Każdy, kto kiedykolwiek pakował się na urlop z aparatem, zna ten rachunek sumienia. Body, dwa obiektywy, ładowarka, zapasowe karty, statyw - i nagle połowa bagażu podręcznego jest zajęta przez sprzęt, którego wyciągnięcie z plecaka w 32-stopniowym upale wymaga determinacji zawodowca.
Luna Ultra ten rachunek po prostu kasuje. Cała kamera waży jakieś 232 g i wchodzi do kieszeni szortów. Nie potrzebuje torby fotograficznej, nie potrzebuje rytuały przygotowania. Wychodzisz na poranny spacer przy morzu i masz ją przy sobie - to ultra wygodne.
I tu zaczyna się problem, o którym uczciwie trzeba uprzedzić: ten sprzęt wydłuża spacery. Wielokrotie wychodziłem "na 10 minut do sklepu", a wracałem po godzinie, bo po drodze była ładna uliczka, do tego padało ładne światło, a jakby tego było mało - moi współtowarzysze wpadli na pomysł nagrania czegoś do czegoś w rodzaju vloga po wyjeździe.
WIDEODobrze grają i obłędnie wyglądają. Sprawdziłem słuchawki Baseus Inspire XH1
Dwa obiektywy Leica, czyli jedna kamera zamiast trzech
To jest ta funkcja, która na wyjeździe robi największą różnicę - i któej telefon nie zastąpi, cokolwiek by nie obiecywał marketing.
Luna Ultra ma dwa obiektywy Leica Summicron. Szeroki odpowiada ogniskowej 20 mm i jest dokładnie tym, czego chcesz na wakacjach: łapie całą fasadę katedry, całą plażę, całą grupę przy stole. Drugi to teleobiektyw pokrywający 40, 60, 120 i 240 mm, z zoomem do 12x (6x bezstratnie).
W praktyce wygląda to tak, że jedną kamerą, bez zmiany czegokolwiek, robisz:
- 20 mm - wąska uliczka starego miasta;
- 60 mm - portret przy kolacji, który wygląda jak prawdziwy portret, a nie jak wycinek z szerokiego ujęcia - a to naprawdę widać, bo różne ogniskowe mają wpływ na to, jak wyglądają tego typu kadry
- 240 mm - łódka na horyzoncie, wieża na drugim końcu zatoki, szczegół na szczycie kościoła, którego gołym okiem nie widać.
Zoomem steruje się joystickiem: krótkie pchnięcie przeskakuje między ogniskowymi, przytrzymanie daje płynne przybliżenie. To bardzo intuicyjne nawet dla osób, które tej kamerki nigdy wcześniej nie miały w ręce.
Gimbal, czyli wakacje bez trzęsącego się obrazu
Mechaniczna, trzyosiowa stabilizacja to funkcja, którą docenia się nie w dniu zakupu, tylko miesiąc po powrocie - gdy siadasz do materiału i okazuje się, że da się go oglądać.
Wakacyjne nagrania powstają przecież w ruchu. Idziesz i mówisz do kamery, schodzisz po kamiennych schodach do portu. Jedziesz wynajętym autem serpentyną, gdzie nawierzchnia ma więcej charakteru niż asfaltu. Luna Ultra wyprowadza z tego płynny, spokojny obraz - kamera obraca się powoli i naturalnie, bez szarpnięć.
Najlepsze jest to, że nie wymaga to od ciebie niczego. Nie kalibrujesz, nie balansujesz, nie uczysz się chodzić "krokiem operatora". Trzymasz w dłoni i kierujesz tam, gdzie chcesz patrzeć.
Odczepiany ekran, czyli koniec proszenia obcych o zdjęcie
Jeśli miałbym wskazać jedną funkcję, któa na urlopie zmienia najwięcej, to właśnie ta.
Przedni panel Luna Ultra - ekran OLED razem z przyciskami - odczepia się od korpusu i staje się bezprzewodowym pilotem z podglądem, działającym do 20 metrów. Ma przy tym wbudowany mikrofon, więc kiedy kamera stoi daleko, możesz nagrywać i tak bardzo czysty i wyraźny dźwięk.
Co to daje na wakacjach? Konkretnie:
- Zdjęcie we dwoje albo w grupie bez oddawania sprzętu przypadkowemu przechodniowi i bez modlitwy, żeby ustawił kadr prosto.
- Ujęcia z dystansu - kamera na statywie (jest gwint 1/4" i mocowanie w zestawie) gdzieś daleko od ciebie, ty idziesz w kadrze i kadrujesz z ręki. Mega wygodne!
- Sceny, na które normalnie nie masz drugiej osoby - wejście do restauracji, zejście po schodach, moment, w którym ktoś musiałby trzymać kamerę.
Te wszystkie rozwiązania są przydatne zarówno wtedy, kiedy podróżujesz sam, ale też kiedy masz ze sobą grupę znajomych. To naprawdę świetne ułatwienia, jeśli chcesz po wyjeździe przygotować sobie krótki film z wyjazdu.
Wieczór, czyli moment, w którym telefon odpada
Hiszpańskie wakacje żyją po zmroku. Kolacja o godzinie 22, uliczki oświetlone girlandami, plaża po zachodzie słońca. To jednoczesnie pora, w której smartfonowe nagrania zamieniają się w szarą papkę z szumem - bez względu na to, jak topowy smartfon by tego nie nagrywał.
Matryca 1" plus tryb Czyste wideo robią tu robotę, której nie trzeba nadzorować. Algorytmy trzech procesorów pracują w tle, ty nie ustawiasz niczego - nie musisz wiedzieć, co to ISO ani czym grozi za długi czas naświetlania. Wyciągasz, nagrywasz, wychodzi obraz, który da się wrzucić bez tłumaczenia "no ale było ciemno".
Do tego dochodzi cała reszta, z której na wyjeździe korzysta się częściej, niż zakładasz: nagrywanie w 8K, slow motion 120 kl./s w 4K, poklatkowe, hyperlapse (Time Shift) i panorama. I jeszcze filtry Leica: Natural, Vivid, Chrome. Nie są potrzebne - obraz bez nich jest świetny - ale i tak spisuje się genialnie, jeśli chcesz prosto z kamery uzyskać nieco zmodyfikowany (ale bardzo naturalnie) obraz.
Rzeczy, o których na urlopie nie chcesz myśleć
Dobry wakacyjny sprzęt poznaje się po tym, ile razy dziennie o nim myślisz. Optymalnie: zero.
Bateria - 1550 mAh starcza na jakieś 3,5-4 godziny nagrywania w 1080p, a w do 80 proc. ładuje się w 20 minut. W praktyce: podłączasz na czas prysznica przed wyjściem na kolację i masz spokój na wieczór.
Pamięć - 47 GB wbudowanej przestrzeni, niezależnie od karty microSD. To ratunek na sytuację, którą przerabiał każdy: ostatni dzień, karta pełna, zapasowej nie ma, a właśnie dzieje się coś ważnego, co chcesz uchwycić.
Gotowość - od wciśnięcia przycisku do nagrywania mijają jakieś dwie sekundy. Tyle wystarczy, żeby złapać scenę, która za chwilę przestanie istnieć.
Śledzenie obiektu - dotykasz twarzy na ekranie i kamera trzyma kadr sama, nawet przy zmianie ogniskowej.
Warto?
Insta360 Luna Ultra kosztuje obecnie ok. 3000 zł i nie będę udawał, że to kwota, którą wydaje się odruchowo. To realna decyzja, nie impuls przy kasie.
Ale po tych wakacjach mam jedną obserwację, która przekonuje mnie bardziej niż jakakolwiek specyfikacja. Zwykle z wyjazdu wracam z folderem zdjęć, które oglądam raz, przy sortowaniu. Tym razem wróciłem z materiałem, do którego wracam - bo ma kadry, których telefonem bym nie zrobił. Ujęcia, których nie miałby kto nagrać. I wieczory, które faktycznie wyglądają jak wieczory - i doskonale oddają klimat wyjazdy.
To jest kamera, która nie pyta, czy umiesz filmować. Po prostu sprawia, że zaczynasz. A na wakacjach - gdzie wszystko dzieje się raz i nie wraca - to chyba najważniejsza funkcja, jaką sprzęt może mieć.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Insta360. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.