Aparat do torebki: Olympus FE 280 i Sony DSC W55

W komentarzach pod recenzją Nikon Coolpix S510 oraz Canon IXUS 75 słusznie zauważyliście, że cena 1000 pln to troszkę za dużo jak na małpki. Na pewno warto poznać alternatywę cenową. Dlatego właśnie przed nami dwa bardzo podobne, ale o ok. 300~500 zł tańsze, modele: Olympus FE 280 i Sony Cybershot DSC W55. Zoom optyczny trójka, matryca 8.0 (Olympus) lub 7.2 (Sony). Malutkie, leciutkie i kieszonkowe. Zobaczmy, czy dorównają konkurencji z wyższej półki cenowej?

Wstęp. Specyfikacja aparatów

W komentarzach pod recenzją Nikon Coolpix S510 oraz Canon IXUS 75 słusznie zauważyliście, że cena 1000 pln to troszkę za dużo jak na małpki. Niby racja. Z drugiej strony, jak popatrzeć na jakość zdjęć (szczególnie mówię tu o Canonie IXUS 75) to może jednak warto?

Na pewno warto poznać alternatywę cenową. Dlatego właśnie przed nami dwa bardzo podobne, ale o ok. 300~500 zł tańsze, modele: Olympus FE 280 i Sony Cybershot DSC W55. Zoom optyczny trójka, matryca 8.0 (Olympus) lub 7.2 (Sony). Malutkie, leciutkie i kieszonkowe. Zobaczmy, czy dorównają konkurencji z wyższej półki cenowej?

na zdjęciach poniżej: K800i - dla porównania rozmiaru - oraz opisywane Sony i Olympus

Nazwa aparatu
Olympus
FE 280
Sony
Cybershot DSC W55
Efektywna rozdzielczość matrycy 8 Mpix 7.2 Mpix
Pamięć karty xD Picture karty Memory Stick Duo (Pro)
Czułość ISO auto, 50, 100, 200, 400, 800, 1600 auto, 100, 200, 400, 800, 1000
Obiektyw (ekwiwalent dla 35mm) 36 - 108 mm 38 - 114 mm
Migawka
(zakres czasów zależy od trybu fotografowania)
4 - 1/2 s 1 - 1/200 s
Wyświetlacz LCD 2.5" TFT 2.5" TFT
Zoom optyczny x3 x3
Wymiary i waga 91.8 x 55.7 x 19.1 mm;
waga: 108 g
88.9 x 57.1 x 22.9 mm;
waga: 147 g (bez baterii)
Zasilanie Akumulator litowo-jonowy NB-4L (ładowarka w zestawie) Akumulator litowo-jonowy NP-BG1 (ładowarka w zestawie)
Polskie menu tak tak

Aby stać się szczęśliwym posiadaczem któregoś z prezentowanych modeli wystarczy około 500-700pln. To niewygórowana cena jak na tak dalekie zminiaturyzowanie dosyć dobrych parametrów. Obydwa aparaty w zestawie mają dołączone paski na rękę, akumulatorki, ładowarki, kable USBi A/V. Ponadto Sony ma wbudowaną pamięć o pojemności 56Mb, a Olympus - 48Mb. Dokupienie karty pamięci Memory Stick Pro Duo 1Gb do aparatu Sony to wydatek 72 - 118pln (producent zastrzega, że aparat nie obsługuje kart o pojemności ponad 4Mb), na pamięć zewnętrzną do Olympusa wydamy 85pln - Olympus (Apacer) XD/1G (TYP M).

Wygląd, obudowa, przyciski

Obydwa aparaty zaliczyć można do wagi mysiej. Maja po 5,5cm wysokości i 9cm długości. Sony jest wyraźnie grubszy i ogólnie sprawia wrażenie bardziej topornego. Obudowy wykonane są z matowego plastyku ze srebrnymi elementami z połyskiem. W aparacie Sony jest tego ciut więcej, co potęguje ogólne wrażenie palstikowości, ale przecież nie wygląd jest najważniejszy. Sony Cybershot DSC-W55 dostępny jest w kolorach srebrnym, błękitnym, czarnym i różowym, natomiast Olympus FE-280 występuje w kolorze srebrnym, czarnym, niebieskim i czerwonym.

Za podatność na zabrudzenia minus dla Sony. Po pierwsze, na tych srebrnych, gładkich powierzchniach idealnie widać wszelkie odciski palców, dodatkowo połyskujące na tęczowo. Po drugie, wyświetlacz Olimpusa jest lekko matowy, co ogranicza widoczność smug, w Sony smugi są bardziej wyraziste i mocniej rzucają się w oczy.

Guziczki, w obu aparatach rozmieszczone są bardzo podobnie. Na szczycie malutkie włączniki, obok większe migawki wraz z ruchomymi pierścieniami zoomu. W aparacie Sony mikrofon też znajduje się u góry, co przy oburęcznym trzymaniu aparatu może doprowadzić do powstania filmu niemego.... Najgorsze, że producent jest tej wady świadomy i nawet przestrzega przed nią w instrukcji obsługi.

W sąsiedztwie 2,5 calowych wyświetlaczy bez niespodzianek. Pokrętła do zmian trybów fotografowania, dostęp do menu, kasowania, trybu makro, lampy błyskowej itp. W Sony miła niespodzianka - wizjer. I to nie jakiś tam cyfrowy, tylko zwykłe plastikowe okienko, niezastąpione przy robieniu zdjęć w kiepskim oświetleniu. Do tego guziczek DISP wyłączający wyświetlacz i przedłużający życie baterii :)

Menu. Dostępne funkcje

Do menu obu aparatów dostaniemy się z pomocą guziczka MENU. I na tym kończy się łatwość obsługi. Aż gryzie w oczy niekonsekwencja w menu Olympusa. Część opisów jest po polsku, część oznaczona ikonkami a część skrótami z języka angielskiego. Bez instrukcji nie da rady (Serio, kto dziś czyta instrukcje obsługi? W przypadku Olympusa FE 280 jest to konieczne). Lektura instrukcji z kolei dostarcza dalszych wrażeń, bo producent chyba nie zauważył, że jego aparat ma (przynajmniej w teorii) polską wersję menu. W instrukcji, nazwy poszczególnych funkcji menu występują w języku angielskim. Zdjęcia menu tez zrobiono wersji angielskiej. Niby nic, ale przyznacie, że budzi niesmak, a osobie nieznającej angielskiego i nie obeznanej z obsługą cyfrówek może przysporzyć realnych trudności.

W Sony nie ma tego problemu. Menu jest czytelne a ikonki i skróty pojawiają się jako dodatek do opisów poszczególnych funkcji. Trochę mylące jest wchodzenie do opcji rozdzielczości poprzez przycisk z ikonką kosza, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.

W Olympusie z kolei bardzo udane są opisy poszczególnych trybów fotografowania. Podczas przełączania między trybami auto, video, krajobraz, portret, scene itp. pojawia się informacja w formie opisu lub zdjęcia (znowu brak konsekwencji, ale wybaczamy) na temat rodzaju i specyfiki wybranego trybu. Jest to miły dodatek dla użytkowników nieoswojonych z wielością dostępnych ustawień.

W Sony również mamy jasne opisy poszczególnych trybów. Umieszczone są u dołu wyświetlacza, więc nie zasłaniają nam całego ekranu i - co najważniejsze, w menu jest opcja ich wyłączenia. Producent, w swym geniuszu przewidział, że po pierwszym tygodniu zabawy z aparatem taka pomoc stanie się niepotrzebnym i irytującym dodatkiem. W Olympusie, niestety, zostaną do końca wydłużając czas przełączania się aparatu między trybami.

Kolejny drobiazg dotyczy zmiany rozdzielczości zdjęć. Sony na bieżąco wyświetla informację dotyczącą ilości zdjęć, które zmieszczą się jeszcze na karcie w danej rozdzielczości. W Olympusie trzeba najpierw wyjść z menu. Męczące. Minus dla Olympusa.

- Dostępne funkcje

Oba aparaty mają to, czego nie może zabraknąć z standardowej cyfrówce. Nie liczmy jednak na jakieś wielkie niespodzianki. Edycję zdjęć, notatki dźwiękowe, filmy poklatkowe itp. zostawmy droższym modelom. Prezentowane cyfrówki służą do robienia zdjęć lub filmów, późniejsza obróbka ogranicza się do zmiany wielkości foty lub jej obrócenia. Jest tez możliwość drukowania zdjęć bezpośrednio z aparatu.

Sony Cybershot DSC W55 daje nam do wyboru tryb auto, manualny, video i siedem ustawień scenkowych: na śniegu, nad wodą, pejzaż, nocne z lampą, nocne bez lampy, wysokie ISO bez lampy i "miękkie tło" (czyli ostry obiekt na nieostrym tle). Mamy więc podstawowe tryby i dużą łatwość przechodzenia między nimi (wszystkie znajdują się na pokrętle i nie ma konieczności wchodzenia do menu). Dodatkowo, w zależności od wybranego trybu, jest możliwość ręcznego ustawienia balansu bieli, kontrastu, wyrazistości, kolorów (czarno-biale, sepia, naturalne, nasycone), ISO, ostrości i trybu pomiaru światła. Przeciętny użytkownik prawdopodobnie wykorzysta większość możliwości tego aparatu, a przejrzenie menu zajmie kilkanaście minut.

W Olympus FE 280 możemy za pomocą pokrętła łatwo wybierać pomiędzy trybami: auto, manualny, video, obiekt poruszający się, portret, pejzaż, scene i guide. Na uwagę szczególnie zasługują dwa ostatnie tryby. Scene, czyli ustawienia scenkowe, automatycznie przekierowują użytkownika do menu, z którego można wybrać 15 różnych ustawień. Wśród nich znajdują się takie perełki jak aukcja (ustawienia przystosowane do robienia zdjęć, z przeznaczeniem do umieszczenie w Internecie), przy świecach, dokumenty (zwiększenie kontrastu między literami a tłem), spoza szyby, potrawy, na uśmiech ("automatycznie robi zdjęcie gdy fotografowana osoba uśmiechnie się") czy trzy różne ustawienia do zdjęć podwodnych. Ustawienia są zilustrowane fotografiami i dodatkowo opisane. W pięknym opakowaniu kryją się bardzo proste rozwiązania. Np. tryb spoza szyby po prostu blokuje lampę błyskową, aukcja to niższa rozdzielczość zdjęcia, a na uśmiech oczywiście nie wykrywa uśmiechu, tylko robi trzy zdjęcia jedno po drugim zwiększając szansę na dobre ujęcie. Co dla jednych jest tanim chwytem marketingowym, dla innych będzie szybkim dostępem do szukanych ustawień. Osobiście, uważam te 15 trybów za miły dodatek szczególnie pomocny osobom niedoświadczonym i mogący sprawić frajdę dzieciom.

Kolejną ciekawostką jest tryb GUIDE, czyli swoisty foto przewodnik. Możemy tu zobaczyć podgląd efektów różnych ustawień, a także skorzystać z 12 innych funkcji. W zasadzie jest to powtórzenie opcji już dostępnych w menu, lub za pomocą klawiszy skrótowych, ale w foto przewodniku zrezygnowano ze specyficznych nazw zastępując je opisami sytuacyjnymi. Jest to okrężna, ale łatwiejsza droga dojścia do potrzebnych ustawień.

Korzystanie z aparatów

Wiemy już co te aparaty potencjalnie mogą, zobaczmy jak to wygląda w praktyce. Oba modele są dosyć szybkie. W Sony od momentu włączenia aparatu do momentu zapisania zdjęcia na karcie upłynęło niecałe 5s., w Olympusie analogiczny proces zajął o kilka dziesiątych sekundy więcej (zaważyła szybkość wysuwania się obiektywu). Nawet zdjęcia z lampą można robić praktycznie jedno za drugim.

Auto Focus jest nieco szybszy w Olympusie, choć przy zdjęciach z bliska nie ma praktycznie żadnej różnicy pomiędzy obydwoma modelami. Złapanie ostrości jest sygnalizowane dźwiękowo lub wizualnie, a migawka dodatkowo wydaje charakterystyczny dźwięk i nie zauważyłam, żeby ktoś omyłkowo cofał aparat zanim zdążył on zrobić zdjęcie (problem taki występował w przypadku droższego Nikona Coolpix S510).

Tryb Makro w obu aparatach działa nienagannie. AF łapie ostrość już z odległości ok. 4cm (a więc znacznie bliższej niż w Nikon Coolpix S510) , przy czym wydaje się, że Sony wypada troszkę lepiej niż Olympus. Nieco zawirowań jest z lampą błyskową. Olympus w trybie MAKRO (zdjęcia z min odległości ok. 10cm) pozostaje w trybie automatycznym, a w trybie SUPERMAKRO automatycznie blokuje lampę, co pozwala uniknąć cieni na zdjęciu, lecz może skutkować jego poruszeniem. Sony, w tych samych warunkach świetlnych, w trybie MAKRO, robi ostre zdjęcie z lampą błyskową (i cieniem obiektywu zakrywającym dolną część zdjęcia). Po manualnym wyłączeniu lampy, fota wychodzi w lepszej jakości, niż analogiczne zdjęcie robione Olympusem.

Tryb makro - Sony (z lewej) i Olympus (z prawej)

Podczas pstrykania fotek z bliska, w obu aparatach występują nieznaczne odkształcenia przy krawędziach zdjęcia. Jest to uciążliwe podczas uwieczniania obiektów kwadratowych (dokumenty, kartony itp.). W pozostałych przypadkach odkształcenia są praktycznie niezauważalne.

Odkształcenia - Sony (z lewej) i Olympus (z prawej)

Przy słabym oświetleniu i zdjęciach bez lampy, na prowadzenie znacznie wysuwa się Olympus FE 280. Zdjęcie zrobione tym aparatem jest wyraźnie lepsze, choć i tu trzeba uważać aby go nie poruszyć. Przy zdjęciach z lampą błyskową oba modele robią dobrze doświetlone, wyraźne fotki. Ciekawe, że Olympus do ustawienia ostrości nie potrzebuje dodatkowego doświetlenia (nie puszcza charakterystycznego czerwonego lub zielonego snopu światła), co pozwala na robienie zdjęć z zaskoczenia nawet w kiepsko doświetlonym barze czy kafejce.

Słabe oświetlenie - Sony (z lewej) i Olympus (z prawej)

To samo z lampą - Sony (z lewej) i Olympus (z prawej)

Czerwonych oczu nie da się całkowicie uniknąć. Olympus ma możliwość włączenia lampy z redukcją tego efektu (co może albo pomóc, albo sprawić, że wszyscy zmrużą oczy), w Sony pozostaje liczyć na snop czerwonego światła automatycznie wypuszczany przy zdjęciach w ciemnych pomieszczeniach.

Podczas pstrykania pod światło, w obu modelach barwy wypadają nieco przytłumione dając szarawy obraz. Na szczęście, rzadko kiedy w słoneczny dzień celujemy obiektywem prosto w słońce. W kategorii ciemny obiekt na jasnym tle (w tym wypadku dachy na tle jasnego nieba), oba aparaty wykrywają konieczność użycia lampy błyskowej i otrzymujemy zdjęcia dobrej jakości. Sony Cybershot DSC W55 włącza lampę, nawet gdy ów ciemny obiekt znajduje się na obrzeżach kadru. Ogólnie oba modele radzą sobie dobrze.

Pstrykanie pod światło - Sony (z lewej) i Olympus (z prawej)

- Podsumowanie

Na pierwszy rzut oka lepszym wyborem wydaje się być aparat Sony, lecz, gdy się lepiej przyjrzeć widzimy, że Olympus oferuje nam większą ilość dostępnych funkcji, a w wielu wypadkach także lepszą jakość zdjęć. Sony z kolei wydaje się być łatwiejszy w obsłudze, a organizacja dostępu do poszczególnych funkcji lepiej przemyślana.

Oba modele nieźle się też sprawdziły jako alternatywa dla droższych Nikon Coolpix S510 oraz Canon IXUS 75. Oczywiście brakuje im wielu funkcji, chociaż część z nich w rzeczywistości i tak nie jest zbyt potrzebna. Np. edycję zdjęć i tak lepiej zrobić w dowolnym programie na PC, choćby ze względu na możliwość obejrzenia efektów w lepszej rozdzielczości. Jeśli chodzi o kolory, ustawienie światła itp. mam wrażenie, że warto dopłacić, szczególnie za zdjęcia przy słabym oświetleniu. Z drugiej strony 300pln to prawie 40% ceny, a różnice nie były znowu takie duże.

Jak zwykle decyzja należy do Was. Mam tylko nadzieję, że powyższa recenzja pomoże w dokonaniu wyboru.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE