Filtr prywatyzujący - test. Czym jest, jak działa i czy warto? Akcesoria do laptopów

Filtr prywatyzujący - test. Czym jest, jak działa i czy warto?

opublikowano przez artykuł sponsorowany w dniu 2019-06-11

Nowoczesne filtry prywatyzujące to coraz bardziej popularne rozwiązanie mające na celu dbanie o naszą prywatność, a co za tym idzie ochronę przed pozyskaniem naszych danych przez niepożądane osoby. Jak działają? Postaram się poniżej objaśnić.

Nowoczesne filtry prywatyzujące stają się coraz bardziej popularnym rozwiązaniem mającym na celu dbanie o naszą prywatność, a co za tym idzie ochronę przed pozyskaniem naszych danych przez niepożądane osoby. Przyznam, że wcześniej nie miałem z tym wynalazkiem do czynienia, choć w futurystycznych wizjach spotykałem się z nim już dawno temu. Pisarze science-fiction mieli jednak na myśli coś w rodzaju synergii pomiędzy ekranem komputera, a naszym umysłem. Chodziło o to, byśmy tylko my widzieli, co odbywa się na monitorze, ale działało to na zasadzie mechanizmów bio-cybernetycznych. Współczesne filtry prywatyzujące być może nie idą tak daleko pod względem zaawansowania technologicznego. Są znacznie prostsze, ale… zwyczajnie działają. Jak? Postaram się poniżej objaśnić.

Czym jest filtr prywatyzujący i jak działa?

Jest to nakładka z lekkiego tworzywa sztucznego, którą możemy nałożyć na ekrany różnego rodzaju urządzeń mobilnych oraz monitorów, a która sprawia, że osoby znajdujące się w pobliżu nie mają szans zobaczyć na danym ekranie tego, co widzi użytkownik. W dobie podkradania cennych informacji i wszechobecnej niedyskrecji zdaje się być to bardzo potrzebnym wynalazkiem. Wszystkie szczegóły, które znajdują się na ekranie smartfona lub laptopa pozostają tylko do naszej informacji. W obecnej na rynku ofercie filtrów prywatyzujących znajdziemy między innymi: filtr prywatyzujący na laptopa, folie prywatyzujące na smartfona czy tablet.

Filtr prywatyzujący wykonany został w technologii mikrożaluzji. Polega to na tym, że pokryty jest mikroskopijnymi kanałami, które skierowane są na wprost użytkownika, wyłącznie wówczas, gdy ten skierowany jest twarzą frontem do ekranu. Dzięki temu osoba korzystająca ze sprzętu widzi wszystko, jednak już pod wszystkimi pozostałymi kątami osoby trzecie widzą jedynie ekran o jednolitym kolorze. To bardzo proste i nieinwazyjne rozwiązanie. Warto również dodać, że takiej folii nie naklejamy na stałe. Ale o tym w zasadniczej części testu.

Dla kogo filtr prywatyzujący?

Tak naprawdę filtr prywatyzujący przyda się każdemu, kto chce zadbać o bezpieczeństwo swoich danych. W dobie RODO jest to szczególnie istotne. Ale nie chodzi jedynie o dane. Nasze życie, można powiedzieć, że częściowo przeniosło się do internetu. Szczęściarzem jest ten, kto może sobie pozwolić na prawdziwy urlopowy lub weekendowy offilne. Czy tego chcemy, czy nie - dziś w sieci znajdziemy wszystko. A zatem nie uciekniemy od tego nowoczesnego rozwiązania. Kto jednak w szczególności powinien zwrócić uwagę na filtry prywatyzujące?

  • Użytkownicy szczególnie dbający o bezpieczeństwo danych

Należą do nich między innymi osoby pracujące na stanowiskach związanych z danymi wrażliwymi, związanych z takimi aspektami jak: bezpieczeństwo sekretów handlowych, różnego rodzaju informacje poufne, polityka prywatności, dane logowania, dane osobowe.

  • Osoby pracujące w różnych miejscach publicznych

Charakter pracy na niektórych stanowiskach wymaga częstego przemieszczania się z laptopem, korzystania z niego w miejscach publicznych takich jak kawiarnie, restauracje, pociągi, otwarte przestrzenie z monitoringiem. Dane firmy są zwykle danymi poufnymi, a ciężko jest uniknąć wścibskiego wzroku otoczenia. Jeśli nie chcemy, by ktoś poza nami wiedział, co w danym momencie robimy na naszym sprzęcie, najlepszym rozwiązaniem będzie właśnie filtr prywatyzujący.

  • Osoby pracujące w przestrzeniach coworkingowych lub open space'ach

Tego specjalnie nie trzeba omawiać. To osobista sprawa, co dzieje się na ekranie naszego urządzenia. Nikt tu, oczywiście, nie namawia do przeglądania Facebooka w godzinach pracy. Ale załóżmy, że na przykład mamy jakiś ciekawy pomysł, który ktoś może nam podkraść. Właśnie, między innymi, po to potrzebne są filtry prywatyzujące.

  • Managerowie stanowisk związanych z IT

Dlaczego wspominam właśnie o nich? Są to dotychczasowi użytkownicy tradycyjnych, ramkowych, czarnych filtrów. To grupa, która doskonale wie, jak ważna w ich pracy jest prywatność, jednak nie miała jeszcze okazji do przetestowania najnowszego rozwiązania.

  • Osoby pracujące w sektorze finansowym

Osoby związane z biznesem i finansami, bankowością, consultingiem, pracujące na stanowiskach managerskich, wszystkie te, które mają dostęp do wrażliwych danych osobowych i finansowych, a których utrata lub wyciek miałby katastrofalne skutki. Np. raport finansowy notowanej na giełdzie spółki…

  • Osoby korzystające ze smartfona, tablety lub laptopa w przestrzeni publicznej

W jakich sytuacjach? Choćby tak zwyczajnych jak wpisywanie haseł. Chodzi o bezpieczeństwo danych, a przecież logowanie się do różnych systemów, nawet do sieci społecznościowych ma miejsce prawie codziennie. Często słyszy się o przejmowaniu kont na portalach czy przejęciu czyichś danych wrażliwych, w przypadku takich momentów jak płatności telefonem, czy korzystanie z aplikacji bankowych.

  • Osoby odpowiedzialne za dokonywanie zakupów w firmach

Osoby odpowiedzialne za zakupy w danej firmie, lub mające wpływ na podejmowanie decyzji zakupowych. Dlaczego? Warto pomyśleć o bezpieczeństwie nie tylko w kontekście jednostki, ale wszystkich pracowników firmy. Jest to relatywnie niski koszt w porównaniu do ewentualnych skutków wycieku poufnych danych.

Rodzaje i dodatkowe właściwości filtrów prywatności

Choć filtr prywatyzujący to stosunkowo nowy wynalazek, już teraz na rynku możemy dostać mnóstwo rodzajów tego przydatnego gadżetu:

  • Filtr prywatyzujący do laptopa

Znajdziemy go w różnych rozmiarach odpowiadających najbardziej popularnym wymiarom ekranów przenośnych komputerów. Żeby było nam łatwiej, filtry prywatyzujące dostępne są z oznaczeniami konkretnych modeli laptopów, co znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo, że źle dobierzemy filtr, a jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, zawsze możemy podać dokładne wymiary ekranu.

  • Folie prywatyzujące do smartfona

I w tym przypadku znajdziemy mnóstwo różnych wariantów dostosowanych do najpopularniejszych modeli smartfonów. Nie musimy też przejmować się kwestią estetyki- filtr jest niemal niezauważalny na ekranie telefonu.

  • Filtr prywatyzujący do komputera stacjonarnego

Dobór wygląda podobnie jak w przypadku laptopów. Oprócz spełnienia swojej podstawowej roli, warto wspomnieć również o tym, że filtr prywatyzujący zwiększa ogólny komfort użytkowania urządzeń:

  • minimalizuje odblaski i lustrzane odbicia ekranów
  • chroni przed uszkodzeniami ekranu, zarysowaniami, stanowiąc dodatkowe zabezpieczenie ekranu
  • jest dodatkową warstwą ochronną dla naszych oczu, ograniczając emitowanie światła niebieskiego

Filtr prywatyzujący – test

Pierwszym etapem, przez jaki trzeba przejść, jest dobór odpowiedniego rozmiaru pod preferowany ekran. Na stronie producenta znajduje się, wyszukiwarka modeli. Jeśli nie znajdziemy tam naszego modelu, producent zachęca do bezpośredniego kontaktu z dystrybutorami, wyszukiwarka bowiem nie „widzi” ich stanów magazynowych. Dodatkowo jeśli posiadamy nietypowy sprzęt, producent proponuje rozwiązanie w postaci bardzo elastycznego sposobu na odpowiednie dopasowanie naklejek. Trzeba zwyczajnie zmierzyć wymiary, dorzucając ogólne informacje o konstrukcji ekranu (z ramkami, czy bez. Wybór wiąże się również ze wskazaniem określonego koloru. Postawiłem na złoto, z nadzieją, że zneutralizuje ono lekko niebieski charakter światła emitowanego przez ekrany i da odpocząć oczom.

Kiedy sztywne folie dotarły już do mnie, przystąpiłem do właściwej części testu. Od razu uspokajam, że nie są to filtry przyklejane na stałe. Bez obaw. Nie przypominają one, popularnego szkła hartowanego, przy którego instalacji można się pomylić tylko raz. Nakładki da się zdjąć w każdej chwili, choćby podczas czyszczenia laptopa. W dotyku są bardzo neutralne, a waga przypomina piórko. Dodatkowo można je spokojnie włożyć pod strumień bieżącej wody, a potem przetrzeć suchą szmatką. Czyli, reasumując, nie instalujemy ich na stałe. To był, nie ukrywam, najważniejszy aspekt dla mnie. Zadawałem sobie bowiem pytanie: „A co będzie, jeśli w kilka osób będę chciał coś obejrzeć na ekranie laptopa?”. Na przykład w sytuacji wakacyjnej. Producent pomyślał o tym, dając nam bardzo elastyczny i łatwo zdejmowalny wynalazek.

A jak to działa? Zarówno na smartfonie, jak i na laptopie – bardzo dobrze. Oczywiście trzeba się chwilę przyzwyczaić do złapania odpowiedniego kąta, ale po niedługim czasie, doskonale wiemy jaką przyjąć pozycję, byśmy to my widzieli wszystko doskonale, a osoby dookoła niekoniecznie.

W przypadku smartfona to zabezpieczenie daje niesamowity komfort. Dziś kamery są prawie wszędzie. Niejednokrotnie złapałem się na tym, że wpisując hasło do konta, ktoś po drugiej stronie mógł je spokojnie przeczytać. Z telefonem uzbrojonym w filtr 3M zacząłem mieć poczucie bezpieczeństwa. Pomijam już dziesiątki innych sytuacji, w których ten wynalazek może się przydać. Przecież to, co dzieje się na naszym smartfonie to osobista sprawa i nikt nie powinien się tym interesować. W dużym podsumowaniu filtr bardzo przypadł mi do gustu i zostaje ze mną na stałe. Moje skórzane etui idealnie „złapało”, więc żeby go przeczyścić, raz na jakiś czas, pewnie będę musiał rozbierać całe opakowanie, ale przecież zajmie to najwyżej trzydzieści sekund, więc nie ma problemu.

Na laptopie, mi osobiście, pewnie nie przyda się aż tak bardzo. Pracuję głównie w swoim własnym gabinecie, więc nikt mi przez ramię nie zagląda. Ale z pewnością, gdy przyjdzie kiedyś zabrać komputer w plener, ten filtr okaże się bardzo pomocny. Pamiętam sytuację sprzed paru lat, gdy nie miałem co zrobić z czterema wolnymi godzinami pomiędzy jednym, a drugim spotkaniem, w obcym mieście. Stwierdziłem zatem, że trochę popracuję, przy kawiarnianym stoliku. Na szczęście miałem ze sobą laptopa. Niestety, nie miałem tego wspaniałego filtra. A przydałby się wtedy bardzo, bo miałem wrażenie, że wszyscy gapią mi się w ekran. Także dobrze, że od tej pory jest. Na razie spoczywa w torbie na laptopa, pomiędzy dwoma płatami folii bąbelkowej. Na wszelki wypadek, choć producent gwarantuje wytrzymałość na zarysowania.

Co widzę, gdy patrzę pod kątem? To zdecydowanie jest ogromna zaleta wybranego przeze mnie filtra. Ekran mieni się w szlachetnym, złotym kolorze, dodając urządzeniom bardzo eleganckiego sznytu. Kilkoro znajomych od razu zwróciło na to uwagę, twierdząc, że z ich perspektywy wygląda to po prostu rewelacyjnie. Jestem zdania, że fajnie jest odejść od klasycznej czerni i wprowadzić w swoją codzienność odrobinę barw, choćby przez wybór złotego filtra prywatyzującego - czemu nie?

I to chyba tyle. Filtry sprawdzają się świetnie i nie są drogie. Choć na pewno każdy z nas musi się zastanowić, czy na pewno jest to konkretnie w naszym przypadku potrzebne. Moim zdaniem na smartfonie – zawsze. A na ekranie komputera - to już zależy od charakteru naszej pracy.

O czym jeszcze warto pamiętać?

Kilka kwestii, o których warto pamiętać w kwestii zakupu i montowania filtra prywatności:

  • Wybór właściwego rozmiaru

Najwygodniej jest wybrać filtr dedykowany do danego modelu laptopa, smartfona, tabletu czy ekranu komputera. Wówczas mamy pewność, że nie będziemy mieć większych trudności z jego zamontowaniem, a cała powierzchnia ekranu będzie odpowiednio chroniona. Nie zawsze jednak jest to możliwe, więc musimy uzbroić się w miarkę lub linijkę.

  • Kolor filtra

Toporne i przestarzałe filtry ramkowe dostępne dotąd zwykle występowały w czarnym odcieniu. Oczywiście sam wybór koloru to kwestia gustu, jednak dlaczego nie sprawić, że filtr prywatności będzie czymś eleganckim i znacznie bardziej ciekawym? Znajdziemy je między innymi w kolorze złotym, co doskonale będzie prezentować się na każdym urządzeniu.

  • Odpowiednie zamontowanie

Jak w przypadku montowania każdej folii czy szybki ochronnej na ekranie urządzenia, warto bardzo dobrze wyczyścić powierzchnię, na którą będziemy zakładać filtr, pozbawić ją zanieczyszczeń (nawet mikroskopijnych takich jak kurz), odtłuścić ją (np. za pomocą chusteczki do okularów) i następnie dokładnie założyć filtr. To wszystko.

  • Wybór dobrego producenta

Akurat filtry 3M, które wziąłem do testów, na tle rynku są wyjątkowe - złote. Warto zwrócić uwagę na takie ich cechy jak:

  1. ograniczenie światła niebieskiego nawet o 35%

Światło niebieskie jest światłem wykorzystywanym w każdym smartfonie, tablecie, monitorze. Jego emisja może jednak negatywnie wpływać chociażby na jakość naszego snu (przez nadmierną ekspozycję na światło niebieskie występuje problem z produkcją melatoniny, która dba o jakość snu). Ma również zły wpływ na kondycję naszego wzroku, więc ograniczenie go nawet o 35% z pewnością wpłynie korzystnie na nasze zdrowie.

  1. łatwy montaż i demontaż filtra

Filtr wykonany i montowany jest w taki sposób, że nie wpływa na właściwości naszego ekranu. Bardzo łatwo się go zakłada i ściąga w razie potrzeby, w równie prosty sposób możemy go też wyczyścić.

Ten rodzaj filtra (mam tu na myśli złote, bo czarne są bardziej dostępne) bywa niedostępny w sprzedaży indywidualnej, ale jest dość szeroka sieć dystrybucji w której można je zamówić.

Sprzedawcę można znaleźć poprzez stronę 3M w selektorze produktów wybierając odpowiedni produkt i następnie przechodząc do Kup teraz, gdzie pojawia się opis produktu z przyciskiem GDZIE KUPIĆ. Po wpisaniu kodu pocztowego dowiemy się, gdzie jest najbliższy dystrybutor/sprzedawca.

I voilà możemy się cieszyć złotem na ekranie :)

Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy taki filtr spełni jego oczekiwania, istnieje możliwość zamówienia próbki bezpośrednio od 3M przez formularz na stronie w sekcji filtrów prywatyzujących.

marketplace

Komentarze

7
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Brak widoku z perspektywy korzystającego jak działa ten filtr, czy nie zmienia kolorów, oraz brak informacji od jakiego kąta filtr zaczyna działać sprawiają, że artykuł jest po prostu kiepski.
    Zaloguj się
  • avatar
    Czy to chodzi o jakiś wynalazek pana Balcerowicza?
  • avatar
    Słabo:) Ja mam filtr już wbudowany w matrycę, włączam i wyłączam kiedy chce.
  • avatar
    A patrząc znacznie szerzej na tą sprawę. Tego typu rozwiązania związane z ochroną naszych prywatnych danych są o tyle ciekawe co i nieco śmieszne. Postronne osoby faktycznie mają wtedy nieco trudniejszy dostęp do naszych danych. Ale przecież wystarczy jedno głosowanie i jeden podpis prezydenta, byśmy musieli oddać, za darmo i dobrowolnie, dowolną ilość danych wskazanym instytucjom. Zresztą nie jest to możliwość teoretyczna, gdyż państwa i niektóre firmy legalnie gromadzą o nas naprawdę dużo informacji. I przed tego typu wypływem prywatnych danych dostępne na rynku rozwiązania nas nie mogą uchronić. Jest to więc tylko rodzaj takiej nagrody pocieszenia. Na poprawę humoru.
  • avatar
    "artykuł sponsorowany" nie wymagajcie od nich za dużo.