Komputerowe przewartościowanie

Ostatni okres rozwoju sprzętu komputerowego stoi pod znakiem coraz dziwniejszych przemian, zaskakujących wydarzeń i niezrozumiałych tendencji. Jak zwykle chodzi o pieniądze - nasze pieniądze, które spoczywają w naszych kieszeniach, a powinny znaleźć się w kasach wielkich firm produkujących sprzęt komputerowy. Powinny - ich zdaniem. Zapraszamy do najnowszego felietonu.

Wstęp

Przewartościowanie: przywrócenie rzeczywistej wartości obiektom, przedmiotom, które z jakichś powodów (np. wskutek zaniedbania) straciły na wartości; rewaloryzacja.

Prezentowane w tekście poglądy mogą być dyskusyjne i nie każdy musi się z nimi zgadzać. Wszystkich Czytelników zachęcamy do nadsyłania swoich przemyśleń do naszego działu Opinie, gdzie prezentujemy najciekawsze listy

Ostatni okres rozwoju sprzętu komputerowego stoi pod znakiem coraz dziwniejszych przemian, zaskakujących wydarzeń i niezrozumiałych tendencji. Jak zwykle chodzi o pieniądze - nasze pieniądze, które spoczywają w naszych kieszeniach, a powinny znaleźć się w kasach wielkich firm produkujących sprzęt komputerowy. Powinny - ich zdaniem. Dlatego też przemysł komputerowy pozbył się ostatnio niedomagań wieku dziecięcego i porzucił dziwne dla innych, dojrzałych gałęzi przemysłu zwyczaje. No bo któż to widział, żeby produkować coraz to lepsze karty graficzne? Do czego takie praktyki mogą doprowadzić poza zepsuciem rynku?

Tak więc jesteśmy świadkami wypuszczania na rynek "nowości", które nie dorastają do pięt "starociom". Odgrzewane kotlety w postaci starych GPU pod nową nazwą wkurzają rozsądnych ludzi, którzy muszą tłumaczyć laikom, że Radeon 9600 wcale nie jest wydajniejszy od 9500, ale jeśli w 9500 odblokować kilka potoków, to wówczas mamy Radka 9700, więc 9500 to nie jest zły model, chyba że po odblokowaniu na ekranie będą krzaki zamiast grafiki. nVidia nie pozostaje w tyle - nowa seria FX i jej najsłabszy przedstawiciel oznaczony numerkiem 5200 jest cieniarzem mogącym zazdrościć wydajności leciwej już serii GeForce 3 Titanium. A że "DirectX 9 ready"? Dziękujemy grzecznie za takie "ready" przy 5 klatkach na sekundę w jakimkolwiek benchmarku graficznym.

Zapewne niewielu czytelników będzie wiedzieć co umieściliśmy na tytułowej ikonce. Już żadna, nawet najdroższa karta graficzna na rynku, nigdy nie zapewni nam takiego skoku w jakości i tylu mocnych wrażeń, co ten niepozorny i archaiczny dziś akcelerator.

Image

Giganci walczą, ale czynią to w sposób rozsądny, nie szkodząc sobie zbytnio. Wiadomo, że gdyby postęp w dziedzinie grafiki komputerowej utrzymywał się ciągle na takim poziomie, jak przed kilku laty, mielibyśmy dziś w naszych komputerach kosztujące kilkaset złotych karty o wydajności dziesięciokrotnie większej niż obecni liderzy - Radeon 9800XT czy FX 5950 Ultra. Tylko że byłoby to całkowicie bezcelowe marnowanie mocy, środków, technologii... Intel i AMD podnieśliby wrzask (cichy, zakulisowy wrzask): przestańcie się wygłupiać, skąd mamy wziąć procesory zdolne do napędzania tych waszych monstrualnych grafik!!!??? Producenci chipsetów płyt głównych pozostaliby daleko w tyle, mając na swoich magistralach ułamek przepustowości potrzebnej do zaspokojenia apetytu Radeona 10000XT czy FX 6500 Ultra II.

A producenci oprogramowania? Ci śmialiby się po cichu spokojnie pisząc znaczek po znaczku swoje tajemnicze kody i przekładając premiery zapowiadanych hitów o rok... bo ktoś włamał się na tajny serwer i zobaczył jaką strzelbę będzie nosił główny bohater strzelanki Full Life 4.

Wojny graficzne, czyli starsze nie zawsze znaczy gorsze

Pamiętajmy, że nasze realia nie mają wiele wspólnego z realiami rynków, które liczą się jako generujące warte zabiegania zyski. Kupujemy sprzęt dużo tańszy, dużo rzadziej i o wiele rozsądniej - z konieczności. Nie dajemy się omamić reklamom kart graficznych kosztujących 2500 złotych z prostego powodu - nie stać nas na takie karty i tyle. Klient zachodni jest w o wiele gorszej sytuacji, on wręcz ma obowiązek kupić najmarniej co rok nową grafikę z najwyższej półki - w imię dobra ukochanego producenta chipsetu graficznego. Do niego skierowana jest natarczywa reklama, w nas godzą tylko odpryski i rykoszety eksplozji inwencji speców od marketingu ATI czy nVidii.

Jak przekonać takiego klienta, który co prawda ma pieniądze na nową kartę, ale nie bardzo widzi sens zakupu? Bo przecież ulubione gry śmigają płynnie w wysokiej rozdzielczości, filmy DVD wyglądać lepiej już nie mogą, a uruchamianie Worda trwa tyle samo na każdej obecnie produkowanej karcie graficznej...

Image

Przez jakiś czas ratunkiem okazał się DirectX 9. Tak, przekonanie klienta, że MUSI kupić nową kartę zgodną z tym standardem było dość proste, a oszczędni użytkownicy szybko się przekonali, że na karcie graficznej oszczędzać nie wolno. Zmieniając GF4 na FX5200 można było się załamać albo... pójść za radą marketingowców i kupić FX 5950, by wreszcie cieszyć się odpowiednim przyrostem wydajności - skok z 200 fps w UT 2003 na 400 fps to nie byle co przecież. Różnica podczas gry co prawda niewyczuwalna, jakość obrazu też w żaden sposób nie wzrosła, ale za to komputer wreszcie przypomina prawdziwą, poważną maszynę: szumi i wyje tak, że w pobliżu trzeba krzyczeć. Nie jest to wada. Kiedy bowiem przyjdzie do nas kolega, stanie w drzwiach i zaskoczony zapyta: a co to tak k.... wyje??? odpowiemy niedbałym tonem: aaa... kupiłem właśnie najnowszego FX-a 5950... Kolega porażony wydajnością i ceną tego wynalazku nie będzie już więcej zwracał uwagi na hałas, a sąsiedzi w bloku może nawet z czasem zastąpią nocne liczenie baranków wsłuchiwaniem się w odgłos pracy naszej grafiki.

Poważnym ciosem w strategię marketingową firm rynku graficznego było przełożenie wydania gry Half-Life 2 z września 2003 na marzec 2004 a ostatnio nawet na wrzesień 2004. Całe lato poprzedzające planowane wydanie HL 2 trwały przepychanki i spekulacje: jaki chipset lepszy do HL 2? Miażdżące dla nVidii wyniki testów przeprowadzonych na jakiejś wersji pre-alfa wzbudziły panikę wśród jej zwolenników, ale na szczęście firma stanęła na wysokości zadania wypuszczając nowe sterowniki, na których HL 2 śmigał znacznie płynniej. ATI za grube miliony dolarów wykupiło prawo dodawania gry do swoich kart graficznych i rozreklamowało ten fakt na całym świecie. Karty wyszły, gra nie. ATI dodawało więc do Radeonków kupony na ściągnięcie sobie za darmo z sieci Half-Life'a, kiedy w końcu gra się ukaże. Paranoja.

Zapowiadany na 2004 rok Doom III nie wzbudza tylu emocji, bo niejako opiera się na niewzruszonej potędze ID Software - wiadomo, że jeśli już wyjdzie, to stanie się standardem na długie lata w wyznaczaniu wydajności kart graficznych i całych systemów komputerowych. Niezrozumiały dla innych proceder dopieszczania kodu przez Johna Carmacka i jego kolegów spowoduje zapewne znaczne obsuwy w dacie premiery, może na gwiazdkę 2004 roku będziemy wreszcie mogli kupić/ściągnąć ów kamień milowy w dziedzinie gier komputerowych. Wiedzą o tym hieny marketingowe ATI i nVidii, autorytet Carmacka i całej firmy ID Software nie pozwala na takie praktyki, jak to ma miejsce w przypadku Half-Life 2. Doom III będzie dobrze działać na wszystkich kartach graficznych o odpowiedniej wydajności, bo tylko wtedy sprzeda się w zadowalającej liczbie egzemplarzy, a jego engine będzie wart grube miliony dolarów.

Co jeszcze ciekawego, jeśli chodzi o grafikę? Nie mając żadnych głośnych i wymagających gier opartych na DX 9 nasi ukochani producenci chipów zwrócili swoje drapieżne spojrzenia na benchmarki graficzne. Pograć co prawda w 3DMarka nie można, ale za to po dziesięciu minutach wpatrywania się w samolociki i laskę z mieczem możemy wreszcie powiedzieć kumplom: wasze karty to kupa złomu, ja na moim Radku 9800 wyciągam całe 500 punktów więcej! Koledzy kładą uszy po sobie i rezygnując z wakacyjnego wyjazdu nad morze kupują Radeona 9800 Pro - trzeba ratować swoją nadszarpniętą reputację.

Za granicą takie i podobne praktyki przynoszą producentom chipsetów i kart milionowe zyski. Dzięki temu jest kasa na badania i rozwój firm, na wdrażanie nowych technologii, są miejsca pracy w Kanadzie, USA, na Tajwanie i w Chinach. Walka jest ostra, błędy niewybaczalne i bezlitośnie wykorzystywane. Przyglądając się temu z daleka możemy pozwolić sobie na refleksję: czy nie jest widoczne przewartościowanie wymagań użytkowników komputerów domowych?

Chcemy wydajności, owszem. Miło odpalić ładną grę w 1024x768 z włączonym filtrowaniem anizotropowym i antyaliasingiem wygładzającym "cyfrowe" schodki na krawędziach obiektów wyświetlanych na monitorze. Ale wydajność już mamy - daje nam ją GeForce 4 Titanium, Radeon 9500/9500Pro czy 9700. Nawet Radeony 9100 czy 9000Pro nie są bez szans, można na nich całkiem przyzwoicie pograć praktycznie we wszystko i cieszyć oko pięknym obrazem. Natomiast nowe karty straszą swoją ceną, oferują wydajność, której nie wykorzystamy, grzejąc się na potęgę świszczą wiatrakami i powodują zgon komputera z powodu niewydolności prądowej starego zasilacza. Nie są w stanie zaoferować nic nowego, jeśli chodzi o jakość odtwarzania filmów DVD czy DivX. Dopracowane układy wejścia/wyjścia TV mają świetną jakość, do której nie można się przyczepić, obsługa dwóch monitorów za pomocą 400-megahercowych RAMDAC'ów to też standard. Nowe gry, na które czekamy wyjdą za rok - po co wymieniać kartę graficzną? Posiadacze starych GF MX czy Radeonów 7500 decydując się na modernizację kupują wymienione nieco wyżej karty ze średniej półki cenowej, a graficzne potwory zalegają w magazynach. Będą do kupienia za rok... kiedy wyjdzie kolejny następca słabszy wydajnościowo, ale o wyższym numerku marketingowym.

Walka o prestiż wśród podzespołów. Wzrost znaczenia zasilaczy komputerowych

Jakiś czas temu zajęliśmy się na naszej stronie tematyką zasilaczy komputerowych. Sprowokowały nas do tego ciągłe pytania i problemy, których przyczyną był zazwyczaj słaby i nie dający stabilnych napięć zasilacz.

Image

Dziwna sprawa: o ile producenci procesorów i kart graficznych wydają miliony dolarów, aby przekonać nas do zakupu ich nowych produktów, tak wytwórcy zasilaczy siedzą sobie cichutko nie podnosząc głosu. A to właśnie oni mieliby obecnie największe pole do popisu i nadzieję na wzrastające zyski.

Komputerowy zasilacz stał się obecnie równie ważny, jak procesor, płyta główna czy karta graficzna. Co więcej, jest niezbędny, aby komputer mógł pracować stabilnie. Nie wolno lekceważyć zasilacza, upychając jego koszt na szarym końcu, czyli: poproszę najtańszą obudowę.

Osoby pracujące w serwisach komputerowych znają smutne statystyki, określające ilość sprzętów spalonych przez niestabilny zasilacz. Niestety, bardzo trudno będzie przekonać szarego, nie znającego się na sprzęcie użytkownika do wydania 150 złotych więcej na coś, co nie ma wpływu na wydajność komputera. W naszym smutnym kraju przeważająca ilość klientów ma niewielkie pojęcie o sprzęcie komputerowym, co nie jest rzeczą dziwną ani naganną. Ale przyjrzyjmy się sposobom dokonywania zakupów przez takich ludzi.

Część z nich kieruje swe kroki ku gigantycznym budynkom hipermarketów. Magiczne słowo "abrakadabra" zostało dziś zastąpione przez mające jeszcze większą moc słowo "promocja". Kowalski wraz ze znającym się inaczej na sprzęcie szwagrem i trójką podnieconych do szaleństwa dzieciaków wysiadają z samochodu, wchodzą pomiędzy stoiska, znajdują pracującego od tygodnia non-stop sprzedawcę i wygłaszają standardową kwestię: poproszę komputer - ten w promocji, z monitorem za pół ceny, drukarką za darmo i skanerem, do którego sklep jeszcze dodaje kupon rabatowy (5% zniżki przy zakupie wiertarki udarowej CosmosTech).

Uszczęśliwiona rodzina po obowiązkowym odwiedzeniu fastfooda wraca do domu, szwagier podłącza kabelki i komputer działa. Niesamowite... bo mógłby nie działać? Pomijając absurdalne konfiguracje typu P4 2.66 GHz + GF4 MX420 to raczej trudno spotkać komputer pochodzący z hipermarketu z porządnym, wydajnym zasilaczem. Jakoś ten sprzęt działa... czasem się zawiesi, zresetuje - ale to taka skomplikowana maszyna, że przecież ma prawo, a poza tym to na pewno wina Windowsa. Konfiguracja niereformowalna - wymieńmy w niej kartę graficzną na nieco mocniejszą i zasilacz przemówi do nas sposobem północnoamerykańskich Indian, czyli za pomocą sygnałów dymnych. Była promocja - Kowalski w ten sposób ucina pretensje dzieci, które nie mogą odpalić połowy gier - poza tym kupiłem wam przecież wczoraj 20 gier, wydając na to całe 100 złotych, więc siedźcie cicho bo oglądam mecz!

Innym sposobem nabycia przez Kowalskiego szumiącej bomby zegarowej jest porównywanie oferty cenowej w sklepach komputerowych. Bo Kowalski nie w ciemię bity, zanim kupi, to dobrze się zastanowi przed podjęciem decyzji, zjeździ całe miasto wypalając paliwka za 50 zł, ale znajdzie najtańszy sklep, nie da się naciągnąć oszustom chcącym zarobić na nim w nieuczciwy sposób. Bystry Kowalski (oczywiście ze szwagrem) bierze rozpiskę swojego zestawu w jednym sklepie, po czym oznajmiając pewnym siebie głosem: my to jeszcze się namyślimy - udaje się na drugi koniec miasta, gdzie w innym sklepie rzuca na ladę karteczkę i pyta: sprzeda mi pan to taniej? A sprzedawca widząc wypasiony zestaw z zasilaczem 420W Chiefteca kosztującym 340 złotych bez namysłu skreśla tą pozycję wstawiając w zamian Codegena również 400W, albo nawet Tracera 500W (niech się klient ucieszy). No i cena IDENTYCZNEGO zestawu od razu spada o 200 złotych, transakcja zostaje zawarta, a zadowolony Kowalski rozpowiada wszystkim znajomym, jak to znalazł najtańszy sklep w mieście. Pięciu Kowalskich przyciągnie do sklepu dziesięciu następnych klientów, i tak sprzedawca chcąc dbać o dobrą opinie cały czas zmuszony jest do maksymalnego zbijania ceny, a najłatwiej oczywiście robi się to na niepozornym PSU.

Bardzo opornie następuje przesuwanie się zasilaczy w górę hierarchii ważności podzespołów komputerowych. Na świecie są miliony pecetów ze słabymi zasilaczami w środku, część z nich po próbie modernizacji zażąda lepszego zasilacza. Oby przedstawienie tego żądania przebiegło w łagodny i bezbolesny sposób.

Producenci zasilaczy stoją przed trudnym zadaniem - muszą przekonać rynek masowy, że zasilacz w komputerze jest równie ważny jak procesor. Jak to zrobić? Za pomocą jakich środków? Na pewno pomocne i przekonywujące byłyby środki drastyczne. Swego czasu znana strona o sprzęcie komputerowym tomshardware.com udostępniła filmik prezentujący efektowny zgon lichego zasilacza. Działający na wyobraźnię przekaz zrobił karierę w Internecie, ale dotarł tylko do entuzjastów komputerowych i hobbystów. A chodzi o to, aby Kowalski wchodząc do sklepu zmodernizował nieco wypowiadaną kwestie: poproszę komputer, ale z dobrym zasilaczem, nie chcę szajsu który po miesiącu spali mi pół komputera.

Batalia o zdrowe oczy, czyli CRT kontra LCD

Ofensywa wyświetlaczy ciekłokrystalicznych trwa. U nas, w Polsce oczywiście jest mniej gwałtowna niż na Zachodzie, ale jednak wzrost sprzedaży paneli LCD jednoznacznie wskazuje, przed kim jest świetlana przyszłość.

Image

Niewątpliwie jedną z największych zalet technologii LCD jest mniejsza szkodliwość dla oczu użytkownika, niż w monitorach kineskopowych. Dużo mniejsza... co w dobie Internetu i małych literek na ekranie staje się coraz ważniejsze. Idealnie stabilny, nie męczący oczu obraz powinien być priorytetem dla rodziców, którzy kupują sprzęt dla swoich pociech. Dzieci nie mają umiaru, i jeśli im się to spodoba, będą godzinami przesiadywać na czacie lub Gadu-Gadu wpatrując się w niewielkie czcionki wypisywanych tekstów. Bardzo często można spotkać komputer z tanim, 17-calowym monitorem CRT z odświeżaniem ekranu 70 lub 75 Hz. Zły kontrast, rozmyta czcionka, migoczące tło - i dzieciaki, które spędzają przed takim czymś po kilka godzin dziennie. Smutna prawda jest taka, że większość świeżo upieczonych użytkowników komputerów nawet nie wie, co znaczy odświeżanie ekranu, nie zna podstawowych zasad dotyczących umiejscowienia monitora w pomieszczeniu i oświetleniu miejsca pracy, nie ma pojęcia o prawidłowych zachowaniach przed komputerem sprzyjających zdrowiu.

Tymczasem realia są takie, że za cenę 17-calowego panelu LCD możemy kupić cały zestaw komputerowy z 17-calowym monitorem CRT. Gdyby jeszcze użytkownicy byli świadomi, jak źle ustawiony kineskop niszczy oczy... Może wówczas choć niektórzy zdecydowaliby się na kupno panelu LCD. A tak to za kilka lat będziemy mieli społeczeństwo okularników z poważnymi wadami wzroku, a będzie to skutek życia w nieświadomości i niskiej kulturze komputerowej.

W dziedzinie monitorów przewartościowanie powinno nastąpić jak najszybciej, bo przecież zdrowie jest najważniejsze dla wszystkich. Bardzo markowe monitory CRT jak na razie muszą pozostać na biurkach ludzi zajmujących się profesjonalnie grafiką komputerową, video oraz zawodowych graczy FPP. We wszystkich pozostałych zastosowaniach panel LCD może z powodzeniem zastąpić tradycyjny monitor. Niech gracze nie marudzą, że smużenie przeszkadza... bo to nieprawda. Z łatwością można znaleźć na rynku szybkie panele z czasem reakcji 20 i mniej milisekund, które nadają się idealnie do szybkich gier FPP. Lekkie smużenie w niczym nie będzie zawadzać, groźniejsze byłoby rwanie się obrazu i związana z tym utrata płynności, ale są obecnie na rynku panele pozbawione tej niemiłej przypadłości.

W domowej edycji zdjęć czy materiału video nie będzie przeszkodą gorsze odwzorowanie bieli czy płytsza czerń, które to cechy stanowią o wyższości monitora CRT. Poprawnie ustawiony i skalibrowany panel zapewni wierność kolorów zupełnie wystarczającą dla amatorskich i półprofesjonalnych zastosowań.

Jeszcze rok temu mogłoby się wydawać, że wystarczy poczekać kilka miesięcy i ceny paneli spadną do akceptowalnego w Polsce poziomu. Niestety, to nie polski rynek dyktuje ceny, o czym możemy się obecnie przekonać w bardzo bolesny sposób. Obrzydliwie bogaty i wyedukowany komputerowo Zachód kupuje panele nie patrząc na ceny - oni wiedzą co dobre dla ich oczu i oczu ich dzieci. Producenci matryc byliby więc idiotami, gdyby zdecydowali się na obniżki cen - tym bardziej, że jest ich zaledwie kilku na świecie i łatwo się dogadać. Sprytni Azjaci wymyślając jakieś mdłe tłumaczenia windują więc ceny co jakiś czas o kilka procent w górę.

Ostra walka konkurencyjna wśród producentów monitorów ratuje nas co prawda przed niebotycznymi cenami, ale są też złe strony takiej sytuacji. Producent monitora LCD musi drastycznie ciąć koszty elektroniki, materiałów, lamp podświetlających, konstrukcji i produkcji, a także kontroli jakości i serwisu. Już dziś można zauważyć, że tanie panele 17-calowe niektórych producentów są wynikiem polityki głębokiej redukcji kosztów wytwarzania, a i tak ich ceny są na poziomie cen sprzed kilkunastu miesięcy. Za solidny, nowoczesny panel 17-calowy trzeba słono zapłacić, tak samo cena dobrej piętnastki skoczyła bardzo wysoko.

Trudno cokolwiek na to poradzić. Stojąc przed wyborem: kupujemy komputer z monitorem CRT albo składamy kasę jeszcze przez xx miesięcy na peceta z panelem LCD - mało kto zdecyduje się na czekanie. Jednak może chociaż niektórzy potencjalnie klienci mogliby rozważyć dopłacenie do tańszej 15-tki LCD? Jeśli komputer miałby być używany głównie do pracy tekstowej i surfowania po necie, to nawet najtańsza 15-tka nie będzie złym wyborem. Inni, dla których 15 cali to za mało mogą przemyśleć rozłożenie ceny większego monitora LCD na raty - może wówczas taki zakup będzie bardziej realny?

Przewartościujmy nieco podejście do kwestii monitorów, mamy obecnie ku temu możliwości, jakich jeszcze kilka lat temu nie było. Są to możliwości mało atrakcyjne finansowo, ale jednak z wielu względów warte głębokiego przemyślenia.

Kampania integracyjna, a karty rozszerzeń PCI

Płyty główne stają się powoli coraz bardziej skomplikowanymi urządzeniami, zawłaszczając nowe obszary i doprowadzając do rozpaczy producentów kart rozszerzeń. Bardzo udanie wchłonęły na przykład karty sieciowe PCI - już mało kto kupuje osobną sieciówkę, bo na płycie jest zintegrowana równie dobra albo i często lepsza, a praktycznie darmowa, markowa karta sieciowa. Pojawiły się płyty z sieciówkami gigabitowymi, a także płyty mogące służyć jako serwer, mające na pokładzie dwie karty sieciowe.

Image

Nieco gorzej idzie z integracją kart muzycznych. Firma Creative trzyma się mocno, jest potentatem na rynku wyznaczającym standardy. Wypuszczając co jakiś czas nowy procesor muzyczny i karty na nim oparte, czerpie zyski z praktycznego monopolu w tej dziedzinie. Chyba jednak nVidia dała się troszkę we znaki potentatowi ze swoim SoundStormem, ale zintegrowane kodeki na płytach z serii nForce2 odstają nadal dość wyraźnie jakościowo, nawet od niemłodego już Sound Blastera Live!. Natomiast możliwości SoundStorm ma bardzo zbliżone, jako podzespół zintegrowany nie kosztuje prawie nic - i tak oto Creative powolutku, stopniowo traci mniej zamożnych klientów.

Dziwne jest tylko jedno - firma o tak zróżnicowanym profilu, mająca olbrzymie możliwości, potencjał finansowy i intelektualny nie robi nic, aby powstrzymać ekspansję zintegrowanych kodeków audio. Wiedząc, do czego doprowadzi bierne wyczekiwanie powinni zastosować się do starego, mądrego przysłowia: skoro nie możesz pokonać wroga, to się do niego przyłącz. Wyobraźmy sobie płyty główne marki Creative - tak samo solidne i wydajne jak u konkurencji, ale posiadające zintegrowanego Sound Blastera Audigy 2. A później Audigy 3 czy co tam firma wypuści następnego. Jeśli cena takiej płyty byłaby rozważnie ustalona na jakimś akceptowalnym poziomie, wówczas akcjonariusze Creative mogliby być spokojni o swoje zyski. Jedno jest pewne: świat komputerowy bez Sound Blasterów byłby nieco przygłuchy.

Póki co, przy wyborze płyty głównej powinniśmy wybrać model z dobrą sieciówką. Zintegrowaną kartę muzyczną wyłączmy od razu w BIOS-ie, obsadzając w slocie PCI coś z oferty Terratec'a, Hercules'a czy Creative'a.

Zmiana systemu wartości następuje w dziedzinie płyt głównych bardzo nierównomiernie - cenimy tylko niektóre zintegrowane elementy, zdecydowane NIE mówimy kartom graficznym onboard i wszelakim brzęczykom udającym pełnowartościowe karty muzyczne.

Procesy w procesorach, czyli samonapędzający się giganci

Trudno stwierdzić dzisiaj, co popycha Intela oraz AMD ku coraz to większym mocom obliczeniowym, wyższym zegarom, co skłania ich do zwiększania cache L1, L2, L3 itp. Chyba tylko sama idea i walka konkurencyjna, bo na pewno nie potrzeby rynku domowych komputerów.

Image

Dwaj giganci, z których jeden jest supergigantem, napędzani siłą inercji toczą się do przodu z prędkością ponaddźwiękową. Miliony domowych użytkowników - hobbystów komputerowych, graczy, ludzi pracujących na pecetach - finansują postęp technologiczny, który dokonuje się w laboratoriach Intela. W sumie to nic złego... Jednak odbywa się to w sposób nieco urągający inteligencji tych, którzy kasę wykładają, czyli nas wszystkich. Nowy model procesora to nowa podstawka, czyli nowa płyt główna, nowe pamięci i tak dalej. A wszystko po to, aby:

  • internet działał szybciej
  • gry nabierały realizmu
  • sztuczna inteligencja była mądrzejsza od profesora zwyczajnego
  • praca była przyjemnością
  • ....................... (tutaj wpisz cokolwiek wpadnie Ci do głowy)

Kto dziś potrzebuje od procesora większej wydajności? Są Gracze, dla których 50 fps to pokaz slajdów. Są użytkownicy 3DMarków, którzy za punkt honoru stawiają sobie wyduszenie z maszyny kilku punktów więcej niż tydzień wcześniej. Ci ludzie mają po prostu takie hobby, równie dobre jak zbieranie monet czy wspinaczka po górach. Zapłacą każdą sumę za odrobinę wydajniejszy procesor i będą wdzięczni Intelowi za to, że taki procesor wyprodukował. Problem w tym, że takich ludzi jest stosunkowo niewielu, w Polsce jest to cieniutki margines, na Zachodzie większa, opiniotwórcza grupa, ale to nie oni są celem zabiegów speców od drenażu kieszeni.

Są ludzie, którzy komputera używają do pracy wymagającej olbrzymich mocy obliczeniowych. Specjaliści od video, matematycy, inżynierowie, pewnie jeszcze kilka innych grup. Ich drogie i wydajne maszyny mają raczej strukturę wieloprocesorową, oprogramowanie kosztuje niejednokrotnie więcej niż komputer, a modernizacją tych pecetów zajmują się fachowcy, którzy olewają marketing producenta procesorów, a muszą bardzo uważać na opinię głównego księgowego ich firmy. Takie wieloprocesorowe konfiguracje modernizowane są wtedy, kiedy zachodzi rzeczywista potrzeba i kiedy finanse firmy na to pozwalają.

Kto pozostał więc na orbicie zainteresowań drapieżnych marketingowców? Tak, to wielomilionowa rzesza zwykłych użytkowników, którzy lubią pograć, obejrzeć film, połazić po necie. To niezliczone w skali światowej ilości gospodarstw domowych, gdzie komputer stał się normalnym sprzętem codziennego użytku, jak telewizor czy video.

  Kilka dni temu naszej redakcyjnej koleżance zepsuł się kilku letni, domowy komputer. A konkretnie, prawdopodobnie spalił się zasilacz, pociągając za sobą resztę. Intel Pentium MMX 200 MHz, bardzo solidną płytę ASUS, 64MB pamięci ... Ewelina jest z wykształcenia prawnikiem, pracuje w swoim zawodzie, a domowego komputera używa do opracowywania pism, nauki, słuchania muzyki itp. Gdy w miejsce jej starego komputera, zaproponowaliśmy jej najprostsze i najtańsze na rynku rozwiązanie, czyli Durona 1200 MHz, 128 MB pamięci i dysk 40 GB, zaskoczona zapytała czy nie da się złożyć czegoś prostszego. Przecież dotychczasowy komputer jej w zupełności wystarczał !

Proszę teraz znaleźć argumenty, które przekonają statystycznego Smitha do zmiany procesora na mocniejszy. Ów Smith posiada sprzęt markowy, jakiegoś Della czy Compaqa, dobrze skonfigurowany, starannie złożony, cichy. Pod maską Pentium III 1 GHz, 256 SDRAM, jakiś GF MX, karta sieciowa, 40-gigowy dysk. Być może wiedziony ostatnim trendem wymienił wysłużoną 15-tkę CRT na 17-calowego LCD-ka. Smith z gier komputerowych pogrywa czasem w jakąś strategię lub RPG-a, jego żona stawia pasjanse, dziecko czasem w jakąś platformówkę popyka. Wszyscy natomiast korzystają z Internetu, piszą w Wordzie jakieś prace, drukują, podłączają do komputera aparat cyfrowy, potem wypalają fotki na płytce CD.

Filmy DVD kupują w sklepie, wrzucają do stacjonarnego odtwarzacza i oglądają na 29-calowym telewizorku, a do muzyki mają dobrej klasy wieżę stojącą w salonie. Takie rozwiązania są znacznie wygodniejsze i lepszej jakości, o czym przekonali Smitha marketingowcy firm audio-video.

Po co Smithowi Pentium 4 3 GHz? Co mu da Athlon 64?

Takich Smithów jest na świecie coraz więcej, ponieważ komputer domowy mający procesor z zegarem 1 GHz lub większym i dobrą konfigurację nie odbiega funkcjonalnie od 3-gigowego potwora - w typowych zastosowaniach domowych - z wyłączeniem gier 3D rzecz jasna. Intel i AMD produkują coraz szybsze i wydajniejsze procesory, które trzeba komuś sprzedać. Jednak trzeba się zastanowić, czy szybciej zawsze oznacza lepiej? Może czas zmienić troszkę sposób myślenia o procesorach.

Z niesmakiem patrzymy na specyfikację nowego Prescotta 3.2 GHz. Przyczyną tego niesmaku jest prawie 100W mocy, którą musi rozproszyć system chłodzący. Nie jest to wielki problem dla chłodzenia powietrznego, wystarczy bowiem duży, miedziany radiator oraz szybki wentylator. Otóż to, szybki, czyli głośny, świszczący, wyjący, szarpiący nerwy. Nie można go spowolnić ani wyciszyć. Co otrzymujemy w zamian? Możliwość wymiany procesora w przyszłości na szybszy (dopóki Intel nie zmieni Socketa), nieco usprawniony Hyper Threading, więcej cache i nowe iluzoryczne instrukcje SSE3, oraz wydajność na poziomie "starego" Northwooda.

  Razem ze starym znajomym kolegą, czasami umyślnie spowalniamy swoje procesory (wykorzystując do tego specjalne aplikacje) aby pograć w stare, dobre, sentymantalne gierki, które niestety "chodzą" za szybko na gigahercowych procesorach. Jedną z nich jest np: UFO i UFO 2.

AMD postawiło na 64 bity. Nowe Athlony reklamowane są właśnie pod tym hasłem, jako przyszłościowe, perspektywiczne rozwiązania. Fajna sprawa, ale kupić procesor teraz, żeby mieć kiedyś 64-bitowość to dość ciekawa idea. Sytuację ratuje fakt, że Athlon 64 dzisiaj też jest bardzo szybkim, wydajnym procesorem, ale pozostaje pytanie, które zada każdy Smith/Kowalski, posiadacz Athlona 1700+, Durona 1,2 GHz lub podobnego: po co?

Barebone, czyli pecet zmieniający oblicze

Zaczęło się stosunkowo niedawno od wypuszczenia przez Shuttle szkieletu małego komputerka: ładna, malutka obudowa, w środku płyta micro-ATX ze zintegrowanymi kartami rozszerzeń. Pomysł spodobał się tak bardzo, że dziś każdy producent płyt głównych musi mieć w swojej ofercie barebone, bo to się sprzedaje.

Producenci obudów komputerowych oferują nam swoje pudełka w oszałamiającej różnorodności stylistycznej. Jednak zawsze jest to pokaźnych rozmiarów skrzynka, którą trzeba gdzieś postawić.

Image

Barebone jest malutkie, dlatego może stać na biurku, obok monitora. Kable można spiąć w zgrabną wiązkę, na komputerku postawić kwiatek lub zdjęcie w ramce i jest jakoś inaczej...

Zanikają powoli wady wieku dziecięcego barebone. Małe pecety można wyposażyć w szybką kartę graficzną, mocny procesor i dużo RAM-u, otrzymując w ten sposób wydajną, mobilną maszynkę do gier. Problemem pozostaje chłodzenie... a raczej wydzielanie hałasu przez systemy chłodzące. Nie można w barebone zainstalować Radeona 9800 z pasywnym chłodzeniem Zalman ZM80C-HP. Nie da się również zastosować niektórych najwydajniejszych, potężnych coolerów CPU, a jeśli uda się upchnąć wydajny cooler w ciasnej puszce mini-komputerka, to na pewno należy zapomnieć o próbach zwolnienia obrotów wentylatora.

Producenci szukają rozwiązań tego problemu, pojawiły się już barebone z pasywnym chłodzeniem procesora, opartym na technologii heat-pipe. Jeśli przy tym będziemy korzystać ze zintegrowanej karty graficznej, to właściwie z hałasujących elementów pozostanie tylko wiatrak zasilacza. Pewnie za jakiś czas producenci barebone zaczną oferować przyjazne dla ucha zestawy z lekko przerobionym zasilaczem, gdzie zamiast zwykłego wentylatora znajdzie się bezgłośny Noiseblocker - ale póki co zasilacze hałasują sobie standardowo.

Nie sposób pominąć testowanego przez nas jakiś czas temu komputerka MegaPC firmy MSI, w którym znalazł się osobny moduł odtwarzania muzyki audio, mp3 i radyjko UKF. To duży krok w kierunku zwiększania uniwersalności tego typu zestawów, i chyba najwłaściwsza droga rozwoju barebone.

Wydajny i cichy komputer hobbysty wymaga dużej, przestronnej obudowy. Zestaw, w którym co jakiś czas będziemy chcieli coś zmienić, ulepszyć i pomajsterkować przy nim powinien się znajdować w odpowiedniej do tego obudowie, czyli Midi ATX lub nawet Big ATX.

Smith i Kowalski nie majsterkują przy swoich komputerach, oni je kupują i chcą spokojnie z nich korzystać. Wystarczy im w zupełności oferowana przez barebone niemała przecież wydajność, będą zachwyceni niewielkimi wymiarami i funkcjonalnością, jedynie nieco gorzej sytuowany Kowalski pokręci nosem nad ceną... Bo firmowe barebone jest niestety droższe niż zwykły zestaw komputerowy, a dla Kowalskiego cena jest niezmiernie ważna przy zakupie. Jednak gdyby Kowalski miał możliwość wyboru... gdyby tak zastanowił się nad faktem, że kupując barebone z tunerem radiowym i odtwarzaczem płyt audio/mp3 kupuje coś więcej niż zwykły komputer?

Pokój i spokój. Pozostałe podzespoły i peryferia oraz krótkie podsumowanie

Pozostałe podzespoły ewoluują sobie spokojnie i dość przewidywalnie. Nie ma rewolucji w pamięciach RAM - są po prostu coraz szybsze, nowe typy wchodzą na rynek spokojnie i stopniowo, dając użytkownikom czas na zaplanowanie modernizacji. Obowiązuje stara zasada: RAM-u nigdy za wiele.

Dyski twarde SATA pewnie w końcu staną się standardem, na czym skorzystamy w niewielkim tylko stopniu - przynajmniej na początku rozwoju SATA.

Nagrywarki DVD przyspieszając z miesiąca na miesiąc, póki co zniechęcając do zakupu, bo średnia to przyjemność wydać kilkaset złotych na model, który stanie się przestarzały za kilka tygodni. A więc poczekajmy, aż rozpędzą się wreszcie przyzwoicie i tempo wprowadzania nowych modeli spadnie.

Nowe technologie, które wejdą w tym roku na rynek masowy zapowiadane są już od dawna. Zapewne będziemy świadkami nowego trendu reklamowego: wymień swoją przestarzałą grafikę AGP na nowoczesną PCI-Express. Aby gry wyglądały jeszcze bardziej realistycznie... jak zawsze. Czy jednak karty graficzne nie straciły na znaczeniu? Osiągnęły bardzo dobrą jakość obrazu, oraz akceptowalną dla większości użytkowników wydajność, ale nie potrafią nas skusić czymś nowym, naprawdę ciekawym... Gry pozostały daleko w tyle. Z nowych, zaawansowanych technologii graficznych korzystają tylko benchmarki i demka producentów. Nie ma już takiego ciśnienia jak kiedyś, żeby wymieniać kartę przynajmniej co rok, bo inaczej nie będzie można zagrać w żadną nową grę. Polscy i zachodni komputerowcy, dla których pecet jest swoistym hobby kupią dobrą grafikę "na wyrost" niezależnie od tego, czy będzie im potrzebna czy też nie. Ale to nie oni są najbardziej masowym klientem, lecz przeciętni, domowi użytkownicy - a ci kupują karty za 300 złotych i są z nich zadowoleni.

Nowe procesory, które mają wejść do sprzedaży w tym roku, będą potrzebować coraz większych mocy od zasilacza komputerowego. Napięcia dla całego komputera będą musiały być coraz bardziej stabilne, a to oznacza jedno: dalszy wzrost znaczenia zasilaczy. Ciekawe, czy Prescott 3.5 GHz ruszy na Megabajcie 300W, a jeśli ruszy, to jak długo popracuje, zanim go coś nie trafi?

Doceńmy wreszcie znaczenie dobrego monitora, jako podstawowej części zestawu komputerowego. Doradzając komuś zakup najtańszej 17-tki CRT wyrządzamy mu nieświadomie krzywdę, choć i tak jakość dzisiejszych monitorów jest lepsza niż kilka lat temu. Jednak zmienia się profil użytkowników, którzy najczęściej czytają lub piszą teksty na ekranie, psując sobie nieubłaganie oczy - a naprawa oczu w specjalizowanym serwisie jest bardzo, ale to bardzo droga.

(chirurgiczna operacja dzięki której możemy zrezygnować z okularów, to wydatek rzędu 2500-3000 zł - przyp Wojtek)

Procesory rozpędzają się już właściwie dla samej idei, bo kupując najszybszy obecnie CPU do domu nigdy nie skorzystamy z jego imponujących mocy obliczeniowych. Pożyteczny i przydatny na co dzień może się okazać Hyper Threading, ale na razie zbyt mało aplikacji korzysta z jego możliwości, a 64-bitowe Athlony czekają na Windows 64... Ciekawe, jakie strategie przyjmą Intel i AMD aby przekonać rynek masowy do swoich najszybszych modeli?

Małe komputerki barebone to na Zachodzie wielki przemysł, rozwijający się coraz dynamiczniej. Mimo swoich ograniczeń stanowią groźną konkurencję dla typowych pecetów i należy się im bacznie przyglądać. Może kiedy będziemy komuś doradzać w kwestii zakupu nowego sprzętu lub sami staniemy przed takim zakupem zdecydujemy się właśnie na barebone, znając jego zalety i wady?

Zapraszamy do wyrażania opinii, nadsyłania listów - najciekawsze opublikujemy niebawem.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE