Aparaty kompaktowe

Fotografujemy i filmujemy

opublikowano przez Karol Żebruń w dniu 2013-03-18

Canon Powershot SX50 HS fotografowanie

Nasze plenerowe testy Canona Powershot SX50 HS przypadły na okres nienajlepszej aury. Przez większość czasu pogoda była ponura i choć było dość jasno, co jest zasługą silnie odbijającego światło śniegu i jednolitej niezbyt grubej powłoki chmur, to aparat nie mógł w pełni rozwinąć skrzydeł. Z drugiej strony takie warunki pomogły sprawdzić, jak największy ultrazoom na rynku radzi sobie przy mało sprzyjającej pogodzie. Cały czas cierpliwie czekaliśmy jednak na ładną pogodę i nasze oczekiwania zostały wynagrodzone. Canon SX50 HS miał okazję zabłysnąć także w pełnym słońcu i wyprzedzając już nieco naszą ocenę, musimy przyznać, że jako ultrazoom sprawuje się wyśmienicie. Pewne ograniczenia w jakości obrazu da się oczywiście zauważyć, ale można je wybaczyć biorąc pod uwagę jak szeroki zakres ogniskowych, i to użyteczny zakres, oferuje testowany ultrazoom.

Praca z aparatem

Jak już wspominaliśmy, aparat jest spory jak na kompakt, ale może być problematyczny dla dużych męskich dłoni. Na szczęście udało nam się przyzwyczaić do obudowy i fotografowanie przebiegało nadzwyczaj sprawnie. Kompakt uruchamia się w niespełna 1,5 sekundy, co nie jest z pewnością rekordowym wynikiem, ale jak na ultrazoom bardzo przyzwoitym. W menu można dostosować czas wyświetlania podglądu wykonanego zdjęcia, a także czas cofnięcia obiektywu i wyłączenia się aparatu, tak by odpowiadał naszym potrzebom. Aparat można włączyć również za pomocą przycisku podglądu. Wtedy uruchamia się automatycznie w trybie przeglądania zdjęć, a do trybu foto przełączymy się wciskając spust migawki.

Canon Powershot SX50 HS odchylany ekran LCD
Odchylany ekran LCD to bardzo duża wygoda.

Canon Powershot SX50 HS lampa błyskowa
Wbudowaną lampę błyskową należy podnieść samodzielnie.

Dostęp do poszczególnych przycisków jest wygodny, nie przeszkadzały nam nawet umieszczone w zagłębieniach przyciski podglądu i nagrywania filmów. Choć przyznajemy, że zamienilibyśmy je miejscami, by były ustawione tak jak w poprzeniku SX40 HS. Ze względu na niską temperaturę fotografowaliśmy przez sporą część czasu w rękawiczkach. I wtedy ujawniły się pewne wady dotyczące wielokierunkowego wybieraka. Zdarzało się, że przypadkowo aktywowana była jedna z czterech jego funkcji w momencie, gdy regulowaliśmy ustawienia za pomocą pokrętła. Samo pokrętło chodzi sprawnie, ale niestety czasem stawia zbyt mały opór, przez co jego obracanie nie zawsze jest komfortowe. Duży wpływ na to ma oczywiście rozmiar palców. Liczba przypadkowych pomyłek była bardzo niewielka i ten problem nie wpłynął zbyt negatywnie na naszą ocenę wygody fotografowania. Można jednak zrobić kółko nastaw lepiej, o czym świadczy inny Canon, model SX240 HS. W tamtym aparacie kółko jest znacznie mniejsze, a mimo to równie komfortowe podczas korzystania.

Canon Powershot SX50 HS kółko nastaw
Prawie wszystkie przyciski i pokrętła aparatu.

Ogólnie rzecz biorąc, sterowanie Canonem Powershot SX50 HS jest dość przyjemne, choć brakuje tutaj tej typowej, nawet dla najtańszych lustrzanek, ergonomii. Wystarczy choćby wziąć pod uwagę zmianę ustawień w trybie manualnym. Dla nas kółko nastaw na tylnej ściance nie jest tak samo komfortowe jak pokrętło pod kciukiem lub palcem wskazującym.

Omawiając pracę z aparatem nie można zapomnieć o pracy obiektywu. W tym przypadku mamy do czynienia z z silnikiem USM, który gwarantuje bardzo ciche i precyzyjne działanie obiektywu. Pod tym względem Canon nas nie zawiódł. Ostrość jest ustawiana bardzo szybko i prawie bezgłośnie. Towarzyszy jej lekki stuk charakterystyczny dla silnika ultradźwiękowego. W przypadku wielu aparatów bolączką jest rejestrowanie odgłosów zmiany ogniskowej czy ostrzenia przez mikrofony aparatu. W przypadku Canona Powershot SX50 HS nie mamy takiego problemu - jest naprawdę cicho. Bardziej nam doskwierał szum wiatru. Co prawda, aparat jest wyposażony w funkcję redukcji szumu wiatru, ale nie zawsze radzi sobie ona z panującymi na zewnątrz warunkami.

Bardzo przydatną cechą dźwigni zmiany ogniskowej jest możliwość sterowania zoomem z jedną z dwóch prędkości. Z pełną prędkością obiektyw zmienia ogniskową z 24 na 1200 mm w około 1,5-2 sekundy. Powrót do minimalnej ogniskowej zajmuje o sekundę dłużej. Ogniskowa może być zmieniana także z około połową maksymalnej prędkości - zmiana z 24 na 1200 mm w tym przypadku to około 4,5 sekundy. Jest to bardzo przydatna funkcja, która pozwala na precyzyjne i płynne regulowanie ogniskowej zwłaszcza w trakcie filmowania. Dzięki niej najazdy i oddalenia nabierają profesjonalnego charakteru. A co istotne, nawet w trakcie zoomowania rejestrowany jest dźwięk otoczenia. Pamiętajmy jednak, że bardzo dużo zależy od precyzji naszych palców i stabilności uchwytu - wystarczy minimalnie przesadzić z dociskiem dźwigni zoomu, by aparat zaczął zoomować się ze zwiększoną prędkością, co popsuje ładny efekt.

Canon Powershot SX50 HS sterowanie zoomem

Obiektyw, a zwłaszcza jego mechanizm napędowy, to bardzo mocna strona Canona Powershot SX50 HS. Jak się przekonacie, ciszy i szybkości silnika USM dorównuje również dobra jakość zdjęć z tego szkła. To jeden z powodów, dla których można powiedzieć, że ultrazoomy mają sens.

Ekran

Odchylany i obrotowy ekran to ogromna wygoda podczas fotografowania w niewygodnej pozycji, na przykład znad głowy czy z perspektywy żaby. Należy do mniejszych ekranów jakie znajdziemy obecnie w ultrazoomach. Gdy nie poświęcamy wiele czasu na analizowanie wykonanego zdjęcia, mniejsza przekątna nie doskwiera zbytnio. Ekran pozwala na wygodny podgląd, nawet gdy patrzymy na wyświetlacz pod dużym kątem - zarówno kolory, jak i jasność nie są zaburzone. Pewne problemy z odwzorowaniem ciemniejszych obszarów pojawiają się przy spoglądaniu na ekran wzdłuż jego przekątnej i przy silniejszym oświetleniu zewnętrznym.

Canon Powershot SX50 HS ekran LCD

Ekran pozwala na ręczny wybór jednego z trzech poziomów jasności. W przypadku fotografowania w silnym słońcu należy skorzystać z maksymalnej jasności. Ekran nie jest co prawda ultrajasny, ale nawet w silnym słońcu pozwala na komfortowe kadrowanie i podgląd wykonanych zdjęć. Za to należy się duży plus dla Canona. To w dużym stopniu zasługa matowej powierzchni panelu, która w minimalnym stopniu odbija światło. Wizjer elektroniczny z kolei nie wyróżnia się niczym szczególnym. Rozdzielczość jest bardzo niewielka i nie pozwoli na zbyt precyzyjną ocenę kadru. Na szczęście ekranik jest na tyle ostry, że możemy ocenić w nim z grubsza czy ostrość została poprawnie ustawiona przy stosowaniu dużej krotności zoomu. Wizjer elektroniczny ze względu na pewne, niewielkie, odsunięcie źrenicy pozwala na korzystanie z niego w okularach. Jednak jakość obrazu na brzegach kadru jest wtedy znacznie pogorszona.

Canon Powershot SX50 HS fotografowanie
Wizjer elektroniczny nie jest tu najlepszym rozwiązaniem, ale czasem się przydaje.

Canon niejednokrotnie zaskakiwał nas niezbyt pozytywnie, jeśli chodzi o zastosowane w kompaktach (i to nawet w zaawansowanych modelach) ekrany. Na szczęście producent czyni postępy. Ekran podglądu w SX50 nadal odstaje od tego co oferują topowe produkty konkurencji, ale jest już bardzo przyzwoicie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że ekran wyświetla obraz lepiej niż wskazywałaby na to jego rozdzielczość. Zapewne po części jest to zasługa mniejszej niż u konkurencji przekątnej panelu. Mimo to nie warto tak do końca sugerować się podglądem na wyświetlaczu aparatu - na ekranie stacjonarnego monitora zdjęcia prezentują się zdecydowanie lepiej.

Wydajność zasilania

Canon Powershot SX50 HS wyposażono w akumulator o pojemności 920 mAh (napięcie 7,4V). Specyfikacja przewiduje, że będziemy w stanie wykonać z jego pomocą około 315 zdjęć. Nasze praktyczne testy dowodzą, że aparat jest w stanie co najmniej spełnić założenia ze specyfikacji. Nasze testy przeprowadzaliśmy przy ujemnej temperaturze (około -10 do 0 stopni C) panującej na zewnątrz pomieszczeń, co było dodatkowym utrudnieniem dla akumulatora. Nie nadużywaliśmy błysku, ale liczba prawie 600 zdjęć wykonanych z podglądem na ekranie LCD w trybie zapisu RAW+JPEG plus kilka filmów to wynik wręcz doskonały. Nie dowierzaliśmy wydajności akumulatora, ale w takcie kolejnych sesji zdjęciowych nadal wykazywał on równie dobrą sprawność. Częste stosowanie wbudowanej lampy błyskowej, podobnie jak częste włączanie i wyłączanie aparatu (co wiąże się z pracą silnika obiektywu), zmniejszy oczywiście wydajność akumulatora, ale i tak pod tym względem Canon Powershot SX50 HS zaskoczył nas bardzo pozytywnie.

Naładowanie w pełni rozładowanego akumulatora zajmuje niewiele ponad dwie godziny.

Jakość zdjęć

Jakość fotografii uzyskanych w praktyce to najważniejszy test, który może obalić lub podeprzeć teorię o przydatności ultrazoomów. Jak wiadomo zastosowanie tak uniwersalnego pod względem ogniskowych szkła mogło wymusić pewien kompromis co do jakości zdjęć. Nie będziemy trzymać was dłużej w niepewności. Jakość zdjęć jest bardzo dobra. Canon Powershot SX50 HS w pełni zasługuje na miano świetnego ultrazooma. Okazuje się, że nie tylko silnik zooma jest zaletą testowanego aparatu.

Zdjęcia wykonane przy dużej krotności zoomu w naturalny sposób wygłądały gorzej jakościowo niż te przy szerokim kącie. Ale mimo wszystko nie krytykowalibyśmy tak bardzo spadku jakości. Odpowiada ze niego nie tylko jakość optyki, ale również stale działająca stabilizacja. Stale, gdyż przy ogniskowej 1200 mm, a nawet o kilkaset mm mniejszej, trudno utrzymać aparat tak by obraz nie podlegał drganiom. Jedynym ratunkiem w takiej sytuacji jest statyw. Wtedy jakość zdjęć będzie najlepsza z możliwych. My jednak w testach sprawdzaliśmy przede wszystkim pracę z ręki i jak się okazało, nawet na maksymalnym zoomie uda się zrobić niezłe fotografie.

Canon Powershot SX50 HS zoom
Zdjęcie na minimalnej ogniskowej 24 mm.

Canon Powershot SX50 HS zoom
Tutaj mamy już ogniskową 165 mm.

Canon Powershot SX50 HS zoom
I skok na maksymalne zbliżenie na 1200 mm.

Canon Powershot SX50 HS zoom
I ponownie ogniskowa 24 mm, ale z bliska.

Duża ogniskowa przydaje się do chwytania świata z innej niż zwykle perspektywy, do podglądania dzikiej natury czy dokumentowania ciekawych detali niedostępnych dla oczu, bo znajdujących się zbyt daleko czy wysoko (jak na przykład ciekawe elementy architektury). Fotografując testowanym PowerShotem trzeba wręcz uważać by nie nadużywać maksymalnej ogniskowej. Aparat zachęca do korzystania z 1200 mm, ale trzeba pamiętać, że również przy ogniskowej rzędu 800 mm da się wykonać ciekawe zdjęcia. Na przykład takie jak te poniżej.

Canon Powershot SX50 HS przykładowe foto

Canon Powershot SX50 HS przykładowe foto

Tradycyjnie sprawdzanym elementem reprodukcji kolorów na zdjeciu jest poprawnośc balansu bieli. W naszym przypadku działa on poprawnie, z wyjątkiem scenerii oświetlonych światłem żarowym, które sprawia problemy chyba każdemu aparatowi cyfrowemu. Na plus należy zaliczyć możliwość precyzyjnej korekty poszczególnych ustawień balansu plus dwa ustawienia własne. W połączeniu z trybami użytkownika można zaprogramować wiele różnych konfiguracji balansu bieli.

Canon Powershot SX50 HS, jak każdy aparat, umożliwia pomiar światła centralnie ważony, uśredniony oraz punktowy. W większości przypadków kadry były poprawnie naświetlone. Na zdjęciach daje się zauważyć mniejszą niż w przypadku lustrzanki dynamikę. Tego ograniczenia żaden kompakt nie przeskoczy bez zwiększenia rozmiaru sensora. Z prześwietlonymi zdjęciami można jednak radzić sobie za pomocą funkcji rozszerzenia zakresu dynamicznego DR. Ale uwaga, skorygowane w ten sposób zdjęcia nie zawsze wyglądają naturalnie. Charakterystyczny przykład to zdjęcia z przewagą jasnego śniegu w kadrze.

Korekta zakres DR przykład

Oprócz korekty DR, aparat oferuje również popularną w cyfrówkach funkcję rozjaśniania cieni. Aktywujemy ją wciskając przycisk DISP po wybraniu opcji korekty DR - trzeba przyznać, że nie jest to do końca intuicyjne.

Również funkcję HDR uznajemy za mało przydatny gadżet. Nie zrozumcie nas źle. W połączeniu ze statywem zdjęcia tego typu wyjdą przyzwoicie, ale nam zależało na uzyskaniu dobrych efektów podczas fotografowania z ręki. Niestety, daje się zauważyć ewidentny spadek jakości na tak wykonanych fotografiach. I to nie ze względu na poruszające się osoby czy pojazdy, które pozostawiają tak zwane duchy, ale ogólny spadek jakości. Mówiąc inaczej, tryb HDR nie zachęca by korzystać z niego stale, ale czasem warto pokusić się o wykonanie fotki w tym trybie, gdy są szanse na ciekawie wyglądające ujęcie.

Canon Powershot SX50 HS foto HDR
Zdjęcie wykonane w trybie HDR.

Równie sceptycznie podeszliśmy do trybu RAW. Pozwala on na bardzo dużą elastyczność przy obróbce zdjęć, jednakże w przypadku kompaktu z tak małą matrycą jak Canon Powershot SX50 HS nie oczekiwaliśmy zbyt wiele. I to był nasz błąd. Jak się okazało, tryb RAW faktycznie się przydaje. Nie zawsze daje oczekiwane efekty, ale na przykład w przypadku nocnych zdjęć dało się poprawić znacznie naświetlenie. Na przykład o 3 EV. Można to przełożyć na osiągnięcie efektu naświetlenia przy 8 razy wyższej czułości. A jak dobrze wiemy, w takim aparacie jak testowany Canon czułość rzędu ISO 800 nie jest już bardzo użyteczna (o czym piszemy dalej). Efekty nie są może tak przekonujące jak miałoby to miejsce w przypadku pliku RAW z lustrzanki, niemniej widać niezaprzeczalny potencjał jaki kryje ten tryb odczytu i zapisu zdjęć.

Canon Powershot SX50 HS zdjęcie RAW
Zdjęcie przed korektą w Adobe Camera RAW.

Canon Powershot SX50 HS po korekcie RAW
Zdjęcie po korekcie w Adobe Camera RAW.

I jeszcze jeden przykład zastosowania formatu RAW, nieco bardziej subtelny. Obróbka pliku RAW pozwoliła odzyskać szczegóły w prześwietlonym śniegu, wydobyć szczegóły z zacienionego łebka kaczki i usunąć abberacje na brzegach kadru. Poniżej zdjęcie przed korektą RAW i po korekcie. Zdjęcie wykonano na maksymalnej ogniskowej 1200 mm.

Canon Powershot SX50 HS przed korektą RAW

Canon Powershot SX50 HS po korekcie RAW

Pozostałe przykładowe zdjęcia zamieściliśmy w Galerii na oddzielnej stronie.

Jakość filmów

Zdjęciowo Canon zaskoczył nas pozytywnie, a raczej potwierdził to, czego oczekiwaliśmy od tego aparatu. A jak wypada filmowo? Możemy rejestrować wideo w rozdzielczości Full HD, ale niestety jedynie z prędkością 24 klatek/s. Szkoda, że brakuje trybów 50 i 60 klatek na sekundę, które dałyby nagraniom potrzebną płynność. Niestety, musieliśmy pogodzić się z tym co było do dyspozycji. Filmy mają dość duże bitrate, rzędu 30 Mbps, ale nie wyglądają na przeostrzone. Wręcz przeciwnie musimy przyznać, że daje się w nich zauważyć pewną miękkość, czasem nawet zbyt dużą w stosunku do rozmiaru generowanych plików. Rejestrowane przy silnym słońcu na standardowych ustawieniach wyglądają odrobinę zbyt kontrastowo.

Na zarejestrowanych filmach w plenerze (tylko w centrum miasta) zauważyliśmy również efekt falowania brzegowych części obrazu w niektórych momentach. Nie przywiązujemy do tego jednak zbyt dużej wagi, gdyż nie irytuje on w zbyt dużym stopniu. Na dodatek filmowaliśmy w ujemnej temperaturze i ten efekt może być wynikiem dużych kontrastów temperaturowych na filmowanych scenach. Poza tym sama optyka aparatu była wystawiona na mało przyjazne warunki pracy.

Tyle krytyki, czas na pochwały. W połączeniu z dobrze działającym balansem bieli, prawidłowym odwzorowaniem kolorów i zaletami jakie niesie sprawna stabilizacja obrazu, Canon Powershot SX50 HS pokazuje spory potencjał filmowy. Dużo daje od siebie również mechanizm stabilizacji obrazu. Nawet na ogniskowej 1200 mm przy stabilnym uchwycie drgania kadru nie są za duże. A gdy przypomnimy sobie panującą w kinematografii manierę filmowania roztrzęsioną kamerą, filmy z Canona wyglądają jak rejestrowane przez spokojnego operatora. W efekcie nagrania w przypadku tego aparatu nie muszą wyglądać statycznie, a zawierać sporą dawkę ekspresji w postaci zbliżeń i panoramowań.

Aparat pozwoli nam wykonać zdjęcia w pełnej rozdzielczości (odpowiadającej proporcjom obrazu filmowego) podczas filmowania. Niestety moment wykonania zdjęcia będzie zauważalny na klipie wideo ze względu na chwilowe zamknięcie migawki.

Poniżej przykładowe nagrania w pełnej rozdzielczości. Pierwsze wykonano w pochmurny dzień, a kolejne w słoneczne popołudnie.

Canon pozwala korzystać również z funkcji efektowych przy nagraniach wideo. Nam niezmiennie najbardziej przypada do gustu efekt miniatury. W testowanym aparacie działa tylko w rozdzielczości VGA. Aparat dysponuje również trybem slow-motion, w którym rejestruje filmy z maksymalną prędkością 240 kl/s, odtwarzane potem w zwolnionym tempie. Niestety tylko w rozdzielczości 320 x 240 pikseli.

A teraz próbka możliwości maksymalnego zoomu aparatu, czyli rejsowy samolot linii.... Nie, tak łatwo nie będzie - musicie zgadnąć sami. Podpowiedź - o produkcie z tego kraju ostatnio bardzo dużo pisaliśmy.

Canon Powershot SX50 HS foto przykładowe

Z kolei w nocy potencjał aparatu, również filmowy, znacząco spada. Problemy sprawia precyzyjne ustawianie ostrości, jeśli nie filmujemy scen w pełnym świetle miasta, gdzie jest sporo kontrastowych obiektów. Potrafi doskwierać spora liczba flar wywołanych przez światła jadących samochodów. Jednak w ciągu dnia obiektyw nie wykazywał tendencji do kiepskiej pracy pod światło. Problemy zrzucamy zatem na karb silnych kontrastów i niskiej temperatury w nocy podczas naszego sprawdzianu.

Podsumowując. Jakość zdjęć, które udało nam się uzyskać w terenie jest bardzo dobra i to niezależnie od tego czy fotografujemy na szerokim kącie czy na skrajnym ustawieniu tele. Wprawdzie Canon nie grzeszy bardzo jasną optyką, ale nie jest aż tak źle. Najbardziej niedostatek jasności doskwiera w przypadku dynamicznych scen rejestrowanych na długiej ogniskowej. Nawet skuteczna stabilizacja nie jest w stanie skompensować faktu, iż czas ekspozycji jest znacznie wydłużony.

Również filmy oceniamy pozytywnie, a najwięcej batów Canonowi dostaje się za brak trybów filmowania z prędkością 50 lub 60 klatek/s.

Do czego można się przyczepić najbardziej? Oczywiście do spadku jakości obrazu przy podniesionym ISO. Sensor Canona jest niewielki, ale liczyliśmy na to, że niewygórowana liczba 12 Mpix, w połączeniu z procesorem Digic 5, daje szansę na przynajmniej przyzwoite fotki na wysokim ISO. Niestety, niejednokrotnie już nawet nieznaczny wzrost do ISO 400 potrafił mocno zepsuć obraz. Fotografowanie z ISO 3200 czy 6400 w pomieszczeniach to już kompletna porażka. Ale rezultaty plenerowe nie były konsystentne. Wniosek - warto próbować wyższego ISO, gdy spodziewamy się, że wartość fotografowanej sceny znacznie przewyższy degradację jakości zdjęcia związaną ze wzrostem czułości. Dla pewności sprawdziliśmy także pracę aparatu z różnymi czułościami na przykładzie testowej scenki, a wyniki prezentujemy na następnej stronie.