Sony oficjalnie zapowiedziało zakończenie produkcji płyt z grami na PlayStation; od stycznia 2028 roku wszystkie nowe gry dostępne będą wyłącznie w wersji cyfrowej. Ewentualne wersje pudełkowe zawierać będą jedynie kod do pobrania.
Japończycy argumentują, że podjęli tę decyzję "w odpowiedzi na zmieniające się trendy w preferencjach konsumentów". No tak, bo przecież przez ostatnie 20 lat zwolennicy cyfrowej dystrybucji nie mogli swobodnie korzystać z PS Store'a, bo potykali się o płyty, więc koniecznie trzeba je ubić.
We mnie ta zmiana nie uderzy bezpośrednio, bo od lat i tak gram wyłącznie w gry cyfrowe, a coraz częściej chmurowe. Ostatecznie potencjalnie nawet ja oberwę rykoszetem.
Koniec płyt na PlayStation to początek monopolu cenowego
Płyta to od lat sprawdzony sposób na tanie granie. I to nie tylko dlatego, że można ją wypożyczyć czy kupić używaną, a po ograniu odsprzedać.
Powszechnym zjawiskiem w giereczkowie jest to, że fizyczne wydania bywają znacznie tańsze od cyfrowych. Przykładów nie trzeba szukać daleko, bo flagowa gra Sony - "Marvel’s Spider-Man 2" - w PS Storze kosztuje aktualnie 339 zł, podczas gdy pudełko spokojnie da się wyrwać o połowę (!) taniej.
W dużej mierze wynika to z tego, że przestrzeń w magazynach oraz na sklepowych półkach jest ograniczona, a przez to cenna. Sprzedawcom często bardziej opłaca się obniżyć ceny i jak najszybciej pozbyć towaru, by zrobić miejsce dla potencjalnie bardziej lukratywnego towaru. Z wersjami cyfrowymi tego dylematu nie ma, bo kilkaset gigabajtów na serwerze nie jest dla dystrybutora obciążeniem porównywalnym z paletą zalegających pudełek.
Podejrzewam jednak, że przynajmniej część wydawców podczas ustalania cen bierze pod uwagę cały rynek i dąży do zmniejszenia dysproporcji lub przynajmniej organizowania regularnych obniżek. Ja przykładowo regularnie korzystam z porównywarek cenowych i w życiu nie wydałbym na wersję cyfrową 340 zł widząc, że ta sama gra w pudełku chodzi za 170 zł. A takich świadomych konsumentów z pewnością jest więcej.
Gdy Sony ubije nośniki fizyczne, z rynku znikną tańsze alternatywy. A to może się odbić także na cenach gier w dystrybucji cenowej, bo wydawcy nie będą musieli się przejmować tym, że jeśli nie zrobią promocji, to gracz kupi tańszą płytę albo używkę. Jedno źródło gier oznacza absolutny monopol, a monopole są złe dla konsumentów. Zawsze.
Sony uderza w mniejszość graczy, ale tę najwierniejszą i najgłośniejszą
Sony raportuje, że w minionym roku fiskalnym (który zakończył się w marcu 2026), aż 78 proc. kopii gier na PlayStation rozeszło się w dystrybucji cyfrowej. Rok wcześniej było to 76 proc. Sami Japończycy chętniej przytaczają liczbę 85 proc., ale dotyczy ona wyłącznie ostatniego kwartału roku, a dane krótkookresowe mogą być zaburzane przez okresowe wyprzedaże czy pojedyncze premiery. W mojej ocenie dane całoroczne lepiej odzwierciedlają faktyczne preferencje konsumentów.
Tak czy inaczej, trend odchodzenia konsumentów od fizycznych nośników jest zauważalny, bo nawet w ujęciu całorocznym udział płyt spadł rok do roku o 2 punkty procentowe. Ale.
Sony chwali się, że w ostatnim kwartale minionego roku fiskalnego liczba aktywnych użytkowników PlayStation Network przekroczyła 125 milionów. Oznacza to, że Japończycy - ubijając z dnia na dzień wersje cyfrowe - potencjalnie wypinają się na grube miliony graczy. Z punktu widzenia firmy, być może najcenniejszych graczy.
Po wersje fizyczne sięgają często najwięksi zapaleńcy, którzy wybierają płyty ze względów kolekcjonerskich lub archiwizacyjnych. Wiele tych osób poświęca swoje prywatne lub zawodowe życie na popularyzację gier wideo, prowadząc blogi, kanały na YouTubie czy osiedlowe sklepy z używkami. O ilu świetnych grach nikt nigdy by nie usłyszał, gdyby nie zrzeszona wokół nich społeczność?
Wypięcie się na tę społeczność - która w dużej mierze przyczyniła się do zbudowania potęgi PlayStation - samo w sobie uważam za niefajne. Ale gdy Sony już zabierze takim osobom możliwość kolekcjonowania, archiwizowania (i w ogóle posiadania na własność) gier na PlayStation, wiele z nich może się częściowo lub całkowicie od tej platformy odwrócić. A dla pozostałych graczy oznaczałoby to chociażby większe trudności w dotarciu do perełek.
A to tylko początek długiej listy potencjalnych konsekwencji ubicia płyt z grami na PlayStation
Nie wspomniałem nawet o wykluczeniu cyfrowym i infrastrukturalnym, bo przecież nie wszyscy gracze na świecie mają możliwość pobrania setek gigabajtów z internetu.
Nie wspomniałem też, że wiele gier po kilku(nastu) znika z cyfrowej dystrybucji ze względu na zakończenie licencji na użycie muzyki, nazw klubów sportowych czy modeli samochodów. Że gdy zabraknie płyt, dostęp do takich tytułów po usunięciu ich z serwerów przepadnie na zawsze.
Nie wspomniałem także o zdarzających się awariach PlayStation Network, podczas których gry da się instalować wyłącznie z płyt.
Nie wspomniałem również, że płyta to jedyny sposób na zabezpieczenie swojej kolekcji gier przed kradzieżą lub zbanowaniem konta PSN.
Ale hej, przecież Sony rezygnuje z tego wszystkiego dla dobra graczy. Prawda?