Żywa historia czołgów czyli jak Wargaming podbił Londyn

Jak hucznie uczcić 100-lecie czołgów? Wjechać ich pradziadem do centrum Londynu. W każdym razie w takim stylu zrobił to Wargaming wspólnie z muzeum w Bovington.

Wargaming świętuje 100-lecie czołgów

Chyba nikt nie zaprzeczy, że 28 ton stali sunące żółwim tempem po ulicach Londynu to widok, delikatnie mówiąc,  dość niecodzienny. Szczególnie, gdy ten kolos to nie nowoczesna maszyna, a czołg z I wojny światowej.

Czegoś takiego nie sposób zignorować, nie przystanąć, nie popatrzeć, nie zastanowić się skąd i dlaczego ta bestia tu się znalazła. I taki był właśnie cel firmy Wargaming, która wspólnie z muzeum w Bovington postanowiła przypomnieć światu o 100 rocznicy pierwszego pojawiania się czołgów na polu walki – w czasie bitwy nad Sommą.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - Mark IV na Trafalgar Square
Przygotowania do obchodów 100-lecia czołgów trwały aż 2 lata

Brytyjski Mark I to pierwszy czołg w historii, który wyjechał na pole bitwy. 15 września 1916 roku, nad Sommą 32 takie maszyny ruszyły do walki. 6-cylindrowy silnik o mocy 105KM „rozpędzał” wówczas 26 tonowego kolosa (w późniejszych modelach ich ciężar wzrastał) do astronomicznych 6 km/h, na drodze. Tu zaś miały do pokonania błoto, okopy i leje po bombach. Trudno się więc dziwić, że 14 z nich utknęło w terenie.

Pozostałe 18 sztuk dokonało jednak niemożliwego – siejąc postrach wśród wojsk niemieckich wdarły się na kilka kilometrów w głąb terytorium wroga. Niestety, z uwagi na brak wsparcia ze strony piechoty czołgi musiały się wycofać. Ale nawet tak mizerny efekt nie mógł już zatrzymać dalszego rozwoju broni pancernej.

Wargamig - archiwalne zdjęcie czołgu Mark I

15 września 2016 roku na Trafalgar Square stanął więc czołg Mark IV. Co prawda była to jedynie jego replika wykonana na potrzeby filmu Stevena Spielberga „Czas Wojny” (Warhorse), ale zewnętrznie niczym nie różniła się ona od oryginału. 

Jeśli zastanawiacie się dlaczego nie pojawił się tu Mark I czyli faktyczny uczestnik bitwy pod Sommą koniecznie przeczytajcie wywiad z Richardem Smithem, dyrektorem muzeum czołgów w Bovington.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - brytyjscy kombatanci

Miejsce, w którym stanął bohater całego wydarzenia wybrano nieprzypadkowo. To właśnie na Trafalgar Square, przy okazji akcji Tank Banks mającej na celu zbieranie funduszy na dalsze prowadzenie wojny, po raz pierwszy pokazano Brytyjczykom nowy pojazd wojskowy.

Podobnie jak wówczas, tak i teraz przedziwna maszyna stojąca na tle National Gallery wabiła londyńczyków, których ciekawość podsycała jeszcze wręczana każdemu specjalna, okolicznościowa gazeta. No bo jak tu przejść obojętnie, gdy z pierwszej strony tego wydawnictwa bije po oczach czerwony napis „Tanks Attack!”.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - okolicznościowa gazeta

Później, gdy zaczęła się już część oficjalna tłum wyraźnie zgęstniał. Szczególnie, gdy przy czołgu pojawiły się znane osobistości ze świata polityki takie jak choćby Michael Fallon, minister obrony Wielkiej Brytanii. Sporą ciekawostką było również pojawienie się wnuka samego Winstona Churchilla – sir Nicolasa Soamesa, który w swoim płomiennym przemówieniu wspominał zarówno o tych, którzy stali za stworzeniem czołgu Mark I, jak i o tych, którzy w nim walczyli i polegli.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - wnuk Winstona Churchilla
Wnuk Winstona Churchilla
Wargaming świętuje 100 lat czołgów - Nigel Farage

Nie zabrakło również nieco bardziej kontrowersyjnych polityków próbujących uszczknąć nieco blasku czołgu Mark IV dla siebie.

Największą niespodziankę pozostawiono jednak na koniec. Policja zatrzymała ruch, a Mark IV powoli ruszył ulicami Londynu w kierunku bramy Admiralty Arch. Muszę przyznać, że ten niezwykły pochód pośród stojących samochodów i masy ludzi robił  kolosalne wrażenie. 

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - przejazd czołgu Mark IV ulicami Londynu

Do końca nie wiadomo było czy władze Londynu zgodzą się na ten przejazd.

I trudno się dziwić – toż to 29 ton na gąsienicach nie przystosowanych do betonu.

Ostatecznie czołg miał stanąć na Horse Guard Parade. Nim się to jednak stało wszyscy zgromadzeni dziennikarze udali się do centrum konferencyjnego, by tam wysłuchać historii powstania pierwszego czołgu i jego udziału w bitwie nad Sommą, a także po raz pierwszy zobaczyć specjalne tryby gry w World of Tanks przygotowane z okazji 100-lecia czołgów przez firmę Wargaming. 

Oczywiście później każdy z nas mógł je samemu wypróbować na jednym z wielu dostępnych stanowisk. Moje wrażenia? Jak najbardziej pozytywne. Co prawda pecetowy Konwój, w którym musimy ochraniać czołg Mark I wydał mi się nieco zbyt chaotyczny, ale bawiłem się przy nim całkiem nieźle. Za to możliwość faktycznego „wcielenia się” w załogę Mark I w edycji konsolowej totalnie mnie kupiła. 

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - konsolowe World of Tanks

Na koniec jeszcze raz udaliśmy się na Horse Guard Parade, by ostatni raz spojrzeć na bohatera całego wydarzenia. Tym razem stał on w towarzystwie czołgu Challenger 2. Zestawienie dwóch tak różnych maszyn było idealnym zwieńczeniem całego święta. 100 lat historii czołgów w jednym, jakże wymownym ujęciu.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - Mark IV i Challenger 2

Patrząc na te stalowe gąsienice sunące po londyńskim bruku można było dać się ponieść chwili i zapomnieć o krwi żołnierzy, która przez 100 lat pancernej ery na nich zasychała. Bo chyba każdy zgodzi się, że wojna to rzecz straszna. Ale tym bardziej powinniśmy o niej pamiętać. I to nie tylko o tej ostatniej, ale także pierwszej, z 1914 roku.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - replika Mark IV

Bo to za jej sprawą tak naprawdę zmienił się świat. I za tę próbę przywrócenia świadomości o mocno przykurzonych już wydarzeniach z I wojny światowej firmie Wargaming i muzeum w Bovington należą się wyrazy uznania. 

O historii czołgów i obchodach ich 100-lecia opowiada Richard Smith

Muzeum czołgów w Bovington to jedno z takich miejsc, które warto odwiedzić. Nieważne, że nie ma wiele wspólnego z grami czy nowoczesnymi technologiami. To co liczy się tu najbardziej to unikatowe opowiadanie historii. W tym muzeum nie tylko oglądamy eksponaty, ale możemy je dotknąć, a nawet zobaczyć w działaniu.

Obchody 100-lecia czołgów były idealną okazją by porozmawiać z dyrektorem muzeum w Bovington – Richardem Smithem.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - Richard Smith

Richard Smith

Benchmark.pl: Na wstępie powiem, że Bovington Tank Museum zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Byłem tam na początku roku wraz z firmą Wargaming i to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jak udało Wam się zebrać aż tyle eksponatów?

Richard Smith: Przychodzą do nas z różnych miejsc. Na przykład brytyjskie czołgi i wyposażenie dostajemy od brytyjskiej armii, z czego często są to prototypy pojazdów. W zasadzie większość zagranicznego sprzętu otrzymujemy może z dwóch-trzech źródeł. Dostajemy też prezenty od przedstawicieli innych krajów. Zagraniczne wojska były dla nas bardzo hojne. Dwa lata temu z Polski dostaliśmy czołg T72. Zdarza się nam więc otrzymywać eksponaty, wymieniać różne rzeczy – na przykład do Polski w zamian za T72 wysłaliśmy nasz czołg Chieftain. Sporo zbiorów jest też odnajdywanych na polach bitew.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - czołg Challenger 2

Benchmark.pl: Eksponaty to jedno, a sposób ich prezentacji to drugie. Skąd pomysły na tak fantastyczne wystawy jak Trench Experience?

Richard Smith: To nie był mój pomysł. Za Trench Experience stoi historyk z naszego muzeum - David Fletcher. To jeden z czołowych historyków zajmujących się wojskowością. W przypadku takich rzeczy jak pierwszowojenne okopy, możesz je opisywać ludziom, ale słowne przekazywanie tak intensywnego doświadczenia może być bardzo trudne. Zwłaszcza dla dzisiejszych słuchaczy.

Bardzo chcieliśmy dać ludziom zrozumieć jak to w okopach było, dać im poczuć tę atmosferę.  David wymyślił więc koncepcję, która później rozwinęła się w tak niesamowitą wystawę. Nie muszę chyba mówić, że Trench Experience okazało się dla nas olbrzymim sukcesem.

Wargaming świętuje 100-lecie czołgów -Mark IV widok z boku

Benchmark.pl: Zatrzymajmy się może na chwilę przy czołgu Mark I. Jakim jest on właściwie pojazdem? Gołym okiem wygląda na bardzo pokraczną konstrukcję, ale jak na swoje czasy był to przełom, choć bardzo ułomny. Nie dało się tego od razu zrobić lepiej? Przecież już w 1911 powstał znacznie ciekawszy projekt czołgu – Burstyn’s Motorgeschutz.

Richard Smith: Jeśli spojrzysz na czołgi z I Wojny Światowej, zdasz sobie sprawę z ich unikatowości – pierwsze czołgi znacznie różnią się od tych znanych z nowoczesnych konfliktów. Badając historię wojskowości widać wyraźnie, że ta technologia rozwija się wtedy, kiedy jest na nią zapotrzebowanie. Patrząc na wynalazki sprzed I Wojny Światowej widzimy rozwijające się pomysły, nie będące jednak odpowiedzią na konkretne problemy, które wymagałyby rozwiązania. Spójrzmy więc na pojazd Little Wille, który był pierwszym prototypowym czołgiem.

Little Willie stanowił koncept pojazdu poruszającego się na gąsienicach, ale nie mógł sprostać pierwszemu problemowi, który się pojawił. Po prostu nie potrafił pokonywać okopów. Przyczynił się jednak do ostatecznego kształtu czołgu Mark I, który miał tylko to jedno, specyficzne zadanie.

Benchmark.pl: Powodem jego powstania była potrzeba przedostawania się przez okopy?

Richard Smith: Nie myśl o jego zdolnościach manewrowych. Czołgi Mark I to bardziej coś w stylu średniowiecznego tarana. To równocześnie machina oblężnicza i ruchoma forteca.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - baner reklamowy

Benchmark.pl: W muzeum macie kilka modeli czołgu Mark, ale chyba w zbiorach brak „jedynki”. Żaden nie zachował się do naszych czasów?

Richard Smith: Little Willie to pierwszy czołg, jaki kiedykolwiek powstał. Natomiast drugi pojazd to Mother. I to właśnie Mother był pierwszym modelem Mark I. My zaś posiadamy w zbiorach jego ostatni zachowany egzemplarz.

Benchmark.pl: Czy to ten czołg, który jest częścią wystawy Trench Experience?

Richard Smith: Tak, to ostatni na świecie Mark I. Mamy też ostatni na świecie egzemplarz Mark II. 

Benchmark.pl: Jak udało się je zdobyć?

Richard Smith: Mark I został ofiarowany brytyjskiemu lordowi, który wyraził zgodę, aby jego posiadłość w Hatfield była użyta do demonstrowania czołgów. Po pewnym czasie zorientowano się, że ten konkretny pojazd jest jedynym pozostałym na świecie modelem i dlatego przekazano go do muzeum.

Benchmark.pl: Czyli nie jest on już na chodzie?

Richard Smith: Nie, nie. Już nie.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - żołnierze na tle Mark IV

Benchmark.pl: Dlatego za bohatera dzisiejszych obchodów robi Mark IV. To jest replika zbudowana na potrzeby filmu Warhorse Stevena Spielberga, prawda? Jak mocno różni się ona od oryginału?

Richard Smith: Jego wnętrze to prosty buldożer. Jednak to zewnętrzna struktura dopracowana jest do najdrobniejszego szczegółu. Wnętrze miało być tylko i wyłącznie funkcjonalne. Dlatego ten model ma nowoczesny silnik. To, co widać na wierzchu to jednak dokładna kopia jednego z naszych czołgów. 

Benchmark.pl: Czyli w momencie gdy tworzyli tę replikę, po prostu przyszli do was i poprosili o pomoc?

Richard Smith: Dokładnie tak.

Benchmark.pl: Dzisiejsze obchody setnej rocznicy pierwszej bitwy czołgowej nad Sommą w pewien sposób przywracają świadomość o zapomnianych już wydarzeniach z I wojny światowej. Pamiętam, że gdy byłem w Bovington, szykowaliście kolejną po Trench Experience wystawę, również poświęconą tamtemu burzliwemu konfliktowi. Czy ona już działa?

Richard Smith: Tak, już działa. To opowieść o 8 prawdziwych żołnierzach I wojny światowej. Tą wystawą chcieliśmy przekazać historię każdego z nich i przybliżyć to kim byli. Naszym celem jest przypomnieć wszystkim, że do bitwy nie wyrusza tylko kupa metalu.

Ta maszyna ma w środku żywych ludzi. I to właśnie ci ludzie naprawdę się liczą, a nie wszyscy z nich przetrwali. Chcemy, żeby mimo upływu czasu ich historie nadal coś znaczyły w XXI wieku.

Benchmark.pl: Tych osiem osób to załoga Mark I podczas Bitwy nad Sommą? 

Richard Smith: Tak, nie była to co prawda pierwsza załoga, ale każdy z bohaterów był czołgistą I Wojny Światowej.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - Mark IV pod Admiralty Arch

Benchmark.pl: Wiem, że ściśle współpracujecie z Wargaming. Firma mocno zaangażowała się w projekt 100-lecia czołgów. Dzięki nim otrzymaliśmy już mobilną aplikacje o Mark I, a dziś w World of Tanks pojawiły się specjalne tryby gry z tym czołgiem. Jaką rolę odegrało w tym wszystkim Wasze muzeum?

Richard Smith: Przez ostatni rok bardzo blisko współpracowaliśmy z firmą Wargaming, by stworzyć  jak najlepszy kontekst dla czołgów z I Wojny Światowej. Jako muzeum, istniejemy aby opowiadać ludziom historie związane z czołgami i osobami, które w nich służyły. Z pomocą Wargamingu możemy przekazywać je znacznie szerszej publiczności, niż ta do której dotarlibyśmy sami. 

Benchmark.pl: Więc gra jest dla was szansą na pokazanie ludziom czołgów?

Richard Smith: Dokładnie tak, to jest nasze główne zadanie, nasza praca. Normalnie możemy robić to dla tysięcy osób, a razem z Wargamingiem możemy dotrzeć do milionów.

Benchmark.pl: Czy zdarza się Wam coś sugerować Wargamingowi, jeśli chodzi o dalsze modyfikacje czy modele czołgów, które mają się pojawić w World of Tanks?

Richard Smith: Od czasu do czasu, ale nauczyliśmy się, że ludzie w Wargamingu naprawdę dbają o autentyczność, a jakość ich modeli jest naprawdę fantastyczna. Więc tak naprawdę częściej to oni przychodzą do nas z własną inicjatywą, mówiąc: „Teraz robimy takie modele, macie może ten czołg? A macie może plany? Może znalazłby się u was pojazd do zeskanowania? A jakiejś zdjęcia?”. I to jest świetne, uwielbiamy z nimi pracować. 

Benchmark.pl: A Tobie osobiście zdarza się zagrać w World of Tanks?

Richard Smith: Tylko do celów badawczych! [śmiech] Przynajmniej do wiadomości mojej żony – jak gram, to dlatego, że jest to moja praca.

Benchmark.pl: A czy jest jakiś czołg, którego nie ma w grze, a bardzo chciałbyś go tam zobaczyć?

Richard Smith: No nie wiem. Mój ulubiony czołg to stary brytyjski Mark IX z I Wojny Światowej. Problem w tym, że Mark IX to bardziej transporter opancerzony, niż faktyczny czołg. Nie ma nawet działa. Więc mimo tego, że jest to mój ulubiony „czołg”, to prawdopodobnie nigdy nie pojawi się w grze.

Benchmark.pl: Bardzo dziękuję ci za rozmowę.

Richard Smith: Cała przyjemność po mojej stronie.

Wargaming świętuje 100-lecie czołgów -Mark IV na Trafalgar Square

O Mark I i czołgowej rocznicy opowiada Richard „The Challenger” Cutland

Pośród graczy World of Tanks Richard Cutland to postać bardzo znana. Ten były już czołgista Królewskiego Regimentu Pancernego Armii Brytyjskiej służbie wojskowej poświęcił prawie 30 lat życia. W tym czasie przeszedł przez wszystkie funkcje w czołgu – od działonowego po dowódcę zasiadając po kolei w Chieftainie, Challengerze 1 i 2 oraz w Skorpionie.

Po odejściu z wojska trafił w końcu do firmy Wargaming, gdzie pełni rolę specjalisty ds. militariów. 

Wargaming świętuje 100-lecie czołgów - Richard Cutland

Richard “The Challenger” Cutland

Benchmark.pl: Choć spotykamy się któryś raz z rzędu, jak dotąd nie udało nam się porozmawiać. Setna rocznica czołgów i ich pierwszej bitwy, nad Sommą, jest ku temu świetną okazją. Szczególnie, że dzisiejszym bohaterem jest pradziadek wszystkich czołgów - Mark I. Czy jako były czołgista mógłbyś wyobrazić sobie swoją służbę w tym czołgu? Wyjechałbyś tym na pole bitwy?

Richard “The Challenger” Cutland:  Cóż, to może porównajmy ten czołg z Mark IV, który był nieco poprawioną wersją Mark I. Są to, tak czy inaczej, bardzo podobne czołgi. A przynajmniej różnic pomiędzy nimi jest bardzo niewiele. Prosta odpowiedź na pytanie czy chciałbym walczyć w czymś takim brzmi - NIE. 

Byłem w środku Mark IV w muzeum w Bovington, i nie w replice, którą dzisiaj widzimy, ale wewnątrz autentycznego egzemplarza. To, co na początku zauważy każdy czołgista to fakt, że w środku jest w zasadzie sporo miejsca. Czołgi są zazwyczaj dużo mniejsze. Tu jednak w środku siedziało aż osiem osób. Poza tym było ciemno, duszno, spaliny z układu wydechowego musiały mocno dawać się we znaki, bo przecież silnik był zamontowany w środku.

No i komunikacja, tak kluczowa dla członków załogi każdego czołgu  - cóż, tej raczej prawie w ogóle nie było. Dziś wygląda to inaczej. Mamy nowoczesny, niewielkich rozmiarów sprzęt, a także takie dodatki jak wyposażenie tłumiące hałasy. 

Benchmark.pl: Czyli hałas panujący w środku czołgu Mark IV uniemożliwiał słyszenie czegokolwiek?

Richard “The Challenger” Cutland: Dokładnie tak. Próby porozumiewania się w środku musiały być prawdziwym koszmarem. No i oczywiście, biorąc pod uwagę absolutne podstawy czołgu, czyli ochronę, to Mark IV raczej nie miał czym się chwalić. Wyposażono go w pancerz o grubości od 10 do 12 milimetrów, który zatrzymałby może zwykłe kule karabinowe.  Cokolwiek o większym kalibrze, tak czy inaczej, by go przebiło. Wszystko sprowadza nas więc  do prostej odpowiedzi – nie wyjechałbym tym pojazdem na pole bitwy.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - kierowca repliki Mark IV

Benchmark.pl: A jak wyglądała kwestia sterowania? Podobno Mark IV nie był łatwy do prowadzenia.

Richard “The Challenger” Cutland: Ano nie był. Jak wspomniałem załoga liczyła osiem osób, ale do samego prowadzenia wymagana była praca aż czterech z nich. Momentami, w zależności od przeprowadzanych manewrów, zaangażowana w kierowanie była równocześnie aż połowa załogi, co jest naprawdę niezwykłe.

Benchmark.pl: W muzeum w Bovington można było zobaczyć specjalne maski dla załogi. Do czego służyły?

Richard “The Challenger” Cutland: Widziałem te maski z metalową siatką na fotografiach. Generalnie chodziło o ochronę przed szrapnelami. Nawet przy otrzymywaniu obrażeń z broni ręcznej, w środku pojazdu zaczynały dookoła fruwać małe metalowe drzazgi. Koncepcja była taka, by ochronić ludzi. Istniały też całe kombinezony stworzone w podobny sposób, ale nie były one raczej często stosowane. W tym wypadku zadecydowała chyba piekielna wręcz temperatura w środku czołgu.

Benchmark.pl: Pomijając te kombinezony czy to nie dziwne, że załoga chroniła jedynie twarz? 

Richard “The Challenger” Cutland: Najwidoczniej nikogo nie obchodziła reszta ciała. [śmiech]

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - podróż ulicami Londynu

Benchmark.pl: Gdybyś miał porównywać czołgi, które są obecne w World of Tanks z serią Mark, powiedzmy do modelu „pięć”, na jakie największe zmiany konstrukcyjne zwróciłbyś uwagę? 

Richard “The Challenger” Cutland: Największa różnica zawsze będzie widoczna w sile ognia, pancerzu i mobilności. W miarę rozwoju technologii w tych elementach zawsze będzie widać postęp z pojazdu na pojazd.

Benchmark.pl: Miałem tu raczej na myśli rolę, jaką Mark I miał w zamierzeniach odgrywać na polu bitwy. To coś zupełnie innego od dzisiejszych czołgów…

Richard “The Challenger” Cutland: No tak, rozumiem co masz na myśli. Przy opowiadaniu o pierwszych czołgach wiele osób pyta o siłę ognia. A ta nie była zbyt wielka. Był tam sześciofuntowiec [QF 6-pounder Hotchkiss, działo 57mm – dop. red.] i karabiny maszynowe. Ale oczywiście głównym zadaniem tego czołgu było pokonywanie przeszkód terenowych. Siła ognia była tylko dodatkiem. 

Teraz oczywiście głównym założeniem broni pancernej jest zadawanie obrażeń. Do tego dochodzi ich pancerz i mobilność. Dzisiejsze czołgi mają całkowicie inną rolę. Tamten był taranem do pokonywania przeszkód. Teraz czołg to groźny pojazd bojowy. Oto zasadnicze różnice.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - załadunek Mark IV

Benchmark.pl: Specjalne, rocznicowe tryby w World of Tanks z czołgiem Mark 1 dla każdej platformy sprzętowej wyglądają inaczej. Czy takie rozwiązanie nie było dużym wyzwaniem i swojego rodzaju ryzykownym posunięcie? Co by nie mówić jego rola na polu bitwy jest odmienna od reszty czołgów.

Richard “The Challenger” Cutland: I tak, I nie. Zrobiliśmy to wyłącznie ze względu na uczczenie rocznicy. By zachować pamięć o czołgu i go odpowiednio uhonorować. Bez Mark I jako pierwowzoru następnych pojazdów nie powstałby przecież Wargaming. Ma on więc istotne miejsce w historii i umieszczenie go w grze jest pewnym rodzajem okazania szacunku legendzie.

Oczywiście, tak jak zauważyłeś, nie można porównywać Mark I do – przykładowo – Tygrysa I. Tu nie ma porównania. Po prostu chcieliśmy godnie upamiętnić czołgowego praprzodka mając nadzieje, że sprawimy graczom frajdę oddając go im w ten czy inny sposób w grze. Liczymy, że te rocznicowe tryby przypadną im do gustu.

Benchmark.pl: Dzięki serii filmów Virtually Inside the Tanks i Inside Ships stałeś się niejako twarzą World of Tanks. Czy jako specjalista od militariów uważasz, że obecna technologia pozwala już odwzorować czołgi w grze na tyle, że historycy nie mają się do czego przyczepić czy musimy jeszcze na to poczekać?

Richard “The Challenger” Cutland: Historycy zawsze znajdą powód, żeby ponarzekać. To po pierwsze. Poważnie, nieważne jak się postarasz, historyk zawsze coś znajdzie. Mimo to, w naszej pracy, gdy badamy konkretny pojazd, dużo czasu poświęcamy na skanowanie 3D. Dzięki tej technologii nie da się już chyba lepiej odwzorować konkretnych szczegółów. Skan 3D pojazdu pokazuje dokładnie każdą jego pojedynczą część.

Benchmark.pl: Ale działa to tylko w przypadku, kiedy rzeczywiście macie zachowaną w całości maszynę.

Richard “The Challenger” Cutland: Jasne, są przypadki kiedy mamy tylko plany konstrukcyjne. Wtedy firma może zrobić znacznie mniej. Osobiście bardzo podoba mi się, kiedy w takiej sytuacji twórcy gry starają się umieścić w grze coś, co nigdy nie istniało bądź nie istnieje już obecnie. No bo wiesz, kiedy dostępne są tylko fotografie albo plany, muszą coś sami stworzyć. 

Czasem trzeba samemu wymyślić na przykład elementy opancerzenia. Tyle też, że nie jest to czysta fantazja, a prawdziwie naukowe przypuszczenia. Jako czołgowemu entuzjaście podoba mi się takie odczytywanie planów i odgadywanie, że konkretny element mógł wyglądać tak, a nie inaczej. Jednak historycy zawsze, ale to zawsze znajdą coś, do czego będą mogli się przyczepić.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - World of Tanks na 3 monitorach

Benchmark.pl: Po tak dużym doświadczeniu na obecnym stanowisku w firmie Wargaming, czy ciągle coś cię zaskakuje? Czy doświadczasz jeszcze czegoś nowego i ekscytującego?

Richard “The Challenger” Cutland: Jak najbardziej. W ciągu ostatnich lat Wargaming mocno się rozwinął, a kolejne projekty są zawsze bardzo ekscytujące. Mamy też bardzo wyjątkowo interesujące plany na przyszłość, ale niestety nie mogę o nich jeszcze opowiedzieć. 

Ujmę to ogólnie tak – tu naprawdę nie można się nudzić. Poza tym, jak mam być szczery, ja osobiście największą przyjemność czerpię ze spotykania ludzi i rozmawiania z nimi. Moja pasja to czołgi. Była nią przez moje całe życie. Pracowałem z czołgami odkąd skończyłem 16 lat.

Możliwość kontaktu z innymi podobnymi pasjonatami jest zawsze czymś interesującym. Uważam też, że pracuję w naprawdę świetnej firmie. Więc tu zawsze będą niespodzianki. Oczywiście, czasami będą i pewne problemy, ale te istnieją przecież w każdej pracy. 

Benchmark.pl: To na zakończenie jeszcze jedno, bardziej prywatne pytanie – grywasz w World of Tanks bądź World of Warships?

Richard “The Challenger” Cutland: Gram regularnie w World of Tanks. Może już nie tak często, jak kiedyś, ale to dlatego, że moja rodzina powiększyła się o dwójkę dzieci. Z tej perspektywy stałem się obecnie naprawdę zajętym człowiekiem [śmiech]. Jednak wciąż gram w czołgi. W World of Warships też, ale nie tyle co w czołgi.

Benchmark.pl: A więc twoim numerem 1 jest World of Tanks?

Richard “The Challenger” Cutland: Tak, zdecydowanie, w stu procentach.

Benchmark.pl: Rozumiem. Jesteś fanem.

Richard “The Challenger” Cutland: Nie inaczej.

Wargaming świętuje 100 lat czołgów - tył Mark IV
Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ