Bez kabli. Bez anten. Bez stresu? Sprawdzamy, co potrafi robot koszący Eufy C15

Koszenie trawy może być relaksującym rytuałem… Nie, no dajmy spokój. Osobiście nie znoszę kosić trawy, bo ile razy śmigam kosiarką tu i tam, to myślę sobie, że mógłbym robić milion bardziej produktywnych rzeczy. Ot, mógłbym na ten przykład patrzeć, jak marchew rośnie… I tu wjeżdża robot koszący Eufy C15, który wie, że nie lubię kosić trawnika i ogarnie wszystko za mnie, od koszenia, po czasochłonną konfigurację. Tyle w teorii.

Eufy C15Eufy C15
Źródło zdjęć: © benchmark.pl
Przemysław Jankowski

Kabli brak, to jest fakt

Eufy C15 ma być nowym rozdaniem w świecie robotów koszących. Dlaczego? Do swojej pracy nie potrzebuje kabli wkopywanych pod trawnik. Nie potrzebuje lokalizacji po GPS. Dokładnej konfiguracji nawet nie potrzebuje. W teorii Eufy C15 ma sobie wyjechać, rozpoznać, co jest trawnikiem, a co nim nie jest i kosić aż miło. W teorii, bo robot musi być połączony z Wi-Fi, a to może być dość problematyczne, o czym przekonałem się podczas testów i z czego wyspowiadam się wam później.

Faktem pozostaje jednak to, że Eufy C15 nie wymaga do pracy skomplikowanych zabiegów, czy to ingerencji infrastrukturalnych w ogród, czy to łączenia się z satelitami. I to jest okej.


WIDEO
Test Eufy C15. Ten robot koszący nie potrzebuje przewodu ani GPS


Co potrafi robot koszący Eufy C15?

Eufy C15 ma być odpowiedzią na wszystko, co irytujące w robotach koszących. Ma być zmyślny, inteligentny (bo dziś wszystko musi takie być) i ma jeździć bez kabli. Ma też działać bez uprzedniego ręcznego mapowania terenu ogrodu. Innymi słowy, no robot idealny, którego konfiguracja ma potrwać raptem 5 minut. Ja poległem przy pierwszej próbie po ponad godzinie, ale o tym za moment.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Eufy C15 ogarnia trawnik do powierzchni 500 m2, natomiast w godzinę obrobi 80 m2, zaś do pełna nałąduje się w 110 minut. C15 potrafi omijać przeszkody, takie jak choćby, fontanny, płoty, zabawki, zwierzęta i ludzie. Omija grządki i rabaty. Wykrywa i omija jeże. Radzi sobie w wąskich przejściach o szerokości do 60 cm oraz kosi przy krawędziach, no, dokładnie to do 15 cm od krawędzi, czyli w sumie jak dla kogoś 15 cm nie robi różnicy, to można przyjąć, że faktycznie kosi równo przy krawędzi.

Testowany robocik automatycznie wraca do bazy po każdym koszeniu, wraca do bazy i nie wyjeżdża z niej, gdy pada deszcz oraz melduje się i parkuje po zmroku - opiera się na zespole kamer, więc jak jest ciemno, to normalnie, po pracy, wraca spać. Jest też cichy i nie przekracza 58 dB podczas pracy. Wysokość koszenia możemy sobie wygodnie regulować w zakresie od 20 do 60 mm, zaś szerokość koszenia to dość standardowe 180 mm.

Jak się pewnie domyślacie, producent upchał tu garść autorskich technologii. Taką jest choćby TrueVision, czyli zaawansowany zestaw kamer, którymi robot obserwuje świat. Kamery wspiera sztuczna inteligencja, pomagająca w mapowaniu przestrzeni i rozpoznawaniu przeszkód, ot choćby biegających psów czy tuptających jeży.

Jak sprawdza się Eufy C15? Akt 1

Wspomniałem już, że robot koszący od Eufy, by móc pracować, musi być połączony z siecią Wi-Fi, prawda? Wspomniałem też, że jest to, hm, mocno problematyczne? No to czas rozwinąć myśl. Jeśli nie macie w domu dobrze ogarniętej infrastruktury, to korzystanie z tego urządzenia przyprawi was o permanentny ból głowy, jak przyprawiło i mnie. Ot, rozłączanie się, niski zasięg, no całe spectrum cyrków wszelakich związanych z niestabilnym połączeniem z Wi-Fi.

Na potrzeby testów łączyłem się z robotem po swoim własnym, prywatnym, telefonowym Wi-Fi… Znaczy, łączyłem go do hotspota. No taka praca.

Jak już działał, jak już C15 połączył się z Wi-Fi i wyjeżdżał w koszenie, to napotykał dodatkowe przeszkody. Po pierwsze, trzeba stworzyć "pudełka" w aplikacji, by robot mógł wyjechać ze stacji dokującej i wziąć się do roboty. Tak mówi aplikacja, "pudełka". No to stworzyłem pudełko, robot wyjechał i prawie wjechał do oczka wodnego, mocno psując bardzo przyjemne piątkowe popołudnie rybom pływającym w tymże oczku.

No dobra, pomyślałem. Robota koszącego rozpoznajesz po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna. Wysłałem go więc do bazy, której… Zgadliście, nie potrafił znaleźć. Tak wyglądała moja pierwsza interakcja z tym sprzętem, bo straciłem po ponad godzinie cierpliwość, wepchnąłem go ręcznie do stacji ładowania, odłączyłem i wróciłem do niego w poniedziałek.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Jak sprawdza się Eufy C15? Akt 2

Przyszedł poniedziałek, irytacja ustąpiła, więc zdecydowałem się dać maszynie drugą szansę. Wypuściłem robota w ogród, by sobie ogarnął wszystko, ustawiłem harmonogramy i, i było całkiem okej.

Okazało się, że robot działa bez Wi-Fi. Znaczy działa, ale nie mamy nad nim kontroli żadnej, więc jak się jednak skąpie w oczku, to nie będziemy wiedzieli, że skąpał się w oczku. Marna to pociecha, ale powiedzmy, że u mnie udało się temat tak załatwić, że jak chciałem coś sobie poustawiać, to łączyłem robota z hotspotem, a później ten śmigał sobie offline.

Innymi słowy, kiedy frustracja ustąpi i przyjdzie się do konfigurowania robota na spokojnie, puści go w tango z Wi-Fi, poustawia wszystko, a później rozłączy, znaczy odłączy od sieci, to ten staje się prawie bezobsługowy. Prawie, bo jednak jak przypomnę sobie testy innych robotów, których nie musiałem parować z Wi-Fi, by móc podglądać sobie ich pracę, to niesmak zostaje.

Mimo iż robota udało się odpalić i zaczął nawet kosić (o czym za moment), to nieustannie generował pewne problemy. A to nie potrafił wrócić do stacji dokującej, a to kręcił się bez celu, a to usilnie ignorował rabatę ogrodzoną kamieniami i był święcie przekonany, że rabata ta nie istnieje... Trudna to była przeprawa, ale gdy w końcu się dogadaliśmy, no, ten, tego, dalej jakoś to poszło.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Jakość koszenia jest…

Zaskakująco dobra. Eufy C15, jak już się ogarnie, to działa wyśmienicie. Kosi równo, dobrze rozpoznaje rośliny, rabaty, jeże, koty, kury, jenoty, psie zabawki, a nawet i samego psa. Robot radził sobie z nachyleniami terenu, na których kiedyś inny robot, innej marki potrafił się zawiesić. Kosi też trawę systematycznie, śmiga sobie pasami, zamiast chaotycznie poruszać się po przestrzeni całego zmapowanego przez siebie ogrodu.

Przyznam, że po pierwszych wrażeniach byłem przekonany, że Eufy C15 podda się szybko i da się poznać, jako niewypał, a tu taka niespodzianka. Robot naprawdę nieźle poradził sobie na moim trawniko-ogrodzie. Żadnej rośliny nie wykosił (żadnego jeża też nie), finalnie nie wykąpał się w oczku wodnym, a jak zmapował sobie to i owo, to działał już zmyślnie. Najważniejsze było jednak to, że zostawiał po swoich przejazdach zaskakująco równo przyciętą trawę, bez nieestetycznych pasów, bez poszarpań etc. Brawo. Jeśli ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, by usprawnić soft, uczynić to nieco czytelniejszym, to Eufy C15 będzie przeze mnie polecany na każdym grillu ze znajomymi.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Aplikacja prawdę ci powie

Całą pracą Eufy C15 zarządzamy z poziomu aplikacji, która, no cóż… Myślałem, że oszaleję z aplikacją… Zainstalowałem Eufy Clean, potem Eufy Life i żadna nie działała z robotem, żadna go nie widziała i nijak nie potrafiłem sparować go z aplikacją. Dodam, że w instrukcji obsługi rzecz jest potraktowana po macoszemu i jakbym wydał na ten sprzęt jakieś 5000 zł, to by mnie zalała zła krew…

W końcu udało się z aplikacją, która nazywa się… Eufy. Błagam, niech te mądre europejskie akty o dostępności zajmą się unifikacją i usprawnieniem chińskiego softu, bo człowiek może apopleksji z tym dostać.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Żeby nie było, w instrukcji można znaleźć info o tym, jaką aplikację zainstalować, ale nie jest to info na tyle wyłuszczone, by sprawnie człowieka przez ten proces przeprowadzić. Prawdopodobnie coś wspólnego z tym ma fakt, że Eufy to ma z 1500 różnych aplikacji. Ale, ale, dość dygresji.

Gdy już uda się aplikację zainstalować i odpalić, i skonfigurować, to robot zasadniczo działa, jak powinien. W aplikacji zaś ustawimy sobie, co tam trzeba: to jak ma kosić trawę i po jakich ścieżkach śmigać, to, w jakie strefy ma wjeżdżać etc. Cały czas uważam, że to jedna z gorszych, bardziej pokomplikowanych aplikacji, jakie używałem podczas testów tego typu urządzeń, ale koniec końców działa. Jest więc bardzo dobrze, takie 3+ na 5.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Złe dobrego początki, czyli... Fajny ten Eufy C15?

Podsumujmy sobie to i owo. Eufy C15 to fajny sprzęt, z którym trzeba się przegryźć. Trzeba wyjść z założenia, że robot nie jest wybitnie bezobsługowy, że nie odpali się go w 5 minut, które deklaruje producent, że brak kabli pod trawnikiem i brak ograniczeń lokalizacyjnych z GPS to tak zalety, jak i wady. Kiedy robot rysuje sobie ścieżkę, to rysuje ją, bazując na tym, co widzą jego kamery. My nie mamy nad nim żadnej kontroli, nie możemy sterować nim sobie jak samochodzikiem RC. No dobra, możemy ustawić mu "pudełka", które do dziś nie mam pojęcia, czym w sumie są.

Zwykle Eufy C15 ogarnia dobrze, gdzie jest, ale zdarzają się kwiatki, jak u mnie z tym nieszczęsnym oczkiem wodnym. No i z tym, że przy pierwszym podejściu za nic w świecie nie chciał znaleźć swojej bazy. No i z tym, że czasem stwierdzał, że bazy nie ma i nie wracał do niej w ogóle. Ba! Podczas mapowania robot bez krępacji przejechał sobie po kablu zasilającym - nie skosił go, nie pociął, ale serce miałem przez chwilę w gardle.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Koniec końców jestem zadowolony z tego, jak ten robot działa i w sumie mógłbym polecić go komuś, kto jest technologicznie ogarnięty i lubi pobawić się gadżetami. Nie polecę go jednak nikomu, kto technologicznie nie gra w ekstraklasie, ponieważ gdy tak sobie pomyślę, że idę do sklepu, wydaję wypłatę na robota, z którym później spędzam bardzo nerwowe popołudnie, by nauczyć się go i by on nauczył się mnie, to… No nie. Szkoda nerwów.

No, chyba że ktoś ma spory trawnik, ma sporo wyraźnie zaznaczonych, wyróżniających się gołym okiem rabat, grządek i innych ogrodowych bajerów, i stwierdza, że nie chce iść w roboty premium, ale nie chce też ryć ogrodu, by wkopać jakieś kable czy inne druty. Innymi słowy, Eufy C15 to półśrodek. Bardzo dobry, ale póki deklaracje o tym, że sprzęt jest gotowy do pracy w 5 minut, nie pokryją się z rzeczywistością, przy polecaniu będę drobiazgodo-czepliwy. Ale ciągle nieśmiało polecę, na zachętę dla producenta niejako, bo w dobrą stronę to idzie, ale droga do perfekcji jeszcze daleka.

Eufy C15
Eufy C15 © benchmark.pl

Warto kupić, jeżeli

Jeśli koniecznie chcesz robota koszącego, bo sąsiad ma. Jeśli zależy ci na dobrej relacji jakości koszenia do ceny, a twój ogród to nie piłkarskie boisko, a ogród, taki prawdziwy, gdzie trawa współegzystuje z rabatami i innymi ogrodowymi "samostójkami". Odpowiadając na powyższe pytania twierdząco, myślę, że w twoim przypadku Eufy C15 będzie naprawdę spoko.

Nie warto kupować, jeżeli

Jeśli cenisz sobie święty spokój i bezobsługowość… Ujmijmy to inaczej, jeśli nie masz przekonania, że potrzebujesz robota koszącego, to wiedz, że go nie potrzebujesz. Wiedz też, że na pewno nie potrzebujesz Eufy C15. Z tym robotem trzeba trochę poobcować, by go zrozumieć, by się go nauczyć, a do tego trzeba być wyrozumiałym właścicielem. Dla tych ceniących sobie święty spokój, atrakcyjna relacja ceny do jakości i dobra efektywność koszenia nie powinny być argumentami przekonującymi do zakupu.

Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Eufy. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY