GTA 6 to tytuł, obok którego trudno przejść obojętnie, nawet jeśli jesteś "niedzielnym" graczem. Choć gra wychodzi za kilka miesięcy, już teraz potrafi poruszyć internautów w dyskusjach i wywołać gorączkę zakupową. Nie dziwi więc, że ludzie od lat powtarzający "nie kupuję gier w preorderze" zaczynają nerwowo sprawdzać stan konta i kalkulować, czy może jednak przy okazji nadchodzącej fali upałów - można zrezygnować z obiadów i zaoszczędzić parę groszy.
Wyciągać pieniądze z portfela? GTA 6 już czeka
No i właśnie dowiedzieliśmy się, ile ma kosztować preorder i kiedy będzie można go składać. Pytanie brzmi: czy warto?
Moim zdaniem - nie. A przynajmniej nie, jeśli jesteś "zwykłym" graczem. Kimś, kto lubi GTA, czeka na nową część, pewnie i tak w nią zagra, ale nie musi mieć jej zainstalowanej już o północy, nie planuje urlopu pod premierę i nie ma w domu ołtarzyka z logo Rockstar Games. Dla takiej osoby preorder jest dziś bardziej emocjonalnym odruchem niż rozsądną decyzją.
WIDEOŚwiatła gasną w samolocie przed lądowaniem? Tak ma być
Bo preorder, niezależnie od tego, jak pięknie jest opakowany, pozostaje zakupem kota w worku. Tak, czasem ten worek jest aksamitny, pachnie pieniędzmi Take-Two i ma nadruk "Rockstar Games", ale nadal nie wiemy, co dokładnie dostaniemy w dniu premiery. Nie wiemy, jak gra będzie działała na konsolach. Nie wiemy, czy serwery wytrzymają. Nie wiemy, czy obietnice i oczekiwania spotkają się z rzeczywistością. Wiemy tylko, że marketing działa. A marketing przy GTA 6 działa jak ciężarówka bez hamulców. I ta ciężarówka nie zatrzyma się, jeśli cokolwiek podczas premiery pójdzie nie tak, twój urlop nie wypali, a gra okaże się nie tym, czego się spodziewałeś.
Branżowe pomniki
Historia gier zna przecież wystarczająco dużo przypadków, które powinny nauczyć nas ostrożności. Cyberpunk 2077 przed premierą był niemal religijnym doświadczeniem: obietnicą wielkiego miasta, wielkiej narracji i wielkiego przełomu. Po premierze, zwłaszcza na starszych konsolach, wielu graczy dostało jednak pokaz tego, jak brutalnie hype potrafi zderzyć się z techniczną rzeczywistością. Doszło do tego, że Sony czasowo zdjęło grę ze sklepu PlayStation Store. To nie była drobna wpadka, tylko branżowy pomnik ku czci zasady: poczekaj na recenzje, poczekaj na testy, poczekaj, aż ktoś inny sprawdzi, jak ten statek w ogóle pływa.
Było też No Man's Sky, które przed premierą obiecywało wiele, a na starcie dla wielu okazało się raczej kosmicznym rozczarowaniem. Dziś to zupełnie inna historia, bo tytuł jest po wielu aktualizacjach i daje graczom wrażenia zupełnie inne od tych, które oferował po premierze. Ale właśnie: to wymagało czasu. Gracze płacili za swoje wyobrażenie o grze, a nie za produkt, który faktycznie mieli przed sobą.
Rockstar zawsze dowozi, ale co z tego?
I jasne, można tutaj użyć argumentu: ale to Rockstar. To studio, które ma w swoim portfolio potężne projekty, które zawsze dowoziły. Studio, które każe czekać latami, ale kiedy już dowozi, to dowozi z rozmachem. Trudno udawać, że GTA 6 to taki sam preorder jak każdy inny. Nie jest. Tu ryzyko rozczarowania wydaje się mniejsze, bo Rockstar ma za sobą historię gier dopracowanych, ogromnych i kulturotwórczych. To jeden z niewielu producentów, przy których słowo "pewniak" nie brzmi naiwnie.
Tylko że "mniejsze ryzyko" to nie to samo co "brak ryzyka". A preorder nie daje zwykłemu graczowi prawie niczego, czego nie dostałby po premierze. Gra nie zniknie ze sklepów. Cyfrowych kopii nie zabraknie. Nikt nie zamknie bram Vice City pięć minut po starcie sprzedaży. Jeżeli ktoś kupi GTA 6 dzień, tydzień albo miesiąc po premierze, nadal zagra w GTA 6. Tyle że będzie wiedział już więcej: jak wygląda optymalizacja, co mówią recenzenci i czy internetowa euforia nie przykryła jakiegoś istotnego problemu.
Oczywiście, są wyjątki. Jeśli jesteś największym fanem serii, jeśli GTA to dla ciebie nie tylko gra, ale wydarzenie, rytuał i powrót do świata, na który czekałeś wiele lat - preorder ma sens. Nie dlatego, że jest bardziej emocjonalny, tylko dlatego, że gry są też emocjami. Czasem człowiek chce być częścią premiery od pierwszej minuty. Chce pobrać grę wcześniej, odpalić ją równo ze startem, wejść w ten hałas z resztą świata. I ja to rozumiem. Entuzjazm też ma swoją wartość.
Kupić obietnicę? Wolę poczekać na dowód
Ale jeśli pytanie brzmi, czy warto preorderować GTA 6 z perspektywy przeciętnego gracza, moja odpowiedź brzmi: nie warto się spieszyć. Poczekałbym. Nie z braku wiary w Rockstar, lecz z szacunku do własnych pieniędzy. To może być jedna z najważniejszych gier dekady. Może być arcydziełem. Może sprzedać się w absurdalnych liczbach i zdominować rozmowy na lata. Ale żadna z tych rzeczy nie wymaga ode mnie płacenia kilka miesięcy wcześniej.
Preorder to obietnica. Premiera to dowód. A ja, nawet przy GTA 6, wolę płacić za dowody.