• benchmark.pl
  • Gry
  • For Honor – czas wirtualnego miecza i cyfrowego topora
For Honor – czas wirtualnego miecza i cyfrowego topora Gry

For Honor – czas wirtualnego miecza i cyfrowego topora

z dnia 2017-02-20
Jakub Jakubowicz | Redaktor serwisu benchmark.pl
15 komentarzy Dyskutuj z nami

Dla świata sieciowych potyczek nastała era miecza, topora, krwi i ognia. A wszystko dlatego, że For Honor koniec końców okazało się solidnie wykonanym tytułem.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,7/5
Plusy

- plastycznie odwzorowane lokacje, postaci i ekwipunek,; - pociągający klimat średniowiecza w ramach niecodziennego fantasy,; - wymagający system walk nakierowany na zdolności gracza,; - zróżnicowane i ciekawe klasy postaci,; - pojedynki dają sporo satysfakcji i wymagają ogromnego zaangażowania,; - całkiem nieźle przygotowana kampania.

Minusy

- atmosfera wielkich średniowiecznych bitew rozmywa się podczas rozgrywki,; - wieloosobowe batalie to raczej zbiór indywidualnych starć między graczami,; - tryb dominacji czasem przypomina chaotyczną przepychankę,; - sterowane przez komputer/konsolę masy wojska niewiele wnoszą do zabawy,; - przydałyby się bitwy dla większej liczby graczy.

Krzycz: For Honor!

Średniowieczna produkcja szykowana przez Ubisoft już na długo przed premierą budziła burzę emocji. Zwiastuny podsycały tę nawałnice, a entuzjaści rąbania się żelastwem po głowach raz po raz wykrzykiwali „For Honor!”. Wniosek? Sieciowych bitew z rycerzami, samurajami czy wikingami pragnęło wielu i wreszcie się ich doczekało.

For Honor - wikingowie

Burza jak to burza, przywlokła ze sobą także czarne chmury. O ile jedni w oczekiwaniu na premierę przebierali nogami, o tyle inni zachowali pewien dystans i wydawali mniej optymistyczne sądy. Ja sam po beta testach dostrzegałem spory potencjał For Honor, jednak czegoś mi jeszcze brakowało.

W wersji finalnej nie wszystko zostało dopieszczone tak, jak bym tego chciał, ale teraz mogę powiedzieć bez wahania, że to kawał dobrze wykonanej roboty. 

For Honor - pojedynek

Wchodzi rycerz, wiking i samuraj do baru...

Zacznijmy od uniwersum For Honor, które wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Pozornie to znane nam dobrze z lekcji historii średniowiecze. No właśnie – pozornie! W rzeczywistości jest to wariacja na jego temat gatunkowo zahaczająca o fantasy (z grubsza rzecz ujmując – bo żadnych elfów i krasnali tu nie znajdziemy).

Wszystko dlatego, że w naszym rozległym świecie nigdy nie doszłoby do wojny, w której udział brałoby jednocześnie europejskie rycerstwo, wojowie wikingów i dalekowschodni samuraje. Co innego podzielony między trzy cywilizacje kontynent For Honor.

For Honor - Samuraje

W walce o uszczuplające się zasoby skandynawskie topory krzyżują się z japońskimi katanami i zachodnioeuropejskimi mieczami. Do tego dodano też trochę technologicznych dziwactw w stylu wystrzeliwujących oblężnicze pomosty balist lub zaawansowanych inżynieryjnie urządzeń do wspinaczki po murach.

Ten niecodzienny świat to nie tylko wspaniała mapa geopolityczna dla sieciowej wojny na wielką skalę, ale też całkiem żyzny grunt do snucia opowieści dla pojedynczego gracza. I chociaż For Honor powstało z myślą o wieloosobowych bitwach, a nie kampanii, ta ostatnia też wypada nie najgorzej w najnowszym dziele Ubisoftu.

Tolkien to nie jest

Trzy rozdziały – jeden poświęcony rycerzom, drugi wikingom, a trzeci (zgadliście!) samurajom. Tak mniej więcej wygląda kampania For Honor. Fabuła jest raczej pretekstowa, ale trzyma w napięciu, a i parę zwrotów akcji się w niej znajdzie. 

For Honor - wiking na łańcuchu

Z pewnością Tolkien to nie jest. Gra o Tron tym bardziej. Ale nic nie szkodzi! Ważne, że wszystko jest w miarę spójne i bynajmniej nie stanowi tylko zapchajdziury zbudowanej na mapach z trybu dla wielu graczy.

Wprost przeciwnie. To właśnie kampania wprowadziła mnie w świat For Honor tak gładko, że w niepamięć poszły moje wątpliwości z okresu bety. Prowadząc strategiczne podchody z perspektywy trzech cywilizacji w zgrabny sposób zaznajomiono mnie nie tylko z lokacjami gry, ale też z najmniejszymi niuansami rozgrywki, wśród których znalazły się między innymi poszczególne klasy bohaterów, ich unikalne umiejętnościami i zestawy ruchów.

For Honor - śmierć zadana piką

W końcu też mogłem tutaj ruszyć na wroga bez lęku, że lada chwila natknę się na bardziej doświadczonego gracza. Prowadzona przeciwko sztucznej inteligencji kampania pozwoliła mi nabrać niezbędnej w grze wieloosobowej pewności siebie. 

Znalazło się tu również parę momentów, które na długo zapadną mi w pamięć, a które najlepiej świadczą o tym, że tryb fabularny nie jest li tylko rozbudowanym samouczkiem. Wspomnę chociażby o potyczkach z wikingami na kruszącym się pod stopami lodzie, pojedynek z wodzem plemienia na grzbiecie olbrzymiego tarana oraz nocny szturm na nadmorską twierdzę samurajów.

Innymi słowy – dla samej kampanii nie ma sensu sięgać po For Honor, ale stanowi ona doskonałe uzupełnienie dla rozgrywki sieciowej. I mówiąc „doskonałe”, mam na myśli takie, które zaskakuje kunsztem wykonania. Przecież można je było potraktować po macoszemu, a tak się wcale nie stało.

Chaos i strategia

Czas na tryb wieloosobowy, bo to on jest tym nadzieniem, dla którego zajadamy pączka o nazwie For Honor. Na trójkolorowej mapie świata przedstawione zostały terytoria kontrolowane przez trzy frakcje. Na początku rozgrywki wybieramy przynależność do jednej z nich, ale możemy tę decyzję zmienić już po przyłączeniu się do internetowej wojny.

For Honor - w środku bitwy

Z poziomu mapy wybieramy, czy chcemy walczyć o dominację (klasyczne przejmowanie trzech punktów), wziąć udział w pojedynku lub potyczce (ta ostatnia to coś w rodzaju podwójnego pojedynku) albo zaangażować się w „deathmatch”. Pod tym ostatnim, zbiorczym terminem kryje się bitwa na punkty i eliminacja, czyli walka bez odrodzeń do ostatniego woja.

Przynależność do frakcji określa stronę, dla której będziemy walczyć w starciu trzech gigantów, ale nie ogranicza wyboru klas bohaterów. Niezależnie więc od podjętej decyzji mamy pełną swobodę! 

Wpływa ona jedynie na przydzielanie zasobów wojennych, które po sieciowej partii przypisujemy do danej prowincji i tym samym wzmacniamy siły obrony lub ataku naszej frakcji na wskazanym obszarze.

For Honor - przydzielanie zasobów wojennych

Nasza przynależność do frakcji to element wojny globalnej, którą mamy nieprzerwanie (czyli przez kolejne sezony) toczyć z innymi fanami For Honor. Szczerze mówiąc, w dalszym ciągu, tak jak podczas bety, nie jestem pewien, czy pojedynczy gracz będzie w stanie poczuć swój udział w tym starciu totalnym. 

Niby przydzielałem swoje zasoby, niby obserwowałem, jak przesuwa się linia frontu, ale nie zdarzyło mi się powiedzieć z dumą: o tak, tryumf w tej prowincji był moją zasługą!

For Honor - do ataku

Porzućmy jednak rozmyślania o dzielonej między frakcje mapie, która jest bądź co bądź jedynie tłem dla sieciowych bojów i przejdźmy do tych ostatnich. Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie okazały się dwa tryby wrzucone do wspólnego worka „deathmatch”. Tak naprawdę nie ma w nich nic szczególnie odkrywczego, ale pokazały mi one For Honor od jak najlepszej strony.

Właśnie w tych prostych starciach czteroosobowych składów unikalny system walki rozwija skrzydła i to tutaj taktyka zespołu elegancko łączy się ze zręcznością poszczególnych zawodników. 

Trochę inaczej wygląda to w przypadku dominacji, bo tam jednak celem nie jest eliminacja konkurentów, ale przejmowanie punktów, co często wiąże się z unikaniem walki lub innym rodzajem chaotycznej bieganiny.

For Honor - walka 4 na 4

Z kolei pojedynki i potyczki wydały mi się zbyt skromnym obliczem średniowiecznych bitew. Tutaj, rzecz jasna, trójstronne blokowanie i zadawanie ciosów też sprawdza się wyśmienicie i udowadnia dobitnie, jaki wpływ na rozgrywkę ma oryginalna mechanika, ale dwie, góra cztery osoby to trochę mało, jak na porządną rozróbę.  

W ogóle z klimatem średniowiecznych bitew w For Honor bywa różnie. Czasem wypływa on z ekranu i zalewa nas bez reszty, jak to ma miejsce na przykład w przypadku kampanii, ale innym razem jest on ledwie wyczuwalny. Zwłaszcza, kiedy na polu bitwy maleje liczba sterowanych przez sztuczną inteligencję „minionków”.

For Honor - szeregowi żołnierze

Krew wsiąka w błoto

Bitewne tłumy i obrazy rodem z Bravehearta nie zawsze pojawiają się podczas rozgrywki w For Honor. Ale trzeba zaznaczyć, że zarówno projekty map, jak i sama grafika trzymają ten średniowieczny klimat, któremu zdarza się umykać z samej rozgrywki.

Plecione w warkocze brody wikingów błyszczą od deszczu, samurajskie zbroje pieszczą wzrok pastelowymi kolorkami, a ognie płonących wiosek odbijają się w rycerskich mieczach. Skóra na ramionach, tatuaże na skórze, metalowe pancerze, pancerne machiny... Wszystko to prezentuje się jak należy!


Wersja pecetowa może pochwalić się szeregiem dodatkowych, wyjątkowo klimatycznych efektów

Do tego dochodzą też opcje personalizacji naszych wojów, które sprawiają, że każdy z nich może popisać się unikalnymi dodatkami do zbroi lub wzorami wymalowanymi na pancerzu. Potem starczy tylko wypuścić takiego strojnisia na pole walki, które samo w sobie stanowi ciekawie pomyślany labirynt korytarzy, gruzowisk, drabin i murów.

Piękny punkt wyjścia

For Honor budziło we mnie wiele wątpliwości. Koniec końców okazało się, że to nie zaledwie grana na jednej nucie oryginalnej mechaniki piosneczka, ale prawdziwa średniowieczna symfonia. 

Czasem chciałoby się, żeby rozbrzmiała na większą skalę, niż tylko maksymalnie ośmioosobowe potyczki, ale i tak potrafi ona porwać za serce.

For Honor - dominacja

Liczę na to, że doczekamy się za jakiś czas For Honor 2, które z większym animuszem rozwinie wypracowaną teraz formułę. Średniowieczne dzieło Ubisoftu to solidna propozycja dla fanów sieciowych potyczek, ale kampania mogłaby bawić trochę ciekawszą opowieścią, a wieloosobowym starciom przydałyby się oryginalniejsze zasady rywalizacji.

Można by jeszcze wskazać na kilka niedociągnięć, ale nie szukajmy już na siłę dziury w całym. Panie i Panowie, jest nieźle, a potencjał For Honor może potężnym ciosem spaść na łeb konkurencji.  

For Honor - cios kończący

Ocena końcowa:

  • plastycznie odwzorowane lokacje, postaci i ekwipunek
  • pociągający klimat średniowiecza w ramach niecodziennego fantasy
  • wymagający system walk nakierowany na zdolności gracza
  • żróżnicowane i ciekawe klasy postaci
  • pojedynki dają sporo satysfakcji i wymagają ogromnego zaangażowania
  • całkiem nieźle przygotowana kampania dla pojedynczego gracza
     
  • atmosfera wielkich średniowiecznych bitew rozmywa się podczas rozgrywki
  • wieloosobowe batalie to raczej zbiór indywidualnych starć między graczami
  • tryb dominacji czasem przypomina chaotyczną przepychankę
  • sterowane przez komputer/konsolę masy wojska niewiele wnoszą do zabawy
  • przydałyby się bitwy dla większej liczby graczy
     
  • Grafika:
     dobry plus
  • Dźwięk:
     super
  • Grywalność:
     dobry plus

94%

Dobry Produkt

marketplace

Komentarze

15
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Mam PC i nie dam się nabrać na tą grę w takiej cenie. 120 zł to maksimum. 250 zł to KPINA! W tej cenie to tych lokalizacji powinno być 30 a już na pewno jakiś single player. Kupują to szaleńcy lub maniacy. Gra jest fajna, grywalna i nowatorska ale da się w nią grać dłużej tylko jak masz jakiś team i TS lub Skype.
    PS. Wersja na PC przynajmniej wygląda. Grafika na PS4 = DZIADOSTWO!
    Zaloguj się
  • avatar
    Ubisoft? Dziękuję, postoję.
  • avatar
    Dublet.
  • avatar
    Ubisoft? Czyli najlepsze AI na rynku. Można brać w ciemno jak wszystkie ostatnie gry Ubisoftu. Są najlepsi i basta.
  • avatar
    Przeciętniak za wygórowane pieniądze - po 2 tyg zabawie w closed becie (miałem dostęp od Ubi) stwierdzam że gra jest po prostu niedorobiona.

    Może za kilka patchy (oby nie płatnych dlc!) będzie bardziej grywalna - póki co to słabiak w dość ładnej oprawie (gram na PC).

    Główne minusy to brak balansu klas postaci (tak to wyglądało w każdym razie na becie) - samuraj był w stanie położyć dowolną klasę bez draśnięcia (ba nawet 2-3 graczy na raz) , z racji czego 90% populacji grało samurajami :P

    Tryb dominacji to zwykle bezmózga młócka - każdy na każdego a punkty "dominacji" pozostają niezajmowane bo... młócka jest fajniejsza niż taktyka :P

    Tryb "rozwoju" postaci w becie był mocno nastawiony na hardcore'owy grind - a dla niecierpliwych na $$$
    Zaloguj się
  • avatar
    Gra ładna, w chwytliwym klimacie, ale szybko się nudzi, ze względu na relatywnie prosty system walki (3 kierunki ataków i 3 kierunki bloków). Chwilę nacieszysz oko a potem ziewasz. A 200 złych mniej w portfelu :) Ja na szczęście potestowałem za free betę. W dobie większości głupich, nagrzanych graczy z wysokim ciśnieniem płatniczej krwi developerzy pozwalają sobie na coraz droższy syf więc kumaty gracz musi nauczyć się cierpliwości i kierować się zdrowym rozsądkiem.
  • avatar
    Parę słów o DLC mogliście napisać, a te będą płatne [potwierdzone info], choć jest info że następne klasy w formie podstawowej będą dostarczane graczom w free DLC, a płacić trzeba będzie za następne kampanie i skórki itd. [to info nie do końca potwierdzone z forum gry].
    Zaloguj się
  • avatar
    Dubel - sorry