Autorzy pomysłu przekonują, że StormWall mógłby stać się odpowiedzią na zagrożenie tzw. superburzami słonecznymi. W proponowanym wariancie w przestrzeni kosmicznej znalazłoby się sześć dużych satelitów, których zadaniem byłoby stworzenie rozległej osłony działającej jak amortyzator dla najbardziej niebezpiecznych zjawisk pochodzących ze Słońca. Według zespołu takie rozwiązanie mogłoby zabezpieczyć światową gospodarkę przed stratami liczonymi nawet w bilionach dolarów.
Ryzyko rośnie zwłaszcza wtedy, gdy aktywność Słońca zwiększa się w ramach jedenastoletniego cyklu. Szczególnie problematyczne są koronalne wyrzuty masy (CME), które mogą prowadzić do szeregu następstw: od uszkodzeń satelitów, przez zagrożenia dla astronautów, aż po zakłócenia działania sieci energetycznych i internetu na Ziemi. Jak wskazano, dziś ludzkość opiera się głównie na prognozowaniu takich epizodów i przygotowywaniu infrastruktury tak, by przetrwała potencjalne uderzenie.
W nowej koncepcji kluczową rolę mają odegrać satelity StormWall rozmieszczone 36 tys. km nad Ziemią. Po wykryciu nadciągającej burzy urządzenia miałyby uwalniać do magnetosfery bardzo duże ilości gazu – wskazano m.in. bar lub wapń. W efekcie powstałaby warstwa plazmy, która działałaby jak przeszkoda ograniczająca prędkość i siłę uderzenia CME. Zespół podaje, że przeprowadzone symulacje sugerują możliwość obniżenia intensywności superburzy nawet o ponad połowę.
Najciekawsza planeta okrążająca Słońce. Inne gwiazdy też takie mają
Twórcy projektu zaznaczają, że StormWall nie miałby "zatrzymywać" zagrożenia całkowicie, lecz przede wszystkim łagodzić jego skutki – podobnie jak samochodowa poduszka powietrzna. Jeden z autorów ujął to wprost: "To tak, jakby zainstalować poduszkę powietrzną w magnetosferze". W materiale zwrócono też uwagę na test symulacyjny odnoszący się do znanej burzy z maja 2024 r., gdy Ziemię uderzyło kilka silnych CME. Według analizy w takim scenariuszu zaburzenia geomagnetyczne mogłyby być nawet o 84 proc. słabsze.
Choć pomysł brzmi jak technologiczny przełom, autorzy wskazują na kwestie, które musiałyby zostać dopracowane, zanim system trafiłby do realizacji. Chodzi przede wszystkim o koszty wdrożenia oraz organizację uzupełniania zapasów gazu po każdorazowym użyciu. Satelity wyposażone w wielkie zbiorniki należałyby do najcięższych obiektów wynoszonych na orbitę i wymagałyby zastosowania najnowocześniejszych systemów rakietowych. Zespół argumentuje jednak, że nawet trudny i drogi projekt może okazać się bardziej opłacalny niż skutki wielkich burz słonecznych, które – jak podkreślono – mogą generować straty rzędu kilku bilionów dolarów.
W przytoczonych opiniach niezależnych specjalistów StormWall oceniono jako propozycję jednocześnie nowatorską i możliwą do wykonania w perspektywie najbliższych lat. Wskazano też, że w praktyce mógłby to być jedyny realny wariant aktywnej ochrony Ziemi, bo innych rozwiązań o podobnym charakterze obecnie nie widać. Jeden z cytowanych ekspertów z dziedziny fizyki heliosferycznej przyznał, że gdyby miał pewność nadchodzącego zdarzenia zdolnego wyłączyć sieć energetyczną, "zdecydowanie chciałbym mieć taki system".
Autorzy koncepcji podkreślają, że kolejne badania mają pomóc w wykluczeniu niepożądanych skutków ubocznych związanych z takim "wzmocnieniem" magnetosfery. Ich zdaniem uwolniona plazma powinna szybko się rozpraszać za sprawą wiatru słonecznego, a to ma oznaczać brak zagrożenia dla atmosfery. W tekście zaakcentowano również apel, by nie odkładać prac nad projektem, ponieważ kolejny "stuletni sztorm" może wystąpić w dowolnym momencie.