Destiny – Pecetowi gracze mają na co czekać! Gry na konsole

Destiny – Pecetowi gracze mają na co czekać!

opublikowano przez w dniu 2014-09-17

Najbardziej powtarzalna strzelanka na rynku i najbardziej ograniczone MMO. Z drugiej strony jednak, Destiny to najwspanialszy MMOFPS, jakiego widział świat.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

Świetna oprawa audiowizualna; Klimatyczne uniwersum; Dynamika starć i potęga mocy dostępnych klas; Czytelny interfejs;Płynne i naturalne połączenie gry solo i w kooperacji; Żyjący świat z ciągle zmieniającymi się wydarzeniami; Tryb multiplayer na wysokich obrotach; Satysfakcjonujący system łupów, bez ilości nadmiernej zbędnych „śmieci”; Pomysłowo rozwiązany „endgame”; Potrafi wessać jak diabli

Minusy

Jak na FPS – krótka fabularnie, ze zbyt małą różnorodnością misji, powtarzalnością broni i rozgrywki; Jak na MMORPG – ubogi „crafting”, ograniczone możliwości interakcji z innymi graczami; kilka rozwiązań w lokalnym systemie reputacji; nie do końca przemyślany matchmaking w PvP

„Myślałem, że będzie bardziej taki Mass Effect online” – to jedne z najczęstszych zdań, jakie w ostatnim czasie dane mi było usłyszeć o Destiny. Co istotne, wypowiedź ta z miejsca obrazuje nam zasadniczy problem nowej gry Bungie, będący powodem zdecydowanie niższej średniej ocen, aniżeli można było się spodziewać po szumie nakręconym wokół tej produkcji. Mieszany charakter opinii na temat świeżynki prosto od ojców Master Chiefa to zdecydowana manifestacja krwawego żniwa „przehajpowania” i odmiennych oczekiwań – nie tylko wśród recenzentów, ale i graczy.

Destiny - krajobraz

Z jednej strony nie ma się czego dziwić, bo po tak długim okresie produkcji i ilości wpompowanych pieniędzy (które tak swoją drogą pewnie dawno już się zwróciły), od mającej podobno bawić nas przez najbliższą dekadę produkcji można było oczekiwać wiele. Z drugiej zaś, ciężko jest winić twórców za niespełnienie zachcianek i marzeń osób poszukujących własnego MMO w stylu trylogii Sheparda, bo tak naprawdę, Destiny wspomnianą grą nigdy być nie miał. Jest za to kolejnym efektem łączenia gatunków, w moim mniemaniu całkiem zręczną hybrydą MMORPG i FPS’a, a jednocześnie grą którą trudno nie kochać, ale i bardzo łatwo znienawidzić. Nowa gra Bungie ma więc zarazem wszelkie predyspozycje do odtrącenia od siebie każdego fana strzelanek / RPG’ów w sieci, jak i wystarczającą siłę do absolutnego rozkochania ich w sobie.

Destiny - namierznie przeciwnika

„Deploy Ghost”

Zgodnie zestosowanym już od jakiegoś czasu motywem przedstawiania Wam w pierwszej kolejności wrażeń związanych z fabułą / kampanią single player obecną w danej produkcji, z chęcią napisałbym teraz o wspaniałościach i cudach narracji Destiny. O zapadających w pamięci postaciach i dialogach, zaskakujących zwrotach akcji i fabularnych meandrach zaiste nie z tej ziemi. Napisałbym, ale nie do końca mogę, bo żaden z wymienionych elementów w niesamowicie krótkiej opowiastce serwowanej nam przez Bungie niestety się nie pojawia. Co prawda wykreowane na potrzeby gry uniwersum to absolutna perła, bogata w klimat i kilka wyrazistych charakterów, ale i tak cały ciężar dialogowej atrakcyjności Destiny spoczywa tutaj na Duchu – osobistym kompanie każdego Strażnika (czytaj: gracza), przemawiającego do nas głosem jak zawsze świetnego Petera Dinklage. To jednak zdecydowanie zbyt mało, a lokacje i zadania obecne w fabule gry to wyłącznie wprowadzenie i podstawka pod danie główne, jakim jest tutaj zupełnie coś innego.


Edycja kolekcjonerska jak najbardziej „na wypasie”, ale też mocno drenująca portfel.

Co gorsza (?), wszystko co będziemy w historii opowiadanej przez Destiny robić, to zmierzać do wyznaczonego celu i wciskać przycisk odpowiedzialny za aktywowanie Ducha. Ten zajmie się otwarciem drzwi / pobraniem danych i czym tam jeszcze będzie miał ochotę, a my w tym czasie wykosimy połowę lokalnej populacji obcych. Następnie, przejdziemy do kolejnego pomieszczenia / lokacji i zrobimy dokładnie to samo. I znów. I tak w kółko, i tak dalej. Tę powtarzalność urozmaicić można sobie tutaj na kilka sposobów, z których to jednak każdy sprowadzi się tylko do jednego – nieustającego pociągania na spust, w przypadku bossów na końcu każdego „lochu” trwającego czasami nawet i dobre 20 minut. Osoby obcykane z formułą MMO łykną ten element bez popity, całej reszcie może jednak odbić się to nieprzyjemną czkawką. Przed sięgnięciem po ten tytuł warto więc dokładnie sprawdzić, czego od Destiny oczekujecie. Narracyjnych emocji, wzruszeń i zaskoczeń zdecydowanie tu brak, z różnorodnością rozgrywki jestjuż natomiast w kratkę.

Destiny - filmik

Lecimy tutaj!

Na fabularnym strzelaniu samotnie bądź też ramię w ramię z przyjaciółmi Destiny na całe szczęście bowiem się nie kończy. Na każdym z obecnie dostępnych ciał niebieskich (Ziemi, Marsie, Venus i Księżycu) znajdziemy jeszcze zadania typu Strike (wyprawy na bossa dla 3 graczy) oraz tzw. misje Patrolowe – swobodną eksplorację pół-otwartej powierzchni planety, o dosyć korytarzowym charakterze. W niej, poza wolnym od fabularnych wstawek kolekcjonowaniu przedmiotów potrzebnych do dość ograniczonego craftingu i ulepszeń sprzętu, podejmiemy się nie tylko pomniejszych zadań typu „idź zabij / idź zbierz / idź zabij i zbierz”, ale również weźmiemy udział w tzw. „Public Events”. Będąc, jak sama nazwa wskazuje, publicznym wydarzeniem w konkretnej lokacji o konkretnej porze, najciekawszy element Patroli pozwala wszystkim kręcącym się wokół niego graczom doświadczyć nie tylko epickich bitew (dwie ścierające się ze sobą wrogie armie i gracz pośrodku wymiatają!), ale i również daje szansę na zdobycie unikatowych przedmiotów czy tzw. „legendarnego” sprzętu. I chociaż ich występowanie zdaje się być zupełnie losowe, w istocie jest zupełnie inaczej. Poznany przypadkowo Bułgar, z którym niemal cały dzień zajmowałem się tym typem aktywności, ze stoperem w ręku odmierzał czas do kolejnego eventu, dokładnie wiedząc gdzie nastąpi. Skąd? Odkrył układ i wykuł go na blachę. Maniaki, panie.

Destiny - przelot maszyn

To właśnie dzięki takim akcjom i ludziom magia MMO jest w Destiny tak bardzo żywa, a całą grę spowija dodatkowa warstwa tajemnicy. Fabuła na dzień dobry wiele rzeczy nie mówi nam wprost – np. pierwsza wzmianka o niejakim Vault of Glass pojawia się tu w misji z potężnym Archiwum pełnym danych, a samo miejsce okazało się być odblokowanym kilka dni po premierze, wysokopoziomowym raidem na bossa, z kolejną nowością – „setem” (a więc unikatowym zestawem) pancerza, do zdobycia wyłącznie w tym wydarzeniu. Po cichu marzę, iż w przyszłości wiele innych wspominek mających tutaj miejsce przemieni się w pełnoprawne wydarzenia i przygody. Jak na dłoni widać, że gra żyje już teraz, a o fakcie tym świadczy dodatkowo codziennie zmieniający się zestaw specjalnie premiowanych zadań, często wyposażonych w swoiste modyfikatory: agresywniejszych wrogów, brak wypadającej z nich amunicji dla broni głównej czy wypłatą w postaci punktów frakcji.

Destiny lokacja pod wodą

Szacun na dzielni

Wspomniane ugrupowania, odzwierciedlone w Destiny za sprawą konkretnych sprzedawców obecnych w miejscowym punkcie zbiorczym graczy – Wieży – to kolejny, dość istotny element gry. Walcząc w imię ludzkości, niezależnie czy to w PvE czy też PvP (o którym więcej opowiemy sobie już za kilka akapitów), kulamy sobie coś na wzór punktów reputacji. Te dają nam dostęp do coraz lepszego sprzętu obecnego na półkach sklepikarzy, a przynależność do danej bandy odzwierciedla jeden z przedmiotów w ekwipunku, nie wypływający już na klasę pancerza. Niby wszystko spoko, ale do trzech elementów związanych z tym systemem mam spore zastrzeżenia.

Destiny inventory

Po pierwsze, gra w ogóle nie bawi się w poinformowanie nas, jak dane kolekcjonowanie punktów działa. Przez dwa dni kulałem walutę dla niejakiej „Nowej Monarchii” myśląc, że powoli nabijam sobie poziom dla zupełnie innego stronnictwa - Vanguardu. Wcale jednak tego nie robiłem, a wszystko przez złą opaskę na ramię nałożoną na moją postać, reprezentującą ponoć interesy właśnie pierwszego ze wymienionych ugrupowań. Po drugie, większość lepszych pancerzy i giwer zakupić można tu dopiero po osiągnięciu kolejno drugiego i trzeciego poziomu reputacji danego ugrupowania. Jak na moje oko było to zdecydowanie zbyt wysoko ustawiona poprzeczka, w dość nieładny sposób rozbijająca płynność nagradzania gracza za jego starania – dotarcie do samego poziomu pierwszego zajęło tu bowiem wystarczająco dużo czasu. No i po trzecie, razem z reputacją za zadania otrzymujemy tu także specjalną walutę, konieczną do zakupów. W ciągu tygodnia Destiny pozwala nam jednak na dotarcie do puli 100 punktów, po czym licznik zatrzymuje się, aż do ponownego odblokowania z początkiem kolejnego tygodnia. Całość wygląda tu więc tak, iż przez to sztuczne ograniczenie na niektóre przedmioty nawet najaktywniejsi z graczy kulać muszą i przez 2 tygodnie, bo na szybsze tempo rozwoju gra już im nie pozwoli. Niby lepszy sprzęt ciągle wypaść może nam jako nagroda za wykonanie misji bądź z ubitego „mobka”, jednak skoro chciałbym sam sobie na coś zarobić wytężoną pracą, dlaczego twórcy odbierają mi tę możliwość?

Destiny - broń

Red vs Blue

Sporo nagadałem Wam tu już o różnorodności zabawy oferowanej przez Destiny, a w zasadzie jej braku, bądź jeszcze inaczej – problemu z dostrzeżeniem jej przez niektórych z graczy. Bo chociaż zaiste w Przeznaczeniu nie robimy nic innego, jak strzelanie (takie rzeczy w shooterze? No kto by pomyślał…), osobiście z tym „problemem” tytuł pomagał mi radzić sobie wyśmienicie. Za sprawą odświeżanych co kilkanaście godzin wyzwań, po ukończeniu fabuły płynnie modyfikowałem własną rozgrywkę, raz dobierając premiowane dodatkowymi punktami reputacji zadania opierające się na ubiciu określonej liczby przeciwników – często w równie określony sposób – w PvE, znudziwszy się tą formułą dobierając „nagrody” skupiające się na rozgrywce wieloosobowej. A ta, jak na Bungie przystało, jest w Destiny przekozacka!

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by w tym miejscu pokusić się o zarzut braku innowacyjności ze strony Bungie podczas projektowania trybu rozgrywki Gracz kontra Gracz. Dostępny w Destiny zestaw meczy niestety nie wybiega ponad znany z innych produkcji pakiet trybów pokroju deathmatch, jego drużynowej odmiany, kontroli punktów na mapie czy też zajmowaniu i bronieniu reliktów, w pojawiającym się od czasu do czasu trybie Salvage. Tempo rozgrywki i jego dynamika zrywa jednak bambosze ze stóp razem ze skarpetami z taką prędkością, że ani przez moment nie przyszło mi do głowy marudzić na brak zasad rozgrywki, jakich nie widziałem jeszcze w żadnej innej grze. Być może Bungie bało się jeszcze zaatakować czymś nowym, być może nie pozwoliło na to stojące nad twórcami Activision – tak czy inaczej, multiplayer „dostarcza” w Destiny chyba jeszcze bardziej, niż jego kooperacyjny segment. Nawet jeśli, tak na moje oko, nie wszystko „bangla” tu jak powinno.

Destiny - multi

Jedyną, lecz całkiem istotną rzeczą, która w trybie PvP nowej produkcji Bungie nie do końca mi się spodobała, był matchmaking. Ten bowiem bez oglądania się za siebie w meczach łączył niskopoziomowców z kolesiami na maksymalnym, dwudziestym poziomie (a nawet i wyżej, o czym już za chwilę). Jedną rzecz trzeba tu jednak przyznać – niezależnie od poziomu czy też klasy postaci, każdy ma szansę z każdym. Szanse te bywają momentami zachwiane, ale fakt pozostaje faktem. Z tego, co udało mi się wywęszyć, statystyki najniższej postaci zawsze zostają podbite do prowadzącego pod względem poziomu doświadczenia Strażnika, jednak nie jestem w stanie określić, jak w tym systemie wygląda już pozycja legendarnej broni, potrafiącej każdemu nieźle przykopać. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby tu chyba rozdzielenie rozgrywek osób poniżej 20 poziomu, z „koksami” 20+. Po osiągnięciu poziomowego limitu w Destinyto bowiem sprzęt decyduje już o naszym levelu, co osobiście uważam za rozwiązanie nad wyraz genialne – podobnie jak i sposób poprowadzenia lokalnego endgame’u.

Trzech muszkieterów

W grze obecne są trzy klasy postaci – naparzający wrogów pięścią i tworzący energetyczne bariery Tytan, wymachujący nożem czy też przywołujący ognisty rewolwer Łowca, oraz mistrzowsko posługujący się lokalną Mocą Warlock. Dotarcie do maksymalnego, 20 poziomu każdym z tych typów to zabawa na dobre 10 godzin, a przecież dwie z dostępnych tutaj podklas wypada przecież jeszcze „wymaksować”. Niezależnie jednak od poziomu, najważniejsza cecha klas w Destiny to brak znacznego przepakowania któregoś z „zawodów” – w trybie rozgrywki wieloosobowej każdy ma takie same szanse.

Zastanówcie się – czy w grze MMO zależy Wam na jak najwyższym poziomie, czy też może na przekozackim sprzęcie? W rzeczywistości sytuacja wygląda zawsze tak, iż możliwość wyposażenia danego pancerza lub broni ograniczona zostaje przez konieczność osiągnięcia konkretnego poziomu doświadczenia, dzięki czemu te dwa elementy naturalnie się łączą. W Destiny jednak, po naturalnym wymaksowaniuv przez nas postaci Bungie odwraca kota ogonem. Jeśli chcemy podbić nasz poziom, musimy zarzucić na siebie pancerz dodatkowo określony przez „Światłość”. Przykład? Załóżmy, że do poziomu 21 pierwszego potrzeba nam 20 punktów wspomnianej cechy. Z ostatniej wyprawy na Marsa „wypadł” Ci hełm z +8 światłości, oraz buty +11. Brakuje Ci więc tylko jednego punktu do poziomu 21. Proste i jakże genialne, bo cały „endgame”, a więc w większości sieciowych RPG’ów największa zmora twórców, przemienia się teraz w poszukiwanie coraz to lepszego sprzętu. W moim przypadku układ ten bez problemów zmotywował mnie do powtarzania znanych już misji i rzucania się do gardeł innych graczy w PvP, bo dobry ciuch na postaci to zdecydowanie coś, co lubię i na czym mi w takich produkcjach zależy.

Per aspera ad astra!

Ostatnimi czasy czułem się jak narkoman, którego ukochanym towarem jest nowy shooter Bungie. Dzień bez kilku godzin w Destiny zdawał się być dniem straconym, a każdorazowe odpalenie produkcji przemieniało się w posiedzenia nawet i do 4:00 nad ranem. Ostatni raz czułem coś takiego zagrywając się w The ElderScrolls III: Morrowind i dziękuję Bungie za przypomnienie mi tego, zdawałoby się, utraconego uczucia. Stworzone przez nich uniwersum pochłonęło mnie w całości i z przyjemnością będę uczestniczył w jego rozwoju. Bo, nie ma co ukrywać, Destiny to także potężny grunt pod DLC, z których to pierwszy zaskakuje ceną niczym za pełnoprawny tytuł na peceta.

Destiny poziom postaci

A skoro przy PC już jesteśmy, szczerze nie tylko trzymam kciuki za przeniesienie tej produkcji na jego grunt, ale i również prawdziwie wierzę w ten proces. Domniemany, ogromny sukces sprzedażowy gry z pewnością w tym pomoże, bo Activision takiej okazji raczej przepuścić sobie nie pozwoli. I chociaż wówczas w dalszym ciągu będzie to zapewne tytuł, którego nie pokocha żaden ortodoksyjny fan FPS i MMO, osoby otwarte na łączenie tych dwóch światów poczują się tu jak w domu. Wtedy też, droga do gwiazd nie będzie miała już związku z żadnymi trudnościami.

Moja ocena:
Grafika:
dobry plus
Dźwięk:
dobry plus
Grywalność:
super
Ogólna ocena: 
 

Okiem starego zgREDa
Maciej Piotrowski

Przyznam szczerze, że dałem się ponieść spirali podniecenia nakręcanej przez Bungie wespół z Activision wokół najnowszego dzieła ojców Halo. Bawiłem się alfie , testowałem betę i rozgrywka bardzo mi się podobała. Nic odkrywczego w niej nie znalazłem, ale klimat przybijał mnie do podłogi. Dlatego spotkanie z finalną wersją gry nie zszokowało mnie tak, jak co poniektórych recenzentów wystawiających Destiny bardzo przeciętne noty. I o ile mogę im przyznać rację w kwestii fabuły i zabawy dla jednego gracza wystawiając temu fragmentowi gry ocenę ledwie mierną z plusem, o tyle zabawa z kompanem to już inna para kaloszy. Pal licho powtarzalność i brak losowego generowania zwykłych przeciwników, gdy uczestniczymy w którymś z publicznych wydarzeń a w słuchawce podłączonej do pada słyszymy szybkie komendy prowadzącego drużynę niczego więcej nie potrzeba. Frajda z takiej rozgrywki jest przeogromna. Przypomina mi to nieco Left 4 Dead, gdzie faktycznie czuć było ducha kooperacji. W Destiny jest bardzo podobnie, z tą różnicą, że towarzyszy mu duch Diablo. No bo co sprawia, że niemal wszyscy sceptycznie nastawieni do Przeznaczenia recenzenci nadal w niego grają? Otóż to – dla legendarnych przedmiotów. No i oczywiście przyszłych, świetnie malujących się wydarzeń, których kalendarz Bungie powoli ujawnia. Jedynie co faktycznie może drażnić to prawdopodobne ceny przyszłych dodatków DLC. Sądząc po przepustce sezonowej wycenionej na 138 zł (gdy u innych producentów nie przekraczają one 80 zł) Activision znów sonduje graczy. I tak jak mocno kibicuje przyszłości Destiny, tak samo liczę na rozsądek jej fanów. Czy to płonne nadzieje?

Ocena dla rozgrywki w pojedynkę: 2,5/5
Ocena dla multi: 4/5

Dziękujemy za udostępnienie egzemplarza gry dystrybutorowi Destiny w Polsce – firmie ABC Data S.A.

marketplace

Komentarze

49
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Moja ocena po tygodniu grania:

    Plusy:
    - oprawa wizualna powalająca, w szególności stary kosmodrom w Rosji
    - świetnie zrobiono modele mobów
    - mnóstwo pukawek i innego badziewia
    - prosty i przejrzysty rozwój postaci
    - świetne połaczenie singla z multi
    - gra wciąga jak cholera

    Minusy:
    - fatalny matchmaking (gdzie jest kuźwa lobby?)
    - znikoma oprawa muzyczna (po serii Halo, to porażka)
    - wywalanie z gry na 20-megowym łączu
    - krótka fabuła rozciągana patrolami
    - małe (wbrew pozorom) zróżnicowanie klas postaci

    W sumie 8,5/10.

    Na pewno grę warto kupić jak ktoś gra na wielkim ekranie np 60 cali, siedząc w wygodnym fotelu. To daje olbrzymi komfort grania, ale szczerze mówiąc, to nie wyobrażam sobie wielogodzinnego łupania przy biurku na małym monitorze.
  • avatar
    Tytuł taki jakby gra już była zapowiedziana na PC ;P
  • avatar
    Szkoda że klimat kosmosu :/ kiszka z tym.
    Chętnie bym zagrał w taką MMOFPS w klimacie post apokalipsy (takie uniwersum Fallout np. ) to by było coś :)
    Zaloguj się
  • avatar
    "Activision znów sonduje graczy" - i wszystko jasne.
    Dzięki za info, bo jeszcze bym się skusił! A jak widać po marce - nie warto...
    Zaloguj się
  • avatar
    grałem na PS4 i powiem że może na PS4 to jest coś ale na PC to będzie zwykły MMOFPS jakich wiele...
  • avatar
    ocena benchmark nadzwyczaj wysoka
  • avatar
    Jest w tej grze singiel, a jeśli tak to jaki, warto zagrać w niego ?( Sorry, ale nie chce mi się czytać artykułu )
  • avatar
    Krótko...PS4 daje rade :) a to dopiero początek i zapowiedz tego co w przyszłości dostaniemy.
  • avatar
    Panowie od marketingu Destiny zrobili świetną robotę.
    Przeciętną w każdym calu grę wypromowali na miarę najlepszego połączenia FPS i MMO ever.
    Tak na prawdę ta gra nie jest ani dobrym FPS ani tym bardziej dobrym MMO.
    Nuda, przewidywalność i badziewne pukawki.
    Jasne duże tereny i nawet spoczko grafika jak na takie obszary ale umówmy się Far Cry 3 oraz Skyrim wyglądają cudniej w wielu miejscach.
    Gra jest niesamowicie przereklamowana.
  • avatar
    Ja nie uważam Destiny za jakąś rewolucyjna grę, ale przyznam, że rozgrywka w Destiny pochłania bez reszty.
    Ktoś wyżej pisał że Destiny to gorsze Borderlands. W pewnych aspektach tak ale zdecydowanie nie jeżeli mówimy o frajdzie z gry w multi. Strzelanie, zabijanie ma w tej grze taką moc, że nie da się tego opisać. Wszelki minusy (nie bezpodstawne) przy tym bledną. jestem wielkim fanem borderów, ale najlepiej niech ktoś pogra w bordery i potem tyle samo w destiny.
    Na początku aż dziw bierze, że z takiego słabego sprzętu twórcy wycisnęli aż tyle. Gra jest piękna. Design świata to miód dla oczu. Ta gra mi przywraca wiarę w developerów i jest doskonałym dowodem, że dzisiejsze gry mają sztucznie wręcz absurdalnie zawyżone wymagania, co jest niestety w interesie czerwonych i zielonych.
  • avatar
    Najlepsze jest to, że najwięcej słów krytyki mają osoby które gry na oczy nie widziały (wystarczy poczytać wcześniejsze komentarze pod newsami odnośnie Destiny). Gdyby gra była też na PC to były by same ochy i achy. Zaznaczam, że dla mnie to jest gra na 8 i nie wyznacza nowych standardów (kampania jest żałosna).
    Zaloguj się
  • avatar
    strasznie kiepska ta gra , lepiej kupic Borderlands 2 z dodatkami ...
  • avatar
    EEE, planetside 2 nadal rozkłada to coś na łopatki
  • avatar
    a poza tym to destiny to taki borderlands dla ubogich :D przereklamowany średniak, lepiej sobie wrócić na pandorę w 4 osobowym coopie
    Zaloguj się
  • avatar
    Aimbot do Titanfall wyszedł tydzień po premierze. Hack na nieskończoną amunicję do Destiny pojawił się dwa dni po premierze, aimbot i ESP to tylko kwestia czasu. PC czy konsole, rozgrywki sieciowe są zdominowane przez graczy czitaczy i nic nie da się z tym zrobić. Nic fajnego być mięsem armatnim dla jakiegoś gnojka z Arizony. Nawet mój ukochany War Thunder jest przeżarty cheatami do szpiku kości. Naprawdę nie ma się czym podnieczać panowie a ostani niech zgasi światło.
    Zaloguj się
    -1
  • avatar
    Skąd taka wysoka ocena? GOL dał 6,5/10 a oni przeważnie zawyżają oceny...
    Zaloguj się
    -4
  • avatar
    kazdy normalny gracz sprzedal gre po 3 dniach....inni wmawiają sobie ze gra jest dobra.....
    Zaloguj się
    -7
  • avatar
    Zawartość jest naprawdę ciekawa i dopracowana. Podoba mi się staro wyglądający przetarty papier a pudełko również wygląda elegancko. Udana kolekcjonerka.
  • avatar
    Narzekanie zbyt "długie" czasy farmu to chyba nie jest koncepcja MMO, ułatwienie zdobywania itemów to to co zabiło WoWa.
  • avatar
    wygląda pięknie, nawet jeśli wyjdzie na PC to będzie kosztować co najmniej 100zł
  • avatar
    Tak ? To wymień mi chociaż jeden tytuł tak fajny jak ten! Mam za sobą dopiero 2 godzinki grania a już jestem wkręcona na maksa ! Gra jest naprawdę fajna i kropka :) .
  • avatar
    Nie ciągnie mnie do tego jak wyjdzie to ok jak nie to się nie przejmę (nie oceniam bo nie grałem zwyczajnie nie moje klimaty).