Choć Nothing Ear (3a) pozycjonowane są w ofercie producenta jako słuchawki budżetowe, mają kilka cech, które zawstydzają nawet modele premium.
Nothing Ear (3a) mają wbudowaną pamięć. Działa to imponująco, ale przydatność w codziennym użytkowaniu stoi pod znakiem zapytania
Słuchawki same w sobie mają 32 MB wbudowanej pamięci, zdolnej do przechowania ok. 2 godzin skompresowanego audio. Podczas odtwarzania muzyki, podcastów czy audiobooków wystarczy ścisnąć obie słuchawki jednocześnie, by zapisać maksymalnie 1-minutowy fragment.
WIDEO
Co ciekawe, Nothing Ear (3a) mają bufor wsteczny. Po jego włączeniu słuchawki nieustannie rejestrują odtwarzany dźwięk w locie, a po ich ściśnięciu zapisują fragment zaczynający się 15 lub nawet 30 sekund wcześniej.
Tzw. migawki audio zapisywane są bezpośrednio na słuchawkach, ale można je przesłać na smartfon z Androidem lub iPhone'a za pomocą apki Nothing X. Pozwala ona na wygenerowanie transkrypcji i nawet ta funkcja jest zaskakująco rozbudowana, bo użytkownik ma do dyspozycji trzy różne modele językowe: lokalny szybki, lokalny dokładny oraz profesjonalny w chmurze. Ten ostatni w przyszłości ma być płatny, ale sprawdziłem tę funkcję na kilku nagraniach i przetwarzanie na urządzeniu działa w mojej ocenie wystarczająco dobrze.
Od strony technicznej cała funkcja działa bez zarzutu, więc jeśli ktoś widzi dla niej zastosowanie, to będzie zadowolony. Ja jednak nie widzę. Spędziłem z Nothing Ear (3a) ponad miesiąc i ani razu nie czułem potrzeby nagrania tego, czego akurat słucham.
Technicznie słuchawki Nothing Ear (3a) są zdolne do zapisania nawet 2-godzinnej rozmowy telefonicznej, ale funkcja ta nie jest dostępna w Polsce, co producent tłumaczy koniecznością dopasowania jej do lokalnych regulacji. Choć nagrywanie rozmów w naszej części świata nielegalne nie jest, to nie wiem, na ile Nothing jest zdeterminowany, by uzyskać niezbędne certyfikaty, więc nie wiadomo, czy brakująca funkcja kiedykolwiek się w Polsce pojawi. A szkoda, bo jest to jedyny scenariusz użycia, dla którego widziałbym u siebie zastosowanie.
Nothing Ear (3a) mają praktyczne wzornictwo
Nothing od samego początku stawia w swoich projektach na przezroczystość i nie inaczej jest w tym przypadku. Transparentne słuchawki wyglądają nowocześnie i wyróżniają się z tłumu, a w przypadku etui dochodzi do tego walor czysto praktyczny - bez otwierania pokrowca widać, czy słuchawki znajdują się w środku.
Innym przydatnym elementem jest umieszczony na etui pasek LED, który sygnalizuje poziom baterii. Coś takiego nie jest standardem nawet wśród kilkukrotnie droższych słuchawek, a szkoda, bo brak konieczności sprawdzania na telefonie, czy słuchawki wymagają naładowania, jest bardzo odświeżający.
Jeśli chodzi o konstrukcję akcesorium i jego obsługę, producent nie starał się wynaleźć koła na nowo. Nothing Ear (3a) to typowe "ogonkowe" słuchawki, które reagują na nacisk. Osobiście preferuję konstrukcje bez wystających z ucha pałąków, ale skoro taki design jest dziś branżowym standardem, to raczej większość użytkowników nie ma z nim problemu.
Wygoda noszenia to oczywiście sprawa mocno indywidualna, ale w tej generacji producent dołączył do zestawu gumki w aż czterech rozmiarach, co maksymalizuje szansę na dopasowanie słuchawek do swoich uszu. Ja nie miałem problemów z noszeniem Nothing Ear (3a) przez wiele godzin bez przerwy, a podczas kilku tygodni nie wypadły mi z uszu ani razu, nawet na siłowni. Choć oczywiście jesienią i zimą dojdzie ryzyko zahaczenia o wystający pałąk np. kołnierzem kurtki.
Nothing Ear (3a) mają dźwięk jak z gumy, ale ANC pozostawia nieco do życzenia
Dawno nie spotkałem się ze słuchawkami, które od nowości grałyby tak bardzo basowo. Mnie akurat ich domyślne brzmienie odpowiada, bo taka głębia sprawdza się podczas słuchania dynamiczniejszej muzyki na treningach, ale jeśli ktoś woli bardziej stonowane brzmienie, to także się nie zawiedzie.
Jako baza do strojenia, Nothing Ear (3a) stanowią jedną z najlepszych propozycji w swojej klasie cenowej, bo mają wyjątkowo rozbudowany korektor dźwięku. Producent przygotował pięć presetów dźwiękowych (zrównoważony, więcej basu, więcej sopranu, głos i standardowy), 8-pasmowy equalizer z możliwością precyzyjnej korekty częstotliwości oraz zestaw profilów korektora "strojonych przez ekspertów". Wbudowane przetworniki reagują na wszystkie zmiany bardzo elastycznie, więc każdy powinien być w stanie dopasować brzmienie do własnych preferencji.
To, że Nothing Ear (3a) nie są słuchawkami premium, najbardziej słychać po ANC, które działa bardzo przeciętnie. Testowałem je przy ruchliwej ulicy, w samochodzie, w pociągu oraz samolocie i radzą sobie z filtrowaniem głównie jednostajnego, niskiego hałasu, ale i tak nie odcinają go całkowicie, bo dźwięki otoczenia z reguły przebijają się nawet przez muzykę.
Co więcej, po włączeniu aktywnej redukcji szumów słuchawki zaczynają generować wyraźny szum własny. Ten co prawda ginie pod muzyką, ale znam kilka osób, które spacerując po mieście niczego nie słuchają, ale aktywują ANC, by odciąć się od otoczenia. Nothing Ear (3a) nie bardzo się do czegoś takiego nadają.
Bateria Nothing Ear (3a) nie bije rekordów, ale zazwyczaj jest wystarczająca
Słuchawki TWS - z uwagi na swój niewielki rozmiar - dają projektantom niewielkie pole do działania, a w tym przypadku producent postanowił upchnąć w środku dodatkowe komponenty odpowiedzialne za zapisywanie dźwięku. Z tego powodu bateria jest z pewnością mniejsza niż mogłaby być, ale nie ma dramatu.
Z włączonym ANC i maksymalną głośnością Nothing Ear (3a) wyciągały u mnie ok. 5 godzin. Z reguły jest to dla mnie wynik wystarczający, bo rzadko zdarza mi się korzystać ze słuchawek dłużej, ale jednak na rynku nie brakuje modeli, które zapewniają lepsze czasy pracy.
Etui pozwala naładować słuchawki 3-krotnie, a samo ładowanie na początkowym etapie jest szybkie, bo wystarczy kilka minut, by zapewnić godzinę pracy. Do pełni szczęścia zabrakło mi obsługi ładowania bezprzewodowego, ale w tej klasie cenowej nie jest ono standardem.
Czy warto kupić Nothing Ear (3a)?
W cenie do 500 zł ambicje wielu producentów nie wykraczają poza "byle grały jako tako", a tutaj naprawdę widać postaranko.
- Funkcja nagrywania dźwięku to coś unikatowego i widać, że producent się do niej przyłożył.
- Wbudowany wskaźnik naładowania baterii nie jest standardem nawet w segmencie premium.
- Najnowszy standard Bluetooth 6.0 wciąż jest rzadko spotykany.
- Design wyróżnia się z tłumu.
Do tego Nothing Ear (3a) grają naprawdę nieźle, a i bateria - choć niewyśrubowana - nie daje powodów do narzekań.
Największe minusy to dla mnie przeciętne ANC i brak ładowania bezprzewodowego, ale w tej cenie nie można mieć wszystkiego.