Miałem ostatnio okazję spędzić kilka tygodni z nowym MacBookiem Neo i postanowiłem podzielić się z Wami swoimi wrażeniami z jego użytkowania. Od razu zaznaczam, że na co dzień zajmuję się raczej śledzeniem tego, co się dzieje w przestrzeni kosmicznej, niż testowaniem jakiegokolwiek sprzętu, więc nie będę się tutaj silił na eksperckie testy, a jedynie podzielę się swoimi spostrzeżeniami jako zwykłego użytkownika. Zresztą do testu MacBooka Neo sam ochoczo się zgłosiłem. Od sześciu lat korzystam ze sprzętu Apple i mam doświadczenie z korzystania z MacBooka Pro i MacBooka Air. Przyznaję bez bicia, że sam chciałem zobaczyć, czy najtańszy MacBook w ofercie bardzo odstaje od swoich droższych braci.
Co znajdziemy w środku?
MacBook Neo od strony technicznej to niezwykle interesujące urządzenie. To pierwszy laptop z Cupertino, którego sercem jest procesor pochodzący ze smartfona. Na pierwszy rzut oka może to prowokować obawy o wydajność, wszak procesory pełnoprawnych komputerów intuicyjnie wydają się bardziej zaawansowane od procesorów napędzających telefony. Z drugiej strony musimy pamiętać, że tutaj smartfonem jest iPhone, który już od wielu, wielu lat nie ma żadnych problemów z wydajnością.
O ile jeszcze nad procesorem można przejść do porządku dziennego, o tyle już wielu komentatorów za niedopuszczalne wskazywało umieszczenie w MacBooku Neo zaledwie 8 GB pamięci RAM. Co więcej, nie ma możliwości powiększenia jej do 12 czy 16 GB nawet za dopłatą. Faktycznie, w 2026 r. 8 GB pamięci RAM wydaje się zaskakująco małą ilością. Osobiście jednak nie jestem w stanie skrytykować tego elementu, bowiem od 2021 r. używam na co dzień MacBooka Pro z procesorem M1 i właśnie 8 GB RAM i przez całe pięć lat ani razu tej pamięci nie zabrakło, niezależnie od tego, co bym na komputerze robił. Mało tego, tu i ówdzie miałem do czynienia z komputerami PC, które były wyposażone w 16 GB RAM, i tam stosunkowo łatwo było komputer spowolnić, ba, czasami robił to sam system operacyjny.
WIDEOSony Xperia 1 VIII - wideo 4K/30p
Design i wykonanie
Przyznam, że osobiście nowy laptop od Apple zrobił na mnie największe wrażenie właśnie w tym aspekcie. Niezależnie od której strony bym na niego nie patrzył, nie zauważyłem jakiegokolwiek cięcia kosztów. MacBook Neo to pełnoprawny MacBook, oferujący feeling MacBooka.
Tak, urządzenie ma kilka różnic i jego projektanci poczynili pewne oszczędności, ale zrobili to tak, że tańsze rozwiązania także są niezwykle dopracowane.
Obudowa wykonana z przyjemnego w dotyku, chłodnego aluminium jest sztywna, precyzyjnie wykonana i nie ustępuje MacBookom kilka razy droższym. Co więcej, przy zamykaniu klapy komputera spotyka nas ten sam przyjemny opór jak w produktach z linii Air i Pro. Okazuje się, że to nie jest tania wersja porządnego MacBooka, a raczej ten sam MacBook tylko znacznie tańszy.
Pominę już fakt, że komputer jest dostępny w przyjemnych, kolorowych wersjach z fenomenalnie wyglądającą białą klawiaturą (czemu tego nie ma w droższych Makach?). To akurat kwestia subiektywna: jednemu spodoba się jaskrawy cytrusowy kolor, drugi będzie czekał na klasyczny Space Grey.
Jak się z tego korzysta?
Czy znajdziemy tu jakieś minusy? Jasne! Mamy nieco grubsze ramki wokół ekranu i klasyczny gładzik. Prawda jest jednak taka, że są to rzeczy, które zauważamy dopiero, porównując tańszy komputer z droższym. W rzeczywistości podczas codziennego użytkowania o takich rzeczach się po prostu zapomina, bo są one całkowicie nieistotne. Wiadomo, że rzesza geeków i miłośników technologii będzie się czepiała, ale... to nie jest komputer dla nich. To komputer dla ludzi, którzy chcą dobrze wykonanego urządzenia, które ładnie wygląda, jest wydajne, nie zacina się i pozwala zapomnieć o technologii i skupić się na jej wykorzystywaniu do własnych potrzeb.
Podchodząc do komputera po raz pierwszy zastanawiałem się dla kogo jest ten sprzęt. Jego niezwykle atrakcyjna cena sprawia, że po raz pierwszy można szerokiej rzeszy znajomych czy rodziny polecić Macbooka nie tylko ze względu na jakość, ale także właśnie ze względu na cenę. Nic zatem dziwnego, że zastanawiałem się, czy dojdę do wniosku, że mógłbym polecić go rodzicom, bratu i znajomym, którzy na co dzień się technikaliami nie interesują.
Pod koniec testu nie tylko wiedziałem, że zasadniczo MacBook Neo spełni oczekiwania wszystkich znajomych i rodziny, ale także zacząłem się zastanawiać, czy i mnie taki komputer by nie wystarczył. Większość czasu przy komputerze spędzam na pisaniu, czytaniu i oglądaniu. Od jakiegoś czasu także zdarza mi się edytować jakieś krótkie nagrania w Final Cut Pro. Z uwagi na to, że mam więcej niż 13 lat, w gry komputerowe nie gram. I w żadnym z zastosowań, do których przywykłem na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, MacBook Neo nawet się przesadnie nie wysila. Wszystko działa płynnie, na nic nie muszę czekać. Bez bicia przyznam, że gdybym stracił swojego MacBooka Air i zmuszony zostałbym do zakupu nowego komputera, ciężko byłoby mi uzasadnić zakup czegoś więcej niż MacBook Neo. Ten sprzęt jest wystarczająco dobry do wszystkiego, co robię na komputerze.
Cena i ocena
Podstawowy MacBook Neo wyposażony jest w dysk o pojemności 256 GB i kosztuje 2999 zł. Droższa wersja ma dwa razy większy dysk oraz - w przeciwieństwie do tańszej - wyposażona jest w Touch ID do odblokowywania komputera czy potwierdzania płatności. Ten komputer kosztuje dokładnie 500 zł więcej. Jak na jakość wykonania i płynność działania, jakie otrzymujemy, to są to rewelacyjne ceny. Szybka wizyta w sklepie Apple wskazuje, że najtańszy MacBook Air kosztuje 5499 zł, czyli 2500 zł więcej od podstawowego Neo. Czy MacBook Air jest lepszy od Neo? Bez wątpienia i to pod wieloma względami. Mamy tutaj chociażby spektakularny procesor M5, który oferuje nieporównanie wyższą wydajność, mamy doskonały haptyczny gładzik, nieco lepszy ekran, lepsze głośniki, szybsze porty, dwa razy więcej pamięci RAM i pamięci SSD. Cały trik jednak polega na tym, żeby dostrzec, że tej wyższej wydajności nie wykorzystamy, lepszego dźwięku tak naprawdę nie zauważymy bez bezpośredniego porównania do tańszego modelu. Trochę mi to przypomina wybór między samochodem, który ma prędkość maksymalną 180 km/h, a takim, który rozpędzanie kończy na 280 km/h. Jeżeli rzadko kiedy osiągasz prędkość 90 km/h, to kupowanie tego szybszego nie ma większego sensu. Jaki zatem jest sens wydawania 2500 zł więcej na produkt z wyższej półki?
MacBooka Air trudno mi było polecić osobom "nietechnologicznym" ze względu na cenę. Osoby, które chcą odpalić Worda, włączyć w tle Spotify czy obejrzeć coś na Netflixie, z pewnością nie patrzą entuzjastycznie na ceny startujące powyżej 5000 zł, szczególnie gdy z banerów elektromarketów wciąż krzyczą do nich promocje na laptopy z Windowsem za 3499, 2999 czy 2499 zł. Z MacBookiem Neo jest jednak inaczej. To pierwszy sprzęt z Cupertino, który ceną wszedł w bezpośrednią konkurencję z tymi laptopami, a jakością zmiótł je z powierzchni Ziemi. To laptop, który można polecić dosłownie każdemu, kto nie wie, jaki komputer kupić. Ci, którzy odczują jego ograniczenia, doskonale wiedzą, czego potrzebują i na pewno mnie pytać o radę nie będą.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Apple. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.