Komputery

Co przyniesie przyszłość ?

Tak się czasem zastanawiam grzebiąc we wnętrznościach kolejnego komputera lub czytając opisy nowości rynkowych: jak będzie wyglądał komputer za kilka lat? Jakie będzie miał możliwości, jakie nowe funkcje? W końcu postanowiłem zebrać to wszystko w jednym tekście proroczo-życzeniowym, czyli próbie spojrzenia w przyszłość połączonej z dawką gdybania.

Zaczniemy od tego, co na wierzchu. Od wyglądu, a raczej jego braku.
PeCet jaki jest, każdy widzi. Ładna lub zwyczajna kanciasta obudowa, wiązka mało estetycznych kabli, monitor, klawiatura i myszka. Po bokach jakieś głośniki, trochę walających się po biurku dodatków typu kamerka, mikrofon, joypad. W szufladzie stosy płyt CD/DVD, opisane co prawda flamastrem, ale znaleźć potrzebny plik to zazwyczaj pół godziny wachlowania płytkami z naszpikowanym artystycznymi wulgaryzmami monologiem. Podobno istnieją gdzieś na świecie pedanci, mający porządek w swoim hard- i software, ale zdecydowanie nie daję wiary takim pogłoskom. Prawda jest taka, że współczesny komputer ma skłonności do tworzenia bałaganu w swoim wnętrzu i otoczeniu, bo już sam jego wygląd zawsze będzie dysonansem w uporządkowanym pomieszczeniu. A laptop wprost przeciwnie - może stanowić kolejny element wystroju i rysu nowoczesności, ponieważ płaskie pudełeczko fajnie komponuje się z każdym gustownie urządzonym pokojem. Jednak nie będę tutaj udowadniać wyższości laptopa nad desktopem, ale pomyślmy wspólnie, czy zwykły, duży komputer stacjonarny może wyglądać naprawdę pięknie?
Na polu wzornictwa niewątpliwie awangardę stanowi firma Apple, nic więc dziwnego, że ostatnio spodobał mi się projekt iMaca. Pomyślałem sobie, że właśnie tak lub podobnie mogłyby wyglądać nasze domowe, zwyczajne PeCety.

... w naszej redakcji testujemy właśnie najnowszego iMac'a

To chyba nic trudnego dla dzisiejszych technologii, aby zintegrować w jednej obudowie z monitorem wszystkie podzespoły? A przecież mówimy o komputerze Anno Domini 2010, czyli technologie będą jeszcze bardziej rozwinięte, niż dzisiaj. Mamy więc 24-calowy monitor ze zintegrowanymi głośniczkami po bokach, a za jego tylną płytą kryje się kompletny komputer. Wystarczy odkręcić dwie śrubki, aby uzyskać dostęp do podzespołów, przeczyścić z kurzu wiatraki, dołożyć kostkę pamięci lub nową kartę rozszerzeń. Tak, PeCet musi bowiem pozostać PeCetem z jego największą zaletą, ze źródłem jego potęgi i siły - modularną budową. W przeciwnym przypadku skończy jak Amiga albo stanie się konsolą. Brrrrr!!! Tylko nie to.

Za monitorem można spokojnie zorganizować dużo przestrzeni dla mocnej grafiki, dla procesora, dla slotów PCI-E czekających na karty rozszerzeń, dla dysku lub nawet dwóch czy trzech twardzieli. A napęd optyczny dajemy do stopki monitora, obok gniazdek USB 3.0, gdzie będzie zawsze łatwo dostępny. Z takiej jednostki centralnej wychodzi jeden kabel - do sieci 220V, co już nie gwałci naszego poczucia estetyki.

wizja komputera przyszłości według firmy Dell

Jak wyobrażam sobie w takim razie płytę główną takiego komputera? Format ATX wydaje się być nieśmiertelny, ale w tym wypadku będzie musiał poddać się niewielkim modyfikacjom. Najpoważniejsza zmiana to mocowane pionowo, równolegle do powierzchni płyty karty rozszerzeń. A może będzie to tylko jedna karta - graficzna? Bo muzyczną mamy zintegrowaną, sieciówka została zastąpiona przez kartę Wi-Fi, tuner cyfrowej telewizji satelitarnej lub naziemnej też zintegrowany, moduł Bluetooth zintegrowany... Tak, wystarczy tylko jeden slot PCI-E, dla dodatkowej, mocnej grafiki, bo taka zwykła o wydajności GF 9800Ultra jest przecież na płycie, jako podstawowa grafika dla multimediów oraz mało wymagających gier.

Co jeszcze można zintegrować na płycie głównej? Pomyślałem sobie, że przydałby się jakiś niewielki, ale szybki dysk, na którym mielibyśmy najnowszy system operacyjny Vista Vio 2010. Dysk flash o pojemności 20 albo 40 GB, czyli taki bez ruchomych części, bezgłośny, nie grzejący się, szybki niczym pamięć RAM. Do płyty podłączamy sobie drugi dysk, o pojemności dajmy na to 4 TB, na którym zmieści nam się kilkanaście ściągniętych z netu filmów FullHD DD 5.1 bez żadnej pogarszającej jakość kompresji oraz trochę zdjęć, muzyki i parę zainstalowanych gier. Napęd optyczny to będzie pewnie jakaś płaska nagrywarka BlueRay lub HD DVD, zamontowana w stopce monitora, oczywiście z możliwością wymiany w przypadku awarii.

A jakie gniazdka i porty udostępni nam płyta główna za 3 lata? Hm... a czy w ogóle będą nam potrzebne jakieś gniazdka z tyłu? No bo porty USB na przenośną pamięć flash lub zewnętrzny dysk będą się mieściły obok napędu optycznego, z przodu. Myszka i klawiatura będą oczywiście bezprzewodowe (na Bluetooth), nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Zostaje dźwięk... wyjście dla porządnego dźwięku przestrzennego, podłączenie do wzmacniacza kina domowego. Tego się nie da puścić bezprzewodowo, niestety, a dobry dźwięk przestrzenny to dla gracza bardzo ważna sprawa. No dobra, w takim razie dla melomanów dajemy wyjście optyczne albo HDMI w stopce monitora, z tyłu, żeby kabelek od razu schował się pod biurkiem. Zresztą zintegrowane z monitorem głośniki wcale nie będą takie tragiczne jak dzisiaj, a w stopce można zamontować dodatkowo jakiś niewielki subwoofer, aby dawał namiastkę basów - czemu nie, skoro już dzisiaj  można coś takiego stosować w laptopach?

Teraz monitor - pomyślałem sobie, że nie byłoby najlepiej, gdyby stanowił jedną całość z obudową. Może więc skrzyneczka mieszcząca podzespoły komputera oraz panel LCD byłyby rozłączne? To chyba dobra idea, bo moglibyśmy w każdej chwili wymienić monitor na większy lub lepszy. Technicznie to też nic trudnego - dwie śrubki, do tego jakieś zatrzaski spinające zasilanie i kabel sygnałowy i gotowe. A sam monitor to pewnie będzie panoramiczny LCD na matrycy TN, o przekątnej 24 cale i rozdzielczości full HD 1920x1080 pikseli.

Może producenci opanują w końcu tajniki technologii na tyle, aby zrobić matryce, w których czerń będzie rzeczywiście czarna? Może będą już szeroko rozpowszechnione matryce podświetlane diodowo, a nie za pomocą lamp? A może jednak OLED? E, to chyba nie...

Jaki procesor będzie napędzać ten nasz cud techniki? Pewnie w końcu rozpowszechnią się już na dobre wielordzeniowe CPU, powinny już pojawić się na rynku nowe wersje programów korzystających z dobrodziejstw dual- i quad-CPU.

Roadmap Intela i AMD wskazuje, że wielordzeniowce będą udoskonalane, mam taką nadzieję, że wykonane w technologii 32 nm procki nie będą się zbytnio nagrzewać i do ich chłodzenia wystarczy skromny, cichy coolerek. Cieszy mnie również fakt, że producenci dostrzegają konieczność oszczędzania energii, wyposażając nawet stacjonarne CPU w różne systemy minimalizujące pobór prądu. Nasz PeCet musi dostosowywać się do wymagań chwili, oferować dużą moc obliczeniową wtedy, kiedy tego potrzebujemy, a podczas słuchania muzyki i surfowania po necie mógłby wyłączać te rdzenie, z których nie korzystamy.
Oczywiście nie ma mowy o wlutowanych na stałe w płytę główną procesorach. Owszem, może za 10 lat, ale nie w najbliższej przyszłości. Chcę mieć możliwość wymiany CPU, kiedy tylko uznam za stosowne. Na szczęście ostatnio podstawki nie zmieniają się tak często jak kiedyś, więc można jakoś rozsądniej planować przyszłe modernizacje sprzętu - i oby za trzy lata było podobnie. Natomiast nie mam nic przeciwko o zintegrowaniu z procesorem karty graficznej. Jeśli ma to dodać karcie mocy, a producentowi pozwoli zaoszczędzić trochę kasy na krzemie, to niech sobie integrują. Obym tylko mógł wyłączyć to badziewie w BIOS-ie i uruchomić jakąś prawdziwą, potężną grafikę, aby pograć w Quake V (powinien się chyba ukazać przez 2010, jak sądzicie?).
A skoro wspomniałem o Quake - czy w końcu doczekamy się ulepszonej, poprawionej sztucznej inteligencji w grach? Bo jak na razie komputerowe IQ (czy raczej AI) oscyluje w okolicach zera bezwzględnego i nie widać żadnej poprawy. Może w takiej Civilization IV czy Company of Heroes komputer usilnie stara się utrudnić życie graczowi, ale robi to tak klasycznie komputerowo, że aż grać się odechciewa... W innych grach z tego co wiem jest podobnie, od zarania gier to taka przypadłość ponadgatunkowa, dotycząca każdego typu rozgrywki: FPP, RTS, RPG itp. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nic nie zastąpi gry z żywym przeciwnikiem w dobrym multiplayerku, że producenci ulepszają właśnie sieciowe gry wieloosobowe. No i bardzo dobrze, ale czyż u licha, nigdy nie doczekam się na sterowane komputerowo hordy, które nie idą prostą drogą pod nóż, ale zmuszają mnie do wysilenia resztek szarych komórek? Czy zawsze rozgrywka z komputerem będzie się sprowadzać do rozgryzienia jego "sposobu nie-myślenia", jego algorytmów, według których działa i których nie jest w stanie zmieniać ani modyfikować? Czasem łezka się w oku zakręci na wspomnienie Reaper Bota z Quake I...
No dobra, pożaliłem się - pora wracać do sprzętu.

Miłościwie nam panujący dwaj producenci kart graficznych są w tej chwili tak jakby nieco zagubieni. Nie mogą sobie poradzić z DirectX 10, mają problemy z Windows Vista, a nowe gry są złośliwie niekompatybilne ze sterownikami. Gracze zniechęcają się, denerwują, odkładają zakupy na bliżej nieokreśloną przyszłość lub kupują karty poprzedniej generacji. Bo tak na dobrą sprawę, to nie ma w tej chwili taniej i wydajnej karty graficznej z najnowszego miotu 8xxx (nVidia) i X2xxx (AMD), która dałaby radę najbardziej wymagającym sprzętowo nowościom. Mam więc nadzieję, że producenci wyciągną właściwe wnioski i za trzy lata będziemy mogli w sklepach za średnią kwotę kupić naprawdę dobre karty. Aktualny wtedy DirectX 11 podniesie wymagania sprzętowe, ale też doda urody grom, obliczanie fizyki zepchnie na barki CPU lub innej dedykowanej karty. Będziemy grać w rozdzielczości 1920x1080, z antyaliasingiem i filtrowaniem, przy średniej 50 fps i włączonej najwyższej jakości grafiki, i to wszystko na karcie ze środkowej półki cenowej. Nie łudzę się, że taka karta wystarczy na kilka lat do komfortowej gry. Jestem skłonny co rok wymieniać kartę graficzną, dopłacając jakąś rozsądną sumę, ale chcę mieć za to odpowiednią wydajność i jakość we WSZYSTKICH grach. A, i chcę mieć stabilne sterowniki, uaktualniane co trzy miesiące, bez konieczności łatania grafiki patchami dla każdej gry z osobna.  Bo przecież za sterowniki też płacimy, są nierozłączną częścią karty - czemu mają być niedopracowane i wadliwe? Ktoś powie: takie rzeczy to tylko w konsolach... ale ja się z tym nie zgadzam. Chcę mieć dobre sterowniki. Płacę za to! Może za kilka lat jakieś wpływowe na Zachodzie federacje konsumentów zmuszą producentów do brania pełnej odpowiedzialności za towar oferowany klientom? Trzymam za to kciuki.

Karta graficzna ma być więc wydajna, ma mieć dopracowane sterowniki i ma leżeć na środkowej półce cenowej. Co jeszcze? Przydałoby się, aby po włączeniu pełnego obciążenia grafiką żarówki w mieszkaniu nie przygasały. Jak czytam newsy o zasilaczach 1kW, to mam ochotę podłączyć do takiego zasilacza... nie, nic nie powiem, niewinne dzieci mogą czytać ten tekst. Ale procesor z TPD 125W albo karta graficzna wymagająca zasilacza 500W wzbudzają u mnie agresję. Ludzie, nie tędy droga, komputer ma służyć do pracy i rozrywki, a nie zastępować centralne ogrzewanie z koniecznością wyłączenia go o 22-giej, aby nie zabulić mandatu za zakłócanie ciszy nocnej hałasami wentylatorów chłodzących. Paranoja. Nie kupię nigdy takich wynalazków - dla mnie mocna grafika za trzy lata ma być chłodzona pasywnie, nic nie tracąc na wydajności. Niech producenci inwestują w nowe procesy technologiczne, ale idąc w 2010 roku do sklepu po nową kartę nie chcę widzieć żadnych wiatraczków! Ani chłodzenia wodnego, rzecz jasna.

Grafikę mamy załatwioną, teraz kolej na najbardziej oporną na zmiany działkę, czyli sterowanie. Myszka wraz z klawiaturą królują tutaj od zawsze i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja szybko się zmieniła. Na pewno nie chcę sterować komputerem za pomocą głosu. Mam siedzieć za biurkiem i gadać do blaszaka? Fakt, czasem to robię... ale biedny byłby komputer, gdyby musiał postąpić według tych sugestii. ;) Chcę za trzy lata kupić fajna, płaską klawiaturkę i ergonomiczną myszkę, oczywiście bez żadnych plączących się kabelków. I nie chcę potem przeczytać w recenzji, że moja myszka ma jakąś akcelerację wsteczną, a klawiatura opóźnienie rzędu kilku sekund. Ale jak tak sobie myślę, to klawiatura mogłaby mieć lekko podświetlane klawisze, a raczej literki na klawiszach. Przydałby się taki bajer w nocy, czy to w czasie grania, czy w czasie pisania. I to wszystko w umiarkowanej cenie dzisiejszych dobrych zestawów, a nie za dwukrotność minimum socjalnego w naszym pięknym kraju.

Dodatkowo wraz z komputerem otrzymujemy małego, skromnego pilota, gotowego do pracy bez żadnych konfiguracji. Ma za zadanie sterować odtwarzaniem filmów i muzyki, ma być wytrzymały na przypadkowe upadki i nieprzypadkowe zderzenia ze ścianą - taki podręczny gadżet.
Można przypuszczać, że za 2 - 3 lata pamięci DDR3 będą szybkie, szeroko rozpowszechnione i tanie, będą też konkurować z wchodzącymi na rynek DDR4. W naszych komputerach rozsądne minimum będzie stanowiła wielkość 2 GB. Pamięć RAM to w sumie nudny temat, przejdźmy więc dalej - do zasilaczy.
Ponieważ apetyt na kilowaty w 2010 roku jest znacznie mniejszy niż obecnie, toteż zasilacze mają moc 400W, są też niewielkie, formatu micro-ATX. Muszą zmieścić się z tyłu monitora, są więc bardziej płaskie, niż obecnie, mają dwa bardzo ciche wentylatorki i duży radiator. W 2009 roku specyfikacja ATX 3.0 wywaliła z zasilaczy niepotrzebne obwody +3.3 i +5V, toteż zasilacze stały się znacznie prostsze, a 400W mocy oznacza 400W rzeczywistej, żywej, czystej mocy kilku obwodów 12-voltowych, co spokojnie wystarcza dla najbardziej wydajnego kompa. Jest cicho, stabilnie oraz taniej niż obecnie, pomimo trzymania rygorystycznych norm napięciowych, narzucanych przez specyfikację.

To tyle, jeśli chodzi o główne podzespoły typowego komputera. Jak Wam się podoba taki sprzęcik? Uniwersalny, gotowy do współpracy przez Bluetooth i USB z telefonem komórkowym, drukarką, odtwarzaczem MP4 i cokolwiek tam jeszcze rozpowszechni się do tego czasu. Duży monitor, mocna konfiguracja, cicha praca, brak denerwujących kabli, estetyczny wygląd... A najlepsze jest to, że konfiguracja średnia kosztuje tyle, co dzisiejszy przeciętny komputer - około 3000 PLN z monitorem.

Taki komputer nie stanowi konkurencji dla laptopa, ponieważ jak nietrudno zauważyć, nie jest przenośny. Ma wielki ekran, 24 cale to minimum, a 30 cali to norma. Laptopy mają bardzo energooszczędne ekrany 15-calowe, mają też... to chyba temat na następny felieton :)

Komentarze

0
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.

    Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!