Projekt Dragonfly wszedł w kolejny etap budowy. Najnowszym kamieniem milowym jest ukończenie instalacji rozbudowanej wiązki elektrycznej, która w praktyce pełni rolę "układu nerwowego" całego pojazdu. To dzięki niej zasilanie i informacje mają krążyć pomiędzy komputerami pokładowymi, czujnikami, aktuatorami, aparaturą naukową oraz główną baterią.
Montaż prowadzono w sterylnych warunkach w Johns Hopkins Applied Physics Laboratory w stanie Maryland. Wokół konstrukcji przeznaczonej do lotu ułożono dziesiątki srebrzystych przewodów, a zespół inżynierów kierowany przez Jackie Perry zakończył instalację całej wiązki w lipcu. Perry zwróciła uwagę, że sama wiązka nie jest "samodzielnym" urządzeniem, ale bez niej nie zadziała żaden z systemów na pokładzie, co czyni ją elementem krytycznym dla powodzenia misji.
Wiązka opiera się na miedzianych przewodach pokrytych srebrem. Całość zabezpieczono odporną na wysoką temperaturę i trwałą osłoną polimerową, a dodatkowo zastosowano warstwę aluminium. Takie rozwiązanie ma zapewnić sprawną pracę w realiach Tytana – zarówno przy bardzo niskich temperaturach, jak i przy dużych wymaganiach energetycznych. Jednocześnie okablowanie musi pozostać na tyle elastyczne, by zmieścić się w ciasno zabudowanym wnętrzu, w którym znajdują się instrumenty naukowe oraz bateria ważąca niemal 150 kg.
DLA CIEBIESamsung - przegląd oferty lodówek
Kwestie termiczne odgrywają w Dragonfly szczególną rolę: konstrukcję porównuje się do termosu, bo musi zatrzymywać ciepło wytwarzane przez atomowe źródło energii. Z tego powodu przewody poprowadzono pod warstwą pianki izolacyjnej, a projektanci zadbali o ułatwienie obiegu ciepłego powietrza, by urządzenie mogło przetrwać tytanowy mróz. Różne grubości przewodów mają z kolei zwiększyć niezawodność przy wysokich poborach mocy – zarówno w trakcie startu, jak i podczas pracy na powierzchni.
Na zamontowaniu wiązki prace się nie kończą. Inżynierowie wciąż łączą okablowanie z kolejnymi dostarczanymi podzespołami i prowadzą testy dopasowania oraz działania systemu, zanim konstrukcja zostanie ostatecznie zamknięta. Przygotowania mają potrwać do planowanego startu latem 2028 r. NASA zakłada też, że podróż potrwa kilka lat, a lądowanie na Tytanie ma nastąpić pod koniec 2034 r.
Gdzie wyląduje Ważka?
Równolegle do postępów konstrukcyjnych zapadła ważna decyzja dotycząca miejsca docelowego. Międzynarodowa Unia Astronomiczna oficjalnie zatwierdziła nazwę rozległego pola wydm, na którym w przyszłości ma wylądować Dragonfly. Obszar otrzymał nazwę Ahmakiq Undae, nawiązującą do majańskiego ducha wiatru; "Ahmakiq" oznacza "tego, który powstrzymuje wiatr". Wpisuje się to w przyjętą praktykę nadawania tytanowym strukturom wydmowym nazw pochodzących od bóstw wiatru z różnych mitologii.
Ahmakiq Undae leży na południe od krateru Selk i ciągnie się aż po krawędź pasma wzgórz lub gór. To stamtąd Dragonfly ma rozpocząć ponad trzyletni program badań – od analizy organicznych wydm po okolice krateru, gdzie – według analiz – przez setki lub nawet tysiące lat mogło istnieć płynne jezioro. Taki epizod mógł sprzyjać powstawaniu bardziej złożonych związków organicznych, uznawanych za istotne z punktu widzenia procesów związanych z życiem.