Masowe wymierania na Ziemi: czy winne mogły być przeloty egzoplanet?

Profesor Daniele Fargion z Włoch przedstawił hipotezę, według której część masowych wymierań w dziejach Ziemi mogła mieć związek nie tylko z uderzeniami planetoid. Jego zdaniem kluczowe mogły być także bliskie przeloty dużych obiektów planetarnych, których grawitacja potrafiła silnie rozregulować warunki panujące na naszej planecie.
EgzoplanetaEgzoplaneta
Źródło zdjęć: © NASA
Radosław Kosarzycki
Z analiz omawianych przez Daniele Fargiona wynika, że scenariusz wielkich katastrof biologicznych nie musi sprowadzać się wyłącznie do klasycznych kolizji z ciałami z kosmosu. Naukowiec sugeruje, że silne oddziaływania grawitacyjne masywnych obiektów planetarnych mijających Ziemię mogły wywoływać łańcuch skutków – od zaburzeń klimatu i zmian poziomu mórz po wzrost aktywności wulkanicznej. W takim ujęciu wymierania byłyby konsekwencją "rozhuśtania" ziemskiego systemu, a nie jednego punktowego zdarzenia.
Swoje rozważania profesor zaprezentował podczas czerwcowej konferencji naukowej w Palermo. Zwrócił uwagę na duże ciała niebieskie pochodzące z dalekich rejonów Układu Słonecznego, które – jak wskazuje – często poruszają się po orbitach mocno wydłużonych. W jego ocenie zaburzenia grawitacyjne mogą czasem "wciągać" takie obiekty bliżej wnętrza Układu, co nie musi kończyć się zderzeniem, ale może skutkować wyjątkowo silnymi zjawiskami pływowymi. Fargion wiąże z tym możliwość pojawienia się gigantycznych przypływów, gwałtownych zmian klimatycznych oraz nasilonych erupcji wulkanicznych.
Kluczowym elementem hipotezy są oddziaływania pływowe. Według Fargiona to one mogły odpowiadać za obserwowane w zapisie geologicznym odchylenia, które trudno wytłumaczyć pojedynczymi, odseparowanymi zdarzeniami. Badacz podkreśla, że zbieżności czasowe między masowymi wymieraniami, globalnymi wahaniami klimatu, uderzeniami meteorytów i okresami intensywnego wulkanizmu mogą wskazywać na wspólny mechanizm, a takim mechanizmem miałby być właśnie przelot masywnego obiektu planetarnego w pobliżu Ziemi.

Milion satelitów na orbicie? To koniec badań wszechświata

Fargion odwołuje się przy tym do zjawisk, które – w jego interpretacji – pokazują, że duże zakłócenia w Układzie Słonecznym nie są czysto teoretyczne. Wskazuje m.in., że nachylenie osi Urana oraz to, skąd może pochodzić jeden z księżyców Neptuna, mogą sugerować dawne zderzenia albo przechwycenia masywnych obiektów. W podobny sposób badacz tłumaczy Późne Wielkie Bombardowanie, czyli okres wzmożonych uderzeń meteorytów, który mógł być efektem zaburzeń wywołanych przez masywną planetę przemieszczającą się przez Układ Słoneczny.
W jego rozumowaniu ślady dawnych przelotów mogły pozostać także w układzie Ziemia–Księżyc. Analizując dane o liczbie dni w roku odtwarzane ze skamieniałości koralowców, naukowiec zwraca uwagę na nagłą zmianę długości dnia pod koniec dewonu. Tę anomalię interpretuje jako potencjalny efekt chwilowego, silnego oddziaływania grawitacyjnego, które mogło zwiększyć odległość Księżyca od Ziemi. Podkreśla przy tym, że nie wygląda to na skutek klasycznego zderzenia, lecz raczej na konsekwencję bliskiego przejścia innego masywnego ciała.
Sam Fargion zaznacza, że jego teoria pozostaje spekulacyjna i wymaga dalszych badań, ale – jak argumentuje – może poszerzać sposób myślenia o zagrożeniach z kosmosu. W jego opinii większy nacisk należałoby położyć na wykrywanie niewielkich, odległych planet, bo to one mogłyby w przyszłości stać się źródłem podobnych zaburzeń. Naukowiec ocenia, że ewentualne przeloty masywnych obiektów mogłyby wywoływać długotrwałe fale oceaniczne, utrzymujące się nawet latami, a hipotetyczną strategią przetrwania miałoby być szukanie schronienia na wysoko położonych terenach górskich. Swoje rozważania odnosi też do paradoksu Fermiego, sugerując, że życie na planetach może być częściej "resetowane" przez kosmiczne katastrofy tego typu, niż zwykle się zakłada.
Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE