Wypadek Boeinga 767 Amazon Prime Air w Miami: 7 alarmów w 25 sekund

Załoga Boeinga 767-300F Amazon Prime Air, który uległ wypadkowi podczas podejścia do lądowania w Miami, w ostatnich sekundach lotu mierzyła się z serią automatycznych ostrzeżeń w kokpicie. Zapisy rejestratora rozmów załogi wskazują na narastające problemy z kontrolą prędkości i niewystarczająco skuteczną komunikację pilotów tuż przed zdarzeniem.
An Amazon cargo plane crashed after overshooting the runway at Miami International Airport (MIA) in Miami, Florida, US, on Sunday, Sept. 6, 2026. The Boeing 767-300, operated by 21 Air as Prime Air Flight 7598, overshot the runway and burst into flames on Sunday, killing at least five people and shutting down the airport's runways. Photographer: Eva Marie Uzcategui/Bloomberg via Getty ImagesBoeing 767 linii Prime Air po nieudanym lądowaniu w Miami
Źródło zdjęć: © GETTY | Bloomberg
Radosław Kosarzycki

Dodaj Benchmark.pl jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu USA (NTSB) opisała, co wynika z nagrania z kokpitu Boeinga 767-300F, który rozbił się przy próbie lądowania na lotnisku w Miami. Z danych rejestratorów wynika, że w końcowej fazie lotu wielokrotnie pojawiały się komunikaty dotyczące zbyt dużej prędkości oraz nieprawidłowej ścieżki podejścia. Śledczy doliczyli się co najmniej siedmiu automatycznych ostrzeżeń w ciągu ostatnich 25 sekund.

O problemie z prędkością mówiono już wcześniej: ponad minutę przed lądowaniem jeden z pilotów zwrócił uwagę, że samolot leci za szybko. Z zapisu rozmów wynika, że sygnalizowanie zagrożenia powtarzało się, ale nie widać konsekwentnej odpowiedzi drugiego członka załogi. To właśnie brak spójnej reakcji na komunikaty i nieskuteczna komunikacja między pilotami zostały uznane za jeden z ważnych elementów krytycznie ocenianych przez ekspertów.

Końcówka podejścia przebiegała pod presją kolejnych sygnałów ostrzegawczych. Systemy pokładowe dwukrotnie wygenerowały komunikat "sink rate", a pięć razy ostrzegały o zbyt małej wysokości względem terenu. Mimo to podejście nadal było niestabilne. W rozmowach w kokpicie pojawiają się też ślady opóźnionego ustawiania klap – przygotowanie do lądowania zakończono wyjątkowo późno, dopiero na kilkadziesiąt sekund przed przyziemieniem.


DLA CIEBIE
Samsung - przegląd oferty lodówek


NTSB ustaliła, że klapy ustawiono na pozycję kluczową do lądowania dopiero na 41 sekund przed końcem zapisu, co nie odpowiada typowym procedurom dla tego typu maszyny. Boeing dotknął pasa około 1340 m od jego początku, co pozostawiało mniej więcej 1500 m na zatrzymanie samolotu lub ewentualne ponowne poderwanie. Dane pokazują również, że najpierw z ziemią zetknęło się jedno z głównych kół oraz podwozie przednie, a dopiero kilka sekund później dołączyło drugie koło główne.

Krótko po przyziemieniu załoga podjęła próbę odejścia na drugi krąg – komenda "go-around" padła 15 sekund po lądowaniu. Po czterech sekundach zrezygnowano z tej próby. Do końca pasa pozostawało już wtedy bardzo niewiele czasu, a samolot wyjechał poza utwardzoną nawierzchnię i uderzył w dwa pojazdy znajdujące się poza pasem. NTSB zaznaczyła, że podczas lądowania nie użyto odwracania ciągu ani hamulców aerodynamicznych.

Niezależna rekonstrukcja wykonana przez Smart Mobility Solutions na podstawie danych radarowych również wskazała na niestabilność podejścia. Według tych ustaleń Boeing w końcowej fazie miał nadmierną prędkość158 węzłów w chwili pierwszego kontaktu z ziemią, a oba główne podwozia "zrównały się" dopiero po 11 sekundach. W chwili zdarzenia występował także silny wiatr, jednak badacze nie przesądzili, czy i w jakim stopniu wpłynął on na przebieg wypadku.

Specjaliści cytowani w mediach podkreślają, że ostrzeżeń świadczących o niestabilnym podejściu było wiele, a załoga powinna odpowiednio wcześnie przerwać lądowanie. Konsultant ds. bezpieczeństwa lotniczego Anthony Brickhouse mówił Reutersowi, że kontynuowanie podejścia mimo alarmów może wskazywać na poważne problemy w zakresie zarządzania załogą.

Katastrofę przeżyli obaj piloci – Joseph Carroll oraz Jaime Felipe Silva Molina. Śledczy przesłuchali ich dwa dni po zdarzeniu. NTSB nie ujawniła, który z nich prowadził samolot w chwili wypadku ani kto inicjował uwagi dotyczące nadmiernej prędkości. Postępowanie nadal trwa, a badacze analizują m.in. powody decyzji o nieprzerwaniu podejścia do lądowania.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE