Planet. Mówi wam coś to słowo? Jeśli kojarzy się wam z Ziemią, to dobrze, bo to właśnie nasza planeta będzie bohaterką fotograficznej sesji jaką chce codziennie powtarzać kalifornijski startup Planet. Wszystko dzięki flocie stu-kilkudziesięciu niewielkich satelitów orbitujących na wysokości około 500 km i wyposażonych w kamery o rozdzielczości 3 do 5 metrów na piksel.
50 Tpix - to tak jakby Google Maps aktualizowało się codziennie
Łączna rozdzielczość zdjęcia Ziemi (mamy tu na myśli obszar zajęty przez lądy) złożonego z fotografii wykonywanych przez satelity zwane Dove (czyli Gołab) wyniesie 50 terapikseli. Rozdzielczość zdjęć można porównywać z rozdzielczością Google Maps.
Oczywiście spora cześć map Google jest dużo lepszej jakości, część gorszej, ale można zaryzykować stwierdzenie, że zdjęcia z Gołąbków pozwolą poczuć jakby to było, gdyby Google Maps aktualizowane były codziennie. Owszem, jak się przekonacie z poniższych przykładów, nie tyle rozdzielczość przestrzenna, co czasowa, jest największą zaletą całego przedsięwzięcia.
DLA CIEBIESamsung - przegląd oferty lodówek
Do pełni szczęścia brakuje paru rzeczy. By poczuć jak dzień po dniu zmienia się wygląd powierzchni całej planety w superrozdzielczości, potrzebowalibyśmy idealnej pogody każdego dnia (a możemy się założyć, że zawsze gdzieś będzie pochmurnie) i przede wszystkim czasu by je dokładnie przeglądać. Przy założeniu, że internetowe łącza i dyski w serwerowniach nie okażą się słabym ogniwem.
Nawet jeśli dane generowane przez Planet nie będą udostępniane publicznie w aplikacji Google Maps czy Earth (a dlaczego tam, piszę poniżej), to będą gromadzone i to już od połowy tego roku (Planet zapowiada wejście satelitów w tryb roboczy na za około 3 miesiące).
Zdjęcie San Francisco sprzed kilku dni
Dla osób zajmujących się badaniem zachodzących obecnie zmian na Ziemi w czasie rzeczywistym już jedno 50 terapikselowe zdjęcie Ziemi co kilka dni byłoby wspaniałym prezentem, a co dopiero codziennie.
Flota satelitów Planet i co z tym ma wspólnego Google
Planet miał do niedawka na orbicie już około 60 miniaturowych satelitów, a udało się umieścić kolejne 88. To wydarzenie zresztą jest warte uwagi ze względu na cyfrę 1. Pierwsza to liczba rakiet, które wykorzystano do wystrzelenia właśnie 104 satelitów. Dokonała tego w Walentynki indyjska rakieta wystrzelona z kosmodromu w Satish Dhawan. Na 104 satelity składały się 3 satelity indyjskie i 101 nanosatelitów, z których wspomniane 88 należy do Planet.
Każdy satelita ma wymiary 30x10x10 cm, mniej więcej tyle ile 2 litrowa butelka Coca-Coli. Jest za to cięższy - każdy Gołąbek waży 4,8 kilograma. Wyposażono je także w łącza o przepustowości 200 Mbps, a orbita pozwala wykonać w ciągu dnia zdjęcia obszaru o powierzchni 2 milionów km kwadratowych. To mniej więcej tyle co powierzchnia całego Meksyku.
A co z tym wszystkim wspólnego ma Google? Otóż Planet kilka dni temu zapowiedziało przejęcie firmy Terra Bella, która jeśli nie wiecie, zajmuje się wykonywaniem zdjęć Ziemi w dużej rozdzielczości za pomocą floty satelitów SkySat na potrzeby Google. Google po sfinalizowaniu przejęcia będzie korzystać z usług Planet. I to jest przesłanka, która pozwala liczyć na to, że w aplikacjach z mapami Google pojawią się być może zdjęcia wykonywane przez Gołąbki. A jeśli tak się nie stanie, to Planet ma też własną platformę dystrybucji obrazów.
Źródło: Planet, ISRO