potrafił. Chciałbym bardzo, żeby prędko wrócił do formy, bo skutki trwania w obecnej stagnacji mogą być dla Zamieci katastrofalne.
Taki właśnie morał płynie dla mnie z Warcraft III Reforged, do którego pozwolę sobie na koniec wrócić, żeby odpowiedzieć wreszcie na najważniejsze pytanie tej recenzji.
Warcraft III: Reforged – czy warto kupić?
Rzadko odpowiadam na to pytanie zdecydowanym „tak” lub „nie”. Tym razem będzie inaczej. Otóż – nie, nie warto. Chyba, że komuś bardzo zależy na ponownym przejściu kampanii w odświeżonej oprawie graficznej. Jeżeli jednak nie zależy Wam na grafice, odpuśćcie sobie. Zwłaszcza, że połączono serwery oryginału z remasterem, więc nie trzeba być posiadaczem nowej wersji, żeby stanąć w wieloosobowe szranki z warcraftowymi „świeżakami”.
Warcraft III: Reforged już teraz, w kilka dni po premierze, zbiera baty ze wszystkich stron, a Blizzard pewnie będzie wyjaśniał, że przecież to warcraftowa społeczność wymogła na nim bardzo konserwatywne podejście do tego odnowienia. W porządku, rozumiem, tylko, że nie mam ochoty słuchać, jak Blizzard po raz kolejny się z czegoś tłumaczy.
I mam nadzieję, że inaczej będzie z Warcraftem IV, który gdzieś tam majaczy na horyzoncie. Życzę z całego serca jego twórcom, żeby stworzyli dzieło, którego nie trzeba będzie tłumaczyć, objaśniać i usprawiedliwiać, ale takie, w które się będzie po prostu grało. Pasjami, godzinami, zarywając noce. Jak za dawnych lat… Choć, broń Boże, nie nazbyt sentymentalnie!
Ocena końcowa Warcraft III: Reforged
- to wciąż stary, dobry Warcraft III
- nieźle i szczegółowo odnowione modele
- kampania pozwala przeżyć na nowo czar dawnej przygody
- połączone serwery dla posiadaczy wersji klasycznej i Reforged
- dodatek The Frozen Throne od razu w komplecie
- tak wielu rzeczy Blizzardowi nie udało się zepsu...bo ihc nie ruszył;)
- brak naprawdę istotnych zmian w rozgrywce i estetyce
- przestarzałe menu i interfejs
- zaniedbany tryb wieloosobowy
- niestabline serwery
- niezrealizowane obietnice (np. brak nowych przerywników filmowych)
- ogólnie za mało nowości w tym remasterze
- Grafika:
dostateczny - Dźwięk:
dostateczny - Grywalność:
słaby
Ocena ogólna:
Warcraft III: Reforged na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy MondayPR reprezentującej Blizzard Entertainment
Ten artykuł pochodzi ze strony benchmark.pl