WAŻNE
TERAZ

Wójt, działki i zmiana planów. Kto o nich wiedział, ten nieźle zarobi

Kwestia „sporno”? Dlaczego dostęp do treści pornograficznych w sieci należy do fundamentalnych praw obywatelskich?

Porno jest jak piłka nożna: można lubić, ale nie trzeba. Nie ma obowiązku! Dziś jednak dostęp do treści staje się podstawowym prawem obywatelskim i choć brzmi to absurdalnie - czas stanąć w obronie porno!

Image
Przemysław Jankowski

Porno

Polityczni ideolodzy partii skręconych w prawą stronę co jakiś czas wpadają na doskonałe pomysły, które ograniczając swobody obywatelskie, mają dbać o wychowanie młodzieży w czystości i inne takie brednie. Niedawno polski internet obiegła wiadomość, według której miłościwie nam panujący zamierzają wprowadzić rejestr oglądaczy porno. Pisaliśmy o tym w tekście Koniec anonimowego oglądania porno w Internecie - zachęcam do lektury. Temat i sam tekst pobudziły mnie refleksyjnie i zachęciły do pogłębienia wiedzy, a tym samym wykonania konkretnego researchu, coby dowiedzieć się, co to jest to porno (kolega niby mi mówił, ale wolałem sprawdzić na własną rękę).

Jakie wnioski po lekturze „materiału źródłowego”? Cóż, fascynuje mnie powtarzalność scenarzystów w filmach tego rodzaju i brak szczególnej kreatywności. Ciekawym zabiegiem jest tu choćby finalne dochodzenie do konkluzji wysoce niejednoznacznej, która w istocie może przeinaczać będący filarem porządku naturalnego prokreacyjny wymiar stosunku płciowego. Z drugiej jednak strony, i już bez śmieszkowania, to dlaczego treści te budzą takie emocje, że ich zakazywanie może stawać się podstawą programową partii politycznych, dziwi mnie niemożebnie. Dziwi i martwi, bo takimi zakazami to my społeczeństwa obywatelskiego nie zbudujemy. 

Świniobicie w kawalerce, czyli o co chodzi z porno?

Wiadomo (chyba?), że pomysł rejestru oglądaczy treści pornograficznych w sieci nie przejdzie, bo jest to kolejny już przykład absurdalnych pomysłów partii rządzącej. Zresztą sam fakt, że ktoś mógłby wpaść na pomysł odwrotnej blokady rodzicielskiej, jest tak bzdurny, że wybory kopertowe wydają się dalej idiotyczne, ale przynajmniej w teorii wykonalne. Tak, wykonalne, bowiem zablokowanie czegokolwiek w sieci ludziom, którzy już nauczyli się z niej korzystać, którzy nie są tak przybici do propagandowego betonu, jak choćby Rosjanie, to jest misja niemożliwa. 

Tak czy inaczej, rzecz jest absurdalna, a pewnie jakby porządnie wczytać się w legislacyjne konkrety, to okaże się, że coś innego rządzący mieli na myśli, niż my pomyśleliśmy, że mają na myśli. Nieważne! Nie jest tu istotny konkret, a jego wydźwięk i sama idea. Bo idea ta jest po prostu niebezpieczna i wcale nie chodzi w niej o porno jako takie. To znaczy, pewnie o porno chodzi, bo przecież wychowanie w czystości i w ogóle, ale założenie, w myśl którego można komuś zabronić oglądania nagich ludzi w sieci tylko dlatego, że komuś innemu marzy się społeczeństwo, w którym jednym zasadnym kontaktem fizycznym między ludźmi, a konkretnie między kobietą i mężczyzną jest ten po ślubie i to ukierunkowany na spłodzenie potomstwa - to jest realne zagrożenie dla nas wszystkich. 

Rejestr miłośników porno byłby doskonałym precedensem dla rządzących. Mogliby na jego podstawach prawnych tworzyć dalsze rejestry tych nieprawomyślnych. W ten sposób decydenci wyhodowaliby sobie podstawy pod rejestry cyklistów, Żydów, niepolskich Polaków, wegetarian, niemieckich agentów, ateistów, osób LGBTQ+, lekarzy, przedsiębiorców (znaczy się złodziei) - you name it! No dobra, płynę, ale wiecie o co chodzi.

Dostęp do porno to fundament demokratycznego społeczeństwa!

Czy mamy problem z porno?

Czy porno jest „kwestio sporno”? Tak. Nie wiedzieć dlaczego, w Polsce mamy niepojęty problem z treściami pornograficznymi. Problem ten mają, co jest dość zabawne, głównie ci, którzy krytycznie wypowiadają się o tego typu produkcjach publicznie. Ci, którzy deklarują wychowanie w katolickiej wierze i przywiązanie do hierarchicznych, patriarchalnych wartości. Ci, co to bardzo chętnie zaglądają nam wszystkim do domów, do łóżek, do komputerów, na konta bankowe, do skrzynek pocztowych, a nawet i pod wycieraczkę, jeśli się tylko nadarzy taka sposobność. 

Kompulsywno-obsesyjna mania rządzących i ta ich fiksacja na temat kontrolowania wszystkiego, co tylko w społeczeństwie można kontrolować, jest realnym problemem Polski w 2022 roku. Dokładnie tak! Problemem nie jest to, że ktoś lubi sobie polerować kran w domowym zaciszu, a to, że ktoś inny chciałby, by tego kranu nie polerować. Bo nie wolno! A dlaczego nie wolno? Bo nie!

Inną kwestią jest wpływ produkcji pornograficznych na młodych i nie tylko młodych ludzi. Tu mamy temat głęboki jak Rów Mariański i martwy w debacie publicznej jak Odra, a jeśli jakieś mądre głowy się już do mainstreamu przebiją, to wysłuchane zostaną wyłącznie przez tych, którzy problemów z tematem nie mają. A rzecz przedyskutować warto, ot choćby po to, by zastanowić się nad tym, czy porno faktycznie wypacza przekonanie młodych ludzi względem tego, jak wyglądają kontakty płciowe dwojga lub trojga czy czworo dorosłych ludzi? 

Czy oglądając filmy pornograficzne, każdy mężczyzna tworzy sobie obraz idealnej kobiety z miseczką w rozmiarze minimum D, a każda kobieta utwierdza się w przekonaniu, że 20 cm to wystarczająca odległość między równolegle… Zaparkowanymi samochodami? No borze szumiący! Przecież dziś wystarczy odpalić Instagrama i poscrollować trochę ekran, by odnaleźć treści poziomem odrealnienia dalece bardziej krzywdzące młode głowy i tworzące wyobrażenie rzeczywistości dramatycznie niespójne z tym, co realnie widujemy, wychodząc z domu, mieszkania, piwnicy, zakładu karnego. 

Jedyny problem z porno polega w gruncie rzeczy na tym, że jako ponowoczesne, konsumpcyjne społeczeństwo jesteśmy rządzeni przez XIX-wiecznych troglodytów. Przez osoby uważające, że seks jest straszliwym tabu, że o seksie się nie mówi i nie myśli. Dopóki nie pchniemy (dobór słów jest nieprzypadkowy) tych zakotwiczonych w innych czasach w niebyt historii, ciągle będziemy społeczeństwem, w którym nawet dokładny prysznic może wydawać się czynem lubieżnym. 

Oburzonym i myślącym trzeba coś wsadzić. Do głowy, znaczy się

W tych luźnych rozważaniach nie można zapomnieć o mechanice bufora bezpieczeństwa z jednej strony oraz strategii zmyślnego odwracania uwagi z drugiej. Ta pierwsza modna była w PRL-u okrutnie. Młodzi, wykształceni i zbuntowani jechali sobie na Jarocin, wyli do księżyca i zdaniem władzy w ten sposób spuszczali z tonu. Dziś ci sami młodzi frustrację gaszą w mediach społecznościowych, na innych festiwalach oraz w sieci. Już choćby z tego powodu porno raczej nic nie grozi. 

Druga sprawa to coś, co znamy doskonale i co stało się sztandarowym zagraniem obozu rządzącego. Ba! Wykorzystywane było i przez innych, choć w mniejszym wymiarze i z większym kunsztem, bo dzisiejsi miłościwie nam panujący wdzięku i taktu to mają tyle, co zezowaty szczupak. Tak czy inaczej, mechanika wrzucenia czegoś gorącego na wokandę zwykle zwiastuje przepchnięcie jakiejś ustawy czy innego bohomaza legislacyjnego pod stołem. 

Czyżby więc szykowało się coś grubego? Czyżby partia chciała odpalić jakąś bombę i profilaktycznie nagłaśnia absurdalne pomysły ograniczania swobód obywatelskich? Może tak, może nie, kto to wie? I kogo to interesuje? Przecież wszyscyśmy tak oburzeni i tak zmęczeni, że z tego oburzenia i zmęczenia… kompletnie nic sobie nie robimy. Ot pomarudzimy w piątek przy piwie, a w poniedziałek - jazda od początku!

O porno trzeba walczyć jak o niepodległość!

Ja wiem, głupie hasło. Ale jakże prawdziwe! W takich czasach przyszło nam żyć, że ci lepsi chwytają się wszystkiego, by tych gorszych trzymać za włosy podczas rozmowy z wielkim białym uchem. Znaczy się, by trzymać nas za gęby. I nie ma co krzyczeć, że takie wywody to bastardyzacja języka - język ten już dawno jest na poziomie gruntu, a kolejne działania i wycieranie sobie czterech liter swobodami obywatelskimi jedynie tę degrengoladę pogłębia. 

Zatem, co możemy robić, wiedząc, że od lat nie robimy nic? Jak możemy reagować - my, czyli ci, którzy pod hasłem społeczeństwo obywatelskie rozumieją nieco więcej niż ładny komunał, wyśmiewany przez wrogów „smardonów” i światowców mających problem z nazwaniem państwa „atatojlahów”? Cóż, walczmy oddolnie, skoro nie wychodzi nam bunt w skali powszechnej!

Oglądajmy, co chcemy, by było porno i duszno, wsiadajmy na rowery i pedałujmy wspólnie ku zachodzącemu słońcu, opychajmy się wołowiną w piątki i wrzucajmy na talerze schabowe podczas Wigilii. A! No i róbmy zakupy w niedzielę w Żabkach przy pomocy kasjerów-konsultantów oraz dołączajmy do klubów czytelnika w supermarketach. Pamiętajmy przy tym, że robienie tego, co nam się żywnie podoba, a przy tym nie rani innych, nie burzy ich społecznego komfortu jest naszym obywatelskim prawem i przywilejem, a w tych czasach - nawet i obowiązkiem.

Pornografia jest szkodliwa. Należy ją zaorać, ale nie w taki sposób jak "chcą" rządzącyPrzeczytałem felieton Przemka, nie do końca zgadzam się z przedstawioną argumentacją (i proponowanym rozwiązaniem), więc postanowiłem opisać problem z mojej perspektywy. I tak, założenie rządzących uważam za słuszne, bo korzystanie z pornografii serio może powodować problemy. I nie, wcale nie trzeba być katolikiem, zwolennikiem partii rządzącej, czy moherowym beretem, by tak uważać. Wbrew powszechnie panującym stereotypom, takie powiązanie nie jest konieczne. Wystarczy zdrowy rozsądek. Polecam wyjść ze swojej (społecznej?) bańki, przeczytać opracowania dotyczące wpływu porno na człowieka i wyrobić sobie swoje zdanie. Ja tak właśnie zrobiłem.

Mimo społecznego przyzwolenia, albo wręcz powszechności zjawiska, korzystanie z pornografii może nieść za sobą poważne konsekwencje. I nie są to tylko problemy związane z wyidealizowanym ukazywaniem ludzkiego ciała przytoczone przez Przemka (chociaż też – i argumentacja, że to powszechny problem na instagramie, więc można na niego przymknąć oko, jakoś do mnie nie przemawia, bo niejedna nastolatka z tego powodu przeżywa tragedię). Mówimy tutaj przede wszystkim o uzależnieniu, prowadzącym do sięgania po mocniejsze treści, nierzadko z użyciem przemocy. Do tego dochodzi wpływ na samą psychikę, co może odbijać się na wynikach w szkole czy produktywności w pracy. Problem jest naprawdę poważny. I chyba nie tylko dla dzieci czy młodzieży, skoro powstają grupy wsparcia dla dorosłych osób uzależnionych od porno.

Co w takiej sytuacji zrobić? Porno na jednych wpływa negatywnie, na innych niekoniecznie. Wielu argumentuje, że oglądający nie robią szkody innym, więc reszta powinna się od nich odwalić. Patrząc na skutki jej działania, pornografia powinna być traktowana jako treści szkodliwe dla zdrowia i życia społecznego. Nie jestem jednak zwolennikiem nakazywania czy zakazywania, bo takie działania potrafią być nieskuteczne, bądź nawet dają odwrotny efekt do zamierzonego. Rozumiem jednak zamysł pomysłodawców – chodzi o lepszą ochronę dzieci, bo obecny system ograniczania dostępu jest fikcją i każdy na jedno kliknięcie myszką nagle może stać się pełnoletnim.

Postawiłbym na edukowanie, by ludzie byli świadomi problemu, świadomi innej drogi niż powszechnie promowana i mogli sami podjąć decyzję o niekorzystaniu z pornografii. Duże znaczenie odgrywają tutaj rodzice, ale też my sami w swoim otoczeniu (bo porno to nie tylko problem dzieci). Gdy zrozumiemy, że to szkodliwy syf, przemysł umrze śmiercią naturalną ze względu na brak popytu. Mocne słowa? Dla wielu pewnie tak.

Inna sprawa to to, czy pomysł z rejestrem osób oglądających porno rzeczywiście zostanie wprowadzony. Patrząc na spryt i pomysłowość rządzących, domyślam się, że cel propozycji był zupełnie inny, niż mogło się wydawać. Temat wywoła dyskusję, a przy okazji odwróci uwagę od innych problemów. Za jakiś czas projekt ustawy zniknie i wszystko wróci do normy… albo raczej do kolejnego tematu, który będzie miał za zadanie znowu spolaryzować społeczeństwo.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!